poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Może być mi ciężko zasnąć

Otworzyłem oczy. Była noc. Telepałem się cały z zimna. Wiatr smagała kartkami papieru po ulicy, a ja siedziałem gdzieś pomiędzy ścianą a plastikowym koszem na śmieci. Na oko było jakieś -10 stopni. Telepałem się, ale to już nie robiło mi wielkiej różnicy. Przywykłem do tego stanu przez ostatnie kilka lat. Bycie bezdomnym nie jest łatwe, nie jest przede wszystkim dla ludzi.

Pamiętam pierwsze dni kiedy wszystko rzuciłem. Nie było łatwo przyzwyczajić się do totalnego dyskomfortu. Nie łatwo było zabić w sobie resztki złudzeń.

Pamiętam, że kiedy miałem 30 lat byłem świadom, że ludzie których kocham umrą pewnego dnia. Pamiętam, że dzwoniłem , spotykałem się, chiałem przeżyć z nimi chwile, chciałem by wiedzieli że ciesze się możliwością współistnienia z nimi. Wydawało mi się to ważne, ważne by przeżywać to wszystko by cieszyć się tym że są i by wykorzystać każdą chwile na to by żyć. Tak właśnie myślałem i tak robiłem.

Kiedy pewnego dnia zmarł mój dziadek uświadomiłem sobie, że wszystko co nas łączyło , wszystkie chwile znikły razem z nim. Nasze przeżycia, chwile kiedy razem cieszyliśmy się i przeżywaliśmy to wszystko znikło razem z nim. Tak samo wszystko znikło kiedy zmarli moji rodzice. Wtedy dopiero uświadomiłem sobie czym jest samotność. Uświadomiłem sobie jak wielkim głupcem byłem twierdząc , że jestem samotny kiedy oni wszyscy byli w koło, byli a ja szukałem siebie. Umarli wszyscy, rodzina, przyjaciele. Wszyscy których znałem, z którymi miałem fotografie w głowie.

Siedząc w tym mrozie i telepiąc się z zimna zobaczyłem , że jest pięć minut po północy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dokładnie 92 lata temu w budynku pod którym siedziałem przyszedłem na świat. Nie pamiętam tego dnia, nie pamiętam już wielu chwil z mojego życia. Pamiętam tylko ludzi. Wiem , że byli, nie potrafie już dokładnie opisać co nas łączyło, ale wiem jedno, wiem że ich kochałem. To taki paradoks, że całe życie myślałem czy się nie zabić, nie raz śniłem o własnych pogrzebie gdzie przychodzą wszyscy których kochałem by mnie pożegnać , a teraz ja sam zostałem. Sam, każdy człowiek jest mi obcy. Nie ma nikogo kto pochyli się i powie że cieszy się , że mnie widzi. Czy to już jest samotność ? Czy tym jest właśnie życie, lekcją która uczy nas aby nie być w życiu niczego pewnym ?

Przez ostatnie kilka lat jako bezdomny miałem dużo czasu, odwiedziłem wszystkich znajomych, z nikim jednak nie mogłem zamienić słowa, wszyscy mówili do mnie jedynie swoimi datami zgonów iż jest już za późno by powiedzieć co myśle. Na części pomników widniały zdjęcia ludzi, część z nich zrobiłem ja. Patrząc na nie przypominałem sobie chwile, dokładnie te kiedy te zdjęcia były robione. Nikt nie myślałem , że to właśnie ujęcie będzie tym , które zostanie do dnia aż ktoś o nas zapomni i zburzą pomnik.

Nad moją głową świeciła się latarnia. Z kieszeni wyjąłem notatnik. Stary brudny mały notes miał na końcu jeszcze kilka pustych kartek. Otworzyłem jedną z nich. Wyjąłem długopis. Nie chciał pisać, rozmazałem go, zostawił ślad. Na białą kartke kapnęła łza.

Kochana Mamo. Już nigdy Cie nie spotkam, nie szkodzi. Ja przez całe życie szukałem lustra które by mi pokazało czym jestem. Nigdy go nie znalazłem. Mija 92 rocznica jak mnie urodziłaś, i dziś przyznaje się, że Ty rodząc mnie w jednej chwili uczyniłaś więcej niż ja przez całe swoje życie. Wierzyłaś w Boga, ja nie, ale wierze, że się nie myliłaś. Wierze, że jesteś tam gdzie świadomość osiąga spokój. Dziękuje Ci za to życie. Całe życie poświęciłem by zrozumieć po co się urodziłem, odchodze ze spokojem. Wiem , że to co pisze wiesz bo gdzieś istnieje to czym byliśmy tutaj. 

Schowałem notes. I to był ostatni moment jaki pamiętam. Później zaczął sypać śnieg. Zrobiło mi się jakoś dziwnie ciepło i zasnąłem. Obudził mnie powiew zimnego wiatru. Otworzyłem oczy, nademną stała jakaś kobieta i brała mnie na ręce. Próbowałem sobie przypomnieć kim jestem. Próbowałem myśleć ale nie umiałem. Patrzyłem na nią , a ona się uśmiechała. Zasnąłęm znowu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz