poniedziałek, 30 marca 2015

Brak kogoś jest intensywniejszą szarością za oknem

tracąc człowieka, trace część siebie, bo jestem tylko relacją z innymi ludźmi. bezpowrotnie. zarówno wypowiedziane jak i te wypowiedziane słowa nabierają innego znaczenia. każde wypowiedziane złe słowo staje się koszmarem w głowie, każde małe niewypowiedziane podziękowanie za to co przeżywałem staje się bólem w sercu. w obliczu końca istnienia można spotkać beznadziejność, która mi towarzyszy odkąd zastanawiam się nad nieistotnością życia nie mając za grosza wiary w to iż istnieje. słowa, wyrażające ból, są objawem nieradzenia sobie z życiem. moge się pogodzić z tym, że ktoś odszedł, nie umiem jednak zaznać spokoju z powodu niezrozumienia tego po co to wszystko jest. 

świat w którym żyje, wszystko czego doświadczam, kończy się tak jak się zaczeło. rozumiem ludzi wierzących, może oni widzieli co ja widze już dawno i w koszmarnym poczuciu które mi teraz towarzyszy spokój odnaleźli w napiciu się wysokoprocentowej wiary. i tak niczym człowiek pijany który patrzy na świat bez szacowania ryzyka, bez zastanawiania się nad konsekwencjami , bez racjonalnego spojrzenia , tak taki człowiek wierzący , żyje, bo życie jest nieistotne, istotne jest życie po śmierci. 

trzymając ojca za ręke, patrząc mu w oczy, wiedziałem, że on wierzy, że to nie koniec. a ja płakałem bo dla mnie to koniec. koniec czegoś co było między mną a nim, czymkolwiek to było, jakkolwiek bolało i jakkolwiek cieszyło. nie ma już nas. zostałem ja. nie jak on kiedy stracił ojca swojego i wierzył za każdym razem zapalając lampke na jego grobie, że go spotka zaraz po tym jak przestanie czuć , że jesteśmy przy nim. 

nie zchodzą mi z oczu widoki. momenty. wracają wspomnienia. pytania do siebie. dużo pytań. bez odpowiedzi. patrząc po raz kolejny na śmierć kogoś tak ważnego czuje żal, choć nie wiem do czego. czuje żal, że to koniec. jest mi źle. 

życie jest cierpieniem. niczym więcej. będąc świadomym tego jak ulotne jest życie, trudno się nim cieszyć. bardziej otwieram usta ze zdziwienia , że wciąż moge żyć i się zastanawiać. w dobrych czasach przyszło mi żyć. tak jak wśród dobrych ludzi. miałem też okazje poznać w życiu wspaniałych ludzi. i to wszystko. za każdą piękną chwile, za każde dobre wspomnienie przyjdzie zapłacić dużą cene cierpienia. pewnego dnia nie zadzwonie już do Mamy czy Dziadka, albo oni do mnie. i zamiast rozmowy z nimi zostanie rozmowa ze sobą i cierpienie. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz