środa, 18 maja 2016

Brak wiary.

Z chwil pięknych przydażyła mi się taka, że mój Dziadek odbiera znowu odemnie telefony. Znowu rozmawiamy. Znowu się śmieje. Znowu przeklina. Znowu planuje, znowu cieszy się życiem.

A ja tam stałem nad jego łóżkiem. Wtedy w szpitalu i myślałem aby umarł i się już nie męczył. Poddałem się, tam wtedy.

Mam na sobie te wszystkie dni, wszystkie noce. Każdą chwilę. Każdą jedną kiedy płakałem z bezsilności.

Mam przed sobą chwile kiedy musiałem w nocy w domu łapać go za ręce i wbre jego woli pchać mu rure w usta i odsysać płyny. On patrzył na mnie, szarpał się, z nienawiścią w oczach, z żalem, że ja mu to robie.

Chwile kiedy kurwa mi mówili tyle razy, że on umrze, przy nim, że to jego koniec. A ja bezsilny stałem przy nim i mówiłem mu , że da rade, że jestem z nim , że wyjdziemy z tego razem, żywi.

Kiedy pierdolony doktor drwił ze mnie, że tam stoje na straży.

Kiedy nad ranem przyjeżdzałem, a on cały umazany w kupie, a jedyną osobą jaka miała z tym problem w szpitalu byłem ja sam. Nikomu więcej to nie przeszkadzało.

Bolą mnie te wszystkie wspomnienia. I to , że mojemu Tacie nie pomogłem. Chciałbym cofnąć czas i wiedzieć co wiem teraz. Pójść tam do niego do szpitala w Chełmie i rozpierdolić tych łapówkarzy skurwysynów lekcewarzących i kpiących z chorego. Złapać za gardło, docisnąć do ściany i ze spokojem w oczach przekazać , że mają szanse by się zreflektować.

Jutro zobacze znowu mojego Dziadka. Żywego, uśmiechniętego. Zrobimy sobie herbate. Pośmejemy się. Oddam mu jego tablet, znowu wyszuka jakieś stare piosenki i mi puści.

11 listopada leżał na łóżku w szpitalu. Dusił się. Był nieprzytomny. Puszczałem mu jego piosenki. Płakałem w kącie i pragnąłem by wyszedł z tego. Te wszystkie dni, wszystkie, każdy jeden, każda chwila którą spędziłem z nim w tych wszystkich szpitalach. Tego nie da się zapomnieć. Ci cierpiący ludzie pozostawieni sami sobie. Przywiązywani do łóżek. Ta znieczulica. Ta powierzchowność.

Brak wiary. Ludziom w koło kurwa brakuje wiary. Wierzą w Boga i w nim pokładają nadzieje myśląc , że co będzie to będzie i tak Bóg decyduje. I to jest ten jebany obłęd. Ja zamiast dostawać wsparcie słuchałem o pierdolonych modlutwach i o wsparciu Boga o które ktoś prosi. Pomogło ? Nie!
Ludzie chorzy potrzebują pierdolonego wsparcia, bycia przy nich, uśmierzania cierpienia, myślenia za nich, szukania pomocy wszędzie gdzie się da a nie jebanej modlitwy. Gdzie ja kurwa żyje ? Co to jest za świat!

Bóg nie przychodził by biegać po szpitalach i szukac pomocy.
Modlitwa nie pomagała kiedy Dziadek miał atak padaczki.
Nie pomagała też kiedy nie podawano mu leków i ja musiałem prosić o nie.
Boga nie było kiedy leżał umazany w kale i ja go myłem od stóp do głowy.
Boga nie było kiedy ja nie spałem po nocach i mało nie rozjebałem się o tira gdy zasnąłem za kierownicą.
Gdzie był Bóg kiedy Dziadek był odsyłany do ZOL-u który by go zajebał.
Modlitwą nie dało się zrobić tomografi o którą musiałem się prosić bo o niej zapomniano.
Bóg nie załatwiał pieniędzy na lekarzy, lakarstwa ani rehabilitacje.

Bóg załatwił jedną sprawe. Nauczył mnie, że nie ma czegoś takiego jak rodzina. Są tylko ludzie bliscy których okazało się mam więcej niż myślałem.

Obiecałem wszystkim wierzącym w Boga i na niego się powołującym, że w ich potrzebie ja pierwszy rzuce swoją pracę, kupię różaniec i będe się  modlił o wsparcie dla nich.


Musiałem się pierdolić z tymi zombie w tych szpitalach żeby ratować Dziadka. Czuje się zniszczony, brudny, obdarty z siły , ale jedno jest pewne. Przeżyłem coś. Zaznałem wiary. Wiary w to co robiłem. TEraz kiedy rozmawiam z Dziadkiem przez telefon płacze. Płacze bo po tym co widziałem, co było on mówi do mnie i się śmieje. To jest niesamowite przeżycie. Stracić nadzieje, bo ja ją straciłem, walczyłem o niego ale w środku już nie mogłem patrzeć na jego cierpienie. I nagle jest. Oto otwiera mi drzwi, a ja kurwa nie wierze własnym oczom!

Jestem szczęśliwy, że kiedy przyszła chwila ciężka okazało się , że moja miłość do niego nie była słowami. Ciesze się, że zrezygnowałem ze wszystkiego z czego mogłem zrezygnować by dac mu wszystko co mogłem dać. To jest kurwa niesamowite uczucie, oddać się komuś kogo się kocha, tak bez reszty bez jebanych kompromisów. Dziś mógłbym umrzeć z czystym sumieniem wobec mojego Dziadka. Nie zdradziłem go. Jestem szczęśliwy, że to co mi dał dało  mi siłe. Nie straciłem jego w sobie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz