poniedziałek, 13 maja 2013

Synecdoche

widzialem wczoraj film. nosil tytul ktory zapomnialem...synecdoche ( http://www.imdb.com/title/tt0383028/ ). bohater filmu chcial stworzyc teatr z zycia. chcial pokazac w sztuce zycie. patrzac na jego zmagania nie moglem sie oprzec wrazeniu ze widze w tym filmie ciagle ukryte przeslanki. trafialy do mnie. bardzo. trafialo do mnie jak rekrutowal nowych aktorow ktorzy mieli odgrywac role ludzi z jego zycia. rekrutowal ludzi ktorzy odbudowywali sceny z zycia , sceny ktore mialy juz miejsce a on chcial to pokazac. i wlasnie piszac teraz slowa uswiadamiam sobie ze ja robie to samo.robilem kiedys zdjecia probujac pokazac co widze, duzo pisze by opisac co czuje, nagrywam ujecia z zycia by kiedys stworzyc z nich film pokazujacy zycie....tylko ze to wszystko jest banka mydlana w ktorej odbijamy wlasne przezycia. kiedy umre historie straca glebie, zdjecia przestana przypominac chwile a filmy stana sie tylko wycinkami.

mialem ostatnio okazje poznac Anie, dziewczyne ktora studiuje matematyke, pochodzi ze slaska. szlismy przez oslo , wchodzilismy na national teather i rozmawialismy o fotografi. powiedziala  o zdjeciach i pamieci czlowieka. wbila mi tym gwozdzia w glowie. zaczalem myslec o tym. obrazy z dziecinstwa, przywoluje je nazawolanie, pamietam wiele pieknych momentow. a nie mialem aparatu.


leżałem w łóżku. nie mogłem zasnąć. była trzecia może czwarta rano. rano do pracy. wyobrażałem sobie że umieram. wypuszczam ostatni dech powietrza.robi się ciemno. zanikają wszystkie zmysły. zanużam się w oceanie. bez grawitacji. nie czuje kierunków. jest ciemno. nie ma nic. wiem tylko , że jestem. pozostają wszystkie wspomnienia chwil z życia. wszystkie. co do jednego. i ja. sam. bez nikogo, bez żadnych możliwości odczuwania innych ludzi. zupełna pustka. brak wyrażenia siebie. krzyk umysłu bez ruchu ust. i wszystkie wspomnienia powracają niczym sny, z ta różnica iż jestem ciągle świadom iż to tylko wspomnienia. nie czuje smutku patrząc na to co było. staje się biernym obserwatorem. jedynie świadomym. pozostaje świadomy i rodzi się pytanie.

czy jestem tu sam ?

wiem, że wszystko to było. ale nie wiem czy śniłem czy może teraz właśnie śnie. nie wiem czy umarłem bo nie umiem złapać poczucia czasu. jest cały czas potwornie ciemno, obrazy są niczym gwiazdy na niebie, które zlewają się co chwile w jakieś obrazy tylko po to by zniknąć gdy pojme czym są, były. tkwie w tym, wszystkie chwile się zlewają, powtarzają. oglądam swoje dzieciństwo pomięszane z chwilą kiedy umierałem, potem widze bliskich ludzi jak zabijają samych siebie tylko po to aby za chwile się urodzić. to co widze jest niczym otwarte pudełko puzli , które po złożeniu powinny dać obraz całego  życia, ale w tej chwili są krótkimi kawałkami dotykającymi się wzajemnie bez żadnego spójnego wzorca. I znowu ciemność i znowu czuje siebie i przychodzi myśl. 

czy życie przypadkiem nie było snem w który zapadłem na chwile ?

bo długo już myśle o tym, że nasze życie jestsnem, że nie może być czymś skoro się skończy za chwile a ja nie robie nic innego jak umieram od samego początku. myślę o samobójstwie, ale nie z lęku przed życiem, nie z poczucia niespełnienia, myśle o nim bo nie moge dac wiary iż to co przeżywam jest istotne. tak jak w moich snach, kiedy śnie, kiedy chce się obudzić ze snu staje na szczycie bduynku i skacze z okna, boje się na poczatku ale potem wszystko staje się jasne. budze się we śnie i wiem, że to sen, że to wszystko było myślą, obrazem mojego umysłu. myśl śmierci jest dla mnie arcy interesująca, czeka nas wszystkich, zazwyczaj bronimy się przed nią. bronimy się uporczywie żyjąc, zyjąc za wszelką cene. budujemy wiedze, budynki, autorytety, tworzymy historie, relacje, wybieramy sobie partnerów na całe życie. ale to wszystko jest tak śmieszne, że aż trudno uwierzyć, że ja sam w tym tkwie i nie widze, że to bzdura :) 

życie ma swój początek i koniec wg nas, potem okaże się , że jest snem który notorycznie powraca kiedy świadomość zastanawia się nad czymś

mam 32 lata, jestem wciąż młodym chłopakiem, biegam , skacze, jestem zdrowy, mam przyjaciół, wspaniałych, lojalnych, mam w życiu wszystko czego pragne, wszystko się spełnia, zawsze to powtarzam. mój Dziadek mam prawie 80 lat, cieszy się życiem, w coś wierzy, ma nadzieje, ma niewiele już. nie wiele może, jest uzależniony od innych. jestesmy na róznych punktach tej samej drogi. Mój dziadek jest niby przy jej koncu a ma dusze młodego człowieka, a ja gdzies bliżej srodka i myślę o smierci zamiast o życiu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz