wtorek, 25 marca 2014

nad studnią stojąc

jeśli rozważanie o tym czym jest myślenie nie sprawia, że czuje się ciarki na
ciele to znaczy, że nie dostrzega się tego czym wszystko to jest.

pomyślałem o tym dziś rano. zapomniałem się na chwile, pochłąnąłem się codziennością
, życiem i nagle stanałem na chodniku i najzwyczajniej pod słońcem zaczałem się
zastanawiać co to wszystko jest ? gdzie i czym ja jestem ?

za długo patrzyłem w tą studnie bez dna. za długo. pochłoneła mnie. bez reszty. 

środa, 19 marca 2014

Kawałki myśli

Pustka, która zostaje po drugim człowieku jest niemieżalna. Odbiera wszystkim myślom barwe. Stałem dziś na mości i patrzyłem na miasto. Na miejsca, które mi się się kojarzął. Szedłem ulicą i wspominałem chwile , które przeżywałem na nich jakiś czas temu. Nie zostało nic poza wspomnieniem i tym szumem wlewających się fal morza które zabiera wszystko w przeszłość. Możliwość zrealizowania się w rzeczywistości, która już na to nie pozwala z powodu braku istnienia o którym myślimy. To jak sen jest. Wiesz, że ktoś był, ale tu go już nie spotkasz. To jak być świadomym we śnie i wiedzieć , że się śni, szukając jednocześnie czegoś co można spotkać tylko nie śniąc.

Najpiękniejsza sprawa, samo istnienie i bycię świadomym , że się  tu jest. I wciąż tu jestem. Obok wróbili ,psów i innych ludzi. I znikne za chwile. A w między czasie kiedy zachwycam się myślą, albo patrze na bardzo oddaloną podłoge ktoś umiera. Ten ktoś tak ważny dla kogoś innego jak ktoś najważniejszy dla mnie. To samo cierpienie. Ten sam problem dotyka wszystkich. Sam nie wiem po co przyglądam się mu już teraz skoro dni nie wiem ile jeszcze mam, a odczuwać emocje z powodu przeszłości...no właśnie. To wszystko jest tak zaplątane. Dostrzegam chwile odległe o tak wiele lat w tył i dopiero dziś widze w nich głębie tego co się stało. Dopiero dziś emocji dostarcza mi wspomnienie o tym jak balansowałem na krawędzi życia i śmierci i dopiero dziś żałuje tego co robiłem. Przeszłość przeplata się z przyszłością, tkając całą historie nicią teraźniejszości. 


Czas przemija bardzo szybko jeśli nie wiem co z nim robie. Od kiedy skupiłem się na jednej sprawie, moje miesiące zamineiły się w lata. Może to kwestia tego jak używamy umysłu? Im intensywniej tym wolniej czas czujemy ? Coś musi być na rzeczy. 

 Już tylko kilka myśli dzieli mnie od śmierci, choć można nazwać to długim życiem. Z uśmiechem patrze w kierunku końca. Oczekuje nieoczekiwanego. Nasz świat jest banalny. Prawie dałem się nabrać na to życie. Jedno mnie uratowało. Świadomość skali tego co umysł postrzega i w co jest uwikłany. Naiwne jest mówienie że jestem ważny, że jestnieje lub coś znacze.  

czwartek, 13 marca 2014

jeden z tych poranków które zapamiętam

Leżałem pod śpiworem. Było zimno. Za oknem śpiewały ptaki, one zresztą śpią tylko gdzieś między 23 a 2 rano. Świeciło słońce, moje zasłony nie były zaciągnięte więc do pokoju wdzierało się słońce. Spałem. Nie pamiętam co mi się śniło. Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Dziwne, że zostawiłem włączony dźwięk. Chyba przez pomyłke wyłączyłem wibracje. Podniosłem go spodziewając się widoku czegoś w rodzaju sznurka cyferek mówiącego, że dzwoni jakiś klient z daleka pragnący mojej interwencji w systemie. Podniosłem go i uśmiechnąłem się jak dawno się już nie uśmiechałem. Na wyświetlaczu widniał krótki napis.

Nie wiem jak minął mi dzień, nie miałem za dużo czasu by się zastanawiać. W między czasie odebrałem z poczty paczke. Odebrałem kilka telefonów. Kilka wiadomości. Porozmawiałem z kilkoma osobami. Po pracy poszedłem na spacer , ale już po 5 minutach wracałem biegiem do biura bo przypomniało mi się, że mam tego dnia wykłady. Dzień skończył się późno. Głowe miałem zmęczoną.

Zanim zasnąłem. Usiadłem i pomyślałem co się wydażyło przez ostatni rok.

Uświadomiłem sobie, że doszedłem do punktu w którym zobaczyłem iż ważniejesze jest by pracować nad zrozumieniem potrzeb niż realizacją możliwości. Zobaczywszy to wycofałem się. Więcej obserwowałem i zobaczyłem to czego w pośpiechu nie dało się dostrzec. W gruncie rzeczy jestem sam. Samotny do granic moich możliwości. Moje kontakty z ludźmi w większości sprowadzają się do najkrótszej możliwej wersji. Wynika to z prostego powodu. Nie mam nic do powiedzenia, straciłem wiare w sens dialogu. Wypicie z kolegami piwa, spotkanie się na lody albo wspólne szachy. Sytuacje , które nie wymagają żadnego zaangażowania. Po prostu takie nic nie znaczące podmuchy, to wszystko co moge z siebie wykrzesać.

Przestałem dopuszczać do siebie informacje których nie potrzebuje. To przyszło chwile po tym jak przemyślałem kwestie Boga i zlokalizowałem go jako idee, która niszczyła mnie w środku. Tak samo niszczyło mnie kilka innych ideii które byłem w stanie wychwycić i opisać w swoim notatniku jako te które należy znisczyć za wszelką cene. Informacje, których nie potrzebuje są podrzucane na każdym kroku. Każde możliwe medium czy to strona internetowa czy bilbord próbują mi powiedzieć coś o co nie pytałem. Po co mi to ? Po co mi głowa pełna myśli, które jedyne co robią to odwracają uwage i niszczą możliwość myślenie nad tym co istotne dla mnie. To samo dotyczy ludzi. Większość jest tak nudna że ich własne lusta gdyby mogły to by popełniły samobójstwo, nie mająca do powiedzenia kompletnie niczego co miałoby jakiekolwiek znaczenie, kopiarki śmieci. Przyglądam się tylko takim pełzającym łechtaczkom, które kiedy tylko widzą , że zwracasz na nie uwage zaczynają wyliczać przeżycia. Ile było tego, a gdzie to było , a jak było. Tyle tylko, że nikt nie pytał o to. Nikt nie prosił o zakłucanie ciszy. Większość ludzi nie robi nic po za powatrzaniem tego co wygrzebali w gnojowniku dostępnym na wyciagniecie reki, czyz to nie powod by sie odcinac ? Dla mnie wystarczajacy. I ja sam tam byłem, grzebałem sie w korycie z innymi, myśląc , że to fajne. Wyszedłem i mówie nie chce tego więcej, nigdy więcej. Najbardziej do czuć kiedy przylatuje się do polski. Wszechobecne bilbordy , zanim dojedziesz z lotniska do centrum dowiesz sie z nich tyle głupot , tyle hałasu  rzucają ludziom przez oczy do głów. Biedni nieświadomi ludzie to widzą, potem kupują to czy tamto, mają taką czy inną opinie. Czy ktoś się zastanawia nad tym , że ulice stały się miejscem programowania ludzi ? Czy ja kogoś prosiłem o to aby sypał mi informacje kiedy jade tramwajem czy metrem ? Kto pozwolił na to aby zabijać moją wolność myślenia ? Mieszkając w Oslo przywykłem do ciszy kiedy jade, nic mi nie mówi co mam myśleć. Jaką trzeba mieć świadomość istnienia aby sprzedać swoją twarz mediom ? Jaką w końcu dziwką trzeba być aby występować w telewizji i chwalić się tym, że coś się stworzyło, jakim zboczeńcem trzeba być aby cieszyć się z oglądania córki w tv, dziwki za grosze dla milionów.


Usłyszałem w ostatnim roku wiele razy , że jestem smutny, że nie umiem się bawić. Tym razem wiedziałem już , że to nie ze mną jest problem , a ze zwracającymi uwage. Bawiącymi się w życiu tak jak by życie było po to aby się cieszyć, śmiać czy radować. Pewnie jeszcze długo ten dogmat będzie popularyzowany zanim ktoś wypuści wodze fantazji i zobaczy jak wygląda cała potrawa w tym garnku życia na świecie a nie tylko jego własny kryształ cókru. Nie ma radości ani smutku, to wszystko jest jednym, opisywane tylko inaczej, bo dla jednych myślenie o smięrci jest przykre stąd nazywają rzeczy przeciwne radosnym spędzaniem chwil. Dla innych natomiast wizja braku sensu i możliwość nieistnienia i nic nie znaczenia jest tym samym czym wąchanie kwiatka. Jest czymś zwykłym, naturalnym. To spektrum myślenia i możliwości jakie niesie poznanie sprawia, że granice oddalają się nieskończenie daleko, dlatego trudno być smutnym lub wesołym. dlatego bo trudno wedrzeć sie na granice łez kiedy się już tyle przetrawiło, dlatego z uśmiechu na widok kogoś bliskiego nie wynika radość bo wraz z widokiem płynie świadomość nieubłagalnego unicestwienia. Możemy mówić o radości, ale co w głowie każdego będzie to rzecz główna. Cóż bowiem z tego że rozmawiamy kiedy skala domen wiedzy i przemyśleń dla dwóch umysłów może być ogromna. Dlatego tu potrzebna jest cisza. Dlatego poznajemy ludzi ważnych po kilku zdaniach kiedy widzimy jak łączą myśli.


Kilka wspaniałych osób w ostatnim roku pokzałao mi kilka wad we mnie samym. Nic bez ludzi bym sam nie osiągnał. Tylko dlaczego tak trudno spotkać tych, którzy potrafią włożyć palec w oko i pokazać coś co daje powód do myślenia.

Rano dzwonił mój Tato. W paczce był cyrkiel, prezent urodzinowy. A zadzwoniła min Babcia, Dziadek nie , on nie pamięta o urodzinach.

Od Anety usłyszałem "...bądź odważny...", to było kluczowe. To podsumowanie ostatnich lat, tylko odważne decyzje pozwalają na zmiany. Odwagi w decyzjach wszystkim życze.