wtorek, 15 lipca 2014

Nie ! Nie warto jeździć w kasku na rowerze! Warto być kaleką!

Moja Mama mieszka w małym mieście. Jeździ do pracy na rowerze. W tym samy mieście mieszka Adam którego nie znam. Adam do wczoraj miał Samsunga S5 , którego kupił w abonamencie za 5zł. Dziś zamienił Samsunga na starą Honde którą da się nieźle jeszcze przydusić. Kiedy Adam za tydzień będzie jechał do swojej dziewczyny postanowi wejść z piskiem w zakręt. Nie zauważy , że moja Mama będzie jechała na rowerze. Nastepnego dnia będe trzymał moją Mame za ręke w szpitalu i mówił jej że jakoś sobie damy rade, że nie ona pierwsz i nie ostatnia musi spędzić życie na wózku. Moja Mama nic nie odpowie, bo będzie bardziej ważywem niż człowiekiem.

Cała zabawa zaczyna się kiedy ja miałem 16 lat. Poszedłem do biblioteki i pozyczyłem książke o komputerach. Pisali w niej o różnych zagrożeniach przy programowaniu. Że można zepsuć to zepsuć tamto. Książke tą pisali ludzie którzy znali się na komputerach. Wiedzieli o czym mówią. Dzisiaj jak się chce przeczytać coś co nas interesuje to się nie idzie do biblioteki tylko się szuka w internecie.

Ja nie wiem jak namówić Mame na jeżdżenie w kasku. Patrzyłem po mieście i faktycznie większość jeździ bez kasków. Koleżanka nawet mi powiedziała, że to taka moda i że ona nie będzie jeździć. Ręce mi kurwa opadają.

Wpisuje więc w google "Czy warto jeździć w kasku" żeby poszukać jakichś dobrych argumentów dla Mamy i co znajduje ?

Ano taki link: http://www.rowerowe-porady.pl/czy-warto-jezdzic-w-kasku-na-rowerze/

Facet bez zbędnego zastanowienia podaje argumenty od których ręce opadają. No i to jest kurwa jakaś masakra. Tak chce kląć bo to jest wszystko pojebane. Ale od początku.

Jeśli chcesz zrozumieć o czym mówie musisz poświecić chwile na zapoznanie się z tym wszystkim. Zacznijmy od tego co się dzieje z Twoją głową jeśli nią udeżysz. Oto najbardziej proste wyjaśnienie: https://www.youtube.com/watch?v=esPRsT-lmw8

Dla tych co nie znają angielskiego wyjaśnie, że silne udeżenia głową niosą za sobą straszne konsekwencje w przyszłości.

Żeby zrozumieć po co nosi się kask trzeba wyjść ze swojego podwórka myślowego i popatrzeć na to z innej strony. Prosty przykład, ktoś gra w totolotka. Liczy , że wygra. Tak ? Po to gra ? Ktoś kupuje ubezpieczenie na dom, bo wie że jak coś się stanie to dostanie pieniądze. Nic nie musi się stać ale może. Jeśli lecisz na wakacje gdzieś gdzie może Cie zaatakować choroba to się szczepisz. Po co ? Bo może Cie zaatakować choroba. W każdym domu w instalacji elektrycznej mamy bezpieczniki. Po co ? Po to abyśmy nie spalili domu, aby nas prąd nie zabił. W pasach bezpieczensta jezdzimy po to aby nie zabic siebie, albo innych ( http://youtu.be/HFX9kQweHZ4?t=3m8s ) . I takie przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Aby to zrozumieć należy zrozumieć czym jest statystyka. To bardzo proste. Jeśli rzucimy monetą tysiąc razy to wynik będzie bardzo zbliżony do 500 orłów i 500 reszek bo kazda strona ma takie same szanse. Jeśli w ciągu roku na drogach ginie w polsce 100 rowerzystów ( strzelam) to znaczy, że 100 ginie. Te 100 osób przestaje zyć, i jedną z tych 100 osób masz szanse zostać Ty jesli jesteś rowerzystą. Dokładnie. Masz taka sama szanse jak inni na to ze młody Adam w swojej Hondzie jebnie Cie i walniesz głową w krawężnik, i tyle w temacie. Masz szanse, tak jak masz szanse mieć zwarcie instalacji w domu, tak jak masz szanse wygrać w totka, tak jak masz szanse miec wypadek autem albo zachorować na wakacjach.

Statystyki z Nowego Jorku pokazuja że:

Almost three-quarters of fatal crashes (74%) involved a head injury. ( 74% wypadków dotyczylo urazów głowy)

Nearly all bicyclists who died (97%) were not wearing a helmet. (Blisko 97% rowerzystów którzy zgineli było bez kasku)

Helmet use among those bicyclists with serious injuries was low (13%), but it was even lower among bicyclists killed (3%). (Tylko 13% ludzi ktorzy mieli wypadek miało kask, i tylko 3% z posrod tych co zgineli)



A co pisze ten facet na swoim blogu ?
"Większość urazów doznawana przez rowerzystów nie dotyczy głowy" - no i ja w tym momęcie mówie dziękuje dobranoc.

Kępiński pisał o hitlerowcach o rozmytej odpowiedzialności. Jakiś człowiek siedział i stawiał pieczątki na dokumentach o egzekucjach ale przecież on nie zabijał. Dlaczego on ma się czuć winny ? No właśnie. Kiedyś książki o komputerach pisali ludzie odpowiedzialni za swoje słowa dziś taki koleś pisze sobie "bloga" i nawet nei pokusi się o zbadanie tego o czym mówi. Pewnie nie ma nawet świadomości tego jak zmienia świat tym co pisze. Bo przecież on tylko pisze. A biedni ludzie którzy zapierdalają w lekko innej szarej rzeczywistości, którzy nie umieją szukać, ani weryfikować informacji czytają takie treści i budują fałszywe zdania które idą od jednego do drugiego. Moda.

Jaka moda kurwa ? Jak jechałem po Korsyce w 40 stopniach to ani ja ani Pawel nie czulismy sie NIE MODNIE anie nie wygodnie. Kask jest jak pas w aucie. Zakladasz i jedziesz.

Czy Ci ktorzy jezdza bez kaskow zastanawiali sie kiedys jak wyglada zycie czlowieka ktory wygral swoja szanse na drodze ? Ktory trafil los i jezdzi na wozku ? Czy Ci ludzie wiedza ile kosztuje potem leczenie takiego czlowieka ? Kto za to placi ? Spoleczenstwo placi. Placa bliscy. Potem taki gamon bez kasku na wozku zaklada organzizacje promujaca noszenie kaskow pod haslem "Ahh jaki bylem glupi".

Jak moja Mama bedzie miec wypadek to ja nie bede mial wyrzutow sumienia bo prosilem i wyjasnialem wiele razy, ale koles ktory pisze takiego bloga powinien sie zastanowic czy przypadkiem nie ma kogos juz na swoim sumieniu.

Kask na rowerze, korki w instalacji elektrycznej, pasy w aucie, los na loterii - to wszystko nalezy rozpatrywac pod katem spoleczenstwa a nie nas samych. Stataystycznie kierowca rajdowy nie powinien wjezdzac pod pociag, a jednak ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Kulig ). Kask nie jest moda, nie jest nie wygodny , kask jest forma ubezpieczenia siebie i tak nalezy to rozpatrywac. Ludzie ktorzy mowia ze nie warto w kasku jezdzic -  warto ich zapytac czy woza dzieci w auatach bez fotelikow i czy zyja bez ubezpieczenia na zycie.

Koleś który pisze sobie bloga o poradach rowerowych i mowi ze on nie jezdzi - czy to pomaga komus ? Takiej osobie jak moja Mama napewno nie. Mi opiekujacemu sie niepelnosprawna mama po wypadku na rowerze tez nie.


Dla zainteresowanych wiecej statystyk tutaj:

http://www.nyc.gov/html/doh/downloads/pdf/episrv/episrv-bike-report.pdf
http://www.helmets.org/stats.htm


Na koniec składam propozycje, że skoro w kasku nie jest obowiązkowo jeździć to ja nie będe udzielał pierwszej pomocy osobom w wypadkach bez kasków i pasów. Sami zgodzili się na to, że jeśli statystycznie wygrają to nie mają nic przeciwko.




czwartek, 10 lipca 2014

Patrzyliśmy sobie w oczy i milczeliśmy.

Szliśmy przez las.
Ty byłaś troche wyższa, troche starsza.
Pamiętam , że opowiadałaś mi o swoich podróżach o tym co Cie spotkało wcześniej.
Kiedy zapadała noc uczyłaś mnie rozpalać ognisko, pokazywałaś jakie owoce zbierać.
Szliśmy wiele dni i wiele nocy.
Bywało , że któremuś z nas rozpadł się but, wtedy drugie oddawało swój na pół dnia.
Śmialiśmy się i płakali, razem.
Droga nie była łatwa, nigdy, ale taką wybraliśmy.
Ja wiedziałem , że nie wiem co wybieram, ale chciałem pójść, spróbować.
Ty natomiast wiedziałaś , że musiałaś coś zostawić idąc tą drogą.
Kiedy byłem chory , Ty czekałaś.
Kiedy Ty zwalniałaś ja niosłem Twój plecak.
Dużo razem przeżyliśmy.
Książke można by napisać jak powiedział Darek.
Gdzieś po drodze zaczeliśmy się sprzeczać, potem godzić, na chwile zboczyłem z drogi by za chwile znowu Cie spotkać.
Szliśmy razem.
Być może nigdy nie mieliśmy o czym rozmawiać, ale to droga była naszym dialogiem, to co na niej spotykaliśmy i co pozostawialiśmy było dialogiem nas w tym świecie.
Droga rodziła pytania i grzebała odpowiedzi gdzieś między wschodami a zachodami słońca.
Pewnego dnia jednak zrodziło się pytanie na które oboje odpowiedzieliśmy inaczej.
Ty postanowiłaś iść w lewo ,a ja w prawo.
Teraz ja wiedziałem z czego musze zrezygnować by iść wybraną drogą.
Nie mogłem Ci już mówić, że masz pająki we włosach, ani zapytać co to za jagody.
Szedłem.
Sam.
Tak jak Ty.
Długo szedłem sam.
Gdzieś przy urwisku spotkałem kogoś kto założył mi pierwsze buty kiedy jeszcze chodziłem z rękami przy ziemi.
Siedział tam i patrzył w przepaść.
Usidłem obok, milczeliśmy.
Patrzyliśmy sobie w oczy i milczeliśmy.
Tyle pamiętam.
Choć nie rozumiałem dlaczego milczeliśmy to nie pytałem.
Wiedziałem , że jeśli odpowiedź istnieje to jest nią właśnie ta chwila.
Tylko idąc razem można rozmawiać, siedząc można milczeć, rozumiejąc, że o drodze się nie opowiada, a się ją przeżywa.
Na rozstaju z drugim człowiekiem wybiore jedną z dróg i pójde sam.
Na jej końcu i tak spotkam tą samą osobe, siebie.
I nie ważne jaka była droga, bo wieczorem kiedy usiąde nad przepaścia a słońce się zatrzyma i tak będe milczał , nie ważne kto by przyszedł. 

wtorek, 1 lipca 2014

niewiedząc po co to wszystko

Mój rozum rozlał się niczym metalowe pręty na moje usta
Przestałem śnić chmury moich emocji
Widziałem siebie w lustrze, było tylko odbicie
Złapałem mojego Tate za ręke i zabiło mi serce znowu
Poziom łez na tamie w moim suchym kanionie wzrósł
Samotny spacer nocą ze szpitala to koszmar
Kiedy czujesz, że jesteś a jednocześnie wiesz , że się okłamujesz
Niczym mgła z każdej strony rzeczywistość przysłaniała pustka
Możesz być, trwać, ale nigdy wiedzieć po co
Bo jutro i tak ktoś się urodzi
A potem pójdzie tym samym chodnikiem co Ty
Zatrzyma się gdzieś i poczuje, że już tu był
Jak Ty czy ja, niewiedząc po co to wszystko
Ważne aby choć raz w życiu mógł złapać kogoś za ręke
Tak by poczuć, że to wszystko nie może mieć sensu
Że to tylko złudzenie, w którym spotykamy sami siebie



czwartek, 26 czerwca 2014

Mój Tato ma raka - potrzebuje pomocnych informacji

Od zawsze jestem zwolennikiem anonimowego czy nie ale jednak pisania o tym co myślimy. Dzięki wyszukiwarkom na to oczym ja pisze trafiaja ludzie którzy tego szukają. Zamiast mieć konto na portalu społecznościowym i pisać do wszystkich ja pisze dla nie wiem kogo. Pisze, bo wiem, że dzięki temu, że ktoś pisał a ja szukałem znalazłem wiele odpowiedzi dla siebie. Zazwyczaj wyciagałem wnioski czytając czyjeś przemyślenia często niezwiązane nawet z tematem który mnie trapił - analogie są wszędzie.

Wczoraj dowiedziełam się , że mój Tato ma raka, z tego co wiem złośliwego. Wycieli mu kawał gardła. Koszmar. Nie znam się na rakach, nie znam się na terapi ani na tym jak pomagać chorym na niego ludziom. Zanim tą wiedze zdobęde minie troche czasu. Być może ktoś kto tu trafi będzie miał dla mnie jakieś cenne wskazówki, uwagi o tym jak podejść do sprawy, na co zwracać uwage. Wszystko co może się przydać będzie skarbem. To co ja chce osiągnąć to postawić Ojca na nogi jak się da. Rozmawiałem dziś z koleżanką , która przeszła przez to i ma się dobrze. Opowiedziała mi sporo. Po rozmowie z nią pomyślałem, że dała mi sporo cennych rad, z pewnością są tysiące innych ludzi, którzy jak Asia mogliby mi coś doradzić. Będe niezmiernie zobowiązany!

Tak, potrzebuje pomocy w formie sugesti co i jak moge zrobić aby pomóc mojemu Tacie zarówno w odzyskaniu zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Jeżeli istnieją jakieś książki , które są godne polecenia będe wdziećzny za tytuły. Nie mam w tej chwili czasu na szukanie i analizowanie wszystkiego, dlatego kieruje prośbe do tych którzy mają wiedze na ten temat.

Dziękuje
mój mail (nalezy skasowac gwiazdki): mu*ch*soft@g*ma*il.com

wtorek, 24 czerwca 2014

ławki powinny mieć swoja pamiętniki


W pewnym wielkim mieści nad rzeką był sobie park. Do parku tego chodził pewien chłopak. Co kilka dni wchodził od strony rzeki i siadał na jednej i tej samej ławce. Kiedy była zima, wyjmował termos, kiedy było lato otwierał butelke z wodą. Wyjmował paczke ciastek , książke , zakładał okulary i zaczynał czytać. Czytał opowiadanie o dziewczynie, która żyła w wielkim mieście. Dziewczyna miała w domu wielkie lustro w którym się przeglądała. Miała szafę pięknych sukienek, butów , koszul i szalików. Chłopak wyjął długopis i na marginesie opowiadania napisał "a w czym przeglądała w takim razie swoją dusze?". Dziewczyna któregoś poranka usiadła z kubkiem kawy na drewnianym krześle w swojej kuchni i patrzyła w dal. Gdzieś między drzewami dostrzegła siedzącego na ławce chłopaka. Chłopak był owinięty w szal i patrzył w niebo. Odruchowo ona tez podniosła głowe. Patrzyła. Zaczeła się zastanawiać na co on patrzy. Czy szuka gwiazd ? Czy może widzi coś czego ona nie dostrzega ? Chłopak przewrócił strone. Dziewczyna wyszła z domu. Szła w kierunku parku. Mijała kolejne alejki. Myślała a tym co było, co ją spotkało. Dzień był piękny. Po drodze mijała pare trzymającą się za ręce. Przypomniała sobie o tym czym jest bycie z kimś i dla kogoś. To coś za czym od dawna tęskniła. Niestety żaden nowy z setek dni nie przynosił nic nowego. Chłopak napisał na marginesie "powinna pamiętać, że aby kogoś spotkać wyjątkowego, najpierw trzeba umieć tą wyjątkowość rozpoznać". Dziewczyna mineła siedzącego na ławce starca, patrzył się na nią, uśmiechnał się. Ona odwzajemniła uśmiech. Zapytał czy powie mu która godzina ? Dziewczyna popatrzyła na niego swoimi dużymi oczami i odpowiedziała. Dziadek odparł , że w takim razie już czas na niego.
- Na co ? - zapytała dziewczyna
- Od 20 lat tu przychodze, siadam i pokutuje. Dawno temu ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Powiedziała mi to kobieta, ja odparłem , że ja jej nie kocham. Dopiero po latach zrozumiałem, że ona tymi słowami mówiła do mnie, że jest szcześliwa i że jest gotowa dzielić się ze mną tym szczęściem. A ja odparłem wtedy, że ja jej nie kocham. Kiedy wreszcie znalazłem w życiu czas dla siebie i przemyślałem wszystko byłem już stary, chyba za stary. Może zabrakło mi wiary. Nie wiem. W każdym razie przychodze tu i opowiadam o tym młodym ludziom aby przemyśleli sobie siebie, zanim znajdą sobie ławke jak ja.
Dziewczyna nic nie odparła. Starzec wstał i odszedł. Chłopak wyjał znowu ołówek i na marginesie napisał "ławki powinny mieć swoja pamiętniki". Dziewczyna ruszyła przed siebie. Mineła sprzedawce kukurydzy i rozpedzonego rowerzyste. Skręciła w alejke w strone rzeki. Chłopak przewrócił strone, była pusta, przewrócił dalej i dalej, nie było żadnego tekstu. Nagle usłyszał nad swoją głową kobiecy głos:
- Przepraszam, czy moge się przysiaść ?

poniedziałek, 26 maja 2014

W ostatniej chwili

Czy mozna powiedziec w ostatniej chwili ze zrozumialo sie sens zycia ? Jesli tak to ile zycia trzeba przezyc aby to zrozumiec w ostatniej chwili ? A jesli jest taka ilosc zycia to czy nie mozna tego zrozumiec bez stawania smiercia twarza w twarz ? Pewnie nie mozna zrozumiec zycia. Moze nasze myslenie jest tylko cieniem ksztaltu, a cien nie moze odbic sie od otoczenia, nie moze go dotknac, zmienic, wplynac na niego. Moze emocje sa tylko szarymi odmianami cienia, pokazuja ze coś jest, coś co nasz rysuje kolorami tego co czujemy.

Wciaz bardziej czas zwalnia

Siedzac w pokoju z ksiazka trudno poczuc czym jest ocean. Tak jak siedzac nad oceanem to czym jest smierc. Ale stajac w jej obliczu wszystko inne znika.

Smierc.

W nieskonczonej ilosci ksztaltow, wciaz smakuje jednakowo. Czy to tracac kogos bezpowrotnie za zycia. kogos kto zyje ale wiesz ze juz nigdy go nie spotkasz w tych samych chwilach. Smierc kogos kto zamienia sie w bezruch, w zimno i zamkniete wieko trumny. Smierc relacji ktora tworzyla nas samych, dawala poczucie istnienia. To uczucie towarzyszy mi kazdego dnia. Czuje ze moge zadzwonic do bliskich, czuje ze moge wyjsc powachac kwiaty, a jednoczesnie czuje ten pociagajacy smak niepewnosci co bedzie pozniej. Kiedy kwiaty przestana mnie widywac, kiedy ja przestane pachniec, czuć. Mam tak wiele. Tylu pachnacych ludzi w kolo mnie, tak dotykajaco zyczliwi, tak bezkresnie oddani jak moim rodzice. Nasze istnienia zaplatane w te emocje, niewyrazone nigdy do konca, zapomniane razem z ostatnim mrugnieciem oka. Tak wiele nie wypowiedzianych radosci, tak wiele zapomnianych lez. Tylu ludzi zerkajacych w niebo, tyle anonimowych usmiechow przemykajacych istnien niczym liscie spadajace z drzew i gdzies przez przerazliwi maly ulamek stykajacych sie by rozblysnac w swietle emocji ukazujac cien tajemnicy zycia.

Chcialbym tu wrocic jeszcze kiedys do tego swiata. Do swiata w ktorym moglem zyc, wciaz moge i jeszcze bede. Chcialbym moc przezyc te piekne chwile ktore byly, ktore wciaz sa. Bo kiedy znikne i uswiadomie sobie ze juz tego nie ma, i kiedy bede w nieopisanej pustce i zostana po mnie tylko slowa, to wspomnienie jednej malej chwili bedzie zaszywalo ciagle bardziej rozrywana rane piekna ktore tu bylo.

Nie ma nic piekniejszego niz swiadomosc ze promienie slonca lecace przez fantastyczny swiat ktory poznajemy umyslem padaj ana moja twarz i czuje cieplo. To samo cieplo, to samo uczucie ktore czuja inni ludzie. Patrzymy na siebie i nie mowimy nic, doceniamy mozliwosc obserwowania tego.

Mam w glowie swoje zycie, cale zniknie razem ze mna, pozostana tylko wspomnienia wspolne u innych ludzi. Ale laczyc nas bedzie tesknota. I choc nie wierze w to ze tak bedzie, to mysl o tym wydaje sie byc tak kuszaca.

Im wiecej w zyciu trzeba zostac. Z im wiekszej ilosci tego czego pragniemy zrezygnowac tym wydaje mi sie latwiej jest sie pogodzic z zyciem. Z tym co nas czeka.

środa, 30 kwietnia 2014

Zamyslone twarze

Mam takie zdjecie. Zrobilem je w lutym 2005 roku. Jest na nim moj Tato, Mama, Dziadek z Zamoscia, Bacia z Chelma i Dziadek z Chelma.

Moj Tato siedzi na lawce, jego siwe wlosy rozwichrzone na glowie. Ma na nosie okulary, patrzy gdzies slepo w podloge. Ma opuszczone rece. Krzywo opiera sie o oparcie lawki. Ma na sobie czarna skurzana kurtke. Po jego prawej stronie stoji moj Dziadek z Zamoscia. Patrzac na to zdjecie przyznac musze ze nie wiele jest zdjec na ktorych moj Dziadek ma taka kamienna i smutna twarz. Dziadek stoji. Ma siwa brode i wasy. Jest bardzo zamyslony. Na lewo od Tata, dwa metry przed nim stoji jego siostra i jego Mama. Obydwie płaczą. Po prawej stronie od Taty, przed Dziadkiem stoji moja Mama. Patrzy smutno w dół. Gdzieś między nimi jest Dziadek. Ma na sobie garnitur. W rękach trzyma obrazek. Dłonie ma oplecione różańcem. Ciocia trzyma dłoń na jego głowie.

Patrze na to zdjecie i zastanawiam sie co czul moj Tato kiedy obudzil sie kilka dni wczesniej i dowiedzial sie ze jego Tato nie zyje. Co czula Babcia ktora spedzila cale zycie z Dziadkiem. Zastanawiam sie co myslal Dziadek kiedy patrzyl na cialo drugiego Dziadka.

Dziadek lezy. Zostalo tylko jego ciało. Nie ma tam już serdecznego usmiechu, ani dowcipu. Jest tylko kawałek ciała. Kiedy odchodzi ktos bliski z kim dzielilismy zycie powstaje to niewiarygodnie dotkliwe poczucie ktore zapowiada nadchodzace pytanie - po co to wszystko ? Patrze na to zdjecie i mysle ze stajac w obliczu smierci rodzi sie nadzieja. Nadzieja na to, ze to nie koniec. Bo jesli to koniec to co ja tu wogole robilem ?

Tyle razy widzialem juz smierc. Odkad mialem 6 lat widzialem umierajacych bliskich ludzi, czy to malych kuzynow, czy wujkow, ciocie, babcie, dziadka. Widzialem konajacych na ulicy przede mna ludzi po wypadkach. Jestem tu i nagle mnie nie ma. Zastanawiajace.

Patrze na zdjecie i wiem ze wszyscy odejda, bez wyjatku. Tak jak odchodza od zawsze. Patrze na zdjecie Dziadka i wiem ze pewnego dnia ja bede lezal martwy. I nie ma od tego odwrotu.

Na koniec zycia, bez wzgledu na to co zrobie , co przezyje i tak stane wobec mysli iz wszystko minelo, nie ma juz tego. Jesli nic pozniej nie ma, a to wszystko jest tylko jednorazowym przezyciem to poczucie tego ze zyje, ze jestem jest piekny zludzeniem.

Patrze za okno. Jak co wieczor. W odbiciu szyby widze swoje cialo. Cialo po ktorym nic nie pozostanie. Kompletnie nic. Tak jak nic nie pozostalo po moim dziadku. Pamietam jak szedlem na studia i Dziadek powiedzial mi "Idz za ciosem". Chodzilo mu wtedy abym dobrze postepowal i nie poddawal sie. Pozostaly we mnie tylko wspomnienia po nim.

Patrzac na to czym jest zycie, jak mija, jak znika i jak boli trudo jest oprzec sie kuszacej wizji ze musi byc cos wiecej. Ale jak w to wierzyc. Jak miec nadzieje na to ze cos bedzie. Zycia sa tak bardzo indywidualne. Myslalem ostatnio o mojej kolezance ktorej rodzina to jej mama, brat i tato. Inna kolezanka jest sierota, ma rodzicow ktorzy ja przygarneli. Ja mialem szczescie urodzic sie w duzej rodzinie, gdze bylo duzo ludzi. Gdzie byly rozne relacje, rozne emocje. To wlasnie o to rozchodzi sie cale moje niezrozumienie. O to ze to wszystko ma zniknac? Moja rodzina, przyjaciele , ludzie ktorzy mnie stworzyli maja zniknac od tak na zawsze i wszystko co przezylem ma przestac byc ? To brzmi jak koszmar.

Koszmar ktory wtedy wszyscy przezywali patrzac na cialo , ktore pokazuje co nas wszystkich czeka.


Zycie jest piekna zagadka nad ktora zastanawiam sie bedac w tym ogrodzie pelnym owocow i kolczastych chwil.

wtorek, 25 marca 2014

nad studnią stojąc

jeśli rozważanie o tym czym jest myślenie nie sprawia, że czuje się ciarki na
ciele to znaczy, że nie dostrzega się tego czym wszystko to jest.

pomyślałem o tym dziś rano. zapomniałem się na chwile, pochłąnąłem się codziennością
, życiem i nagle stanałem na chodniku i najzwyczajniej pod słońcem zaczałem się
zastanawiać co to wszystko jest ? gdzie i czym ja jestem ?

za długo patrzyłem w tą studnie bez dna. za długo. pochłoneła mnie. bez reszty. 

środa, 19 marca 2014

Kawałki myśli

Pustka, która zostaje po drugim człowieku jest niemieżalna. Odbiera wszystkim myślom barwe. Stałem dziś na mości i patrzyłem na miasto. Na miejsca, które mi się się kojarzął. Szedłem ulicą i wspominałem chwile , które przeżywałem na nich jakiś czas temu. Nie zostało nic poza wspomnieniem i tym szumem wlewających się fal morza które zabiera wszystko w przeszłość. Możliwość zrealizowania się w rzeczywistości, która już na to nie pozwala z powodu braku istnienia o którym myślimy. To jak sen jest. Wiesz, że ktoś był, ale tu go już nie spotkasz. To jak być świadomym we śnie i wiedzieć , że się śni, szukając jednocześnie czegoś co można spotkać tylko nie śniąc.

Najpiękniejsza sprawa, samo istnienie i bycię świadomym , że się  tu jest. I wciąż tu jestem. Obok wróbili ,psów i innych ludzi. I znikne za chwile. A w między czasie kiedy zachwycam się myślą, albo patrze na bardzo oddaloną podłoge ktoś umiera. Ten ktoś tak ważny dla kogoś innego jak ktoś najważniejszy dla mnie. To samo cierpienie. Ten sam problem dotyka wszystkich. Sam nie wiem po co przyglądam się mu już teraz skoro dni nie wiem ile jeszcze mam, a odczuwać emocje z powodu przeszłości...no właśnie. To wszystko jest tak zaplątane. Dostrzegam chwile odległe o tak wiele lat w tył i dopiero dziś widze w nich głębie tego co się stało. Dopiero dziś emocji dostarcza mi wspomnienie o tym jak balansowałem na krawędzi życia i śmierci i dopiero dziś żałuje tego co robiłem. Przeszłość przeplata się z przyszłością, tkając całą historie nicią teraźniejszości. 


Czas przemija bardzo szybko jeśli nie wiem co z nim robie. Od kiedy skupiłem się na jednej sprawie, moje miesiące zamineiły się w lata. Może to kwestia tego jak używamy umysłu? Im intensywniej tym wolniej czas czujemy ? Coś musi być na rzeczy. 

 Już tylko kilka myśli dzieli mnie od śmierci, choć można nazwać to długim życiem. Z uśmiechem patrze w kierunku końca. Oczekuje nieoczekiwanego. Nasz świat jest banalny. Prawie dałem się nabrać na to życie. Jedno mnie uratowało. Świadomość skali tego co umysł postrzega i w co jest uwikłany. Naiwne jest mówienie że jestem ważny, że jestnieje lub coś znacze.  

czwartek, 13 marca 2014

jeden z tych poranków które zapamiętam

Leżałem pod śpiworem. Było zimno. Za oknem śpiewały ptaki, one zresztą śpią tylko gdzieś między 23 a 2 rano. Świeciło słońce, moje zasłony nie były zaciągnięte więc do pokoju wdzierało się słońce. Spałem. Nie pamiętam co mi się śniło. Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Dziwne, że zostawiłem włączony dźwięk. Chyba przez pomyłke wyłączyłem wibracje. Podniosłem go spodziewając się widoku czegoś w rodzaju sznurka cyferek mówiącego, że dzwoni jakiś klient z daleka pragnący mojej interwencji w systemie. Podniosłem go i uśmiechnąłem się jak dawno się już nie uśmiechałem. Na wyświetlaczu widniał krótki napis.

Nie wiem jak minął mi dzień, nie miałem za dużo czasu by się zastanawiać. W między czasie odebrałem z poczty paczke. Odebrałem kilka telefonów. Kilka wiadomości. Porozmawiałem z kilkoma osobami. Po pracy poszedłem na spacer , ale już po 5 minutach wracałem biegiem do biura bo przypomniało mi się, że mam tego dnia wykłady. Dzień skończył się późno. Głowe miałem zmęczoną.

Zanim zasnąłem. Usiadłem i pomyślałem co się wydażyło przez ostatni rok.

Uświadomiłem sobie, że doszedłem do punktu w którym zobaczyłem iż ważniejesze jest by pracować nad zrozumieniem potrzeb niż realizacją możliwości. Zobaczywszy to wycofałem się. Więcej obserwowałem i zobaczyłem to czego w pośpiechu nie dało się dostrzec. W gruncie rzeczy jestem sam. Samotny do granic moich możliwości. Moje kontakty z ludźmi w większości sprowadzają się do najkrótszej możliwej wersji. Wynika to z prostego powodu. Nie mam nic do powiedzenia, straciłem wiare w sens dialogu. Wypicie z kolegami piwa, spotkanie się na lody albo wspólne szachy. Sytuacje , które nie wymagają żadnego zaangażowania. Po prostu takie nic nie znaczące podmuchy, to wszystko co moge z siebie wykrzesać.

Przestałem dopuszczać do siebie informacje których nie potrzebuje. To przyszło chwile po tym jak przemyślałem kwestie Boga i zlokalizowałem go jako idee, która niszczyła mnie w środku. Tak samo niszczyło mnie kilka innych ideii które byłem w stanie wychwycić i opisać w swoim notatniku jako te które należy znisczyć za wszelką cene. Informacje, których nie potrzebuje są podrzucane na każdym kroku. Każde możliwe medium czy to strona internetowa czy bilbord próbują mi powiedzieć coś o co nie pytałem. Po co mi to ? Po co mi głowa pełna myśli, które jedyne co robią to odwracają uwage i niszczą możliwość myślenie nad tym co istotne dla mnie. To samo dotyczy ludzi. Większość jest tak nudna że ich własne lusta gdyby mogły to by popełniły samobójstwo, nie mająca do powiedzenia kompletnie niczego co miałoby jakiekolwiek znaczenie, kopiarki śmieci. Przyglądam się tylko takim pełzającym łechtaczkom, które kiedy tylko widzą , że zwracasz na nie uwage zaczynają wyliczać przeżycia. Ile było tego, a gdzie to było , a jak było. Tyle tylko, że nikt nie pytał o to. Nikt nie prosił o zakłucanie ciszy. Większość ludzi nie robi nic po za powatrzaniem tego co wygrzebali w gnojowniku dostępnym na wyciagniecie reki, czyz to nie powod by sie odcinac ? Dla mnie wystarczajacy. I ja sam tam byłem, grzebałem sie w korycie z innymi, myśląc , że to fajne. Wyszedłem i mówie nie chce tego więcej, nigdy więcej. Najbardziej do czuć kiedy przylatuje się do polski. Wszechobecne bilbordy , zanim dojedziesz z lotniska do centrum dowiesz sie z nich tyle głupot , tyle hałasu  rzucają ludziom przez oczy do głów. Biedni nieświadomi ludzie to widzą, potem kupują to czy tamto, mają taką czy inną opinie. Czy ktoś się zastanawia nad tym , że ulice stały się miejscem programowania ludzi ? Czy ja kogoś prosiłem o to aby sypał mi informacje kiedy jade tramwajem czy metrem ? Kto pozwolił na to aby zabijać moją wolność myślenia ? Mieszkając w Oslo przywykłem do ciszy kiedy jade, nic mi nie mówi co mam myśleć. Jaką trzeba mieć świadomość istnienia aby sprzedać swoją twarz mediom ? Jaką w końcu dziwką trzeba być aby występować w telewizji i chwalić się tym, że coś się stworzyło, jakim zboczeńcem trzeba być aby cieszyć się z oglądania córki w tv, dziwki za grosze dla milionów.


Usłyszałem w ostatnim roku wiele razy , że jestem smutny, że nie umiem się bawić. Tym razem wiedziałem już , że to nie ze mną jest problem , a ze zwracającymi uwage. Bawiącymi się w życiu tak jak by życie było po to aby się cieszyć, śmiać czy radować. Pewnie jeszcze długo ten dogmat będzie popularyzowany zanim ktoś wypuści wodze fantazji i zobaczy jak wygląda cała potrawa w tym garnku życia na świecie a nie tylko jego własny kryształ cókru. Nie ma radości ani smutku, to wszystko jest jednym, opisywane tylko inaczej, bo dla jednych myślenie o smięrci jest przykre stąd nazywają rzeczy przeciwne radosnym spędzaniem chwil. Dla innych natomiast wizja braku sensu i możliwość nieistnienia i nic nie znaczenia jest tym samym czym wąchanie kwiatka. Jest czymś zwykłym, naturalnym. To spektrum myślenia i możliwości jakie niesie poznanie sprawia, że granice oddalają się nieskończenie daleko, dlatego trudno być smutnym lub wesołym. dlatego bo trudno wedrzeć sie na granice łez kiedy się już tyle przetrawiło, dlatego z uśmiechu na widok kogoś bliskiego nie wynika radość bo wraz z widokiem płynie świadomość nieubłagalnego unicestwienia. Możemy mówić o radości, ale co w głowie każdego będzie to rzecz główna. Cóż bowiem z tego że rozmawiamy kiedy skala domen wiedzy i przemyśleń dla dwóch umysłów może być ogromna. Dlatego tu potrzebna jest cisza. Dlatego poznajemy ludzi ważnych po kilku zdaniach kiedy widzimy jak łączą myśli.


Kilka wspaniałych osób w ostatnim roku pokzałao mi kilka wad we mnie samym. Nic bez ludzi bym sam nie osiągnał. Tylko dlaczego tak trudno spotkać tych, którzy potrafią włożyć palec w oko i pokazać coś co daje powód do myślenia.

Rano dzwonił mój Tato. W paczce był cyrkiel, prezent urodzinowy. A zadzwoniła min Babcia, Dziadek nie , on nie pamięta o urodzinach.

Od Anety usłyszałem "...bądź odważny...", to było kluczowe. To podsumowanie ostatnich lat, tylko odważne decyzje pozwalają na zmiany. Odwagi w decyzjach wszystkim życze. 

wtorek, 25 lutego 2014

spadam, spadam i nie mogę się nadziwić obrazom myśli


spadając widzę gdzie byłem, zabawne , że dopiero teraz
zabawne, że przez okulary się widzi, a nie je widzi
zdjąłem je i przestałem widzieć wszystko
i widząc nic , a widząc tylko okulary zastanowiłem się
zastanowiłem sie po co mi są oczy
czy mam nimi płakać, czy może słuchać niemych


spadałem długo, ale nie wiem w którą strone umysłu
i pomyślałem wtedy, że nie było nic ważnego w tym wszystkim
to była tylko piękna zastawa, rozłożona do uczty
w koło słychać śmiechy i radość, nadzieje i oklaski

mówią, że wspaniali jesteśmy

a na talerzach położono dwa ziemniaki i marchewke
i krzyczeli uczta! uczta! bawmy się i cieszmy!
a ja spadałem i wciąż nie mogłem zrozumieć skąd ta radość
przecież przed chwilą - jaką chwila? - trzymałem w ustach żyletki
a przez żyletki ktoś lał mi wrzące złoto by napełnić moje serce szczęściem
jaka uczta ? po co ta zastawa ? skąd ta radość ?
spadam, spadam i nie mogę się nadziwić obrazom myśli
nie mogę się nadziwić jak długo trzymałem porcelanowy talerz
dlaczego tak długo czekałem na srebrne sztućce
a kiedy podali ziemniaki ja klaskałem razem z cała salą, uczta!

gdzieś w innej komnacie sałatki umysłów, całej szarej i ponurej
gdzie pająki niepamięci lepią swoje historie z ludzi
bawiła się hucznie zbieranina budowniczych zachwytów
owi wymyśleni przezroczyście barwni konstruktorzy
oświdaczali że tworzą świat , że upiększyli sale
w dłoniach trzymali idee, które rzucały światło widoczne przez okulary
światło które bawi się w spektrum widzialnym okularnikom
a światło pełzało po ścianach na kształt pragnień śpiących obserwatorów
i kiedy jeden z nich coś rozświetlił, krzyczał ile sił , że to boskie
co drugi spojrzał, nie jeden się zachwycił, i oto już gromada patrzyła
niczym ziewanie, ziewali jeden za drugim, aż wszyscy zasneli
spełnienie stało się głównym korytem to którego spływały ściekiem uśpione możliwości
a kiedy kolejki do pokoju powstały, wszyscy jeden przez drugiego
brali po jednej ideii i uciekali szcześliwi , że widzą, że też widzą to piękno i je mają

zachwycić się można było najbardziej, kiedy się zapomniało o wczoraj
otwierasz oczy a przed tobą leży czarne małe pudełeczko w którym trzymasz myśli
- ale jak to ? zapytał zdziwiony człowiek czytając o tym sto lat temu- no jak ? pudełko na myśli ?
a ja w ręku je trzymałem, i bez zapomnienia już nie mogłem się nim zachwycić
już zapomniałem jak stałem w kolejce po jedną z tych ideii dzięki którym dziś nic nie pamiętam
a czy ja ją naprawde chciałem ?
czy ja tam sam poszedłem, czy może poszedłem bo wszyscy szli ?
i dlaczego się bałem , że moja możliwość istnienia
ta możliwość bycia , niczym plastikowy woreczek z możliwością w ścieku spłynie ?
cała genialna idee na nic ?

ahhh spadając zastanawiam się jak bardzo się myliłem, za życia, które podobno miałem
bo przecież umarłem już. tak mówią.
- umarłeś za życia. gdzie Twoja radość ? gdzie sens ? dołącz do nas ludzi którzy tworzą ten świat, boski świat! patrz tu, patrz tam, dotykaj, smakuj, powtarzaj, dotykaj, smakuj, powtarzaj! żyjesz raz, dotykaj, smakuj, powtarzaj!
a kiedy tak mówili, ja spadałem w odchłań pytania
a brzmiało prosto, z nadzieją dla mnie iż to ja nie żyje
o to kto jest tu psem na łańcuchu pragnienia , a kto żywym trupem ?


za życia tyloma kamiennymi myślami opsypałem tabliczke z napisem: boga nie ma.
a teraz spadając widzę, że on jest!
to skąd ja te myśli brałem ?
tracąc siebie i patrząc na wszystko kiedy lece do nikąd zastanawiam się
kto całą tą szklarnie pełną niby roślin podlewa ?
kto zbudował cały ten nieodkryty jeszcze obóz zagłady dla możliwości?
gre w której gramy o życie, to samo w które najpierw masz uwierzyć.
oto humor właśnie. życie. czy to nie jest zabawne ?
organizator , bóg we własnej nie osobie.
i tyle się wszyscy zastanawiali kim on jest, a wystarczyło się zabić
wystarczyło spaść w nicość by przestać szukać go wzrokiem myśli
nazywać kształtem nieopisanym, cudem upragnionym
postaw lustro przed mrowiskiem, a może mrówki zaczną się modlić do siebie
do boga


ideo wielka, boże, natchnienie i usprawidliwienie tego świata, nie chce już być z tobą.
nie chce żyć w tobie i dla ciebie.
zostawiam ci wierzacych i niewierzacych, to różne psy ale ciągną ten sam łańcuch
zaduszą się nawzajem, a potem jeden zje trupa by tym samym się stać
zostawiam ci wszystkich i wszystko
gasze wam swiatło, a wy bawcie się po ciemku czekając świtu
chwile poczekacie, zanim ktoś przypadkiem palcem dotknie oka
wtedy zobaczy, że go nie ma, nie ma oka
kto krzyknie pierwszy - świtu nie ma ?
a kto pierwszy pytanie zada co zatem widzieli ?

próbujesz być sprawiedliwy.
próbujesz żyć wiecznie.
jesteś piękny, dajesz, zabierasz, nagardzasz i karcisz.
stworzyłeś sam siebie i sam się wieszasz.
pamiętaj tylko, że wisielec nie umiera z braku tchu, jemu kark pęka
i przez chwile widzi świat, który dla niego znika.
właśnie teraz znika,

impreza zamknięta. szczęciarz! masz zaproszenie!
wchodzisz to pchaj się do stołu po porcelanowy talerz
i klaszcz ! klaszcz i krzycz że cuda nad cudy zostały podane!
kreuj wzniosłe drogi ku przestworzom , wzniosłe tunele do wnętrza siebie
buduj księgi do powielania zabawy, pisz i podawaj dalej
za chwile ktoś w sali obok się dowie o tobie
twórzy idee do budowania problemów które odkryć trzeba będzie
a na końcu zaraz przed tym jak światło zgaśnie
kiedy zobaczycie, że jest za minute dwunasta
dwunasta, miejsce na zegarze gdzie historia zatacza koło
ktoś krzyknie, że świadomość została odkryta
i to będzie koniec


boże wiem , że to czytasz.
nie bój się.
ja juz umarlem
zapomnij o sobie

środa, 12 lutego 2014

o zaufaniu

Dziadek dziś powiedział mi coś bardzo ważnego. Powiedział mi , że do nikogo nie ma takiego zaufania jak do mnie. Słowa, których nie można kupić.