niedziela, 11 sierpnia 2013

na początku jest śmierć

umarłem, dlatego to jest pierwsze zdanie, później nie mogłem napisać już nic. zanim umarłem długo cierpiałem fizyczne bóle leżąc w łóżku. byłem sam. nikt nie wiedział , że umieram. nie miałem żony ani dzieci, nie miałem bliskich. moi rodzice umarli jakiś czas temu. moje rodzeństwo mieszkało na innym kontynencie. nie mówiłem im , że choruje. umierałem przez kilka miesięcy. miałem czas aby zmierzyć się z bólem i spisać ostatnie myśli zanim zniknąłem.

na końcu jest śmierć. na końcu mojego życia. nie wiem jak będzie z innymi ludźmi ale ja umre. ta myśl nie pozwala mi cieszyć się dniem dzisiejszym. nie umiem nie myśleć o tym co będzie potem. to pytanie jest mną , a ja tym pytaniem. i nie chodzi o ciekawość. chodzi mi o fakt, że cokolwiek dokonam w życiu i tak nie będzie miało większego znaczenia ponieważ na końcu wszystko zniknie. obróci się w zupie tego wszechświata.

na początku podobno się urodziłem, przyszedłem na świat i gdzieś po drodze zacząłem być świadomym tego że żyje, że tu jestem. reszta, cały natłok myśłi, przeżycia, chwile, wspomnienia , cały mój świat to wszystko stanowi mnie, buduje mnie. jestem historią tych przeżyć.


myśl jako owoc mojego życia. być tak może, że wniosek iż nic nie rozumiem będzie najbardziej wzniosłą myślą mojego marnego życia w którym błąkam się od drzwi do drzwi pukając i pytając - co widzisz ?

patrze na mojego dziadka i zastanawiam sie jak to możliwe , że z jednej strony ma tak otwartą głowe, potrafi słuchać i wyciągać tak błyskotliwe wnioski a z drugiej strony wierzy w Boga. to chyba pozostanie dla mnie tajemnicą.


zabawne że kiedy patrze na ten świat to im więcej czytam na tematy różne jak budowa wszechświata w skalach skrajnych to spotkanie w drzwiach z moją Mamą, albo machający mi obiema rękami Tato kiedy wyjeżdzam staje się chwilą której już opisać się słowami nie da. nie da się bo wiesz na jakim poziomie to obserwujesz, jednocześnie wiedząc ile czasu na piechote szedłbym do słońca, a gdzieś między tym jest świadomość o tym, że słowo materia jest tylko opisem tego czego jeszcze nie pojeliśmy. a to wszystko tylko dzięki zmysłowi wzroku, który.....itd. im więcej wiem tym bardziej czuje , że siedze w kinie i oglądam jakąś projekcie dostarczaną do mojego umysłu a nie własne życie.


i tak musze umrzeć. ale to i dobrze bo nei chciałbym żyć wiecznie, byłaby to masakra. demoniczną myślą jest wizja , że można by uwiezić świadomość w kamieniu i pozostawić ją wietrzeniu na następne mieliony lat, aby przemyślała sobie pare spraw.


dochodze do wniosku, że bycie w zgodzie ze sobą to największy sukces jaki można w życiu osiągnąć. co mam przez to na myśli. ano to , że godze sie na wszystko co przychodzi i odchodzi, nic nie chce, nic nie oczekuje, zwyczajnie tu jestem. dziekuje dobranoc.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz