piątek, 1 listopada 2013

W drodze na pociąg

Sroga zima. Śnieg sypie w twarz. Środek warszawy. Plac zbawiciela. Biegne w kierunku centrum, mijam kościół. Zerkam na niego tylko kątem oka, przypominam sobie ostatnią moją spowiedź w 2002 roku. Biegne dalej. Ślizgam się na chodniku, mijam ludzi. Ci z daleka się rozchodzą. Pędze co sił. Mijam wystawy sklepowe. Patrze na zegar, 21:16. Mam 14minut do pociągu. Musze zdążyć. Musze dobiec. Przebiegam czerwone światło, słysze klakson. Udaje mi się przebiec nie potrąconym. W głowie roją mi się myśli, co zrobie jeśli nie zdaże. Przecież musze zdążyć. Mój pociąg jedzie do Chełma. Tam wszyscy na mnie czekają. Odbierze mnie mój brat z dziećmi. W domu pewnie będą rodzicie, siostra z rodziną , dziadkowie. Musze zdążyć. Po tylu latach, po tylu przemyśleniach wiem już, że ludzie są najważniejsi. Że reszta jest nic nie ważna. Pędze co sił w nogach. Oni pewnie już tam ucztują razem. Cieszą się sobą. Śmieją się i rozmawiają. Dobiegam do dworca. Jest mój pociąg. Dobiegam resztkami sił i wsiadam. Zdążyłem. Ide na przód pociągu w kierunku konduktora. Musze kupić bilet. Zbliżam się do niego. Widze go przez szybe w sąsiednim wagonie. Ten macha rękami. Patrzy na mnie i rusza ustami. Pociąg stuka. Konduktor idzie w moją strone. Patrzy dziwnie. Ja się zatrzymuje. Otwiera pierwsze drzwi. Słychac już jak krzyczy. Patrze na niego i nie wydaje mi się abym go znał. Nie da się jeszcze zrozumieć co on mówi, ale widać , że coś głośno mówi. Otwiera drugie drzwi....
- Panie ! Ile razy mam Pana wyrzucać z tego pociągu! Znowu nie masz Pan biletu i chcesz Pan jechać.
- Ale ja do Chełma jade. Do rodziny!
- Panie Pan jedziesz do nich co kilka dnia, a ja tłumaczyłem Panu, że linie do Chełma zamknięto siedem lat temu. Pan masz z 80 lat, Pana rodzice już pewnie nie żyją! Wracaj Pan do schroniska! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz