niedziela, 13 stycznia 2013

Jak przegrałem swoją pierwszą walke

po 4 miesiącach treningów w klubie miałem okazje stoczyć pierwszą walkę. było pond 25 zawodników, podzielonych na różne grupy wagowe. stałem sobie z tyłu i oberwowałem ludzi. moja walka miała się odbyć jako druga. niesamowite widowisko ludzkich emocji. był jeden kolega, który nagle przed walką położył się na środku i tak udawał, że jest super wyluzowany. inni się rozciągali i tu już było widać kto walczy nie pierwszy raz. ja wcześniej miałem okazje już mieć sparingi w klubie bokserskim ale nigdy w kb. siedziałem i obserwowałem sam siebie. jak strach próbował mi się wlać do środka. zastanawiałem się nad strategią, nad tktyką. jedyną jaką przyjąłem to nie dać się kopnąć w twarz. ponieważ nigdy nie stoczyłem walki z użyciem nóg bardzo się obawiałem tego czy będe miał czas się obronić, zrobić unik i samemu kopnąć. adrenalina skakała w góre a ja próbowałem cały czas ogarniać emocje umysłem. tak byłem skupiony na tym żeby nie dać się kopnąć , że zapomniałem o boksowaniu :) wcześniej poprosiłem kolege aby nagrał moją walkę, tak abym później mógł to obejrzeć. Kiedy teraz to oglądam widze jakie błędy popełniłem i najśmieszniejsze jest to , że błędy były tam gdzie byłem pewny siebie. Podczas sparingu bokserskiego skupienie na trzymaniu gardy i ataku w należytym momęcie to dwie rzeczy których już jako tako się nauczyłem, no i tutaj wszystko poszło w dupe. Tak się skupiałem na nogach, tak bardzo bałem się nie dostać w zęby stopą , że zapomniałem o gardzie i o wszystkim co było na boksie. Brak wyczucia w kopnięciach spowodował, że dostałem najwięcej ostrzeżen ze wszystkich bo kopałem bez wyczucia i trafiałem w nogi poniżej pasa. Oddałem kilka dobrych udeżen na głowe przeciwnika ale te nie zostały policzone bo to nie jest full contact tylko jakiś light, tzn nie można uderzać mocno. Tak więce każde upomnienie jakie dostawałem za głupote przemawiało na korzyść przeciwnika no i tak przegrałem trzy rundy. Stanąłem tam na koniec i pomyślałem, dobra lekcja, teraz już wiem co nieco o tym. Później miała być druga walka, ale chłopak który miał ze mną walczyć przyszedł i powiedział, że on rezygnuje bo nie czuje się na siłach. Tak więc wywołano mnie i przez jego odejście ja bez walki dostałem brązowy medal, stałem tam i sobie pomyślałem, że to bez sensu bo to nie za walke tylko za przypadek, no z dupy całkowicie.

Wróciłem do domu i spałem z 15h. Wybity kciuk w praej ręce, w prawej nodze palcem ruszyć nie moge, spuchnięty jak bańka, chodzić się nie da.

Taka zabawa. Żeby popatrzeć na swoje emocje, żeby zobaczyć jak to jest raz dostać raz komuś dołożyć. Taka zabawa, bo obciachowy medal zdjąłem od razu i schowałem, bo co to niby jest ? Kolejny wydumany system ocen. Miło porozmawiałem z moim przeciwnikiem po walce, dałem mu kilka wskazówek jak ja bym walczył z jego następnym przeciwnikiem. Powiedziałem mu jakie moim zdaniem błędy popełnił i co było jego silną stroną i to było fajne dla mnie. Wchodzisz, tłuczesz się tylko po to aby potem zejść, uścisnąć ręce i wymienić spostrzeżenia. Tak zabawa, kolejny sposób na spojrzenie na siebie z innej strony. Na złapanie dystansu do siebie samego.


3 komentarze: