niedziela, 7 kwietnia 2013

Czemu śpieszymy się żyć ? - Iwan Czistakow


Spacerując po Chełmie ostatnimi dniami wszedłem do księgarni przy ulicy Lubelskiej. Ta księgarnia jest tam odkąd pamiętam, a może mało pamiętam. Biegłem wzrokiem po pułkach, aż trafiłem na coś co przyciągneło moją uwage. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to było "jak to naprawde jest czuć się w niewoli". Podszedłem do pułki wziąłem książke i za chwile wyszedłem z nią z księgarni.

Usiadłem na deptaku. Świeciło słońce, wiał mroźny wiatr. Ja czułem w środku spokój, taki dobry spokój kiedy człowiek godzi się z tym, że ktoś kogo kocha nie kocha jego. Spokój który się czuje, kiedy coś na co czekałeś przeszło koło nosa i pojmujesz w jednej sekundzie, że życie nie jest po to by od niego oczekiwać czegokolwiek. Siedziałem tak. Moja myśl , która pojawiał się w księgarni nawiązywała do mojego poczucia, iż jestem zniewolony. Że musze pracować , że musze spłacać kredyt na mieszkanie, że wogóle mam nawkładane do głowy dużo syfu który mówi mi jak mam się czuć i jak patrzeć na świat. No i otwieram karty książki i czytam.

Facet trafia do BAMu ( Bajkalsko - Amurska Magistrala Kolejowa ) i jest tam strażnikiem. Książke wybrałem bez przygotowania historycznego, bez wcześniejszego czytania pamiętników więźniów, bez zbędnych ocen. Po prostu chciałem posłuchać co facet miał do napisania będąc w takiej dupie, bo nie wątpliwie musiał być. Od początku pamiętników Iwan pisze o tym z jakimi debilami ma doczynienia, mowa tu o jego przełożonych, o tym jak te głupie są te zwierzęta, bo taki ich określa. I tak czytając o głupocie tych ludzi nie moge się oprzeć analogii do świata dzisiejszego, ale tylko przez chwile, bo przypominam sobie jak to wielu różnych ludzi w swoich książkach ubloewało nad samotnością swoich myśli. Czistakow pisze o tym, że grając w szachy musi się poddawać, aby nie drażnić przełożonego. O tym jakimi to są analfabetami. Bardzo mi się podoba jak kilkakrotnie nadmienia jak to opowiadał ludziom o kosmosie, o pochodzeniu człowieka i Ci byli bardzo zadowoleni. Zabawna wzmianka o dowódcy dywizjonu który słucha jego dyskusji filozoficznej i nic nie może zrozumieć...i nie zrozumie.

23 stycznia 1936 Czistakow pisze:
Migoce lampa naftowa, kopci. Na pewno po BAM-ie ze zdziwieniem będe patrzył na elektryczność. Styczeń się kończy, niedługo luty, marzec. Wiosna i lato przelecą. Dokąd się śpieszymy ? Czemu spieszymy się żyć ? Nie wiem! Spieszymy się, oczekujemy na coś lepszego, później patrzymy - a życie przeleciało.

Facet w środku zimnej chaty, z zamarzniętym jabłkiem na obiad spisywał takie myśli. Nie miał pojęcia, że kiedyś ktoś w innym świecie będzie siedział i zastanawiałem się nad tym co napisał. Nie miał pojęcia, że będzie powodem do zastanowienia się nad swoim życiem dla mnie. Facet żył przez rok w skrajnie ciężkich warunkach przy temperaturach spadających poniżej -50 stopni. Nie miał co jeść, żył niby strażnik więźniów a jednocześnie sam czuł się jak wiezień, tęsknił za rzeczami prostymi, rzeczami które dziś tak powszednie, tak zwyczajne. Zastanawiam się ile woli życia musiał mieć , by w takich warunkach funkcjonować, pisać, myśleć. Jak sam pisał, nie wiedział czym są myśli, skąd i po co się tłoczą. I to właśnie te myśli, myśli o wolności dawały mu siłe by nie raz po kilkadziesiąt kilometrów iść, iść przez śnieg , przyjmując na twarz parzący wiatr.


Ivan Chistyakov, picture from NKVD file

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz