środa, 29 maja 2013

narodziny

siedziałam sobie dość wysoko, na górze. nie zauważona przez przmieszczających się poniżej ludzi. miałam na sobie ubrania, które wtapiały mnie w otoczenie. trudno było mnie dostrzec. obserwowałam ludzi. patrzyłam na nich. zastanawiałam się jacy są. zastanawiałam się co by powiedzieli gdyby mnie poznali. jeden z ludzi typowy samotnik zaczął się powoli do mnie zbliżać. wchodził po skałach , im był wyżej tym robił się bardziej biały. tracił włosy, zęby, co chwile zatrzymywał się i płakał. ja siedziałam i patrzyłam. szedł wyraźnie w moim kierunku, ale skręcał to na lewo to na prawo. zatrzymywał się i krzyczał coś z góry do innych, ale tamci najwyraźniej go nie słyszeli. dzwigał ze sobą książki, im wyżej był tym mniej ich miał. wspinał się i płakał. patrzył przed siebie ślepym wzrokiem. robił resztkami sił ostatnie kroki, już jako starzec. usiadł na kamieniu obok mnie. wyjął swój notes i zaczął pisać. burczał coś pod nosem. wtedy usłyszałam jak wypowiada swoje myśli. popatrzyłam na niego i powoli widziałam jak zaczynam się znim zlewać. ludzie na dole zaczeli na nas patrzeć. najpier mała garstaka. chwile potem było ich coraz więcej. on mówił i pisał. poczułam wtedy jak się rodze. poczułam czym jestem. zostałam opisana. została dostrzeżona. dowiedziałam się iż jestem. zaistniałam. wpierw jako myśl na jego ustach. dużo później kiedy inni weszli na góre i znieśli mnie na dół zostałam rozmnożona. zaczełam pojawiać się wszędzie. na ustach, na kartkach, na obrazach, wykuta w skałach, wyryta w drewnie. zaczełam istnieć. dostrzegałam się odbiając w ludzkich umysłach.

1 komentarz:

  1. łał!!! staram się odebrać to w jak najlepszy sposób, jak najdokładniej, ale im dłużej myślę, tym więcej i mniej pomysłów mam. niech zostanie to (w mojej głowie oczywiście) tak jak jest, nie spaczone określaniem tego co nie powinno być określone. :) dzięki!

    OdpowiedzUsuń