wtorek, 28 maja 2013

cierpienie jest szczęściem, bo szczęściem jest zrozumienie

stałem między ludźmi. delikatnie po twarzy przebiegał wiatr. patrzyłem na niebo. ludzie stali w ciszy. nikt nic nie mówił. gdzieś w oddali słychać było przejeżdżające auta. patrzyłem na nich wszystkich. na nich i na to co się działo. powoli dobiegało pociąganie nosem i płacza mojej Mamy. stała zalana łzami. wszyscy płakali. łzy były niczym gęsty deszcz padający w ten dzień, gdzie bezchmurne niebo bez granic łączyło się z wielkim wszechświatem. kilku mężczyzn powoli zaczeło się przemieszczać. w tle usłyszałem głos mojego Dziadka mówiącego "O Jezu". Powiedział to na takim głębokim wydechu. Tak jak gdyby tracił właśnie całą siłe oddychania. Płacz narastał. Mężczyźni powolnymi krokami przesuwali się w dół. Trzymali grybe splecione sznurki. Było ich sześciu. Stali w odstępie kroku od siebie. Na sznurkach spoczywała drewniana trumna w której spoczywała moja Babcia. Oczy mojej Mamy, Dziadka czy jej sióstr pokazywały tylko pustke i bezsilność. Pustke która niczym studnia pochłaniająca wszystkie światło. Łzy płyneły, czas biegł. Ja patrzyłem i przywoływałem chwile kiedy przychodziłem z Babcią na ten cmentarz. Siadała na ławce, a ja patrzyłem jak się modli. Patrzyłem i wiedziałem, że kiedyś odejdzie i chciałem zapamiętać ten moment. Babcia przychodziła często na cmenatrz. Siadała nad grobem i modliła się. W grobie leżał jej syn. Brat mojej Mamy, chłopak który umarł w wieku 30 lat. Nie miał okazji żyć długo. Pamiętam dzień kiedy umarł. Wróciłem ze szkoły , a moja Mama siedziała zalana łzami. Nie rozumiałem co przeżywa, nie rozumiałem z czym się zmieżamy żyjąc. Babcia siedziała zawsze na ławce, patrzyła na zdjęcie syna i modliła się. Ja w ciszy stałem obok, czas nie grał roli, biegałem myślami do wspomnień z wujkiem. Biegałem myślami po niebie i myślałem czy go jeszcze kiedyś spotkam. Czy spotkam też innych którzy umierają. Zastanawiałem się czy będą starzy czy młodzi. Czy będą mnie pamiętać małego czy rozpoznają mnie jako dużego.Nie ma już mojej Babci. Moja Mama w dzień Matki płacze bo tęskni za swoją Mamą. Życie , cierpienie.Każde wesele to zbieranina pijanych życiem nieboszczyków. Każde narodziny to powolna śmierć, tak długo wypierana przez nasze umysły. Ludzie i chwile z nimi, wszystkie te które znikają wraz z echem łez nad grobem.Kiedyś chciałem aby ktoś mnie pamiętał kiedy umre, teraz widze , że to nie ma znaczenia. Tu nie chodzi o mnie. Zabawne , że przeżywamy tak intensywnie , że wydzieramy dusze przez oczy z tęsknoty za innymi istotami. Zabawne, bo przecież to wszystko to chwile, które nie wiedzieć nawet czym są. Pisanie tego bloga jest moją kuracją. wyrzucam swoje myśli i patrze na nie, patrze jak przychodzą, odchodzą. widze siebie tak niedoskonałego, tak bardzo pobugionego i szukającego, i ciesze się, że brne w tym bagnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz