piątek, 5 lipca 2013

co mi po bani chodzi

życie jest w pizde smutne. codzień kiedy jade rano do pracy widze z tramwaju kobiete ok 40 idąca z plecakiem i reklamówkami w strone miasta. ona koczuje gdzieś nad morzem. jak tak patrze na nią i na jej zywot i sobie myślę jak kurewsko ciężko jej musi być to nie mam złudzeń co do pierwszego zdania tego wpisu. siedze gdzieś między szybą a malująca się lalką w tramwaju. patrze w koło wszyscy napierdalają na smartphonach. no ja wiem, że one ułatwiają życie, bo mi przecież też. pochylamy się nad nimi a tej babki na ulicy już nikt kurwa nie widzi bo nawet facet co ją mija gapi się w telefon.


wiec ja sie pytam siebie czym jest ta cywilizacja skoro mamy wszystko ale tylko do czasy kiedy pasujemy do reszty, potem jest game over. mozesz dostac drobne albo w morde, wszystko.


mialem dzis ciekawy sen, zazwyczaj sny spisuje tylko na blogo zamknietym gdzie nikt ich nie widzi, ale ten jest arcyciekawy. snil mi sie mozg, moj mozg. normalnie jako siec polaczen. byly kolorowe. ja lecialem miedzy nimi jak w kosmosie. i nagle z kilku polaczen zrobila sie jedna nitka, ja nia polecialem i nagle wlecialem w to polaczenie i wszedlem do jakiegos swiata zaczalem cos przezywac. potem sie z tego wydostalem i znalazlem sie w innym polaczeniu w innym swiecie. kiedy wychodzilem z kazdego widok w gore bylem w kolejnym mozgu, kolejne polaczenia , a droga ta nie miala konca. bylo to jak gdyby kazdy umysl byl kreacja w innym umysle. cos na ksztalt sieci o niepojetej liczbie polaczen z ktorych kazdy wezel tworzy kolejna taka siec w sobie jednoczesnie biegnac polaczeniami w dol mozna sie wydostac na gore. zadziwiajaca projekcja wyobrazni to byla.


zauważyłem, że jak nie mam czasu myśleć to wpadam w ciąg niby sen. ostatnio bardzo dużo pracowałem i nie miałem czasu usiaść i podumać. wracałem z pracy nad ranem, rano wstawałem i znowu do pracy. i tak widze, że to lekka masakra. kiedy na chwile usiadłem i pomyślałem, że nie istnieje i że to wszystko jest złudzeniem, że bawie się w tą zabawe zwaną zyciem gdzie ludzie są tacy poważni, gdzie kompilowanie kodu i wysyłanie pakietów informacji na drugi koniec świata może być wazniejsze niż zjedzeni jabłka i spacerowanie to myślę sobie gdzie ja do chuja jestem ? odpowiedź oczywiście przychodzi szybko- zbieram na mieszkanie. i tak jak śpiewali - chciałbym umrzeć z miłości.....żartowałem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz