wtorek, 26 lutego 2013

o tej miłości która w koło nas jest

wstaje rano. na oczach mam jeszcze przebłyski snów w których spotykam ludzi których już nie ma. podnosze wzrok na zearze jest 6:30 rano. wstaje. na podłodze świerzy kurz. patrze na ręce, wciąż je mam. to nowy dzień. obudziłem się nie tylko ja. obudzili się ludzie którzych znam, wielu których nie znam się nie obudziło. codzień wielu z nas umiera. niektórzy z nas spodziewają się śmierci. inni nawet jej nie oczekują choć tam niebawem ich odwiedzi. wstaje. myśle o chwilach kiedy budze się tam blisko ludzi których kocham. myśle o pranku w domu rodziców kiedy moja mama cicho się krząta by mnie nie zbudzić. myślę  o poranku w domu dziadka który robi już śniadanie i za chwil eprzyjdzie mnie zbudzić abyśmy razem zjedli. myślę o poranku na łące z przyjaciółmi. o poranku w stresie kiedy przyszedł dzień matury. myślę o wszystkich porankach kiedy otwierałem oczy i czułem że żyje, o tych wszystkich które chciałem zapamiętać. i oto jeden z nich. dziś jest poranek który też chce zapamiętać. jest wyjątkowy ponieważ ja się znowu obudziłem. trudno powiedzieć kiedy zacząłem doceniać iż się budze. być może stało się to zaraz po tym kiedy przestałem życzyć sobie śmierci. wstaje.


nie wiem czy tak to wszystko miało się potoczyć. z pewnością moja mama nie czekała na dzień kiedy jej trójka dzieci będzie daleko od niej. z pewnością nie czekała na taki dzień. mój tato też. z pewnością mój dziadek nie czekał na starość w której sam zostanie w swoim domu który w końcu będzie zmuszony sprzedać za bezcen. chyba nie o takich dniach marzyli.

ja nigdy nie miałem marzenia być kimś specjalnym, nigdy nie marzyłem aby mieszkać w jakimś specjalnym miejscu. nigdy też nie chciałem być kimś bogatym czy specjalnym. budze się jednak każdego dnia i mam co jeść, mam świetną pracę, ma za co żyć, mam dużo więcej niż człowiekowi do życia potrzeba.

i teraz przychodzi ten poranek kiedy trzeba umrzeć. wstaje i ide spotkać śmierć. staje przed lustrem widze swoją twarz i nie wiem ile mam lat. ona patrzy na mnie z lustra w którym powininem zobaczyć siebie. i pyta mnie:
- Wiedziałeś że to dziś przyjde po Ciebie ?
Patrze na nią i ze spokojem na twarzy odpowiadam
- Wiedziałem, że byłaś zawsze gdzieś blisko, nie sądziłem jednak że to dziś.
- Zdajesz sobie sprawe , że nie zrobisz wielu rzeczy , które chciałeś zrobić ?
- Tak. Zdaje sobie sprawe, tak jak zdawałęm sobie sprawe dawno temu. Jednak te najwazniejsze załatwiłem.
- Jakież to najwazniejsze były ?
- Może się zdziwisz, ale to były słowa.
- Słowa ?
- Tak słowa. Spojrzałem w twarz wielu osobom i powiedziałem to co było najważniejsze do powiedzenia. Podziękowałem im, za to że były w moim życiu. Brzmiało to dziwnie w tamte dni, ale dziś nie żałuje. To było niczym uścisk duszy, świadectwo wszelkiego zrozumienia.
- Myślisz, że oni to pamiętają ?
- A czy Ciebie interesuje czy Ci po których przychodzisz boją się Ciebie ? Każdy czuje co powinien zrobić.
- Mnie interesuje to co jest w oczach ludzi, stąd wiem jak odchodzą. Powiedziałeś wszystkim co czułeś ?
- Nie. Pewnie ludzie pozostali bólem w moim sercu. Nigdy nie miałem odwagi powiedzieć im co czuje, bałem się odrzucenia. Bardzo chciałem, ale moja dusza była przez niech powalona na ziemie , nie dałem rady jej unieść w ich obliczu. Spotykałem ich w swoich snach, w swoich rozmyślaniach każdego wieczora. Podchodziłem do nich i mówiłem , że ich kocham. Pytałem dlaczego mnie depczą. Nigdy nie odpowiadali, ale dzięki nim doceniałem tych którzy mnie kochali.
- Wiesz, że nikt nie będzie Cie pamiętam kiedy odejdziesz ?
- Wiem.
- Nie martwi Cie to ?
- Ani troche. Wiem, że wszystko co z nimi przeżyłem zostanie tylko w nas, i już nikt choćby wspominał mnie życie całe nie zasmakuje tego co razem przeżyliśmy przez jedną chwile.
- A co z tymi którzy Cie nienawidzą ?
- Z pewnością są tacy. Ale to dzięki nim tu jestem. Rozumiesz ?
- Masz na myśli to , że czujesz się winny ?
- Nie czuje się winny. Nie czuje się winny bo sam w nikim winy się nie doszukuje. Kiedy to pojmiesz zrozumiesz , że życie wszystkich jest połączone w całość. Jeśli ja komuś wyrządze krzywde to będe z tym żył do końca. Właśnie dzięki tej małej złej chwili kiedyś zrozumiem kim jestem. Bez tych złych chwil nie odnaleźlibyśmy się. Ten ktoś kogo ja skrzywdziłem będzie miał doświadczenie czym jest krzywda i jemu trudniej będzie się jej dopuścić. A kiedyś na starość zrozumie, że fakt iż ktoś go skrzywdził na początku pozwolił mu przejść życie ze swiadomością by nie krzywdzić innych. Uderzyłeś mnie kiedy byłem dzieckiem, bardzo mocno, a ja całe życie się bałem. Dziś nie osądzisz mnie o to iż kogoś pobiłem.
- Ona jest tak z kimś i już nigdy nie będzie z Tobą, nigdy nie dowie się jak bardzo tęskniłeś za nią. Czy to nie jest tragiczne odchodzić z tym wszystkim co się czuło co się przeżyło nie mówiąc o tym?
- Czy kiedy już zabierzesz moje życie czy będziesz potrzebował komuś o tym mówić  ?
- Tak, rozumiem Cie. Śmierć jest prawdziwa dla tego kto umiera, bez względu na to czy ktoś inny o tym wie czy nie.
- Zatem wierzyłeś w coś za życia. Wierzyłeś w miłość.
- Nie. W nic nie wierzyłem. Wiem jednak, że coś czułem. Tak jak wiesz, że boli Cie głowa chodź nie wiesz gdzie jest ból, po za tym że jest w Tobie.
- Czy chciałbyś cofnąć czas i wrócić do dnia kiedy ją poznałeś i zmienić to co poszło nie tak ?
- Nie. Nigdy. Gdybym to zmienił , gdyby nie odeszła nie poznałbym tych wszystkich cudownych ludzi w swoim życiu. Nie popadłbym w depresje. Nie zaznałbym czym jest wycie w ciszy i błaganie o oddech. Nie spotkałbym ludzi którzy pokazali mi kim nie jestem. Bo byłem nikim, nie byłem sobą.
- Więc nie żałujesz że tak to się skończyło ?
- Widzisz. Byłem człowiekiem, ze skóry i kości. Urodziłem się nie wiedząc gdzie jestem i umieram tak samo. Po drodze spotkałem ludzi. Po drodze poczułem miłość. Niczego jednak nie mogłem mieć, bo w życiu niczego poza wspomnieniami posiadać nie można. Zrobiłem tysiące zdjęć, ale w głowie mam całe chwile z ludźmi którzy wyryli w skale moją postać, mnie. Ja to to coś co teraz uśmiecha się przez oczy do Ciebie, a nie te ciało które za chwile się rozsypie.
- Jak byś mógł urodzić się jeszcze raz pamiętając to wszystko to co byś zrobił ?
- To bym nie chciał żyć bez wszystkiego co znałem. Życie to taka wyprawa, kiedy idziesz z bliskimi , cieszycie się drogą, macie cel. W pewnym momęcie okazuje się , że Wasze drogi się rozchodzą, nie wiesz nawet kiedy zaczynasz iść sam i zacznasz czuć że życie umyka. Na początku wszystko było możliwe, teraz wszystko jest nieuchronne. Pamiętasz bliskich i wiesz , że już ich nie ma. Idziesz i wiesz jak to się musi skończyć.
- Wiesz co Cie czeka kiedy zabiore Cie ze sobą ?
- Nie wiem i nie chce wiedzieć. Nie wierze w Boga. Nie wierze w życie po śmierci. Dopuszczam wszystkie możliwości, żadnej się nie trzymam.
- Bóg jest. Czego ja jestem dowodem. Skoro tu jestem to znaczy , że gdzieś musimy pójść. Nie sądzisz ?
- Nie sądze.
- No ale ja przecież jestem.
- Ty tak uważasz. Ja wiem, że od 50 dni nic nie jadłem i leże gdzieś w górach w namiocie. Najprawdopodobniej jesteś moją wyobraźnią która robi rachunek sumienia próbując resztkami sił pomóc sobie z odejściem.
- Nie jestem Twoją wyobraźnią. Wiem rzeczy o któych nie masz pojęcia.
- Nie jesteś mi w stanie tego udowodnić. Cokolwiek powiesz o czym ja nie wiem, będzie nie do sprawdzenia dla mnie. Możesz mi mówić co chcesz, a ja wiem i tak , że rozmawiam sam ze sobą.
- Zatem jak myślisz. Co się stanie kiedy otworzysz oczy ?
- Myślę, że ich nie otworze. A jeśli spróbuje to wszystko zniknie i już nie będzie nic.
- Zgadza się. Nie będzie nic. A wiesz dlaczego ?
- Bo umieram. I nie ma Boga.
- Dokładnie tak. A czy wiesz dlaczego tak bardzo odczuwałeś życie ?
Cisza
- Odczuwałeś je bo wierzyłeś. Wierzyłeś , że się mylisz. Szukałeś, bładziłeś i pytałeś, ale wciąż wierzyłeś, że możesz się mylić. I właśnie tam w środku Ciebie w tym małym kąciku pozostawionym na pomyłke gromadziła się nadzieja, wielka skryta nadzieja. Której nigdy nie dałeś dojść do głosu. Ona tak bardzo krzyczała, tak bardzo chciała wyjść i powiedzieć co czuje, ale Ty nigdy jej nie pozwliłeś na to. Dlatego w głębi czułeś życie, czułeś , że jesteś w czymś czego nie rozumiesz. A tak naprawde byłeś w świecie w którym nic poza nadzieją nie mogło żyć, w świecie w którym tylko czysta miłość i nadzieja mogły doprowadzić Cie do końca. Ty natomiast wybrałeś swój umysł. Umysł , który zwodził Cie całe życie, dając Ci nadzieje na jutro, na to samo jutro które jak wiesz nigdy nie istaniało, tak jak nie istniało wczoraj.
- Wiedziałem o tym wszystkim kiedy byłem mały. Wszystko o czym mówisz. Ale to nie miało racji bytu. Nie sprawdzało się w tym świecie.
- Dokładnie. I dlatego wybrałeś inną droge. Droge która ułatwiała życie, a sam powtarzałeś , że ono nie ma być łatwe, że ono jest niewiadomą. Wpadłeś w swoją własną zasadzke. Zbudowałeś zamek twierdzeń i poglądów nie do zburzenia. Zamek który miał Cie obronić przed emocjami, uczuciami i nadzieją. I oto stoisz w nim dziś i nie możesz już z niego wyjść bo zamurowałeś wszystkie drzwi i okna. Wszystkich ludzi którzy próbowali powiedzieć Ci co robisz ignorowałeś, wymazywałeś ze swojego życia.
- Było ich wielu.
- Tak. Ty nazywałeś ich cudownymi ludźmi na swojej drodze. Bo mała cześć Ciebie ich kochała, bo wiedziałeś , że oni żyją nadzieją, właśnie tą którą Ty wypierałeś. Wiesz co się z nimi stało ?
- Żyją
- Nie. Oni umarli. Dzięki Tobie sami zaczeli budować zamki. Zaczeli chować emocje, uczucia, miłość i nadzieje. Pochowali się w sobie. Wsytraszyli się tak samo jak Ty. Pokazałeś im jak bardzo można się bać i nie wierzyć , że sami w to uwierzyli. Stałeś się siedliskiem śmierci. Oni uwierzyli w to co mówisz i połkneli trucizne. Tą samą którą połknąłeś Ty kiedy wiele lat temu ktoś podarował Ci książke podważającą nadzieje. Pamiętaz ?
- Pamiętam
- Czy teraz już rozumiesz kim jestesm i po co przychodze ?
- Chyba tak
- Zatem aby rozwiać Twoje wątpliwości wyjaśnie Ci. To wszystko może zabrzmieć absurdalnie, ale może nie dla kogoś takiego jak ty. Naczytałeś się już wiele książek i wiesz, że dużo rzeczy o któych pojęcia nie mamy jest możłiwych. A więc przychodze by powiedzieć Ci, że potrafisz wchodzić w stany świadomości w których masz możliwość istnieć w bezczasie. I właśnie w takim stanie świadomości jesteś. To jak wtedy kiedy palisz marichuany, zaznajesz stanów których nie da się opisac słowami. Tak i teraz przychodze do Ciebie i chce Ci przekazać coś ważnego. Słuchaj mnie uważnie, bo więcej nie powtórze. Jutro umrze ktoś w Twojej rodzinie, wtedy uświadomisz sobie co napisałeś. A dziś zrozum, że piszesz sam do siebie ze stanu którym nazywasz przyszłością. Bo przyszłość nie istnieje. Pomyśl, że dziś możesz powiedzieć sobie co chciałbyś usłyszeć w przyszłości , kim chciałbyś być w przyszłości i powiedz to sam do siebie. Twój umysł zna Ciebie tam w przyszłości, więc pytaj siebie , a znajdziesz się w bezczasie.


Twój umysł tworzy iluzje czasu. Kim chciałeś być kiedy byłeś mały ? Czy chciałeś programować ? Czy może nieświadomie wiedziałeś , że będziesz programistą ? Czy pamiętasz jak cierpiałeś jako dziecko ? Czy to cierpienie było za to co wyrządziłeś później w życiu ? czy kochałeś i cierpiałeś dlatego bo wiedziałeś co straciłeś dopiero wiele lat później ? czy dlatego kochałeś innych bo pamiętałeś jak to jest być samotnym na starość i chciałeś zaznać miłości ?

czas nie istnieje. zapamiętaj to sobie. tworzysz go patrząc w to lustro i widząc rozpadające się ciało.

jutro wstaniesz i pójdziesz do pracy. pracujesz i uczysz się bo w to wykorzystasz. myślisz teraz dużo by podjąć decyzje. nie doceniałeś jej bo później cierpiałeś. nie wiesz co cie czeka jutro. bo nie wiesz do końca co było w przeszłości. przemyśl to. i przychodzą dni kiedy coś sobie przypominasz z dzieciństwa i mówisz. są dni kiedy coś sobie uświadamiasz, coś co było wiele lat temu. ale to są tylko odbicia lustrzane tego co kreuje Twój umysł. kiedy przyjdzie dzień śmierci nie umrzesz. Twoje ciało tylko sie rozleci. Twój umysł odrodzi się w innej formie w nieskończoności. bo pewnie wiesz, że nieskończoność jest czymś nie określonym. odrodzisz się w niej bo nie da się określić gdzie. zaczniesz na nowo istnieć i błądzić umysłem wśród materii. zachłyśniesz się nią i znowu ciężko będzie Ci się z niej wydostać.

na koniec istnienia, spiszesz wszystko i zaśmiejesz się głośno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz