czwartek, 13 marca 2014

jeden z tych poranków które zapamiętam

Leżałem pod śpiworem. Było zimno. Za oknem śpiewały ptaki, one zresztą śpią tylko gdzieś między 23 a 2 rano. Świeciło słońce, moje zasłony nie były zaciągnięte więc do pokoju wdzierało się słońce. Spałem. Nie pamiętam co mi się śniło. Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Dziwne, że zostawiłem włączony dźwięk. Chyba przez pomyłke wyłączyłem wibracje. Podniosłem go spodziewając się widoku czegoś w rodzaju sznurka cyferek mówiącego, że dzwoni jakiś klient z daleka pragnący mojej interwencji w systemie. Podniosłem go i uśmiechnąłem się jak dawno się już nie uśmiechałem. Na wyświetlaczu widniał krótki napis.

Nie wiem jak minął mi dzień, nie miałem za dużo czasu by się zastanawiać. W między czasie odebrałem z poczty paczke. Odebrałem kilka telefonów. Kilka wiadomości. Porozmawiałem z kilkoma osobami. Po pracy poszedłem na spacer , ale już po 5 minutach wracałem biegiem do biura bo przypomniało mi się, że mam tego dnia wykłady. Dzień skończył się późno. Głowe miałem zmęczoną.

Zanim zasnąłem. Usiadłem i pomyślałem co się wydażyło przez ostatni rok.

Uświadomiłem sobie, że doszedłem do punktu w którym zobaczyłem iż ważniejesze jest by pracować nad zrozumieniem potrzeb niż realizacją możliwości. Zobaczywszy to wycofałem się. Więcej obserwowałem i zobaczyłem to czego w pośpiechu nie dało się dostrzec. W gruncie rzeczy jestem sam. Samotny do granic moich możliwości. Moje kontakty z ludźmi w większości sprowadzają się do najkrótszej możliwej wersji. Wynika to z prostego powodu. Nie mam nic do powiedzenia, straciłem wiare w sens dialogu. Wypicie z kolegami piwa, spotkanie się na lody albo wspólne szachy. Sytuacje , które nie wymagają żadnego zaangażowania. Po prostu takie nic nie znaczące podmuchy, to wszystko co moge z siebie wykrzesać.

Przestałem dopuszczać do siebie informacje których nie potrzebuje. To przyszło chwile po tym jak przemyślałem kwestie Boga i zlokalizowałem go jako idee, która niszczyła mnie w środku. Tak samo niszczyło mnie kilka innych ideii które byłem w stanie wychwycić i opisać w swoim notatniku jako te które należy znisczyć za wszelką cene. Informacje, których nie potrzebuje są podrzucane na każdym kroku. Każde możliwe medium czy to strona internetowa czy bilbord próbują mi powiedzieć coś o co nie pytałem. Po co mi to ? Po co mi głowa pełna myśli, które jedyne co robią to odwracają uwage i niszczą możliwość myślenie nad tym co istotne dla mnie. To samo dotyczy ludzi. Większość jest tak nudna że ich własne lusta gdyby mogły to by popełniły samobójstwo, nie mająca do powiedzenia kompletnie niczego co miałoby jakiekolwiek znaczenie, kopiarki śmieci. Przyglądam się tylko takim pełzającym łechtaczkom, które kiedy tylko widzą , że zwracasz na nie uwage zaczynają wyliczać przeżycia. Ile było tego, a gdzie to było , a jak było. Tyle tylko, że nikt nie pytał o to. Nikt nie prosił o zakłucanie ciszy. Większość ludzi nie robi nic po za powatrzaniem tego co wygrzebali w gnojowniku dostępnym na wyciagniecie reki, czyz to nie powod by sie odcinac ? Dla mnie wystarczajacy. I ja sam tam byłem, grzebałem sie w korycie z innymi, myśląc , że to fajne. Wyszedłem i mówie nie chce tego więcej, nigdy więcej. Najbardziej do czuć kiedy przylatuje się do polski. Wszechobecne bilbordy , zanim dojedziesz z lotniska do centrum dowiesz sie z nich tyle głupot , tyle hałasu  rzucają ludziom przez oczy do głów. Biedni nieświadomi ludzie to widzą, potem kupują to czy tamto, mają taką czy inną opinie. Czy ktoś się zastanawia nad tym , że ulice stały się miejscem programowania ludzi ? Czy ja kogoś prosiłem o to aby sypał mi informacje kiedy jade tramwajem czy metrem ? Kto pozwolił na to aby zabijać moją wolność myślenia ? Mieszkając w Oslo przywykłem do ciszy kiedy jade, nic mi nie mówi co mam myśleć. Jaką trzeba mieć świadomość istnienia aby sprzedać swoją twarz mediom ? Jaką w końcu dziwką trzeba być aby występować w telewizji i chwalić się tym, że coś się stworzyło, jakim zboczeńcem trzeba być aby cieszyć się z oglądania córki w tv, dziwki za grosze dla milionów.


Usłyszałem w ostatnim roku wiele razy , że jestem smutny, że nie umiem się bawić. Tym razem wiedziałem już , że to nie ze mną jest problem , a ze zwracającymi uwage. Bawiącymi się w życiu tak jak by życie było po to aby się cieszyć, śmiać czy radować. Pewnie jeszcze długo ten dogmat będzie popularyzowany zanim ktoś wypuści wodze fantazji i zobaczy jak wygląda cała potrawa w tym garnku życia na świecie a nie tylko jego własny kryształ cókru. Nie ma radości ani smutku, to wszystko jest jednym, opisywane tylko inaczej, bo dla jednych myślenie o smięrci jest przykre stąd nazywają rzeczy przeciwne radosnym spędzaniem chwil. Dla innych natomiast wizja braku sensu i możliwość nieistnienia i nic nie znaczenia jest tym samym czym wąchanie kwiatka. Jest czymś zwykłym, naturalnym. To spektrum myślenia i możliwości jakie niesie poznanie sprawia, że granice oddalają się nieskończenie daleko, dlatego trudno być smutnym lub wesołym. dlatego bo trudno wedrzeć sie na granice łez kiedy się już tyle przetrawiło, dlatego z uśmiechu na widok kogoś bliskiego nie wynika radość bo wraz z widokiem płynie świadomość nieubłagalnego unicestwienia. Możemy mówić o radości, ale co w głowie każdego będzie to rzecz główna. Cóż bowiem z tego że rozmawiamy kiedy skala domen wiedzy i przemyśleń dla dwóch umysłów może być ogromna. Dlatego tu potrzebna jest cisza. Dlatego poznajemy ludzi ważnych po kilku zdaniach kiedy widzimy jak łączą myśli.


Kilka wspaniałych osób w ostatnim roku pokzałao mi kilka wad we mnie samym. Nic bez ludzi bym sam nie osiągnał. Tylko dlaczego tak trudno spotkać tych, którzy potrafią włożyć palec w oko i pokazać coś co daje powód do myślenia.

Rano dzwonił mój Tato. W paczce był cyrkiel, prezent urodzinowy. A zadzwoniła min Babcia, Dziadek nie , on nie pamięta o urodzinach.

Od Anety usłyszałem "...bądź odważny...", to było kluczowe. To podsumowanie ostatnich lat, tylko odważne decyzje pozwalają na zmiany. Odwagi w decyzjach wszystkim życze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz