środa, 23 grudnia 2015

18 wrzesnia zaczelismy walke

Trzy miesiace temu pobiegłem do Dziadka do szpitala. Trzy miesiace walczymy o życie. Trzy miesiace nocy i dni w drodze, w szpitalu, w poczekalni, w korytarzu. Proszac o pomoc, dopytujac, szukajac pomocy, proszac o to co powinno byc zrobione, dziekujac za to co jest zrobione. Ile moze wytrzymac jeden czlowiek bez wsparcia. Jak moze zostac zignorowany, zaniedbany, pozostawiony sam sobie. Bylem tam, wciaz jestem, czulem i czuje. Przezywalem i przezywam. Musze zaczac to spisywac bo pojdzie w niepamiec.


Dlaczego w szpitalach pracuja ludzie ktorzy swojej pracy nienawidza ? Po co oni tam sa ? Kto odpowiada za to ze oni tam sa ? Czy oni wiedza jak bardzo niepomagaja ?

Pielegniarki ktore z arogancja zwracaja sie do pacjentow, do ich rodzin. Pielegniarki ktore nie szanuja innych, ktore nie znaja empati. Slowo etyka jest dla nich haslem z krzyzowki. Po co Ci ludzie tam sa ? Cierpimy kiedy jestesmy chorzy, wtedy wlasnie potrzebujemy ludzi ktorzy posiadaja empatie, ktorzy nas beda wspierac. Wspierac a nie okazywac nam brak szacunku, pogarde czy lekcewazenie. Ile ja sie musialem uginac, ile ja musialem siebie oklamac i pojsc i prosic i pytac bo przeciez musisz pytac grzecznie kogos kto Cie od poczatku nie szanuje, kto Cie zbywa, kto pokazuje Ci ze od niego wszystko zalezy. Wiec sie uginalem, wiec prosilem, wiec bylem potulny. Tylko po to by Dziadek dostawal to czego potrzebowal. Ale zapamietalem to wszystko. Teraz to opisze, moze ktos kiedys sie zastanowi nad tym czy pracujac nie szkodzi innym.