środa, 17 kwietnia 2013

Ważne chwile są mało wyraźne

Ogień powoli zaczynał buchać z czerwonego ceglastego kominka. Dym natychmiast był wciągany przez komin i znikał niczym wessany przez małą czarną dziure. Chwile potem pojawiał się gdzieś nad dachem małego drewnianego domku tylko po to aby za chwile rozmyć się w powietrzu.  Przed kominkiem z wyciągniętymi rękami siedział mężczyzna. Jego dłonie o wyprostowanych palcach przystawały pionowo w kierunku ognia. Jego twarz i ciało dziwnie wygięte podążały śladami dłoni. W pomieszczeniu było bardzo zimno. Bardzo. Mężczyzna cofnął się i podrzucił drew do ognia. Panował półmrok. Pokój był prawie pusty, wyglądał na opuszczony. Na drewnianej podłodze tuż za nim stał stół. Mężczyzna ponownie wyciągnął ręke i tym razem włożył noge od krzesła które przed chwilą połamał. Ogień buchał coraz silniej.



Stojąca przed regałem z książkami Kobieta w panice przewracała wszystkie jedna za drugą. Zrzucała je na ziemie , ewidentnie czegoś w nich szukała. Kolejne spadały na ziemie. Kolejne trafiały w jej ręce , wertowałą kartki niczym wchlarz i rzucała je, na podłodze była już sterta. Sterta książek się powiększałą z każdą sekundą. Kobieta zaczełą krzyczeć. Płakać jeszcze głośniej i szlochać. Kiedy nie było żadnych książek, usiadła a raczej rzuciła się na książki i opuściła głowe między dłonie. Płakała , bardzo gorzko. Książki zdawały się grobem, takim wielkim grobem ludzkiej myśli która zebrana nawet razem do kupy w tak wielką wierze ideii niestety nie była w stanie pomóc temu co tkwiło w głowie kobiety. Wstała i rzuciła się do biurka, gdzieś na nim obok komputera znalazła telefon. Zaczeła pisać wiadomość.


Gdzieś w środku wielkiej białej zimy pośród drzew i bezkresnego śniegu przez powietrze przeleciał huk. Jednym kopnięciem nogi mężczyzna wyważył drzwi do starej drewnianej chaty. Wbiegł do środka. Był opatulony w ubrania. Z jego ust unosiła się para świadcząca o silnym mrozie w koło. Chatka była mała. Nikogo tam nie było. W rogu pokoju w ścianie wmurowany był kominek z cegły. Mężczyzna rzucił się w jego kierunku. Wygiął się i zaczął zdjemować plecak. Jego ruchy wskazywały że musiał być cały przemarznięty. Jego ręce nie zginały się naturalnie lecz przypominały takie które są opatrzone gipsem. Wysypał wszystko co miał z plecaka. Gdzieś pomiędzy kluczami, latarką, kompasem i innymi rzeczami znalazł zapałki. Mężczyzna jednym ruchem ręki wyrwał kartki z leżącej na podłodze książki, wyrwał z niej kartki, pozginał je i wrzucił do kominka. Jednym ruchem odpalił zapałke i wrzucił tuż za kartkami pełnymi myśli. Zapaliło się. Wyrywał garściami kolejne kartki i dorzucał. Za nimi wrzucił kawałki drewna jakie znalazł przy kominku. Ogień zaczął buchać.



Białe włosy kobiety przeplatały się z jej dłonią kiedy ta co chwile wędrowała w kierunku twarzy. Blada dłoń, z rumieńcem na środku , cała lśniła. Na dłoń spadały co chwile krople łez, spadały by opaść kiedy dłoń ocierałą nos. W pokoju w którym siedziała rozchodził się dźwięk smutku, głębokiego smutku. Spadające łzy  którym towarzyszył dźwięk szarpanej duszy odbijał się od ścian tworząc wąwuz smutku. Kobieta podniosła się z krzesła. Była ubrana w czerwony sweter z wełny. Na nogach miała długą czarną spudnice. Wysuneła noge i podeszła do regału z książkami. Swój wzrok zaczeła powoli przesuwać z książki na książke. Regał był wysoki, miał ponad dwa metry. Było tam kilkanaście pułek z książkami. Kobieta zbliżyła się jeszcze bardziej. Łzy przestały kapać. Na jej twarzy pojawił się wyraz walki i nadzieji.  Jej dłonie dotykały kolejnych książek. Jej palce suneły po nich w tempie jakim czytała ich tytuły, przeszukiwała jedną za drugą.


Słoneczny ranek obudził mężczyzne. Na podłodze leżały rozsypane rzeczy, w kominku powoli przygasało. Mężczyzna praktycznie nie spał dorzucając drwa. Pozbierał wszystko do plecaka. Podniósł się. Na podłodze leżała porwana w strzępy książka. Popatrzył na nią i z uśmiechem wyszeptał sam do siebie - nie wiem o czym byłaś, bo Cie nie przeczytałem, ale uratowałaś mi życie, zabieram Cie ze sobą na pamiątke! - podniósł porwane resztki książki, wrzucił do plecaka po czym odwrócił się i wyszedł.



Z wielkiego białego monitora biło światło wprost na twarz kobiety, która siedziała i jak dało się słyszeć udeżała w klawiature. Na nosie miała okulary. Pisała list. Na ekranie pojawiały się kolejne litery, które układały się w słowa , a te w zdania. Całość była skierowana jak dało się wywnioskować do jej matki.

".....siedze sama w domu. Mam zamiar zająć się pisaniem dzisiaj. Kris pojechał w góry, ma wrócić za tydzień. Pojechał polować z aparatem na  sowe , nawet nie napisze Ci jak ona sie nazywała. Gneralnie zostało ich kilka na świecie. Jeśli mu się uda to dostanie za nie fortune za jej zdjęcia...."
Dźwięk klawiszy rozchodził się po pokoju , w tej właśnie chwili między klawisze wdarł się pisk dzwonka telefonu. Dziewczyna aż podskoczyła. Na wyświetlaczu widniał napis - Mama. Odebrała. Jej blond włosy cofnęły się do tyłu kiedy dłoń z telefonem znalazła się przy uchu. - Nie uwierzysz Mamo ale właśnie pisałam do Ciebie maila, chyba telepatycznie się połączyłyśmy! - Zielone oczy kobiety nagle zrobiły się małe, kiedy jej powieki się rozszerzyły. Chwila się zatrzymała, dziewczyna przestała oddychać. Sekundy udeżały w nią niczym kule armatnie rozbijające mury twierdzy życia w jej głowie. W słuchawce nie było głosu jej matki, ale męski głos. Głos powoli i cicho mówił o Matce. To był jej ojciec. Dzwonił aby powiedzieć, że jej Matka właśnie zmarła.



Czarna droga ciągneła się przez las niczym magiczna alejka, alejka życia. Po jej bokach usypane były wielkie sterty śniegu. Z jednej z nich właśnie opsypał się śnieg poruszony przez mężczyzne który wychodził z lasu. Mężczyzna stanął na drodze i optrzepał się. Skakał próbując zrzucić z siebie śnieg który pokrywał całą jego postać. Rozejrzał się w koło, spojrzał na niebo i ruszył. Szedł drogą kilka godzin kiedy nagle się zatrzymał i odwrócił, w oddali zobaczył światła. Po chwili siedział już w autobusie i jechał zostawiając za sobą coraz dalej skarpe śniegu przez którą wyszedł. Patrzył przez okno, śnieg przytłączał drzewa, które uginały się niczym tragaże niosący ładunki. Mężczyzna odwrócił wzrok na swoje nogi. Pomiędzy nimi stał jego plecak. Otworzył górną część I wyjął  z niej plastikową reklamówke. Zaczął ją rozwijać, a kiedy skończył włożył do niej ręke i wyjął telefon. Wcisnął przycisk i czekał aż telefon się włączy. Na oknie autokaru odbijała się twarz mężczyzny, dało się dostrzec że była ona uśmiechnięta i szcześliwa.


- wiesz Mamo pytasz mnie dlaczego chce je zrobić?. Powiem Ci. Robiłam to od wielu lat, ale niedawno zrozumiałam prawdziwy sens tego czym one są. Po rozmowie z Babcia , siadłam i zastanawiałam się nad nimi. Doszłam do wniosku , że Babcia ma racje. Dlatego chce Ci coś powiedzieć. Nigdy Ci tego nie mówiłam, zawsze byłam zła na Ciebie choć nigdy nie wiedziałam za co. Nie mówie Ci tego z litości bo jesteś chora na raka, nie mamo. Mówie Ci bo to czuje, bo to jest najważniejszy moment w moim życiu i chce abyś to wiedziała. Mamo kocham Cie najbardziej na świecie i to się nigdy nie zmieni. A tą chwile będe zawsze pamiętać tak jak tą z Babcią. Kocham Cie - przez twarz kobiety przelały się łzy. Młoda dziewczyna pochyliła się nad łóżkiem starszej kobiety.


W czerwonych , popękanych od mrozu dłoniach świecił się małym światełkiem czarny telefon komórkowy. Mężczyzna wielkimi palcami zaczął wstukiwać kolejne przyciski. Jego twarz promieniała radością. Klikał bardzo szybko, w jego oczach odbijały się jego myśli, wprost z ekranu jego telefonu - "Kochanie! Widziałem ją, mam zdjęcia!" - zaraz po nich pojawił się komunikat "Wysłano".



Młoda dziewczyna wyciągneła z torebki aparat fotograficzny. Jej palce zaczeły dotykać małych przycisków i pokręteł. Odwróciła się nagle w kierunku starszej kobiety i wycelowała w nią obiektyw. Kobieta nawet nie zdążyła się uśmiechnąć. Kiedy dźwięk aparatu w ciągu sekund oznajmił, że zdjęcie właśnie zostało zrobione starsza kobieta powiedziała:
- Wnuczko. Mój mąż, a Twój Dziadek zrobił tysiące zdjęć. Kiedy leżał w łóżku już bardzo chory, poprosił mnie abym przyniosła mu pudełko ze zdjęciami które zrobił swojemu dziadkowi. Wyjął jedno i powiedział do mnie, że zdjęć powinno robić się jak najmniej. Pokazał mi wtedy zdjęcie swojego Dziadka, było bardzo nie wyraźne, nie profesjonalne, popatrzył na mnie i powiedział. - Spójż na to niewyraźne zdjęcie. Mam z dziadkiem setki pięnych zdjęć, rozmawiałem z nim tyle razy robiąc piękne zdjęcia, ale pamiętam okoliczności tylko tego jedno zdjęcia. Tak wiele razy nie przywiązywałem uwagi do tego co mówił, co razem przeżywaliśmy. Myślałem, że to wszystko zostanie na zdjęciach. Nie zostało. Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym tylko to jedno, tylko to kiedy go słuchałem z uwagą i nie ważne czy byłoby piękne czy nie. Zdjęcia mają służyć temu aby kiedyś móc przywołać wspomnienia. - Tak więc kochana wnuczko, zachowaj to jedno zdjęcie i zapamiętaj naszą rozmowe. Kiedyś po latach będziesz mogła na nie spojrzeć i przywołać tą chwile. Rób zdjęcia chwil, które są piękne, tylko one są ważne, do tych kiedyś będziesz chciała wrócić, tylko one Ci zostaną kiedy Ci których kochasz odejdą.



Mężczyzna skierował ręke do kieszeni. Przed sekundą poczuł jak jego telefon wibruje. Wyjął go. Odblokował klawiature. To była wiadomość sms. Jego uśmiechnięta twarz powoli zaczeła stygnąć. Jego oczy zrobiłi się małe przy powiększających się powiekach. Zamarł. Jednym ruchem ręki odłożył telefon i zaczął grzebać w plecaku. Wyciągnął z niej porwanął z niszczoną książke. Otwierając jej strzępy widział jak do telefonu przychodzą kolejne wiadomości.





poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Może być mi ciężko zasnąć

Otworzyłem oczy. Była noc. Telepałem się cały z zimna. Wiatr smagała kartkami papieru po ulicy, a ja siedziałem gdzieś pomiędzy ścianą a plastikowym koszem na śmieci. Na oko było jakieś -10 stopni. Telepałem się, ale to już nie robiło mi wielkiej różnicy. Przywykłem do tego stanu przez ostatnie kilka lat. Bycie bezdomnym nie jest łatwe, nie jest przede wszystkim dla ludzi.

Pamiętam pierwsze dni kiedy wszystko rzuciłem. Nie było łatwo przyzwyczajić się do totalnego dyskomfortu. Nie łatwo było zabić w sobie resztki złudzeń.

Pamiętam, że kiedy miałem 30 lat byłem świadom, że ludzie których kocham umrą pewnego dnia. Pamiętam, że dzwoniłem , spotykałem się, chiałem przeżyć z nimi chwile, chciałem by wiedzieli że ciesze się możliwością współistnienia z nimi. Wydawało mi się to ważne, ważne by przeżywać to wszystko by cieszyć się tym że są i by wykorzystać każdą chwile na to by żyć. Tak właśnie myślałem i tak robiłem.

Kiedy pewnego dnia zmarł mój dziadek uświadomiłem sobie, że wszystko co nas łączyło , wszystkie chwile znikły razem z nim. Nasze przeżycia, chwile kiedy razem cieszyliśmy się i przeżywaliśmy to wszystko znikło razem z nim. Tak samo wszystko znikło kiedy zmarli moji rodzice. Wtedy dopiero uświadomiłem sobie czym jest samotność. Uświadomiłem sobie jak wielkim głupcem byłem twierdząc , że jestem samotny kiedy oni wszyscy byli w koło, byli a ja szukałem siebie. Umarli wszyscy, rodzina, przyjaciele. Wszyscy których znałem, z którymi miałem fotografie w głowie.

Siedząc w tym mrozie i telepiąc się z zimna zobaczyłem , że jest pięć minut po północy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dokładnie 92 lata temu w budynku pod którym siedziałem przyszedłem na świat. Nie pamiętam tego dnia, nie pamiętam już wielu chwil z mojego życia. Pamiętam tylko ludzi. Wiem , że byli, nie potrafie już dokładnie opisać co nas łączyło, ale wiem jedno, wiem że ich kochałem. To taki paradoks, że całe życie myślałem czy się nie zabić, nie raz śniłem o własnych pogrzebie gdzie przychodzą wszyscy których kochałem by mnie pożegnać , a teraz ja sam zostałem. Sam, każdy człowiek jest mi obcy. Nie ma nikogo kto pochyli się i powie że cieszy się , że mnie widzi. Czy to już jest samotność ? Czy tym jest właśnie życie, lekcją która uczy nas aby nie być w życiu niczego pewnym ?

Przez ostatnie kilka lat jako bezdomny miałem dużo czasu, odwiedziłem wszystkich znajomych, z nikim jednak nie mogłem zamienić słowa, wszyscy mówili do mnie jedynie swoimi datami zgonów iż jest już za późno by powiedzieć co myśle. Na części pomników widniały zdjęcia ludzi, część z nich zrobiłem ja. Patrząc na nie przypominałem sobie chwile, dokładnie te kiedy te zdjęcia były robione. Nikt nie myślałem , że to właśnie ujęcie będzie tym , które zostanie do dnia aż ktoś o nas zapomni i zburzą pomnik.

Nad moją głową świeciła się latarnia. Z kieszeni wyjąłem notatnik. Stary brudny mały notes miał na końcu jeszcze kilka pustych kartek. Otworzyłem jedną z nich. Wyjąłem długopis. Nie chciał pisać, rozmazałem go, zostawił ślad. Na białą kartke kapnęła łza.

Kochana Mamo. Już nigdy Cie nie spotkam, nie szkodzi. Ja przez całe życie szukałem lustra które by mi pokazało czym jestem. Nigdy go nie znalazłem. Mija 92 rocznica jak mnie urodziłaś, i dziś przyznaje się, że Ty rodząc mnie w jednej chwili uczyniłaś więcej niż ja przez całe swoje życie. Wierzyłaś w Boga, ja nie, ale wierze, że się nie myliłaś. Wierze, że jesteś tam gdzie świadomość osiąga spokój. Dziękuje Ci za to życie. Całe życie poświęciłem by zrozumieć po co się urodziłem, odchodze ze spokojem. Wiem , że to co pisze wiesz bo gdzieś istnieje to czym byliśmy tutaj. 

Schowałem notes. I to był ostatni moment jaki pamiętam. Później zaczął sypać śnieg. Zrobiło mi się jakoś dziwnie ciepło i zasnąłem. Obudził mnie powiew zimnego wiatru. Otworzyłem oczy, nademną stała jakaś kobieta i brała mnie na ręce. Próbowałem sobie przypomnieć kim jestem. Próbowałem myśleć ale nie umiałem. Patrzyłem na nią , a ona się uśmiechała. Zasnąłęm znowu.  

czwartek, 11 kwietnia 2013

Kontakt z obcą cywilizacją.

Jest rok 1400. Otwieram palimpsest. Czytam:

"Przetransferowałem na Twoje konto mega danych. Rozpakuj plik i skompiluj kod. Wyświetli Ci sie portal. Zaloguj się przez okno z napisem Certyfikat Autentyczności, login i hasło to pochodne po 435345345435x oraz 753452389x. W bazie danych znajdziesz swój klucz. Uzyj go do otwarcia poczty elektronicznej i zainstaluj pakiet aplikacji."

Taki oto właśnie list mógłbym dziś wysłać sobie w tamte czasy. Co bym z niego zrozumiał ? Czy dlatego nie ma sensu czekać na kontakt od obcych cywilizacji ? A może należałoby wysłać im encyklopedie matematyki ?

nie wiem

Tak się zaczyna to o czym myślę

Ciemny pokój. Siedzi w nim człowiek z 30 wieku ma na imie Adolf. Adolf pięć minut temu stał przed niebieskim budynkiem. Zdjął z szyji rzemyk na którym wisiał czerwony kwadrat. Adolf kucnął i schował rzemyk pod niewielkim kamieniem leżącym przy drodze. Po czym wstał i wszedł do budynku. W tym czasie w 30 wieku, wszelka wiedza jest transferowana do głowy człowieka w ciągu sekund. Ten człowiek w ciemnym pokoju posiada wszelką wiedze jaką ludzkość zdobyła. Adolf przy użyciu nanodrukarki tworzy w ciemności kopie człowieka. Kopie siebie samego. Daje mu na imie Karol. Uruchamia w nim życie. Karol budzi się. Na nasze oko ma 30 lat. Nie posiada jednak żadnej wiedzy. Nie wie co czuje. Znajduje się w totalnej ciemności i ciszy. Czuje coś ale nie wie co, nie wie że jest skrępowany bo nie wie nic. Ma pusty umysł. Panuje cisza , ciemność. Żadnych myśli. Pustka.

Za drzwiami pomieszczenia wieje wiatr. Śpiewają ptaki. Świeci słońce. Jest ciepło.

Adolf uruchamia procedure, która aktywuje kod za minute. Kładzie się na łóżku obok. W jednej sekundzie procedura ładuje wiedze do głowy Karola, w tym samym momęcie zapala światło i unicestwia Adolfa czyszcząc jego cały umysł.

Karol wychodzi z pomieszczenia. Staje przed niebieskim budynkiem. Idzie kilka kroków. Zatrzymuje się. Przelatująca wrona mija mężczyzne, w jej oczach da się dostrzec jego postać. Widać Karola który wiesza sobie na szyj rzemyk.

środa, 10 kwietnia 2013

W życiu może zdażyć się wszystko, warto o tym pamiętać.

W maju 2011 odkryłem BitCoin. Pisałem sporo o tym, zaangażowałem się w wydobycie. Skupowałem Bitcoiny. Skupowałem je przez 2 lata. Nazbierałem kilka tysięcy sztuk. Robiłem potężny research na ten temat. Czytałem książki aby zrozumieć tematy z tym związane. Spisałem zeszyt notatek i przemyśleń. Wykreśliłem cene na poziomie kilku tysięcy dolarów. To co piszą na forach ludzie to jedno, ale kiedy poczytasz historie spekulacji finansowych, kiedy zrozumiesz psychologie tłumu, kiedy pojmiesz o czym pisał Tofller to wszystko układa się w całość. Masz kawałki i musisz je poukładać , jeśli zrobisz to przed innymi Ty wygrywasz. Jak na obrazku.



Kiedy je skupowałem myślałem ideologicznie. Kiedy jednak powstała wartość mierzona możliwościami stalem się spekulantem. Sprzedałem się. 

Pamiętam jak dziś wrzesień 2011 roku kiedy jechałem tramwajem i patrzyłem na ludzi myśląc "Biedni nie wiecie co nadchodzi". Ustaliłem sobie, że zainwestuje kilka swoich pensji i zaryzykuje, byłem pewien że się nie myle. Zainwestowałem i zostawiłem to.

I tutaj moja pierwsza lekcja.

Przeglądaj swoje notatki często

Mój balon emocji został dotknięty. Policzyłem w pamięci ile właśnie zarobiłem i w styczniu sprzedałem wszystko. Nie chciałem dalej ryzykować, wyszedłem z dużym zyskiem.

Tutaj druga lekcja.

Jeśli to czym ryzykujesz nie jest dla Ciebie ważne, idź na całość.

Sprzedałem i wtedy Bitcoin zaczął rosnąć. W chwili obecnej posiadałbym milion.

dolarów. 

Wróciłem do domu. Usidałem i otworzyłem okno. W okolicach serca zaczeło dziwnie piec. Piecze coraz bardziej z każdym dniem kiedy cena rośnie.

Zadałem sobie inne pytanie:

Po jakiej cenie bym sprzedał ? Czy umiałbym zasnać kiedy kosztowały 150USD ? Odpowiedź brzmi NIE. Sprzedałbym pewnie przy 100USD.

Powstało pytanie jak więc bym sie zachował ? Gdybym wiedział , że mam 100.000 USD wyszedłbym, i.... no właśnie to kolejne pytanie

Siedze dziś za klawiaturą, tą samą kiedy pisałem o Bitcoinach dwa lata temu. Nie obwiniam nikogo za błąd, nawet siebie. To droga lekcja. Ból wynika ze świadomości, że...nie wiem z czego wynika... ale wiem żę mógłbym ułatwić życie wielu osobom i sobie, nie pisałbym kodu za pieniądze tylko z pasją coś tworzył, coś co ma sens, zebrałbym kolegów z pasjami i moglibyśmy wykorzystać potencjał by tworzyć. Otworzyłbym małą szkołe dla dzieciaków, zebrał ekipe mądrych ludzi i uczył dzieci za darmo rzeczy których w skzole się nie nauczał. Nie zrobie tego.

Nie zrobie wielu rzeczy po za jedną. Teraz moge sobie zadać pytania o których wcześniej nie miałem pojęcia. Spisze je niebawem, bo ból jest nie do zniesienia. A jego geneza bardzo ciekawa.

Czuje sie jak we śnie. Pamiętam chwile kiedy spisywałem notatki, przemyślenia i wnioski. Kiedy byłem pewien, że to pójdzie w końcu w góre. I co ? I nie czytałem ich później , leżą gdzieś na stercie z innymi przemyśleniami.

Omineło mnie bogactwo. Jestem ciekaw co napisze na ten temat za dwa lata. Jakie wnioski wyciągne.

Jedno jest pewne. Ten moment uświadomił mi , że jako postać społeczna w tym systemie mam potencjał do czegoś więcej niż pisania kodu za pieniądze.




wtorek, 9 kwietnia 2013

Jestem idiotą , tak słysze w koło. Zatem dobrze, zgadzam się na to.

Kiedy stoje w kuchni i widze pająka idącego po podłodze przypomina mi się moja Babcia Adela Cholewińska, która zawsze mi mówiła abym niczego nie zabijał, bo niczemu życia nie dałem, mówiła , że wszystko chce żyć. Zawijam więc kartke papieru i pomagam mu iść dalej przenosząc go nieznaną mu  mocą dalej.


Spotykam ludzi , słucham ich, czuje ich. Czuje ich przez ich słowa, ich czyny. Niektórych czuje przez wiele lat.


Nigdy nie zastanawiałem się czym jest wrażliwość, tak głębiej. Była to dla mnie cecha , która pozwala spojrzeć na coś i pobudzić w sobie ogromne pokłady myśli. Wiesz jak to jest kiedy jesteś głodny ? Wiesz jak to jest kiedy jesteś chory ? Wyobraź to sobie, Wyobraź sobie , że jesteś bardzo głodny. Wyobraź sobie , że jesteś bardzo chory i boli Cie wszystko. Wyobraź sobie , że się nie myłeś od miesiąca. A teraz przypomnij sobie uczucie kiedy ktoś bliski Ci umarł. Czujesz to  ? Teraz poczuj jak to by było gdyby cała Twoja rodzina umarła , wszyscy przyjaciele i nie miałbyś na kogo liczyć ? Czujesz to wszystko ? Czujesz ? Więc ja to czuje kiedy widze bezdomnego człowieka, mam wszystkie te myśli naraz, wszystkie uczucia. Do tego mam świadomość jakie błędy mógł popełnić, mam świadomość, że może pił, że może miał depresje i nikt mu nie pomógł, mam świadomość, że wszystko co mu się przydażyło mogło zdarzyć się na jego życzenie lub z przypadku. I to wszystko w jednej chwili, wszystkie myśli i wszystkie emocje.


Czy jestem słaby będąc wrażliwym ? Pewnie tak, bo idąc do sklepu po zakupy moge wrócić bez jabłek które oddam głodnemu człowiekowi. To jest słabość wrażliwych ludzi. Moge dostać w ryja od gościa, któremu bym wybił wszystkei zęby jednym udeżeniem, ale wiem, że nie chce tego dla niego, bo to boli, bo moge zrobić mu krzywde, a wyrządzanie krzywdy innym nigdy nie ma nic na swoją obrone. Zawsze byłem tchurzem, nie biłem się, dostawałem w ryja. Kiedyś nie wytrzymałem, byłem chudzielcem, ważyłem 55kg ale robiłem 100 pąpek, nie wytrzymałem i udeżyłem dużego chłopaka w twarz, chłopaka który mi dokuczał. Upadł jak stał, stracił przytomność. Do dziś tego żałuje, może będe miał okazje go przeprosić. Wiem jak boli na duszy kiedy ktoś używa przemocy wobec nas. Żałuje. Zapisałem się na boks. Po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że nauczyłem się dzieki niemu wycofywać, nie bić a wycofywać. Chodzi o to , że umiejętność zadawania ciosów i walka to jedno, ale najważniejsze to umiejętność opanowania emocji tych które tak bardzo odczuwam i wycofywania się , wycofywania się za wszelką cene tak aby nikogo nie skrzywdzic i nie dac sie skrzywdzic. Boksu nie trenuje sie by sie bic, dla mnie trenuje sie go po to aby czuc sie silnym i pozwolic aby ktos kto czuje się słaby poczuł się silny i aby każdy mógł wrócić cały do domu. Podobnie jest z wiedza. Wiedzy nie zdobywa sie po to aby sie nia obnosci i ja sprzedawac, nie po to aby miec dyplomy i uznania, wiedze zdobywa sie po to, aby wykorzystywac ja do pomocy innym i sobie. Po to czyta sie ksiazki, aby pomoc innym zrozumiec to co sie dzieje, aby zrozumiec samych siebie i byc lepszymi.


Dużo się obwiniam. Dlaczego ? Bo zakładam , że inni ludzie odczuwają jak ja. Wiem jak bolą słowa ludzi których się kocha, więc dbam o każde słowo. A kiedy wpadam w złość, kiedy trace panowanie nad umysłem używam najpotężniejszej broni, składam słowa w kombinacje, które mają zadać najstraszliwszy ból. Dlatego obwiniam się bardzo kiedy powiem coś przykrego nieświadomie, kiedy powiem coś co sam uważam za bolesne. Ciągle czuje poczucie winy, że mogłem kogoś skrzywdzić.


Kiedy ktoś mnie kłamie widze to zanim on to zrobi. Nie mówie nic, gram z nim w tą gre, słucham uważnie i wpatruje się w twarz zapamiętując osobe jak kłamie. Sam dużo kłamałem, wciąż zdaż mi się to zrobić, mam potem przeogromne wyrzuty sumienia. Pamiętam, że kiedy kłamałem kiedyś to później nie mogłem spojrzeć tej osobie w twarz, tak w środku źle się czułem, ona nie wiedziała , że kłamałem. Robiłem i mówiłem rzeczy złe, aby zniechęcić tą osobe do siebie, aby odeszła myśląc, że jestem głupcem, aby nie zaznała bólu, który wiorzę się z poznaniem prawdy. Nie miałem odwagi mówić tych słów, bo znałem ból jaki niosą za sobą. Wewnętrzna walka, przemyślenia spowodowały, że zaczałem pracować nad spojrzeniem duszy w lustro. Zacząłem dbać o myśli o słowa o uczynki, tak aby samemu z sobą czuć się dobrze, aby nie sprzeczać się ze sobą. Udało mi się to również dzieki temu, że gdzieś obok równolegle zacząłem pojmować iż to co myśle mówi dużo o mnie a nie o tym co postrzegam i opisuje, później pojąłem, że tak samo jest z innymi ludźmi. każdy ma swój obiektyw przez który widzi świat. i dlatego jedni robią piękne zdjęcia , inni prześwietlone, a jeszcze inni tworzą arcydzieła. za nic nie wolno nikogo winić. należy próbować jedynie zrozumieć. kochać - choć zrozumienie czym jest miłość może zająć całe życie.

Wrażliwość może zabić jeśli jej nie rozumiemy. Wiem to bo kiedy miałem 7 lat pierwszy raz chciałem się zabić. Później próbowałem jeszcze kilka razy. Za każdym razem oczywiście manifestowałem swoją bezsliność i ból niezrozumienia świata. Dorastajac nie wiedzialem kim jestem i po co zyje. Nadal tego nie wiem. Wiem jednak to, że siła z jaką odczuwam i jak myśle nie jest niczym złym. Wiem , że jeśli ktoś mnie oszuka, że jeśli ktoś da mi w morde albo mnie zdradzi jest czymś cudownym w życiu. Tak, ciężkie chwile to skarby i ich właśnie należy szukać. To one przynoszą ból , to one biją aż się upadnie i to one prowokują do zastanawiania się. Bez nich nie byłoby nic dobrego. Wszystkie najgorsze chwile w moim życiu jak się okazuje przyniosły mi totalnie pozytyne zmiany mnie samego. To wtedy właśnie otwierałem oczy i zaczynałem patrzeć inaczej, szukać czegoś więcej, głebszego sensu i siebie. Bo kim byłem jeśli nie człowiekiem o pustej głowie ? Wrażliwość odpowienio wykorzystana może być potężnym narzędziem. Ale najpierw trzeba to zrozumieć, zrozumieć czym ona jest i jak jej używać.

Wrażliwość jest jak wielki balon pełen wody. Dotkniesz delikatnie w jednym miejscu a powstanie tysiące niesamowitych form. Dotkniesz w drugim i trzecim na raz powstaną obrazy o których nie śniłeś. Jeśli jednak zamiast dotykać zaczniesz kuć wszystko pęknie. Nie zostanie nic. Tylko łzy.



dopiero teraz mam mglisty obraz w głowie tego czym może być sens spotykania ludzi na naszej drodze. to oni wszyscy nas uczął. Ci którzy nas ranią, pomagają nam. Mówią przez nasze łzy abyśmy sami spojrzeli w lustro i zobaczyli co w nas nie tak, co w nas nie tak , że dajemy się ranić. Konflikty między ludźmi są naturalne. Tak jak naturalną reakcją ciała na pokrzywy są bąble, bo ciało i pokrzywy tak reagują. Tak samo my reagujemy na pewnych ludzi, bąblami łez. Tak się dzieje kiedy spotykamy ludzi którzy mogą nas czegoś nauczyć. To na nich należy zwracać uwagę, patrzeć na siebie i pytać siebie dlaczego czujemy się przez nich źle. Dlaczego daliśmy się skrzywdzić, co tak naprawde się stało ? Nikt nas nie krzywdzi, ludzie po prostu pokazują sobie czym jest życie. Spotykamy kogoś kto nas nie kocha, a my kochamy go na zabój. Dlaczego ? Bo wymieniamy się z ludźmi naszą radością, często się od niej uzależniamy. Kochamy ludzi którzy przypominają nam tych którzy nas nie kochali kiedy myśmy tego potrzebowali, nieświadomie chcemy więc dodać pewnego smaku do naszej zupy i wybieramy sól. I solimy. Ale sól nie koniecznie chce być w tej zupie i odchodzi. A my płaczemy bo ktoś zabrał nam sól która przecież musi być w naszej zupie! Musi bo przecież nie wiemy jak cieszyć się z zupy bez soli i zapominamy o tym, że zamiast soli można dodać czegoś innego i uzyskać nowy niepowtarzalny smak. Sól musi odejść i zasolić spieprzoną już zupe :)
Dlatego ktoś powiedział może , że miłość nie wymaga nie oczekuje niczego, bo miłość to pełne zrozumienie i akceptacja. Miłość to przedewszystkim zrozumienie siebie, kim jestem i czego pragne, czego i dlaczego. Wtedy sam w sobie mam tyle zgody i zrozumienia , że potrafie się zachwycać każdym momentem z drugim człowiekiem, a tedy jest właśnie....może tak mi się wydaje.


jeśli nie pasuje do kogoś, jeśli ktoś mnie nie akceptuje to wydaje mi się że nie należy próbować zmieniać ani siebie ani tej osoby. należy pozwolić ze spokojem wejść na rozstaj dróg i pozwolić aby każdy poszedł w swoją drogę. bo przecież jeśli naturalnym dla kogoś jest bycie takim a takim i czuje się z tym dobrze, to cóż mnie usprwidliwia w moich próbach zmiany kogoś by ten pasował do mnie. a czym , że jest moja zachcianka jak nie własnym brakiem umiejętności zrozumienia drugiej osoby. jeśli siadam ze starcem na ławce to moge oczekiwać, że wie co to Internet ale uciesze się jak mi opowie o czymś czego ja nie znam.

nie chciałbym cofać czasu. ciesze się , ze wszystkiego. ciesze się , że nie skończyłem studiów, ciesze się , że mam dyplom z technikum i że wiem to co wiem. miałem świetnych nauczycieli w życiu. ciesze się, że zażyłem kilka narkotyków, zrozumiałem, że to syf. ciesze się, że zostawiały mnie kobiety które kochałem, dzięki nim zacząłem się zastanawiać czym jest miłość. wiem , że ją można czuć, ale nie mieć. ciesze się, że chciałem sie zabić, bo wiem jak kruche jest życie. ciesze się w końcu , że mogłem mieć takie kontrasty emocji kiedy byłem mały, że tyle sie bałem, że tyle płakałem i myślałem. dlaczego się ciesze tak bardzo ? Bo myślałem ostatnio dużo o ludziach których poznałem i którymi się otaczam i to są największe cuda życia. Ludzie których poznałem w życiu, ludzie którzy kochali mnie, ludzie których ja pokochałem! ludzie za ktróymi płakałem, ludzie przez których płakałem. To jest cud. Pisząc to jestem w takiej euforii , że gdybym miał pistolet strzeliłbym sobie w głowe aby zakończyć to życie w tak niesamowitym stanie umysłu.


Chcialbym Umrzec Z Milosci by Myslovitz on Grooveshark

niedziela, 7 kwietnia 2013

Czemu śpieszymy się żyć ? - Iwan Czistakow


Spacerując po Chełmie ostatnimi dniami wszedłem do księgarni przy ulicy Lubelskiej. Ta księgarnia jest tam odkąd pamiętam, a może mało pamiętam. Biegłem wzrokiem po pułkach, aż trafiłem na coś co przyciągneło moją uwage. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to było "jak to naprawde jest czuć się w niewoli". Podszedłem do pułki wziąłem książke i za chwile wyszedłem z nią z księgarni.

Usiadłem na deptaku. Świeciło słońce, wiał mroźny wiatr. Ja czułem w środku spokój, taki dobry spokój kiedy człowiek godzi się z tym, że ktoś kogo kocha nie kocha jego. Spokój który się czuje, kiedy coś na co czekałeś przeszło koło nosa i pojmujesz w jednej sekundzie, że życie nie jest po to by od niego oczekiwać czegokolwiek. Siedziałem tak. Moja myśl , która pojawiał się w księgarni nawiązywała do mojego poczucia, iż jestem zniewolony. Że musze pracować , że musze spłacać kredyt na mieszkanie, że wogóle mam nawkładane do głowy dużo syfu który mówi mi jak mam się czuć i jak patrzeć na świat. No i otwieram karty książki i czytam.

Facet trafia do BAMu ( Bajkalsko - Amurska Magistrala Kolejowa ) i jest tam strażnikiem. Książke wybrałem bez przygotowania historycznego, bez wcześniejszego czytania pamiętników więźniów, bez zbędnych ocen. Po prostu chciałem posłuchać co facet miał do napisania będąc w takiej dupie, bo nie wątpliwie musiał być. Od początku pamiętników Iwan pisze o tym z jakimi debilami ma doczynienia, mowa tu o jego przełożonych, o tym jak te głupie są te zwierzęta, bo taki ich określa. I tak czytając o głupocie tych ludzi nie moge się oprzeć analogii do świata dzisiejszego, ale tylko przez chwile, bo przypominam sobie jak to wielu różnych ludzi w swoich książkach ubloewało nad samotnością swoich myśli. Czistakow pisze o tym, że grając w szachy musi się poddawać, aby nie drażnić przełożonego. O tym jakimi to są analfabetami. Bardzo mi się podoba jak kilkakrotnie nadmienia jak to opowiadał ludziom o kosmosie, o pochodzeniu człowieka i Ci byli bardzo zadowoleni. Zabawna wzmianka o dowódcy dywizjonu który słucha jego dyskusji filozoficznej i nic nie może zrozumieć...i nie zrozumie.

23 stycznia 1936 Czistakow pisze:
Migoce lampa naftowa, kopci. Na pewno po BAM-ie ze zdziwieniem będe patrzył na elektryczność. Styczeń się kończy, niedługo luty, marzec. Wiosna i lato przelecą. Dokąd się śpieszymy ? Czemu spieszymy się żyć ? Nie wiem! Spieszymy się, oczekujemy na coś lepszego, później patrzymy - a życie przeleciało.

Facet w środku zimnej chaty, z zamarzniętym jabłkiem na obiad spisywał takie myśli. Nie miał pojęcia, że kiedyś ktoś w innym świecie będzie siedział i zastanawiałem się nad tym co napisał. Nie miał pojęcia, że będzie powodem do zastanowienia się nad swoim życiem dla mnie. Facet żył przez rok w skrajnie ciężkich warunkach przy temperaturach spadających poniżej -50 stopni. Nie miał co jeść, żył niby strażnik więźniów a jednocześnie sam czuł się jak wiezień, tęsknił za rzeczami prostymi, rzeczami które dziś tak powszednie, tak zwyczajne. Zastanawiam się ile woli życia musiał mieć , by w takich warunkach funkcjonować, pisać, myśleć. Jak sam pisał, nie wiedział czym są myśli, skąd i po co się tłoczą. I to właśnie te myśli, myśli o wolności dawały mu siłe by nie raz po kilkadziesiąt kilometrów iść, iść przez śnieg , przyjmując na twarz parzący wiatr.


Ivan Chistyakov, picture from NKVD file

piątek, 5 kwietnia 2013

Kopiuj-wklej czyli rozwiązania zadań z książek

Znalazłem taki oto tekst dzisiaj: http://wyborcza.pl/1,75478,13681174,Kopiuj_wklej__nowy_serwis_zupelnie_zwolni_uczniow.html

Postanowiłem napisać co myślę, bo tylko to mi pozostaje.


Jeśli dobrze rozumiem ten serwis będzie posiadał rozwiązania zadań do wszelkich podręczników szkolnych. A to oznacza między innymi to, że dzieciaki które nie są świadome tego jak ważna jest wiedza w życiu człowieka będą nieświadomie robić sobie krzywde i zamiast uczyć się i rozwiązywać zadania będą je zwyczajnie przeklejać.


Jesteś dzieciakiem który z tego skorzysta ?
Więc powiem Ci coś dzieciaku. Za kilkanaście lat kiedy obudzisz się rano i pójdziesz szukać pracy może się okazać, że nie posiadasz wiedzy z matematyki, fizyki czy chemii. Twój pracodawca drogi dzieciaku poprosi Cie abyś rozwiązał jakiś problem i okaże się , że nie będziesz tego potrafił bo przez całą szkołe jechałeś na ściągach , a twój dyplom będzie niczym nie poparty. Kilka takich spotkań spowoduje , że uświadomisz sobie, że zmarnowałeś swój czas kiedy miałeś się uczyć. Czas kiedy Twoi rodzice ciężko pracowali aby zapewnić Ci jedzenie, aby kupić Ci komputer i ubrać. Kiedy będziesz to sobie uświadamiać zapuka listonosz i przyniesie ponaglenie od windykatora, bo na bezrobocie zaciągniesz długi i będziesz już niewypłacalny. Staniesz przed lustrem i przyznasz przed sobą, że nie jesteś wsytarczająco dobry aby dostać ta pracę, pogodzisz się z tym i skierujesz swoje kroki do wielkiego marketu gdzie za symboliczną stawke będziesz mógł podawać zapakowane produkty klientom. Kiedy pójdziesz złożyć CV do tego marketu, otworzy Ci miła Pani która przyjmie Twoje CV i położy na wielkiej stercie innych. To będzie właśnie taka sterta CV z imionami i nazwiskami ludzi którzy byli użytkownikami takich właśnie serwisów.
Jeśli jesteś dzieciakiem i masz możliwość ściagania to nie rób tego, nie rób tego bo w ten sposób robisz krzywde tylko sobie. Nie wykorzystujesz możliwości nauczenia się czegoś. Wiedz o tym , że świat idzie z postępem i za kilka lat nie będzie wielu prostych zawodów które dziś są, zawodów które można wykonywać bez jakiejkolwiek wiedzy. Tych zawodów nie będzie, a ludzi nie wykwalifikowanych będzie jeszcze więcej. Powstaną natomiast zawody, które będą wymagały wiedzy, będą wymagały specjalizacji i do tego potrzebne są podstawy. Rozumienie czym jest świat, jak działa.
Ja mam 32 lata, skończyłem tylko technikum. Od 10 roku życia uczyłem się programować. Miałem takie szczęście , że miałem wtedy komputer. Żadko kto go miał. Dziś każdy ma. A ile osób potrafi programować ? Dziś wszystko jest na wyciągnięcie ręki , niestety włącznie z gotowymi rozwiązaniami. Ja wiem dziś jak trudno jest o dobrą prace. Jestem samoukiem, do wszystkiego dochodziłem sam, to było ciężkie. Próbowałem kiedyś studiować, ale nie miałem charakteru do tego. Znałem na studiach leszczy bo to słuszne określenie którzy tylko ściągali. Znałem też gości którzy wszystko wiedzieli ale nie wiedzieli co wiedzą. Nie potrafili wyjaśnić tego co wiedzieli. Oni pokończyli studia, ale żadna z tych osób na tamten czas nie znalazła żadnej dobrej pracy. Ślizgali się na znajomościach albo w firmach gdzie nie potrzeb abyło kwalifikacji. Wszystko do czasu. Ja sam w szkole nie raz ściągałem, ja sam nie raz nie rozumiałem czegoś, ale nie miałem internetu, nie miałem kogo się poradzić, jak dowiedzieć. Nie wiedziałem jak się uczyć. Teraz sam ślecze po nocach nad Drogą do Rzeczywistości aby zrozumieć więcej. Czytam historie, geografie, ekonomie, fizyke czy psychologie, otaczam się myślami nieżyjących ludzi aby iść przez to życie i coś rozumieć. Czytam pamiętniki ludzi mądrych aby zobaczyć jak wychowywać swoje dzieci kiedy będe mógł je mieć. Gdybym mógł cofnąć czas pewnie bym więcej chodził do szkoły, pewnie bym się więcej uczył, chciałbym móc cofnąć czas i pytać i pytać pytac ile się da. Dziś nikt mi nie da pieniędzy na jedzenie spanie i życie żebym siedział i się uczył. Nikt. Sam zarabiam na życie, wieczorami się ucze, ale to nie jest łatwe. Dlatego jeśli jesteś dzieciakiem to wystrzegaj się gotowych rozwiązań, wystrzegaj się łatwizny. Jeśli coś jest trudne w matematyce to nie daj się złamać, myśl kombinuj, szukaj rozwiązań, korzystaj z pomocy. Kiedy rozwiążesz idź za ciosem, ucz się dalej. Ucz się. Szukaj przedmiotów, które czujesz, które sa przyjemne dla Ciebie. Nie poddawaj się, nie wątp w to , że wiedza ma sens. Robota na marsa nie wysłali kolesie co pili alkohol za młodu, ani Ci co oglądali seriale w TV. Tylko ciężką pracą i nauka można w życiu wybierać. A uwierz mi , że możliwości wyboru w życiu się zawężają. Im człowiek starszy tym mniej możliwości ma, dlatego warto się uczyć aby wiedzieć co można robić, jak można robić, co zrobić aby gdzieś dojść.


Jesteś człowiekiem który zbudował ten serwis ?
Gdzie Twoja etyka ? Skoro jesteś właścicielem innych dochodowych serwisów to czy mało masz pieniędzy ? Czy zamiast niszczyć młodzież nie mógłbyś zbudować czegoś co by ją inspirowało ? Przecież masz ku temu środki. Czy tak trudno pojąć jak bardzo negatywny wpływ na młodzież będzie mieć taki serwis ? Przecież młodzi ludzie są przyszłością, powinno się o nich dbać i ich wspierać w wytrwałości w nauce. Dając im gotowe rozwiązania zabijasz ich przyszłość. To są dzieci, one nie wiedzą, że korzystając z takich rozwiązań zamiast wykorzystać swój czas i możliwości robią sobie krzywde. Zabijasz ich przyszłość.

Dlaczego w polsce nie wprowadzi się przepisu o etyce internetu ? Dlaczego produkty kierowane do osób młodych do dzieci w tym przypadku są produkowane przez ludzi bez wyobraźni ? Przecież takie serwisy okaleczają ludzi młodych, zabierają im możliwości które te dzieciaki mają.

czwartek, 4 kwietnia 2013

umierając zrozumiem swój pierwszy sen


A gdyby tak było, że świadomość nasza nie toczy się jak nam się wydaje od urodzenia do śmierci jak to jabłko spadające z gałęzi drzewa. Bo to takie proste jest, rodzimy się, żyjemy, doświadczamy i umieramy, ciągle świadomi z pamięci przeszłości.

A co gdyby świadomość była lustrem, lustrem które odbija nas samych , a my przed nim stoimi i się obracamy w czasie. To lustro nasza świadomość, jest pełne od początku, nie uczy się, wie wszystko. Kiedy przed tym lustrem czas nas obraca my patrząc w nie widzimy kawałki siebie, patrząc w lustro w świadomość dostrzegamy czym jesteśmy.

Co jeśli zdarzenia z przeszłości miały swój powód w przyszłości ? Może coś co dzieje się na początku naszego życia ma swoje powody w przyszłości, która to nie jest wcale odległa, bo jest zwyczajnie tym samym co dziś, teraz i wczoraj, ale my się wciąż obracamy więc widzimy to niczym rozdzielone zdarzenia.

Kiedy się tak obracam przed tym lustrem, każdy nowy dzień, każda chwila przynosi nowy punkt widzenia. Z każdą chwilą moge inaczej zareagować na to co się dzieje w koło mnie, moge skupiać zmysły na wszystkim , albo moge skupiać zmysły na jednym.

Co jeśli moje życie nie jest wcale ciągłe jak mi się wydaje, co jeśli nie prowadzi z dziś do jutra, co jeśli wcale nie ma ani dziś ani jutra. Bo tak być może, że postawiłem życie na stole niczym 55 szklanek i do każdej nalałem troche wody z wielkiej misy mojego życia i uważam , że tak należy na nie patrzeć. A ono jest jedynie czymś czego nie da się podzielić na 55 szklanek bo tworzy swoistą jedność, za chwile wyparuje z każdej ze szklanek i przeistoczy się w coś zupełnie innego.

Być może czytam wszystkei te książki teraz bo gdzieś w moim lustrze ta wiedza ugasi pożar , który już płonie. Być może ktoś komu ufałem bezgranicznie miał mnie za nic i stało się to po to aby zrobić miejsce na coś innego o czym ja jeszcze nie wiem. Być może nawet ja sam wybrałem tą osobe jako godną zaufania tylko dlatego, że wiedziałem iż tylko przez rozczarowanie miłością będe w stanie zrobić później coś o czym nie mam dziś jeszcze pojęcia. 

Co jeśli na końcu życia mamy możliwość zrobić coś co zniweczy całe nasze starania doczesne. Całe życie kochać by na końcu zdradzić kogoś, całe życie być wiernym swoim zasadom by na koniec je złamać. 

środa, 3 kwietnia 2013

biały dom , tuż za wielkim sadem

"biały dom , tuż za wielkim sadem"

Nie mam zielonego pojęcia co widzą ludzie oczami wyobraźni kiedy czytają te słowa. Tak jak nikt nie ma pojęcia co ja widzę.

Straciłem złudzenie, że zrozumiem innych, że zrozumiem siebie czy choćby to czym jest jabłko. Przez ostatnie dni spotkałem się z tyloma osobami, z tyloma rozmawiałem. Słuchałem o życiu, o krzywym suficie, o polityce, o bogu i o cudach, słyszałem o tym po co żyć i jak żyć, o tym co jest piękne a co godne potępienia.


Każda jedna osoba ma swój sad, swój biały dom i opisuje go. Wszystko go opisujemy. I próbujemy powiedzieć innym, że jesteśmy pewni , że wiemy co widzimy. Mamy wrażenie , że mówimy o tym samym, i że to co my widzimy jest prawdziwe.

Widelcem się je, podobno. Można też nim wyrzucić pająka za szafke , albo przykręcić śrubke. Można o ile się rozumie, że pająk nie jest wrogiem i że fakt jego istnienia powinien przynosić zachwyt a nie lęk. Można o ile się wie co do jest śrubka i do czego służy. Można wiele sobie wyobrazić i stworzyć o ile posługuje się wyobraźnią. Można tez sobie wyobrazić, że nie ma żadnego boga, że nie ma żadnej duszy, że wszyscy robimy wszystko aby nie umrzeć. Można sobie wyobrazić, że wraz , ze śmiercią jest koniec, i że wszystko co przeżywamy jest złudzeniem, bo nie istnieje, a my czujemy tylko dlatego, że potrafimy to opisać, to co czujemy, nic więcej. I nie ma nic więcej, absolutnie nic. Żadne czyny nie mają większego sensu, bo jesteśmy ulupieni z ziaren w bezczasie, które zmieniały swoją formę wiele razy. Znikniemy i nie będzie białego tunelu, nie będzie spotkania ze zmarłymi ani żadnego boga, nie będzie nic. i to wydaje się smutne ?

to nie może być smutne, bo widać jak na dłoni , że to wszystko jest złudzeniem. niestetyy kiedy się jest atakowanym przez lęki buduje się fortyfikacje z nadzieji i złudzeń wtedy łatwiej żyć. ludzi, którzy mówią co myślą atakuje się bo podważają fundamenty naszej twierdzy. mówią - trzeba w coś wierzyć, nie wolno mówić , że życie nie ma sensu - bo przecież życie jest tym co każdy z nas każdego dnia stara się uchronić, uchronić od unicestwietnia.

mój biały dom właśnie taki jest, jest pusty, wielki sad martwych drzew. nie ma tam nic, jest głód, mróz i słońce splecione z nocą. jest świadomość iż istnieje w bezkresie i jestem wynikiem przypadku, niczego więcej. moge snuć domysły gdzie i czym jestem, moge dopowiadać sobie po co żyje, ale to wszystko będzie tylko kolejną bajką :)

życie nie ma sensu nie ma celu, wszystko co stworzyliśmy ma na celu uchronić nas przed śmiercią, nic więcej. żyje za wielkimi murami, murami które mają mnie chronić przed tym czego się boje.