środa, 10 kwietnia 2013

W życiu może zdażyć się wszystko, warto o tym pamiętać.

W maju 2011 odkryłem BitCoin. Pisałem sporo o tym, zaangażowałem się w wydobycie. Skupowałem Bitcoiny. Skupowałem je przez 2 lata. Nazbierałem kilka tysięcy sztuk. Robiłem potężny research na ten temat. Czytałem książki aby zrozumieć tematy z tym związane. Spisałem zeszyt notatek i przemyśleń. Wykreśliłem cene na poziomie kilku tysięcy dolarów. To co piszą na forach ludzie to jedno, ale kiedy poczytasz historie spekulacji finansowych, kiedy zrozumiesz psychologie tłumu, kiedy pojmiesz o czym pisał Tofller to wszystko układa się w całość. Masz kawałki i musisz je poukładać , jeśli zrobisz to przed innymi Ty wygrywasz. Jak na obrazku.



Kiedy je skupowałem myślałem ideologicznie. Kiedy jednak powstała wartość mierzona możliwościami stalem się spekulantem. Sprzedałem się. 

Pamiętam jak dziś wrzesień 2011 roku kiedy jechałem tramwajem i patrzyłem na ludzi myśląc "Biedni nie wiecie co nadchodzi". Ustaliłem sobie, że zainwestuje kilka swoich pensji i zaryzykuje, byłem pewien że się nie myle. Zainwestowałem i zostawiłem to.

I tutaj moja pierwsza lekcja.

Przeglądaj swoje notatki często

Mój balon emocji został dotknięty. Policzyłem w pamięci ile właśnie zarobiłem i w styczniu sprzedałem wszystko. Nie chciałem dalej ryzykować, wyszedłem z dużym zyskiem.

Tutaj druga lekcja.

Jeśli to czym ryzykujesz nie jest dla Ciebie ważne, idź na całość.

Sprzedałem i wtedy Bitcoin zaczął rosnąć. W chwili obecnej posiadałbym milion.

dolarów. 

Wróciłem do domu. Usidałem i otworzyłem okno. W okolicach serca zaczeło dziwnie piec. Piecze coraz bardziej z każdym dniem kiedy cena rośnie.

Zadałem sobie inne pytanie:

Po jakiej cenie bym sprzedał ? Czy umiałbym zasnać kiedy kosztowały 150USD ? Odpowiedź brzmi NIE. Sprzedałbym pewnie przy 100USD.

Powstało pytanie jak więc bym sie zachował ? Gdybym wiedział , że mam 100.000 USD wyszedłbym, i.... no właśnie to kolejne pytanie

Siedze dziś za klawiaturą, tą samą kiedy pisałem o Bitcoinach dwa lata temu. Nie obwiniam nikogo za błąd, nawet siebie. To droga lekcja. Ból wynika ze świadomości, że...nie wiem z czego wynika... ale wiem żę mógłbym ułatwić życie wielu osobom i sobie, nie pisałbym kodu za pieniądze tylko z pasją coś tworzył, coś co ma sens, zebrałbym kolegów z pasjami i moglibyśmy wykorzystać potencjał by tworzyć. Otworzyłbym małą szkołe dla dzieciaków, zebrał ekipe mądrych ludzi i uczył dzieci za darmo rzeczy których w skzole się nie nauczał. Nie zrobie tego.

Nie zrobie wielu rzeczy po za jedną. Teraz moge sobie zadać pytania o których wcześniej nie miałem pojęcia. Spisze je niebawem, bo ból jest nie do zniesienia. A jego geneza bardzo ciekawa.

Czuje sie jak we śnie. Pamiętam chwile kiedy spisywałem notatki, przemyślenia i wnioski. Kiedy byłem pewien, że to pójdzie w końcu w góre. I co ? I nie czytałem ich później , leżą gdzieś na stercie z innymi przemyśleniami.

Omineło mnie bogactwo. Jestem ciekaw co napisze na ten temat za dwa lata. Jakie wnioski wyciągne.

Jedno jest pewne. Ten moment uświadomił mi , że jako postać społeczna w tym systemie mam potencjał do czegoś więcej niż pisania kodu za pieniądze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz