wtorek, 26 lutego 2013

Kiedy Klawy zaginął

Jest sobotni zimowy wieczór. Wraca wspomnienie. Wraca jak każdego wieczora. Jak koszmar. Próbuje to sobie jakoś wytłumaczyć ale nie potrafie. Nie potrafie, albo nie chce. To nie ma znaczenia. Ważne jest to co było.

To było kilka lat temu. Dokładnie w 2009 roku. Był piątek. Późna jesień. Jeszcze nie było śniegu. Skończyłem prace, wróciłem do domu. Spakowałem plecak, wziąłem jedzenie. Zamknąłem drzwi domu za sobą. Godzine później siedziałem już w pociągu. Wysiadłem z niego koło północy. Zapaliłem latarke i puściłem mojego psa Klawego luzem. Droga była ciemna. Lasy, łąki, pustkowia. Tylko ja, światełko latarki i biegający wszędzie Klawy. Gdzies po drodze stał krzyż, a przy nim ławka. Usidałem i wyjąłem kanapki. Zawołałem Klawego. Kazałem mu usiąść. Siadł. Karmiłem go i kazałem mu siedzieć. Jadłem kanapke a on patrzył na mnie tymi swoimi przeszywającymi oczami. Oczami które mówiły więcej, niż nie jeden człowiek wyrazi słowami. Ruszyliśmy dalej. Szliśmy już dobre cztery godziny. W końcu postanowiłem rozbić namiot i położyć się spać. Zabrałem Klawego do namiotu. Przykryłem go polarem który specjalnie dla niego zabrałem i poszliśmy spać. Obudziłem się nad ranem Klawy nie mógł usiedziec i chciał wyjść. Spakowałem się i ruszyłem dalej. Byliśmy oddaleni jakieś 6-7 godzin drogi od pociągu. Przechodziliśmy przez małą  miejscowość. Wtedy Klawy pobiegł gdzies w kierunku lasu. Oddalał się bardzo szybko. Wołałem go, ale on nie wracał. Zwlniłem tempa , wołałem go, ale on wciąż nie wracał. Znikł w lesie. Podszedłem jeszcze kawałek. Tuż przy rzece rozbiłem namiot. Czekałem na niego. Ale jego nie było. Rozpaliłem ognisko. Usmazyłem kiełbaski. Nazbierałem więcej drewna. Klawy wciąż nie wracał. Nadszedl zmrok. Zasnąłem. Obudził mnie dźwięk wiatru. Wiało, mocno wiało. Było jeszcze ciemno, ale dałe się słyszeć, że wiatr przyniósł też snieg. Padało bardzo mocno. Zapaliłem latarke i zacząłem wołać Klawego. Niestety nie usłyszałem nic. Wstałem rano i rozpaliłem ognisko na śniegu. Nasypało go sporo. Moje buty naszczeście były za kostki. Ale Klawy nie miał butów. Spakowałem się i zacząłem go szukać. Chodziłem i krzyczałem, ale jego nigdzie nie było. Musiałem wracać. Szedłem i krzyczałem w nadzieji , że go znajde. niestety nie było po nim śladu. Dopiero po jakimś czasie na horyzoncie zobaczyłem coś białego, to Klawy krzyknąłem do siebie! Ruszyłem biegnąc, byłem coraz bliżej. Zwierzak stał obok jakichś domostw. Biegłem co sił trzymając plecak za szelki aby się nie oderwał. Podniosłem głowe i zobaczyłem, że zwierzaka nie ma. Krzyczałem, ale nie było po nim ani śladu. Podbiegłem bliżej i wtedy zobaczyłem , że to był kot. Cała energia ze mnie opadła. Szedłem dalej. Ciągle wierzyłem , że gdzies tam jest na drodze i czeka. Wierzyłem, że zaraz wyskoczy jak szaleniec z  krzaków. Tak się jednak nie stało. Czekałem do ostatniego pociągu i wróciłem do warszawy. Na dworze było zimno. Śnieg sypał. Zapowiadali duże przymrozki i opady śniegu. Siadłem na kanapie i czułem , jak coś mnie w środku pali. Nie mogłem tego wytrzymać. Miałem świadomość, że on gdzieś tam jest i potrzebuje pomocy a ja siedze w ciepłym domu. Zacząłem drukować ogłoszenie. Rankiem z kolegą pojechałem rozwieszać. Szukaliśmy go we wszystkich miejscowościach gdzie byłem. Przeszedłem wszystkie możliwe drogi dostępne z auta. Wchodziłem do lasu. Po Klawym nie było ani śladu. Dni mijały. Było coraz zimniej. Jeździłem codziennie po pracy 60km do tego miesjca i szukałem go. Klawy zapadł się pod ziemie.

Kilka dni później dostałem wiadomość SMS. Prosze Pana Pana pies biegał po okolicy i zabrali go do schroniska. Próbowałem dodzwonić się pod ten numer. Niestety nikt nie odbierał. Nikt też już nie odpisał na moje smsy. Szukałem Klawego po wszystkich schroniskach. Dzwoniłem gdzie się dało. Nigdzie go nie było. Wracałem do domu a tam było pustego. Nie było mojego psa. Czułem jak w środku coś mnie paliło. Dni mijały. Na dworze panował siarczysty mróz a mój telefon milczał.

Miesiąc później wyrzuciłem wszystkie rzeczy Klawego. Cierpiałem ale nie widziałem żadnej możliwości aby go odszukać.

Mijały miesiące. Mineły dwa, trzy , cztery lata.

Pewnego dnia siedziałem w pracy przed komputerem. Znajomy przesłał mi link z artykułem o psie który czekał na swojego Pana i podobno był podobny do Klawego. Kiedy otworzyłem link zamarłem. Na zdjęciu był Klawy. Mężczyzna opisywał, że znalazł psa w środku lasu. Pies wpadł w sidła na zwierzyne. Nie mógł się uwolnić. Kiedy mężczyzna go znalazł był przemarznięty i ledwo żywy. Zabrął go do domu , nakarmił , napoił. Pies wydobrzał. Przyszło lato. Mężczyzna często widział, że pies znikał z posesji, ale zawsze wracał. Wracał zdyszany, padnięty jak by przebiegł maraton. Pewnego dnia postanowił go śledzić. Wsiadł na rower i jechał za psem. Pies biegł drogą nad rzeke, ciąglę węsząc, potem biegł przez jakieś 13km leśnymi ścieżkami do stacji kolejowej. Po drodze obwąchiwał całe miejsce gdzie stał krzyż i robił to wszystko by na koniec wrócić do domu chłopa. Mężczyzna zrozumiał, że pies szuka swojego Pana więc napisał do gazety a ta opisała całą sprawę w internecie. Nie mogłem uwierzyć, że się odnalazł. Siedziałem przed komputerem i jedną ręką wyciagnąłem telefon, w tekście szukałem numeru telefonu do człowieka, mo wzrok biegł w dół ale nie widziałem numeru. Znalazłem nagłówek, że znalazł się właściciel. Serce zabiło mi mocniej. Czytałem z niedowierzaniem. Meżczyzna opisywał, że zadzwonił mężczyzna, opisał psa i powiedział, że jest bardzo chory i nie może przyjechać, ale wyśle syna. Zrobiło mi się gorąco. Pies został oddany właścicielowi. Nie mogłem uwierzyć w to co czytam. Znalazłem numer do gazety, zadzwoniłem do redakcji. Po chwili znaleziono kontakt do mężczyzny który znalazł Klawego. Kilka sekund później już z nim rozmawiałem. Powiedziałem mu wszystko, a on nie mógł uwierzyć w to co mówie. Płakałem. Zpytałem czy ma numer do tego człowieka ? Powiedział , że nie. Że chłopak przyjechał dał nagrode i odjechał z psem. Zrobiło mi się zimno.


Próbuje zasnąć. Ale nie moge. Mój pies gdzieś tam jest.






Czasem tak się zastanawiam co by było gdybym nie znalazł wtedy Klawego, gdybym się poddał , stwierdził że go nie znajde. Tak właśnie było, Klawy zaginął. Nie było go. Była zima. Nie miałem auat , przyjaciele pomagali mi go szukać. Znalazł się po tygodniu zmarznięty kilkaset metrów od stacji kolejowej. Przeszedł sam bardzo długa drogę, szukając mnie. Pamiętam jak dziś jak wjechaliśmy do wsi. Klawy siedział na środku jezdni. Telepał się. Jakaś starsza Pani powiedziała , że go karmiła ale on ciągle uciekał na droge i tam siedział. Nie raz przypominam sobie co wtedy czułem kiedy kładłem się spać a jego nie było. To był mój pies, nie wyobrażam sobie co muszą czuć ludzi którym ginął bliscy. To jest obłęd.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz