poniedziałek, 24 czerwca 2013

zmiana otoczenia


Rzecz w tym, że zauważyłem pewne podobieństwo w moich relacjach z ludźmi. W ciągu swojego życia mieszkałem w kilku miejscach zlokalizowanych daleko od siebie. Poznawałem ludzi z którymi wchodziłem w relacje. Przez lata te relacje zanikły całkowicie albo okazywały się bardzo trwałe. Zauważyłem, że relacje najczęściej przetrwają długi okres czasu jeśli zbudowane są z kimś kto w życiu emigrował do innych miejsc. Natomiast relacje z ludźmi , którzy życie spędzali głownie w jednym miejscu żadko kiedy przetrwały próbe czasu. To oczywiście jest jedynie moim spostrzeżeniem.

Zastanawiałem się dlaczego i przyszło mi coś do głowy. Wszedzie przynależymy do pewnych grup społecznych. Ja przeprowadzając się już kilka razy , zauważyłem co to znaczy budować swoje życie od zera, co to znaczy znaleźć ciekawych ludzi, zaufanych, lojalnych. Później zrozumiałem co to znaczy wyprowadzić się i wyjść z tej grupy. Kiedy jedyne relacje jakie pozostają to komunikacja przez różnego rodzaju media i sporadyczne spotkania. Przyjaźnie z przed lat pozostały w głowie, ludzie których znałem już nie sa tymi samymi ludźmi, tak jak ja nie jestem tą samą osobą z przed lat. Kiedy nasze relacje się ucinają poprzez wyjście z takiej grupy automatycznie wyjątkowość naszych relacji przestaje wzrastać, ulega jedynie degradacji. Pozostaje sentyment , który jest powodem by spotykać się ze starymi przyjaciółmi. Kto to rozumie, nie powie do mnie " o wyjechałeś i przestałeś się odzywać" bo to zdanie jest formą żalu, żalu iż członek grupy emigrował.

poznałem w życiu tylu ciekawych ludzi z tyloma się zaprzyjaźniłem i ja osobiście czuje się związany z każdą z tych osób do końca życia. niestety często widze , że ja już nie jestem akceptowany w wielu grupach ponieważ ja wyszedłem z nich i już do nich nie należe. rzecz w tym, że ja nie chce należeć do żadnej grupy bo dla mnie cały świat jest grupą. zwyczajnie poszerzyłem jej obszar.

niedziela, 23 czerwca 2013

nie mam pojęcia jak się chodzi

leże z pełnym brzuchem ryżu przed biurkiem , za oknem drzewa. jedno największe na wprost mnie tak z siedem metrów. przez chmury przebija się słońce. w tle leci muzyka z serii 'sad music'. wszystko co mam jest zamknięte w mojej głowie, wszystko. nie mam nic więcej. wszystko co było, co przeżyłem, co zapamiętałem jest w tej głowie. jestem właśnie tą relacją ze światem. relacją z innymi ludźmi. kiedy którąś z nich umiera zawartość mojej głowy zaczyna posiadać coś co nie ma odbicia. jest poczucie istnienia tej relacji ale nie ma możliwości jej ponownego przeżywania. a przecież ona była. potem pojawiają się sny, w których relacje budzą się. przeżywam w snach emocje które były kiedyś , które towarzyszyły mi kiedy ktoś kogo już nie ma żył.

byłem w górach. obserwowałem siebie. słuchałem muzyki. rozmyślałem. a moje nogi szły, omijały przeszkody, wspinałem się pod góre, wszystkie te mięśnie pracowały idealnie wykonując rozkazy o których ja nawet pojęcia nie mam. nie mam ?


co warto pamiętać

Dziś dzień Ojca.

Nienawidząc kogoś wydaje mi się, że to siebie nienawidze, obrazu relacji który ja widze, jednocześnie burząc to co widzi inna osoba, a ona widzieć może zupełnie co innego. 

Pamiętam dzień końca szkoły, miałem wtedy 9 lat. Odbierałem wyróżnienie dla najlepszych uczniów w klasie. Kiedy wracałem do tłumu zobaczyłem mojego Tate stojącego w tle. Patrzył na mnie, złapał się za głowe, uśmiechnął się. To było niesamowite uczucie. Widzieć go kiedy jest dumny ze mnie. Zapamiętałem tą chwile i widze ją do dziś przed swoimi oczami.Pamiętam kiedy zabrał mnie i siostre na sanki, ciągnął je nasz wielki pies Hektor. To była piękna chwila.Pamiętam, że zawsze kiedy gdzieś wychodziłem jako nastolatek, zawsze pytał mnie czy chce pare złotych. Zawsze miał dla mnie te pare złotych.Pamiętam, że jako kierowca jeździł bardzo kiepskim samochodem, inaczej mówiąc miał kiepskie narzędzie pracy. Mimo to kupił mi komputer który był dużo droższy niż jego samochód.Pamiętam, jak stracił prace i nosił worki z kartoflami na samochód, potem sprzedawał je na pobliskim bazarze. Mimo ciężkich chwil , które były nie unosił się dumą i nie siedział z założonymi rękami tylko pracował aby wykształcić dzieci.Pamiętam jak dbał o to abyśmy mieli dobre rzeczy dla siebie. Dbał zawsze o rodzine tak jak tylko potrafił.

Więc człowiek który całę życie ciężko pracował na to aby rodzina przetrwała i żyła jak najlepiej nie może być postrzegany przez pryzmat tego co mi się nie podobało bo nie rozumiałem tego.

Tą są dobre wspomnienia. Mógłbym napisać też te które budzą we mnie złe emocje, ale po co ? Ocenianie kogoś nie ma sensu, bo sami nie wiemy jak sie nasze życie potoczy i jak się zachowamy. Pamiętając te dobre chwile można wykorzystać czas który jeszcze pozostał i próbować przeżyć życie ze zrozumieniem innych. Ja do takich wniosków dochodze po latach.

Pewnego dnia umrze on albo ja. Wtedy będzie za późno na to by coś powiedzieć. Pozostanie tylko świadomość , że jest za późno. Ja w życiu spóźniłem się już wiele razy.

sobota, 22 czerwca 2013

kamień w sokowirówce

chciałem napisać o tym jak szedłem przez las ostatnio. opisać to jak widziałem to z czym obcowałem. chciałem.

gdzieś w drodze zatrzymałem swoje pędzące nogi. pomiędzy mną a resztą świata odpoczywał wielki głaz. na środku głazu na jednym z jego policzków gdzieś na jego zmarszczce wyrosło drzewko. nie wiele mniejsze niż ja sam. stałem i patrzyłem na ten niecodzienny dla mnie obraz, żaden wyjątkowy tutaj. i przeniosłem to na życie człowieka. gdzieś się rodzisz, jesteś pod czyjąś opieką, wyrastasz na kogoś. wyrastasz dzięki warunkom jakie panują tam gdzie zaistniałeś. wydawać by się mogło , że ten kamień i drzewo symbolizują coś nieco innego. ale to wciaż wszystko jest życiem. ten kamień powstał nie inaczej jak w jakiś naturalny sposób. teraz wietrzeje. powoli znika. nie widać tego. moje oko zbyt szybko mróga a ja musze umrzeć nim oko kamienia mrugnie. ani kamień ani to drzewo nie mają znaczenia. nawet ja nie mam. a ta chwila, to spotkanie mnie , kamienia i drzewa stało się kawałkiem soku z sokowirówki która próbuje wycisnąć smak z marchewki jaką jest życie. kamień stał zaraz za szczytem Kikut w lasach Nordmarki na północ od Oslo.




czwartek, 13 czerwca 2013

z fajnych rzeczy to się starzeje.

każdy powód do życia wydaje się błachy kiedy zdajesz sobie sprawe ze swojej śmierci. ze śmierci swojej i wszystkich, którzy przyjdą po Tobie. Przyjęcie za możliwe istnienia jakiegoś stwórcy bądź kontrolera naszego życia daje możliwość odłączenia się od takiego spojrzenia na świat.

próbuje złapać jakiś kawałek siebie i budować relacje ze światem ale wychodzi mi to marnie. rozmawiam z ludźmi, ale z tego co mówią wynika, że większość z nich ma nadzieje, że życie nie kończy się tu na ziemi. przyjąłem, że skoro żyje i się zastanawiam i to lubie to w tym pozostac powinienem. do realizowania siebie potrzebuje wolności. jeśli założe rodzine i będe się jej poświęcał strace możliwość szerszego poznawania. zapomne o tym co zrozumiałem i przeżyje życie w imie walki o przetrwanie, a tego nie chce.

Siedziałem i zastanawiałem się nad tym jaką geneze mają skrajności które są we mnie. Natura bycia samemu, natura bycia z ludźmi, natura ciszy i zabawy. I tak patrzyłem się za okno i rozmyślałem. Kiedy następnej nocy spałem miałem sen. Sen w którym się obudziłem i byłem świadomy , że śnie. Byłem w Zamościu, w domu dziadka. Byli tam wszyscy z mojej rodziny, wszyscy. Większości już nie ma, nie żyją, poznikali. Stałem wśród nich i pytałem ich kim są, kim oni są dla mnie. Nikt nie chciał mi odpowiedzieć. Kiedy się rano obudziłem, pomyślałem, że to była odpowiedź na moje pytanie.


Od jakiegoś czasu przestałem wspominać przeszłość. Lata 2003-2006. Czas w którym żyłem bardzo intensywnie, czas, którego nie mogłem podżałować, że znikł. Przestałem wracać pamięcią do tych chwil i one znikły z codzienności, nie wywołują już emocji. Nie bolą. Skutecznie zamknąłem je w piwnicy wspomnień i nie chce do nich wracać, choć klucz do drzwi jest. Wystarczy jedno imie i zapalają się kolejne lampki rozświetlające to co było. A wszystko przez jedną znajomość, jak całe życie. Zmienia się przez to jakich ludzi poznajemy i co z nimi tworzymy.


Z fajnych rzeczy zauważyłem, że się starzeje. Siwych włosów coraz więcej, coraz więcej zmarszczek. Liczba lat zbliża się do 33. Odnosze wrażenie, że żyje. Mam nadzieje, że pójdzie tak dalej i śmierć przyjme ze spokojem świadom wszystkiego co przeżyłem.

Im dłużej się żyje tym więcej wspomnień :) Im więcej wspomnień tym więcej czasu trzeba , żeby się nimi później cieszyć :) Tak jak ze zdjęciami, jak z notatkami, jak ze wszystkim.

To całe rozmyślanie, możliwość zadawania pytań jest dziwną drogą. Wchodzisz i nie ma już wyjścia. Otwierasz jedne drzwi a tam 3 następne. Zamykają się za Tobą, jak poznasz odpowiedź nie ma powrotu. Pytasz dalej, szukasz dalej, myślisz dalej. I każdy wchodzi na własny Everesyt myślowy. A jeśli pytasz kogoś czym jest bycie świadomym to nie oczekuj odpowiedzi, bo to jak pytać jak pachną róże. 



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Za moim oknem


Czy warto doświadczać czegoś nie wiedząc nic o tym czy może wiedzieć o istnienu czegoś ale nie doświadczając istnienia tego namacalnie ?

Czy lepiej jest znać wyspe wielkanocną z książek i widzieć ją oczami wyobraźni czy może lepiej jest polecieć i zobaczyć ją oczyma nie wiedząc o niej wiele ?

Czy warto zwiedzić świat dotykając go zmysłami, czy wyobrazić go sobie dzięki dogłębnej wiedzy ?

Odopowiedź dla mnie nie jest wcale taka prosta.

Drzewa za oknem są tworzone w moim mózgu, tak jak wszystko co widze. A co widze ? Widze świat tworzony przez umysł, umysł który ciągle karmie. Te drzewa albo są zbyt małe by je zobaczyć, albo zbyt skomplikowane by móc je pojąć, czyż nie ? i oto ja jestem i przez to co potrafie zobaczyć tworze w mózgu widok drzewa. drzewa , którego tam nie ma.

wtorek, 4 czerwca 2013

Chciałbym o tym zawsze pamiętać

Kiedy wstaje rano i otwieram jedyne oczy w pokoju nie mam prawa do tego. Wracając do pokoju w którym tylko jedna szklanka z wodą czeka na noc nie mam na to prawa. Nie mam na to prawa również wtedy kiedy przychodzi dzien wolny , a ja rozmawiam z kartkami książek, nie mam na to prawa. W zasadzie nie mam prawa, bo ono nie istnieje, a nie byłbym sobą gdybym tego nie dodał. Nie mam prawa powiedzieć, że coś jest nie tak. Moje życie , które nie przypomina żadnej konstrukcji nie jest powodem do tworzenia myśli o czymś lepszym, bo lepszego nie ma. Wciąż się budze z bólami głowy, wciąż myślę o tym, że mógłbym zrobić coś inaczej, czekam kolejnego dnia który na chwile okryje mnie złudnym poczuciem czasu. Nie moge jednak narzekać nawet słowem na swoje życie, na swoje wybory, na swój los. Jedyną osobą odpowiedzialną za mnie i moje życie jestem ja sam. I nie moge usprawiedliwiać siebie, że nie wiem. A czego nie wiem, niech pytam bo moge. Nie jestem skradzioną dwunastolatką z Birmy , która o poranku musi rozkładać nogi przed ludźmi , których ja mijam na ulicy cywilizowanego świata. Nie jestem niewolnikiem politycznym, którego wola walki zakuta chodzi w kajdanach. Wciąż nie jestem ograniczony przez ciało które pozwala mi biec. Niesamowite, że wśród tego świata, tych nieszcześć ludzi, tego całego cierpienia ja wciąż mam okazje tu być, nie cierpie, żyje, doświadczam i moge pisać siebie.