wtorek, 26 lutego 2013

Kiedy Klawy zaginął

Jest sobotni zimowy wieczór. Wraca wspomnienie. Wraca jak każdego wieczora. Jak koszmar. Próbuje to sobie jakoś wytłumaczyć ale nie potrafie. Nie potrafie, albo nie chce. To nie ma znaczenia. Ważne jest to co było.

To było kilka lat temu. Dokładnie w 2009 roku. Był piątek. Późna jesień. Jeszcze nie było śniegu. Skończyłem prace, wróciłem do domu. Spakowałem plecak, wziąłem jedzenie. Zamknąłem drzwi domu za sobą. Godzine później siedziałem już w pociągu. Wysiadłem z niego koło północy. Zapaliłem latarke i puściłem mojego psa Klawego luzem. Droga była ciemna. Lasy, łąki, pustkowia. Tylko ja, światełko latarki i biegający wszędzie Klawy. Gdzies po drodze stał krzyż, a przy nim ławka. Usidałem i wyjąłem kanapki. Zawołałem Klawego. Kazałem mu usiąść. Siadł. Karmiłem go i kazałem mu siedzieć. Jadłem kanapke a on patrzył na mnie tymi swoimi przeszywającymi oczami. Oczami które mówiły więcej, niż nie jeden człowiek wyrazi słowami. Ruszyliśmy dalej. Szliśmy już dobre cztery godziny. W końcu postanowiłem rozbić namiot i położyć się spać. Zabrałem Klawego do namiotu. Przykryłem go polarem który specjalnie dla niego zabrałem i poszliśmy spać. Obudziłem się nad ranem Klawy nie mógł usiedziec i chciał wyjść. Spakowałem się i ruszyłem dalej. Byliśmy oddaleni jakieś 6-7 godzin drogi od pociągu. Przechodziliśmy przez małą  miejscowość. Wtedy Klawy pobiegł gdzies w kierunku lasu. Oddalał się bardzo szybko. Wołałem go, ale on nie wracał. Zwlniłem tempa , wołałem go, ale on wciąż nie wracał. Znikł w lesie. Podszedłem jeszcze kawałek. Tuż przy rzece rozbiłem namiot. Czekałem na niego. Ale jego nie było. Rozpaliłem ognisko. Usmazyłem kiełbaski. Nazbierałem więcej drewna. Klawy wciąż nie wracał. Nadszedl zmrok. Zasnąłem. Obudził mnie dźwięk wiatru. Wiało, mocno wiało. Było jeszcze ciemno, ale dałe się słyszeć, że wiatr przyniósł też snieg. Padało bardzo mocno. Zapaliłem latarke i zacząłem wołać Klawego. Niestety nie usłyszałem nic. Wstałem rano i rozpaliłem ognisko na śniegu. Nasypało go sporo. Moje buty naszczeście były za kostki. Ale Klawy nie miał butów. Spakowałem się i zacząłem go szukać. Chodziłem i krzyczałem, ale jego nigdzie nie było. Musiałem wracać. Szedłem i krzyczałem w nadzieji , że go znajde. niestety nie było po nim śladu. Dopiero po jakimś czasie na horyzoncie zobaczyłem coś białego, to Klawy krzyknąłem do siebie! Ruszyłem biegnąc, byłem coraz bliżej. Zwierzak stał obok jakichś domostw. Biegłem co sił trzymając plecak za szelki aby się nie oderwał. Podniosłem głowe i zobaczyłem, że zwierzaka nie ma. Krzyczałem, ale nie było po nim ani śladu. Podbiegłem bliżej i wtedy zobaczyłem , że to był kot. Cała energia ze mnie opadła. Szedłem dalej. Ciągle wierzyłem , że gdzies tam jest na drodze i czeka. Wierzyłem, że zaraz wyskoczy jak szaleniec z  krzaków. Tak się jednak nie stało. Czekałem do ostatniego pociągu i wróciłem do warszawy. Na dworze było zimno. Śnieg sypał. Zapowiadali duże przymrozki i opady śniegu. Siadłem na kanapie i czułem , jak coś mnie w środku pali. Nie mogłem tego wytrzymać. Miałem świadomość, że on gdzieś tam jest i potrzebuje pomocy a ja siedze w ciepłym domu. Zacząłem drukować ogłoszenie. Rankiem z kolegą pojechałem rozwieszać. Szukaliśmy go we wszystkich miejscowościach gdzie byłem. Przeszedłem wszystkie możliwe drogi dostępne z auta. Wchodziłem do lasu. Po Klawym nie było ani śladu. Dni mijały. Było coraz zimniej. Jeździłem codziennie po pracy 60km do tego miesjca i szukałem go. Klawy zapadł się pod ziemie.

Kilka dni później dostałem wiadomość SMS. Prosze Pana Pana pies biegał po okolicy i zabrali go do schroniska. Próbowałem dodzwonić się pod ten numer. Niestety nikt nie odbierał. Nikt też już nie odpisał na moje smsy. Szukałem Klawego po wszystkich schroniskach. Dzwoniłem gdzie się dało. Nigdzie go nie było. Wracałem do domu a tam było pustego. Nie było mojego psa. Czułem jak w środku coś mnie paliło. Dni mijały. Na dworze panował siarczysty mróz a mój telefon milczał.

Miesiąc później wyrzuciłem wszystkie rzeczy Klawego. Cierpiałem ale nie widziałem żadnej możliwości aby go odszukać.

Mijały miesiące. Mineły dwa, trzy , cztery lata.

Pewnego dnia siedziałem w pracy przed komputerem. Znajomy przesłał mi link z artykułem o psie który czekał na swojego Pana i podobno był podobny do Klawego. Kiedy otworzyłem link zamarłem. Na zdjęciu był Klawy. Mężczyzna opisywał, że znalazł psa w środku lasu. Pies wpadł w sidła na zwierzyne. Nie mógł się uwolnić. Kiedy mężczyzna go znalazł był przemarznięty i ledwo żywy. Zabrął go do domu , nakarmił , napoił. Pies wydobrzał. Przyszło lato. Mężczyzna często widział, że pies znikał z posesji, ale zawsze wracał. Wracał zdyszany, padnięty jak by przebiegł maraton. Pewnego dnia postanowił go śledzić. Wsiadł na rower i jechał za psem. Pies biegł drogą nad rzeke, ciąglę węsząc, potem biegł przez jakieś 13km leśnymi ścieżkami do stacji kolejowej. Po drodze obwąchiwał całe miejsce gdzie stał krzyż i robił to wszystko by na koniec wrócić do domu chłopa. Mężczyzna zrozumiał, że pies szuka swojego Pana więc napisał do gazety a ta opisała całą sprawę w internecie. Nie mogłem uwierzyć, że się odnalazł. Siedziałem przed komputerem i jedną ręką wyciagnąłem telefon, w tekście szukałem numeru telefonu do człowieka, mo wzrok biegł w dół ale nie widziałem numeru. Znalazłem nagłówek, że znalazł się właściciel. Serce zabiło mi mocniej. Czytałem z niedowierzaniem. Meżczyzna opisywał, że zadzwonił mężczyzna, opisał psa i powiedział, że jest bardzo chory i nie może przyjechać, ale wyśle syna. Zrobiło mi się gorąco. Pies został oddany właścicielowi. Nie mogłem uwierzyć w to co czytam. Znalazłem numer do gazety, zadzwoniłem do redakcji. Po chwili znaleziono kontakt do mężczyzny który znalazł Klawego. Kilka sekund później już z nim rozmawiałem. Powiedziałem mu wszystko, a on nie mógł uwierzyć w to co mówie. Płakałem. Zpytałem czy ma numer do tego człowieka ? Powiedział , że nie. Że chłopak przyjechał dał nagrode i odjechał z psem. Zrobiło mi się zimno.


Próbuje zasnąć. Ale nie moge. Mój pies gdzieś tam jest.






Czasem tak się zastanawiam co by było gdybym nie znalazł wtedy Klawego, gdybym się poddał , stwierdził że go nie znajde. Tak właśnie było, Klawy zaginął. Nie było go. Była zima. Nie miałem auat , przyjaciele pomagali mi go szukać. Znalazł się po tygodniu zmarznięty kilkaset metrów od stacji kolejowej. Przeszedł sam bardzo długa drogę, szukając mnie. Pamiętam jak dziś jak wjechaliśmy do wsi. Klawy siedział na środku jezdni. Telepał się. Jakaś starsza Pani powiedziała , że go karmiła ale on ciągle uciekał na droge i tam siedział. Nie raz przypominam sobie co wtedy czułem kiedy kładłem się spać a jego nie było. To był mój pies, nie wyobrażam sobie co muszą czuć ludzi którym ginął bliscy. To jest obłęd.


o tej miłości która w koło nas jest

wstaje rano. na oczach mam jeszcze przebłyski snów w których spotykam ludzi których już nie ma. podnosze wzrok na zearze jest 6:30 rano. wstaje. na podłodze świerzy kurz. patrze na ręce, wciąż je mam. to nowy dzień. obudziłem się nie tylko ja. obudzili się ludzie którzych znam, wielu których nie znam się nie obudziło. codzień wielu z nas umiera. niektórzy z nas spodziewają się śmierci. inni nawet jej nie oczekują choć tam niebawem ich odwiedzi. wstaje. myśle o chwilach kiedy budze się tam blisko ludzi których kocham. myśle o pranku w domu rodziców kiedy moja mama cicho się krząta by mnie nie zbudzić. myślę  o poranku w domu dziadka który robi już śniadanie i za chwil eprzyjdzie mnie zbudzić abyśmy razem zjedli. myślę o poranku na łące z przyjaciółmi. o poranku w stresie kiedy przyszedł dzień matury. myślę o wszystkich porankach kiedy otwierałem oczy i czułem że żyje, o tych wszystkich które chciałem zapamiętać. i oto jeden z nich. dziś jest poranek który też chce zapamiętać. jest wyjątkowy ponieważ ja się znowu obudziłem. trudno powiedzieć kiedy zacząłem doceniać iż się budze. być może stało się to zaraz po tym kiedy przestałem życzyć sobie śmierci. wstaje.


nie wiem czy tak to wszystko miało się potoczyć. z pewnością moja mama nie czekała na dzień kiedy jej trójka dzieci będzie daleko od niej. z pewnością nie czekała na taki dzień. mój tato też. z pewnością mój dziadek nie czekał na starość w której sam zostanie w swoim domu który w końcu będzie zmuszony sprzedać za bezcen. chyba nie o takich dniach marzyli.

ja nigdy nie miałem marzenia być kimś specjalnym, nigdy nie marzyłem aby mieszkać w jakimś specjalnym miejscu. nigdy też nie chciałem być kimś bogatym czy specjalnym. budze się jednak każdego dnia i mam co jeść, mam świetną pracę, ma za co żyć, mam dużo więcej niż człowiekowi do życia potrzeba.

i teraz przychodzi ten poranek kiedy trzeba umrzeć. wstaje i ide spotkać śmierć. staje przed lustrem widze swoją twarz i nie wiem ile mam lat. ona patrzy na mnie z lustra w którym powininem zobaczyć siebie. i pyta mnie:
- Wiedziałeś że to dziś przyjde po Ciebie ?
Patrze na nią i ze spokojem na twarzy odpowiadam
- Wiedziałem, że byłaś zawsze gdzieś blisko, nie sądziłem jednak że to dziś.
- Zdajesz sobie sprawe , że nie zrobisz wielu rzeczy , które chciałeś zrobić ?
- Tak. Zdaje sobie sprawe, tak jak zdawałęm sobie sprawe dawno temu. Jednak te najwazniejsze załatwiłem.
- Jakież to najwazniejsze były ?
- Może się zdziwisz, ale to były słowa.
- Słowa ?
- Tak słowa. Spojrzałem w twarz wielu osobom i powiedziałem to co było najważniejsze do powiedzenia. Podziękowałem im, za to że były w moim życiu. Brzmiało to dziwnie w tamte dni, ale dziś nie żałuje. To było niczym uścisk duszy, świadectwo wszelkiego zrozumienia.
- Myślisz, że oni to pamiętają ?
- A czy Ciebie interesuje czy Ci po których przychodzisz boją się Ciebie ? Każdy czuje co powinien zrobić.
- Mnie interesuje to co jest w oczach ludzi, stąd wiem jak odchodzą. Powiedziałeś wszystkim co czułeś ?
- Nie. Pewnie ludzie pozostali bólem w moim sercu. Nigdy nie miałem odwagi powiedzieć im co czuje, bałem się odrzucenia. Bardzo chciałem, ale moja dusza była przez niech powalona na ziemie , nie dałem rady jej unieść w ich obliczu. Spotykałem ich w swoich snach, w swoich rozmyślaniach każdego wieczora. Podchodziłem do nich i mówiłem , że ich kocham. Pytałem dlaczego mnie depczą. Nigdy nie odpowiadali, ale dzięki nim doceniałem tych którzy mnie kochali.
- Wiesz, że nikt nie będzie Cie pamiętam kiedy odejdziesz ?
- Wiem.
- Nie martwi Cie to ?
- Ani troche. Wiem, że wszystko co z nimi przeżyłem zostanie tylko w nas, i już nikt choćby wspominał mnie życie całe nie zasmakuje tego co razem przeżyliśmy przez jedną chwile.
- A co z tymi którzy Cie nienawidzą ?
- Z pewnością są tacy. Ale to dzięki nim tu jestem. Rozumiesz ?
- Masz na myśli to , że czujesz się winny ?
- Nie czuje się winny. Nie czuje się winny bo sam w nikim winy się nie doszukuje. Kiedy to pojmiesz zrozumiesz , że życie wszystkich jest połączone w całość. Jeśli ja komuś wyrządze krzywde to będe z tym żył do końca. Właśnie dzięki tej małej złej chwili kiedyś zrozumiem kim jestem. Bez tych złych chwil nie odnaleźlibyśmy się. Ten ktoś kogo ja skrzywdziłem będzie miał doświadczenie czym jest krzywda i jemu trudniej będzie się jej dopuścić. A kiedyś na starość zrozumie, że fakt iż ktoś go skrzywdził na początku pozwolił mu przejść życie ze swiadomością by nie krzywdzić innych. Uderzyłeś mnie kiedy byłem dzieckiem, bardzo mocno, a ja całe życie się bałem. Dziś nie osądzisz mnie o to iż kogoś pobiłem.
- Ona jest tak z kimś i już nigdy nie będzie z Tobą, nigdy nie dowie się jak bardzo tęskniłeś za nią. Czy to nie jest tragiczne odchodzić z tym wszystkim co się czuło co się przeżyło nie mówiąc o tym?
- Czy kiedy już zabierzesz moje życie czy będziesz potrzebował komuś o tym mówić  ?
- Tak, rozumiem Cie. Śmierć jest prawdziwa dla tego kto umiera, bez względu na to czy ktoś inny o tym wie czy nie.
- Zatem wierzyłeś w coś za życia. Wierzyłeś w miłość.
- Nie. W nic nie wierzyłem. Wiem jednak, że coś czułem. Tak jak wiesz, że boli Cie głowa chodź nie wiesz gdzie jest ból, po za tym że jest w Tobie.
- Czy chciałbyś cofnąć czas i wrócić do dnia kiedy ją poznałeś i zmienić to co poszło nie tak ?
- Nie. Nigdy. Gdybym to zmienił , gdyby nie odeszła nie poznałbym tych wszystkich cudownych ludzi w swoim życiu. Nie popadłbym w depresje. Nie zaznałbym czym jest wycie w ciszy i błaganie o oddech. Nie spotkałbym ludzi którzy pokazali mi kim nie jestem. Bo byłem nikim, nie byłem sobą.
- Więc nie żałujesz że tak to się skończyło ?
- Widzisz. Byłem człowiekiem, ze skóry i kości. Urodziłem się nie wiedząc gdzie jestem i umieram tak samo. Po drodze spotkałem ludzi. Po drodze poczułem miłość. Niczego jednak nie mogłem mieć, bo w życiu niczego poza wspomnieniami posiadać nie można. Zrobiłem tysiące zdjęć, ale w głowie mam całe chwile z ludźmi którzy wyryli w skale moją postać, mnie. Ja to to coś co teraz uśmiecha się przez oczy do Ciebie, a nie te ciało które za chwile się rozsypie.
- Jak byś mógł urodzić się jeszcze raz pamiętając to wszystko to co byś zrobił ?
- To bym nie chciał żyć bez wszystkiego co znałem. Życie to taka wyprawa, kiedy idziesz z bliskimi , cieszycie się drogą, macie cel. W pewnym momęcie okazuje się , że Wasze drogi się rozchodzą, nie wiesz nawet kiedy zaczynasz iść sam i zacznasz czuć że życie umyka. Na początku wszystko było możliwe, teraz wszystko jest nieuchronne. Pamiętasz bliskich i wiesz , że już ich nie ma. Idziesz i wiesz jak to się musi skończyć.
- Wiesz co Cie czeka kiedy zabiore Cie ze sobą ?
- Nie wiem i nie chce wiedzieć. Nie wierze w Boga. Nie wierze w życie po śmierci. Dopuszczam wszystkie możliwości, żadnej się nie trzymam.
- Bóg jest. Czego ja jestem dowodem. Skoro tu jestem to znaczy , że gdzieś musimy pójść. Nie sądzisz ?
- Nie sądze.
- No ale ja przecież jestem.
- Ty tak uważasz. Ja wiem, że od 50 dni nic nie jadłem i leże gdzieś w górach w namiocie. Najprawdopodobniej jesteś moją wyobraźnią która robi rachunek sumienia próbując resztkami sił pomóc sobie z odejściem.
- Nie jestem Twoją wyobraźnią. Wiem rzeczy o któych nie masz pojęcia.
- Nie jesteś mi w stanie tego udowodnić. Cokolwiek powiesz o czym ja nie wiem, będzie nie do sprawdzenia dla mnie. Możesz mi mówić co chcesz, a ja wiem i tak , że rozmawiam sam ze sobą.
- Zatem jak myślisz. Co się stanie kiedy otworzysz oczy ?
- Myślę, że ich nie otworze. A jeśli spróbuje to wszystko zniknie i już nie będzie nic.
- Zgadza się. Nie będzie nic. A wiesz dlaczego ?
- Bo umieram. I nie ma Boga.
- Dokładnie tak. A czy wiesz dlaczego tak bardzo odczuwałeś życie ?
Cisza
- Odczuwałeś je bo wierzyłeś. Wierzyłeś , że się mylisz. Szukałeś, bładziłeś i pytałeś, ale wciąż wierzyłeś, że możesz się mylić. I właśnie tam w środku Ciebie w tym małym kąciku pozostawionym na pomyłke gromadziła się nadzieja, wielka skryta nadzieja. Której nigdy nie dałeś dojść do głosu. Ona tak bardzo krzyczała, tak bardzo chciała wyjść i powiedzieć co czuje, ale Ty nigdy jej nie pozwliłeś na to. Dlatego w głębi czułeś życie, czułeś , że jesteś w czymś czego nie rozumiesz. A tak naprawde byłeś w świecie w którym nic poza nadzieją nie mogło żyć, w świecie w którym tylko czysta miłość i nadzieja mogły doprowadzić Cie do końca. Ty natomiast wybrałeś swój umysł. Umysł , który zwodził Cie całe życie, dając Ci nadzieje na jutro, na to samo jutro które jak wiesz nigdy nie istaniało, tak jak nie istniało wczoraj.
- Wiedziałem o tym wszystkim kiedy byłem mały. Wszystko o czym mówisz. Ale to nie miało racji bytu. Nie sprawdzało się w tym świecie.
- Dokładnie. I dlatego wybrałeś inną droge. Droge która ułatwiała życie, a sam powtarzałeś , że ono nie ma być łatwe, że ono jest niewiadomą. Wpadłeś w swoją własną zasadzke. Zbudowałeś zamek twierdzeń i poglądów nie do zburzenia. Zamek który miał Cie obronić przed emocjami, uczuciami i nadzieją. I oto stoisz w nim dziś i nie możesz już z niego wyjść bo zamurowałeś wszystkie drzwi i okna. Wszystkich ludzi którzy próbowali powiedzieć Ci co robisz ignorowałeś, wymazywałeś ze swojego życia.
- Było ich wielu.
- Tak. Ty nazywałeś ich cudownymi ludźmi na swojej drodze. Bo mała cześć Ciebie ich kochała, bo wiedziałeś , że oni żyją nadzieją, właśnie tą którą Ty wypierałeś. Wiesz co się z nimi stało ?
- Żyją
- Nie. Oni umarli. Dzięki Tobie sami zaczeli budować zamki. Zaczeli chować emocje, uczucia, miłość i nadzieje. Pochowali się w sobie. Wsytraszyli się tak samo jak Ty. Pokazałeś im jak bardzo można się bać i nie wierzyć , że sami w to uwierzyli. Stałeś się siedliskiem śmierci. Oni uwierzyli w to co mówisz i połkneli trucizne. Tą samą którą połknąłeś Ty kiedy wiele lat temu ktoś podarował Ci książke podważającą nadzieje. Pamiętaz ?
- Pamiętam
- Czy teraz już rozumiesz kim jestesm i po co przychodze ?
- Chyba tak
- Zatem aby rozwiać Twoje wątpliwości wyjaśnie Ci. To wszystko może zabrzmieć absurdalnie, ale może nie dla kogoś takiego jak ty. Naczytałeś się już wiele książek i wiesz, że dużo rzeczy o któych pojęcia nie mamy jest możłiwych. A więc przychodze by powiedzieć Ci, że potrafisz wchodzić w stany świadomości w których masz możliwość istnieć w bezczasie. I właśnie w takim stanie świadomości jesteś. To jak wtedy kiedy palisz marichuany, zaznajesz stanów których nie da się opisac słowami. Tak i teraz przychodze do Ciebie i chce Ci przekazać coś ważnego. Słuchaj mnie uważnie, bo więcej nie powtórze. Jutro umrze ktoś w Twojej rodzinie, wtedy uświadomisz sobie co napisałeś. A dziś zrozum, że piszesz sam do siebie ze stanu którym nazywasz przyszłością. Bo przyszłość nie istnieje. Pomyśl, że dziś możesz powiedzieć sobie co chciałbyś usłyszeć w przyszłości , kim chciałbyś być w przyszłości i powiedz to sam do siebie. Twój umysł zna Ciebie tam w przyszłości, więc pytaj siebie , a znajdziesz się w bezczasie.


Twój umysł tworzy iluzje czasu. Kim chciałeś być kiedy byłeś mały ? Czy chciałeś programować ? Czy może nieświadomie wiedziałeś , że będziesz programistą ? Czy pamiętasz jak cierpiałeś jako dziecko ? Czy to cierpienie było za to co wyrządziłeś później w życiu ? czy kochałeś i cierpiałeś dlatego bo wiedziałeś co straciłeś dopiero wiele lat później ? czy dlatego kochałeś innych bo pamiętałeś jak to jest być samotnym na starość i chciałeś zaznać miłości ?

czas nie istnieje. zapamiętaj to sobie. tworzysz go patrząc w to lustro i widząc rozpadające się ciało.

jutro wstaniesz i pójdziesz do pracy. pracujesz i uczysz się bo w to wykorzystasz. myślisz teraz dużo by podjąć decyzje. nie doceniałeś jej bo później cierpiałeś. nie wiesz co cie czeka jutro. bo nie wiesz do końca co było w przeszłości. przemyśl to. i przychodzą dni kiedy coś sobie przypominasz z dzieciństwa i mówisz. są dni kiedy coś sobie uświadamiasz, coś co było wiele lat temu. ale to są tylko odbicia lustrzane tego co kreuje Twój umysł. kiedy przyjdzie dzień śmierci nie umrzesz. Twoje ciało tylko sie rozleci. Twój umysł odrodzi się w innej formie w nieskończoności. bo pewnie wiesz, że nieskończoność jest czymś nie określonym. odrodzisz się w niej bo nie da się określić gdzie. zaczniesz na nowo istnieć i błądzić umysłem wśród materii. zachłyśniesz się nią i znowu ciężko będzie Ci się z niej wydostać.

na koniec istnienia, spiszesz wszystko i zaśmiejesz się głośno. 

poniedziałek, 25 lutego 2013

boje się

boje sie, że nie pokocham Cie tak jak bym chciał
boje się, że zmarnuje Ci życie
boje się, że nie będe tym kogo szukasz

a ja nie chce nikogo ranić bo znam ten ból

niedziela, 24 lutego 2013

Kumpel skakał po nawisie

Zabawnie jest posłuchać siebie , jakie się dialogi prowadzi :) Chyba zaczne częściej nagrywać takie spotkania bo dopiero później da się dostrzec absurdalne rozmowy tak jak tą o Grenlandii.


sobota, 23 lutego 2013

jak się zabić żeby żyć

budze się rano. zaczynam nowy dzień. mieszkam daleko od rodziny. daleko od wszystkiego co było mi "bliskie". wiem, że Ci ludzie gdzieś tam są. żyją swoim życiem. mają radości i zmartwienia. ja i oni to przeszłość, nie tworzymy razem już nic. nie mamy wspólnego życia. stajemy się sobie coraz bardziej obcy.

obcych ludzi mijam codzień na ulicy. obcy ludzie mijają bezdomnych ludzi na ulicy. czasem dadzą im monete, czasem zatrzymają się by zapytać o ich dzień. by zamienić dwa słowa.

co kiedy strace wszystkich którzy byli mi bliscy ? nic.

miałem kiedyś babcie, miała na mnie ogromny wpływ. była mi bliską osobą, bardzo bliską. bardzo za nią tęskniłem kiedy odeszła. bardzo. teraz jej nie ma. wszystko co przezyłem z nią było i jest we mnie. ona nigdy nie odeszła. została we mnie. jest tą częścią mnie która pochyla się nad słabszymi. jest tą częścią mnie która kocha. jest tą dobrą częścią mnie. gdybym jej nie miał nie byłbym kim jestem.

kiedy umarł mój dziadek nie płakałem po nim. nie tęskniłem specjalnie. nie dlatego, że był zły, był bardzo dobry ale mój dziadek z chełma nie miał ze mną swpólnego świata. żył obok mnie.

ja jako człowiek jestem zlepkiem innych ludzi. ich myśli, ich interakcji ze mną. patrze na ludzi i się ucze od nich. ucze się śmiać, ucze się rozmawiać, ucze się przegrywać i ucze się uczyć. to ludzie pokazują mi jak kochac i jak zabijać. jak pomagac i jak mordować. wszyscy nawzajem się kreujemy.

jak zatem posłuchac siebie ? i czym jest to ja ? czy może być ja ? czy istnieje coś elementarnego ? wątpie.

to ja to jest właśnie zlepek różnych ludzi. chcesz zrobić z kogoś wariata ? podsun mu idee , że sam jest wariatem, im większym autorytetem będziesz dla niego tym bardziej w  to uwierzy.

jak to jest że spotykam ludzi z którymi czuje o czym rozmawiam, a jak to jest , że spotykam ludzi i zanim wyciągne ręke by się przywitać to już jestem zestresowany ?jak to jest , że od dawna mam złe przeczucia co do pewnych ludzi którzy są blisko mnie ? dlaczego pewnie ludzie są bardzo wytrwali w swoich postanowieniach, idą do celu jak burza, a kiedy się ich zapyta od nature ich pragnień o źródło, podstawy to nie potrafią tego powiedzieć ? odpowiedź na te pytanie sama się ciśnie na usta.



SAMOBÓJSTWO


w ciągu mojego życia oszukałem nie jedną osobę. niejednej osobie zaszkodziłem w życiu. kiedy spotkam którąś z nich jeszcze przeprosze ją szczerymi słowami. dziś kiedy sam widze, że ktoś robi mi krzywde albo mnie okłamuje oznaczam taką osobę. oznaczam ją w swoim życiu kolorem czerwonym. pewno ja mam kolor czerwony w życiu nie jednej osoby. potem przyglądam się tej osobie, zastanawiam się jakie ma cechy które i ja posiada,, zastanawiam się czy i ja nie postępuje podobnie. robie sobie odbicie i wytykam sobie złe cechy, potem odcinam się od takiego człowieka. i na końcu siedze sam w norwegii :)

mam 31 lat i myślę, że nie jest sztuką móc powiedzieć , że ma się choćby jednego przyjaciela, sztuką jest powiedzieć, że na ziemi nie ma ludzi którcyh się skrzywdziło. ja oczywiście tego nie moge powiedzieć.

latanie ? skakanie ? bieganie ? podróże ? zdjęcia ? książki ? co jeszcze ? jakie jeszcze marzenia ? jakie pragnienia ? przecież to wszystko nie jest moje, wsadziłem sobie do głowy , że czegoś pragne i biegłem za tym , biegne wciąż.

poszedłem biegać. przebiegłem kilometr i padałem. poszedłem biegać znowu. przebiegłem maraton jeden drugi, przebiegłem pół harpagana, przebiegłem 17 razy oslo do okoła, przebiegłem warszawe 18 razy. i co ? i nic. czułem się w tym dobry. jaki ? dobry! bo kiedy byłem mały i słyszałem że jestem głupi , że do ncizego się nie nadaje , kiedy powiedziano mi że jestem kiepski tak bardzo w to uwierzyłem, że każda rzecz w której czułem się dobry stawała się moją obsesją, chciałem być lepszy, chciałem poczuć się równie dobry jak wszyscy Ci którzy mnie oceniali. Na końcu okazywało się , że zawsze i każdy jest dobry, żw świat jest pełen mądrych i dobrych ludzi. a większość z nich to właśnie tacy jak ja, Ci którzy się ścigają a nawet nie wiedzą co ich goni. nawet nie wiedzą, że nic ich nie goni.

i tak to przeczytałem pokój książek po tym jak odeszła Kasia bo chciałem być mądry, bo twierdziła , że nie jestem. i czytam je dalej bo po drodze okazało się , że czuje się dobry w nauce, że nie jestem matołem za którego mnie postrzegano. okazało się , że moge zrozumieć i wyjaśnić swoimi słowami rzeczy które ludzie z tytułami wkuwają na pamięć by dostac dyplomy. okazuje się, że ja w piątek wieczór zamiast się bawić leże i czytam książek o czymś co mi się w życiu nie przyda, ale czytam to bo chce zrozumieć, bo polubiłem się uczyć.

robiłem zdjęcia, setki zdjęć, tysiące, kiepskie i piękne. robiłem je bo miałem aparat, bo zastanawiałem się jak patrzeć, jak używac wzroku , jak tworzyć kompozycje, uczyłem się widzieć to czego kiedyś nie widziałem. i co ? i nic. to są tylko zdjęcia, kolejny pomysł na to jak nie być sobą a stać się kimś kto coś robi.

i tak jest ciągle. spotykam ludzi i słucham o podróżach, o ich zachwycaniu się tym czy tamtym, o pragnieniach, o pasjach o ich hobby. i pytają mnie co u mnie. a ja mówie nic. bo ja jestem nudny, bo nie kręci mnie zupełnie nic. bo ja się niczym nie zachwycam. bo nie ma czym. wszystko jest piękne. świat jest piękny. a ja nie potrzebuje ani go zwiedzać na drugim końcu, ani być pięknym chłopakiem , ani nie potrzebuje mówić że jestem wysportowany, ani że jestem mądry. wszystko co robie próbuje robić z przyjemności, a przyjemność można znaleźć we szystkim. ja mam przyjemność w przyglądaniu się temu światu i rozmyślaniu.

podobno byłbym świetnym ojcem, świetnym chłopakiem i mężem. podobno dobrze bym zarabiał w polsce, podobno miałbym kochająca i wierną żone. podobno miałbym mądre dzieci i szczęśliwe życie.
tylko skoro ja tak długo szukam siebie i nie moge odszukać choć już wiem że sam się szukam, to jak ktoś może wiedzieć kim ja jestem i kim moge być.



czwartek, 21 lutego 2013

Lyrci 8.5 and single-instance DCOM

PROBLEM:

I started Lyric on machine A and then I made connection over DCOM from machine B to machine A. All fine. But if I will close client on machine B and try to run it one more time I can't connect to Lyric anymore, all I see on machine A is "Lyric is already running!".

If you working with Lyric over DCOM then you can understand what kind of pain this message is.

  • I checked 5 times all DCOM configurations I compared it with another machine, everything looks fine.
  • I also installed Lyric 8.0 on the same machine in the other folder, and Lyric 8.0 works fin with this scenario, so now I really do not know what is going on.
  • I run the same scenario on other machine with Lyric 8.0 , and it works fine.
  • I just reinstalled Lyrcii 8.5,  didn’t help.
So its almost midnight, 13hrs behind..... hmmmmm what I can do now ? never ever give up, right ? most of the important things have been accomplished by guys who have kept on trying when there seemed to be no hope at all.

So lets call for super hero! And what did he say ?

SOLUTION:
..... To disable this feature, add a key to the registry under HKEY_CURRENT_USER\Software\Chyron\Lyric\Settings for Multiple Use Server as REG_DWORD set to 1 if you want the old functionality. If the key does not exist, or is set to 1, then multiple clients will get unique instances of Lyric.
 ......


środa, 20 lutego 2013

cl : Command line error D8003 : missing source filename


I am working on some code in c++ with numerical methods to build 3D visualization. I came across this horrible error today:
cl : Command line error D8003 : missing source filename 
Frankly, I was used to see such  error at the end of  '90. It doesn't say much, does it ?

One who is not familiar with c++ projects may spend some time trying to resolve it. 

Solution to D8003 error


  • What I have found was double quote into the preprocessor definitions so it would pay to check your project files carefully. 


  • Single backslash was in configuration file vcxproj:
$(SolutionDir)\ 
which was transformed by VS to wrong compile call , and as you may guess it wasn't call with two backslashes. To fix this I added one backslash and left like that:
$(SolutionDir)\\


środa, 6 lutego 2013

kiedy sen przynosi to czego umysł pragnie się pozbyć

od dwuch godzin siedze i czuje jak płone. pali mi się głowa, lecą mi łzy. właczam materiał z wykładów i próbuje się uczyć do egzaminu ale nie moge. dwudziestominutowy film przewijam ciągle do początku bo za każdym razem po kilku sekundach odlatuje i nie wiem co się dzieje.

kiedy jestem sam, kiedy czytam książki, kiedy siedze i myśle jest spokojnie. czuje, że żyje. odlatuje i jest mi dobrze. zapominam na własne życzenie to co mnie wyprowadzało z równowagi i jest dobrze.

niestety koszmary wracają. śni mi się ona, wracam gdzieś w snach do tamtych dni i w śnie czuje, że moje życie to tu prawdziwe było koszmarem i ciesze się , że się obudziłem tam z nią i że moja rzeczywistość to był tylko koszmar. chwile potem budze się naprawde i już nie jestem spokojny. coś jest takiego , że takie wspomnienia o które nie prosze, o których chce zapomnieć wymazać wracają i rozbijają moje życie na kawałki. wytłumaczyłem sobie już wszystko, poukładałem swoje myślenie , jade powoli swoim rowerem po wiejskiej drodze, świętuje brak zegarka na ręku  i nagle udeża mnie wielka ciężarówka. otwieram oczy i czuje jak w środku wszystko płonie, czuje, że nic nie ma sensu, że nie ma po co żyć. i wystarcza jeden pierdolony sen, aby cała moja konstrukcja pierdolneła o ziemie i zniszczyła cały spokój.

dlaczego tak kurwa jest! dlaczego staje się nie sobą, dlaczego nie moge się pozbyć tego pierdolonego bólu!!!! dlaczego !!!!!!! gdzie jest ten wadliwy kawałek, jak się go pozbyć ? jak wrócić do świata ????

tyle mnie cieszy, tyle smuci, wszystko rozumiem, wszystko szanuje. nie szukam zwady, nie oszukuje, szanuje życie, dbam o każdą jedną myśl , czuje spokój, żyje w radośći z małych promieni dniami, miesiącami i nagle jeb, i nie ma mnie, nie ma nic. siedze i płacze i spadam w te emocje których nie chce, które przypominają mi że jej nie ma.

koszmar. wolałbym obudzić się w innej rzeczywistości, bez pamięci o niej, chciałbym aby ktoś to ze mnie wymazał, aby nie było nic z tamtego czasu w mojej głowie. aby obrazy znikły, aby jej głos ucichł, aby emocje zapadły się w nicość, aby była dla mnie niczym mijana na ulicy anonimowa osoba. czuje się taki kurwa okłamany, taki złamany, taki zmarnowany bez nadzieji na jutro.


niedziela, 3 lutego 2013

moje znieczulenie

3 rano. stoje na przystanku w centrum Oslo. najgorszy czas na podróż autobusem. ja od 21 bawiłęm się ze znajomymi, wypiłem 4 soki i dwa piwa, nie jestem do końca trzeźwy. wszyscy w koło pijani. autobus może zmieścić 140 pasażerów. te które jadą nocą pewnie mieszczą ich z 200. na przystanku zaczepia mnie dziewczyna. rozmawiamy chwile. jest pijana jak bela, sama nie wie co mówi. dobrze się bawiła widać. chwile rozmawiamy. podjeżdzą mój autbus. wsiadam. stoje gdzieś na samym końcu tam gdzie się siedzi pod dachem. jest totalny ścisk. nie ma nawet jak się ruszyć. kilka przystanków dalej robi się luźniej. siadam. przed moim nosem wciąż stoją ludzie, mało widać. nagle słychać jakieś krzyki i szarpanie się. jacyś kolesie , którzy całą podróż zaczepiali dzieczyny nagle kopią ludzi wysiadających z autbousu. nie wiem co się dzieje, widze latające nogi, widze dziewczyne z którą rozmawiałem. kopią ją. zamykają się drzwi autobusu. dziewczyna została na przystanku, agresywni kolesie stoją w autobusie i się cieszą. obok mnie siedzi jakiś azjata i sie śmieje. pytam się czy to jest dla niego śmieszne ? już nie jest mu do śmiechu. wstaje i podchodze do kolesi i pytam czy bawi ich kopanie kobiet ? jeden z nich podchodzi do mnie tak blisko jak gdyby chciął mnie udeżyć głową w twarz. pytam go jeszcze raz czy on czuje sie bohaterem kopiąc kobiety ? koleś milczy, odsuwa się. pytam jego kompana który wciąż głupio się uśmiecha. tamtemu też mina żednie. w końcu wstaje jakiś czarny i krzyczy do nich coś po norwesku. otwierają się drzwi, to mój przystanek. patrze na nich i mówie, że nie są bohaterami, i że to w cale nie jest śmieszne.

i tak ide i myślę sobie , że nie zareagowałem kiedy ją kopali, bo.... bo bałem się , że wdam się w bujke, w autobusie są kamery, połamie im nosy czy zrobie krzywde i w poniedziałek będe leciał do polski. pierwsza myśl jaka mi się pojawiła, to żeby się pozabijali nazwajem kretyni. dziewczyna była pijana, oni też, cóż ja mam z tym wspólnego ? a jednak miałem, byłem tam i nie uziemiłem ich w momęcie kiedy byli agresywni. ciężkie decyzje ,a  może proste, nie wiem. mam niesmak.

co to za świat, że ja w nieswoim kraju musze zwracać uwage ludziom w ich własnym kraju aby nie kopali kobiet.

sobota, 2 lutego 2013

same pytania, żadnych odpowiedzi

próbuje sobie wyobrazić co jest poniżej najmniejszej znanej nam jednostki miary czy stałęj plancka. tam ludzkie poznanie się zatrzymuje. tak samo jak nie rozpoznajemy nic większego niż znany nam wszechświat którego rozmiar liczy się w miliardach lat świetlnych. i to mi nie daje spokoju, że coś jest po za wielkością wszechświata i coś jest mniejszego niż wielkośc plancka.

gdybym miał wiedze na poziomie pana Rogera Penrosa to bym inne pytania zadawał. ale nie tam wiec sobie zadaja, on zreszta pewnie też, bo gdyby znał to odpowiedź to bym o niej słyszał.

i tak sobie to wyborażam jak wpadam wmaterie i spadam coraz to niżej i niżej , coraz mniejsze wielkości, ale dna być nie może bo jak by miało niby być ?  nie może być dna tak jak kosmos nie może miec sufity, więc to musi być źle przez nas postrzegane, ten świat w sensie.

może materia jest swego rodzaju rurą, tunelem. i jak bym tak spadał w dół, stając się coraz mniejszy i mniejszy to by sie okazało, że bym wyleciał z drugiej strony i znalazł się na końcu kosmosu, właśnie na tym dachu który isntieć nie może. bo jak to wyobrazić sobie najmniejszy niepodzielny element materii ? ja nie potrafie.

czytałem artykłu o niewidomyc mateatykach, którzy dysponują zmysłem do wizualizowania sobie geometrii, i są w tym arcy dobrzy. co więcej, jeden z matematyków ( ale taki co widzi ) napisał , że po wystąpieniu niewidomego mateamtyka stwierdził, że Ci co widzą nie potrafią opisywać świata, bo mówią podają tyle zbędnych informacji w porównaniu do tego który nie widział. ten właśnie nie widomy opisywał swoje modele matematyczne w sposób tak jasny i zrozumiały jak żaden z tych co mieli wzrok.

same pytania, żadnych odpowiedzi