wtorek, 28 maja 2013

słysze dzwony, to już niedziela

Dostałem kilka odcinków domku z kart. Serial. Bardzo mi się podoba. Dlatego obejżałem kilka odcinków i kiedy się już wkręciłem to przerwałem oglądanie. Lubie przerywac ciekawość. W jednym z odcinków pojawiała się fajna myśl. Dziewczyna zapytała o to czy powinna podjąć nową prace, facet odpowiedział aby sobie wyobraziła dzień w takiej pracy i zobaczyła jak się tam czuje przez to. Nigdy tak nie próbowałem robić.

Zacząłem sobie wyobrażać.


Siedze na ulicy. Czuje jak moje spodnie lepią się domnie. Czuje smród mojego ciała. Czuje jak lepkie mam usta , jak niesmaczny oddech mam od niemytych zębów. Siedze i patrze na przechodzących ludzi. Czasem ktoś się nachyla i wrzuca mi do kuba monete. Mój wzrok wraca do książki. Czytam myśli człowieka którego nigdy nie poznam. Siedze tak i patrze na niebo. Nie wiem jaki jest dzień, nie wiem która godzina. Nie wiem nic. Nie pamiętam jak pisze się programy, nie pamiętam jak się używa poczty elektronicznej. Nie pamiętam nic. Zapomniałem siebie. Wiem, że kiedyś byłem młodym , wiem że kiedyś biegałem, że miałem znajomych, przyjaciół. Wiem, że siedze tam sam, nie znam nikogo, wiem , że wypadają mi zęby , że idzie zima i że znowu będe się szlajał po dworcach. Wiem, że gdzieś tam są moim rodzice, moje rodzeństwo. Wiem, że są świadomi mojego wyboru, że może chorują, może mają problemy, ale nie moge żyć dla wszystkich nie żyjąc dla siebie. Wybrałem rezygnacje ze wszystkiego, siedze i patrze na zakochaną pare, patrze na radość ludzi, patrze na ich smutne twarz kiedy patrzą na mnie. Wiem, że już nie spotkam wielu ludzi, wiem, że już nie zrobie wielu rzeczy, wiem, że wysiadłem z pociągu a on odjechał. Już nie będe miał dzieci, ani żony. Wiem, że nie obudze się w czystej białej pościeli, nie zaprosze nikogo na obiad, nie pójde z bratem na piwo, nie zrobie wielu rzeczy, które były kiedyś moim życiem. Dni mijają, a ja nie wiem co się dzieje, nie wiem nic. Czuje jedynie spokój, pogodziłem się ze zbliżającą się śmiercią, nie uciekam od niej, nie uciekam od cierpienia i bólu. Teraz stają się wyraźne wszystkie chwile życia, przypominam sobie chwile z mojego porzedniego życia. pamiętam jak kiedyś siedziałem i pisałem bloga, jak czytałem książki szukając odpowiedzi. odpowiedź była zawsze, była ciągle na wyciągnięcie ręki ale ja szukałem daleko. tak długo czułem się odpowiedzialny za świat, za ludzi, za to by im pomóc, ale nie umiałem pomóc sobie. im bardziej pomagałem wszystkim w koło tym bardziej zapominałem o sobie i nie mogłem pójść tam gdzie prowadziła moja droga. w końcu ją znalazłem. ból, smród, samotność, to mój świat. świat w którym jest tylko jedno, jest cierpienie. brak oszukiwania siebie, brak udawania, że żyje, że życie jest ważne. urodziłem się po coś, po to by pójść za tym co czułem, a nie za tym czego pragneli inni. stracić siebie, oddać wszystko co najcenniejsze to jest tym czego szukałem, tym co zawsze mnie zmieniało, a ja tego nie widziałem. mam 36 lat, wyglądam na 60, jestem wykończony, przestałem się oszukiwać i życie zabiło prawie moje ciało w kilka lat. nie zwiedziałem całego świata, nie poleciałem w przestrzeń kosmiczną jak mażyłem, nie zrobiłem niczego z tych rzeczy, ale zrezygnowałem z tego co najcenniejsze. nie wyszedłem trzaskając drzwiami o samobójstwo. zgodziłem się żyć nie oszukując siebie, przyjmując każdy dzień na ulicy, tak długo jak długo ja sam idąc ulicą będe wrzucał sobie monety do kubka. siedziałem tam i patrzyłem na świat, który pędził tak samo jak przez ostatnie tysiące lat, zmieniały się tylko kształty , barwy i prędkość. nic więcej. tak jak tysiące lat temu tak i dziś nikt nie znał odpowiedzi czym jest, po co żyje. nikt. mimo tego wszyscy pędzą w przekonaniu, że coś rozumieją, że wiedzą czy i po co są. ktoś podchodzi do mnie i mówi do mnie po imieniu. odwracam się. rozpoznaje koleżanke. nachyla się i pyta co się stało. uśmicham się i mówie, że wszystko w pożądku. że mam się wyśmienicie, w końcy żyje :) patrzy na mnie zdziwiona, pyta jak może mi pomóc. mówi , że zabierze mnie do siebie i pomoże mi. usmiecham się i mówie, że mam wszystko czego potrzeba i że dziękuje jej serdecznie. po długiej rozmowie odchodzi, by powrócić z siatką jedzenia. karmi mnie. przedłuża moje życie. ona, kobieta, którą kiedyś poznałem. z którą mogłem kiedyś być. nie umiałem. mijają dni, miesiące, mijaja wiele miesiecy. czuje się coraż gorzej. coraz więcej się uśmiecham, widze zbliżającą się śmierć. ale nie tą fizyczną, widze ją jako śmierć poczucia iż tu byłem, iż żyłem, iż kochałem, iż ktoś mnie znał. wraz ze mną umiera cały świat jaki znałem. znika chłpoak i chwile które tworzył. znika moje imie, znikają moje relacje z ludźmi, widze tylko jak przemieszczają się kolejni ludzie. widze jak przychodzą i ochodzą. widze, zachód słońca, wschód. czuje ból. nic więcej. głód. słysze jak biją dzwony, głośno, to musi być niedziela, biją coraz głośniej. jest już noc, a one wciąż biją. i w ciszy słysze jakieś kroki. dzwoni cichną. ja naprawde zrezygnowałem z życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz