wtorek, 29 stycznia 2013

kiedy czas zwolnił

Z czystym sumieniem stanąłem nad przepaścią. Czułem , że to sen. Za plecami miałem wschodzące słońce. Unosiło się tuż nad droga którą tu przybiegłem. Nie mogłem dłużej czekać. Rzuciłem się ze skał. W pierwszym momęcie kiedy moje ciało się pochyliło poczułem chłód. Czas jak gdyby zwolnił. Cały ja zrozumiałem, że to jest właśnie moment zycia na który czekałem. Wszystko stało się jasne. W obliczu śmierci wszystko musiało stać się jasne. Mój umysł wypełnił spokój. Nagle znalazłem się wśród tysiąca chwil z przeszłości. Przeplatały się ze sobą. Pojawiali się ludzi, ich głosy, ich słowa. To wszystko pojawiało się i znikało w przeciągu mgnienia oka. A ja dopiero co oderwałem nogi od ziemi. Nagle znalazłem się niczym obserwator w scenach swojego życia. Kiedyś myślałem , że były znaczące. Byłem zajęty planowaniem  życia. Szacowaniem swojego podejścia do niego, próba jego zrozumienia. I to wszystko wydało się tak śmieszne, że czułem śmiech w sobie.Wyrazić go nie mogłem bo cała chwila była jak ziarnko wobec pustyni która była sekunda. To było jak błysk choć w pełnie go przeżywałem. I wtedy jedno stało się jasne. Nic bardziej się nie liczyło w życiu, nic bardziej ważne nie było niż wyobraźnia. Poleciałem.

Rozmowa z Dziadkiem

Wielka ciężarówka jadąca pasem na przeciwko nagle skręciła i wjechała całym impetem prosto na mnie! Poczułem tylko udeżenie i wszystko zgasło- obudziłem się , cały zalany potem.

Otworzyłem oczy. Rękami zacząłem przecierać powieki. I wtedy poczułem to. Ten ból w środku, uczucie które nie dawało mi już żyć, które stało się dominującym towarzyszem każdego dnia.  Nagle uświadomiłem sobie co sie dzieje. Wstałem z łóżka i ruszyłem przez duży pusty pokój. Na ścianach wisiały zdjęcia, piekne chwile. Szedłem powoli, bardzo powoli. Nie spieszyłem się. Minąłem pustą kuchnie. Po drodze mijałem uschnięte kwiaty w doniczkach. Minąłem pusty hol. Stała w nich tylko jedna para butów. Przedemną dwa kolejne pokoje. Stały w nich tylko meble i puste łóżka. Masa książek. Szedłem bardzo powoli. Ręką wcisnąłem włącznik na ścianie i wszedłem do łazienki. Po drodze przypomniało mi sie jak w święta Bożego Narodzenia siedziałem przy stole. Rozmawiałem z Dziadkiem. Zapytałem go za czym tęskni, a on powiedział, że za rodzicami, że brakuje mu rozmów z nimi. Pamiętam tą chwile jak dziś. Powolnymi krokami ruszyłem przez łazienke. Stanąłem przed lustrem, podniosłem głowe i spojrzałem w obraz siebie. W głowie wciąż przemykały mi obrazy tamtego wieczorza z Dziadkiem pomimo iż było to jakieś 60 lat temu.

Komfort osiągnięty

Ktoś mi kiedyś powiedział, że człowiek potrzebuje zaspakajać potrzeby w kolejności. Że potrzebuje być najedzony, mieć dach nad głową itd. Wtedy może mieć spokojną głowe i skupiać się na czymś. Nie miałem wątpliwości że tak jest, ale nie miałem pojęcia jak bardzo nie wiem co to do końca znaczy.

W ubiegłym roku wynająłem pokój w Oslo. Miał być z mebalmi, okazało się , że jest bez mebli. Na początku czyli przez dobre 6 miesiący spałem na karimacie. Kliamty jak za czasów kiedy w 2006 roku nagle zerwała ze mną dziewczyna i spałem u kumpli. W każdym razie, kiedy po jakimś czasie znajomy Norweg z pokoju obok postanowił rozpocząć kariere w Hollywód ja stałem się posiadaczem łóżka. Moja radość nie miała końca. Już nie musiałem siedzieć pod ścianą na podłodze z laptopem na kolanach. Już nie musiałem podpierać głowy ręką leżąc na karimacie i czytając książke. Pół roku przymusowej jogi sprawiło, że łóżko stało się przedmiotem radości. Kiedy je ustawiłem w pokoju pojawiła się nowa możliwość, mogłem zbudować mieć burko ! Oczywiście nie takie z pięknego drewna z wielkim blatem, ale zawsze biurko. Tak więc z regału w sąsiednim pokoju wymontowałem jedną pułkę, ustawiłem dwie sterty książek i na nich usytuowałem blat. Byłem przeszczęśliwy, mogłem w końcu ustawic komputer , nie musiałem trzymac go na kolanach! Mogłem postawić kubek z herbatą. Prosta rzecz a jak ułatwiła życie! Niedawno w pracy robiono pożądki. Pozbywano się starych komputerów, biurek itp. Kompan podróży przez życie Daniel zaproponował, że załatwi samochód i podrzuci mi biurko i krzesło które firma miała wyrzucić. No bomba! Eksplozja radości. Przestawiłem szafe, poskręcałem biurko, wniosłem krzesło na kułkach i oto nastał dzień pełnej radości. Po ponad 2 latach mieszkania w norwegii mam biurko. Kiedy siadłem , kiedy postawiłm komputer, kiedy rozłożyłem swoje notatki, ustawiłem kubek z długopisami mało się nie popłakałem z radości. Chwila euforii nie miała końca! Nie żartuje! Nie jestem przyzwyczajony do wygód, życie w dyskomforcie idzie mi małtwo, łatwo się przyzwyczajam do komputera na kolanach do karimaty między mną a podłogą, to nie przeszkadza w myśleniu. Biurko jednak dało mi niesamowity komfort. Wszystko jest na swoim miejscu, mam gdzie położyć książke która czytam, MOGE ROBIĆ NOTATKI NA KARTCE KIEDY OGLĄDAM WYKŁADY PRZEZ INTERNET ! To wszystko było tak trudne wcześniej, bardzo trudne.

Zabawne. Mam trzydzieści....prawie...dwa lata i ciesze się z biurka i krzesła. I to jest wielki powód mojej radości, to że ta radość do życia płynie z prostych rzeczy. Łatwo jest się przyzwyczaić do wygody, bardzo łatwo!





poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zadania z ciastkami

Często wychodzimy z Danielem na spacery po Oslo. Zimą nie wiele da się tu robić, a zima długa. Często lądujemy na dobrym kebabie albo pizzy, a moja waga o dziwo spada,  to już tylko 72.5kg. Jakiś czas temu znaleźliśmy dobrą knajpke gdzie serwują pizze, kebaby i różne inne kompozycje. Któregoś to razu weszliśmy tam i zamówiłem kebaba. Stałem przy kasie, Daniel stał obok czekając na swoją kolej. Kebab kosztował 60NOK, dałem kolesiowi 100NOK do ręki. Ku mojemu zdumieniu ten wyjął kalkulator i zaczął liczyć. No cóż, z dużym wysiłkiem ściskałem usta utrzymując poważną mine. Jak się okazało Daniel też się natrudził, żeby nie parsknąć śmiechem. Zjdeliśmy kebaba, wyszliśmy i sie ponabijaliśmy, że przecież musiał policzyć na kalkulatorze bo przy takich rachunkach łatwo się pomylić.

Ostatnio znów tam zawitaliśmy. O całej historii zapomnieliśmy. Zamówiliśmy po kebabie. Ja byłem potwornie głodny, tak jak przez cały ubiegły miesiąc. Skończyliśmy kebaby, a ja zerkałem za szklaną lade gdzie na pułkach leżały smakowicie tłuste ciastka. Daniel zaproponował, że zamówimy po 12 na głowe, ja mówie, że nie ma mowy bo za dużo by to kosztowało. Chwile podumaliśmy i postanowiliśmy kupić po 2 na głowe. Podeszliśmy do lady. Zapytałem ile jedno ciastko, koleś powiedział 20NOK. Czyli spoko, 40NOK na głowe nie jest źle. W międzynarodowym polsko-tureckim jęzku wskazałem palcem panu ciastka, które nas inteesowały. Powiedział wyraźnie TWO, potem pokazałem na drugie i powiedziałem TWO patrząc człowiekowi prosto w oczy aby odczuć czy się rozumiemy. Kiwnął głową, schował się za ladą i zaczął machać czarno owłosioną ręką od lady do pudełka . Spojrzałem na pudełko, na Daniela, Daniel na mnie. Facet załadował do pudełka już dobrych 6 ciastek i ładoał dalej. Ja pomyślałem no trudno zapłace więcej, nie chciałem ryzykować i wdawać się z nim w rozmowe bo wiedziałem jak to może się skończyć. Stwierdziłem, że zapłace te 100NOK i najwyżej zjem 5 ciastek. Daniel stał i patrzył najwyraźniej ucieszony , że będzie więcej. Facet podał nam pudełko z ciastkami i podał cene. Ja miałem płacić, ale jak usłyszałem cene to nagle przypomniała mi się akcja z kalkulatorem, odwróciłem się i wyszedłem bo nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Daniel został i zapłacił. Wyszedł i pęklismy ze śmiechu. Podsumowaliśmy, że ten co dziś na obsługiwał i ten co kiedyś musieli razem na matme chodzić w podstawówce. Facet za osiem ciastek po dwadzieścia koron każe policzył nam trzydzieści koron.

To nie ładnie śmiać się z czyjejś niewiedzy, bo przecież mógł chłopak nie mieć szans chodzić do szkoły, dlatego też nie śmiałem mu się w twarz. Nie wiem jednak jak to możliwe, że facet który nie umie liczyć sprzedaje na kasie. Później miałem wyrzuty sumienia, że nie zwróciłem mu uwagi, ale nie miałem też woli walki aby tam wracać i mu tłumaczyć że się pomylił.

Dlatego tak ważne jest w szkole aby dobrze rozwiązywać zadania z matematyki na przykładach z ciastkami :)

czwartek, 24 stycznia 2013

The "CreateRiaClientFilesTask" task was not given a value for the required parameter

I was trying to add WCF Ria Services to a Silverlight and here is what I saw in Error List :

The "CreateRiaClientFilesTask" task was not given a value for the required parameter

I found two solutions to fix it:
  • I had to uninstall current RIA sp1 and reinstall.
  • If you have installed silverlight 5 tools upgrade the project assemblies to silverlight 5.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dzień Babci

Miałem fantastyczną Babcie. Taką jaką można sobie właśnie wyśnić. Jeździłem do niej jak byłem małym chłopcem, jeździłem do niej jak dorastałem i jeździłem do niej jak byłem już młodym chłopakiem.

Kiedy budziłem się rano w wielkim łóżku, w puchowej przyjemnej pościeli, za oknem śpiewały ptaki. Słychać było grający telewizor, a gdzieś w kuchni albo ogrodzie była moja babcia. Na śniadanie robiła mi grzanki, takie z żółtym serem i ketchupem. Coś wspaniałego, były na maśle.

Babcia to był ktoś taki, kto nigdy nie okazał złości, ani złych emocji. Babcia jak widziała pająka, to zapraszała go na kartke papieru i wynosiła do ogrodu, niczego nie zabijała.

Pamiętam widok mojej Babci w pokoju, kiedy siedziała i się modliła. Modliła się codzień, miała swój różaniec, swoje książeczki z modlitwami. Miała to coś co nazywamy wiarą.

Kiedy mnie witała , robiła to tak serdecznie i tak ciepło jak to sobie można tylko wyobrazić. Wyjazdy od babci były bolesne, zawsze było mi przykro opuszczać jej dom. Dom dziadków to było najlepsze miejsce na świecie, nie było lepszego.

Moja Babcia odeszła kiedy miałem 19 lat. Nie miałem okazji zapytać ją o coś ważnego, nie myślałem o tym. Pamiętam jak siedzieliśmy tuż przed moim wyjazdem w pokoju i mówiliśmy , że każda chwila która mija już nie wróci.



sobota, 19 stycznia 2013

Spotkanie w lustrze

Kilka dni temu pojawił się komentarz od kogoś kto podpisał się nickiem  senomorzu13. Oto wycinek komenatarza:

"senomorzu13 stycznia 2013 23:51

.....Do czego zmierzam: Jeśli masz ochotę, polecam poświęcić te niecałe 40 minut na zapoznanie się z koncepcją tego człowieka http://www.youtube.com/watch?v=eAImEPAO7_o . Obejrzałem go wczoraj, momentami pośmiałem się razem z bohaterem i mogę stwierdzić, że syntetyzuje stanowiska tych wymienionych przeze mnie wyżej......."

Ktoś obcy usiadł, spędził chwile, żeby mi to pokazać. Niesamowite. Niesamowite bo przywykliśmy do kontaktu przez internet, ale rzecz w tym, że zrobił to ktoś kogo w życiu nie widziałem, nie znam, i ten ktoś włożył coś w świat , który widze.

Materiał z linku wg mnie godny uwagi. Jak to zobaczyłem pomyślałem o Piotrku, gościu z którym rozumiemy się właśnie w ten sposób w jaki ja rozumiałem gościa z filmu. Z Piotrkiem się nie rozmawia, z nim się właśnie porozumiewa. Różnica polega na tym, że kiedy rozmawiasz z kimś o czymś co przeżywasz druga strona odbiera słowa, ale nie widzi tego co Ty. To tak jak by trzy osoby wzieły do ręki gline, każda z nich siadła za zasłoną, jedna z nich by opowiadała im swoje przeżycia. Osoba z którą się rozumie ulepi to co czuje , jak czuje opowieść , a co ulepi druga osoba z która nie ma porozumienia, która słowa widzi jako słowa tylko ?

I to co mówi facet w filmie, przemawia. Nie ma wyśmiewania ludzi i ich ideii, są bo tak właśnie jest, każdy tworzy swój świat. Mógłbym się cieszyć, że jest ktoś kto podziela moje rozumienie świata, ale to byłoby wróceniem tam skąd przyszedłem, bo to nie ma znaczenia.



Dziękuje za czas Panie senomorzu13!

niedziela, 13 stycznia 2013

Jak przegrałem swoją pierwszą walke

po 4 miesiącach treningów w klubie miałem okazje stoczyć pierwszą walkę. było pond 25 zawodników, podzielonych na różne grupy wagowe. stałem sobie z tyłu i oberwowałem ludzi. moja walka miała się odbyć jako druga. niesamowite widowisko ludzkich emocji. był jeden kolega, który nagle przed walką położył się na środku i tak udawał, że jest super wyluzowany. inni się rozciągali i tu już było widać kto walczy nie pierwszy raz. ja wcześniej miałem okazje już mieć sparingi w klubie bokserskim ale nigdy w kb. siedziałem i obserwowałem sam siebie. jak strach próbował mi się wlać do środka. zastanawiałem się nad strategią, nad tktyką. jedyną jaką przyjąłem to nie dać się kopnąć w twarz. ponieważ nigdy nie stoczyłem walki z użyciem nóg bardzo się obawiałem tego czy będe miał czas się obronić, zrobić unik i samemu kopnąć. adrenalina skakała w góre a ja próbowałem cały czas ogarniać emocje umysłem. tak byłem skupiony na tym żeby nie dać się kopnąć , że zapomniałem o boksowaniu :) wcześniej poprosiłem kolege aby nagrał moją walkę, tak abym później mógł to obejrzeć. Kiedy teraz to oglądam widze jakie błędy popełniłem i najśmieszniejsze jest to , że błędy były tam gdzie byłem pewny siebie. Podczas sparingu bokserskiego skupienie na trzymaniu gardy i ataku w należytym momęcie to dwie rzeczy których już jako tako się nauczyłem, no i tutaj wszystko poszło w dupe. Tak się skupiałem na nogach, tak bardzo bałem się nie dostać w zęby stopą , że zapomniałem o gardzie i o wszystkim co było na boksie. Brak wyczucia w kopnięciach spowodował, że dostałem najwięcej ostrzeżen ze wszystkich bo kopałem bez wyczucia i trafiałem w nogi poniżej pasa. Oddałem kilka dobrych udeżen na głowe przeciwnika ale te nie zostały policzone bo to nie jest full contact tylko jakiś light, tzn nie można uderzać mocno. Tak więce każde upomnienie jakie dostawałem za głupote przemawiało na korzyść przeciwnika no i tak przegrałem trzy rundy. Stanąłem tam na koniec i pomyślałem, dobra lekcja, teraz już wiem co nieco o tym. Później miała być druga walka, ale chłopak który miał ze mną walczyć przyszedł i powiedział, że on rezygnuje bo nie czuje się na siłach. Tak więc wywołano mnie i przez jego odejście ja bez walki dostałem brązowy medal, stałem tam i sobie pomyślałem, że to bez sensu bo to nie za walke tylko za przypadek, no z dupy całkowicie.

Wróciłem do domu i spałem z 15h. Wybity kciuk w praej ręce, w prawej nodze palcem ruszyć nie moge, spuchnięty jak bańka, chodzić się nie da.

Taka zabawa. Żeby popatrzeć na swoje emocje, żeby zobaczyć jak to jest raz dostać raz komuś dołożyć. Taka zabawa, bo obciachowy medal zdjąłem od razu i schowałem, bo co to niby jest ? Kolejny wydumany system ocen. Miło porozmawiałem z moim przeciwnikiem po walce, dałem mu kilka wskazówek jak ja bym walczył z jego następnym przeciwnikiem. Powiedziałem mu jakie moim zdaniem błędy popełnił i co było jego silną stroną i to było fajne dla mnie. Wchodzisz, tłuczesz się tylko po to aby potem zejść, uścisnąć ręce i wymienić spostrzeżenia. Tak zabawa, kolejny sposób na spojrzenie na siebie z innej strony. Na złapanie dystansu do siebie samego.


piątek, 11 stycznia 2013

emocje pamięci

długo wczoraj leżałem w łóżku. zanim to się stało wyłączyłem komputer. myślałem o tym kim jestem i gdzie jestem i nie byłem zadowolony. siedziałem na łóżku, oparłem się i zapadłem nie tyl w sen co taki pół sen. przyszła mi wtedy do głowy myśl, którą można skrócić do zdania że życie jest po to aby zniszczyć siebie samego. dokładniej mówiąc chodziło o to aby zniszczyć pragnienia którymi się kierujemy.

leżałem później na łóżku, odłożyłem książke, patrzyłem w sufit i wyobrażałem sobie, że przemieszczam się przez wszechświat szybciej niż światło, próbowałem sobie wyobrazić jak czas zwalnia dla mnie choć ja tego nie widze. patrzyłem na ściane i przypominałem sobie jak to było na nią patrzeć kiedy byłem dzieckiem i nie wiele wiedziałem o świecie. nauka , wiedza była w koło mnie, ale ja byłem mały i nic nie wiedziałem, nie rozumiałem czym nawet jest ściana.

Patrze na książki i przeraża mnie to. Przeraża mnie , że rozmyślam nad tym co czytam i nie dostrzegam odpowiedzi, nie dostrzegam Boga, jedyne co dostrzegam to to że coraz mniej pewny jestem czegokolwiek.

Świat staje się tak abastrakcyjny. Wracałem z treningu nocą i patrzyłem w okna bloków. Wszyscy w swoich boxach, połączeni czarnymi ekranami, w świecie który nie istnieje, w świecie ekranów tv, w świecie telefonów itp. Mijamy się tylko czasem. Nagrywam dużo na kamerze, zapisuje to by ktoś kiedyś to zobaczył, ale co ten ktoś zobaczy ? Ja patrząc już na zdjęcie mojej Babci z którą byłem tak związany teraz już nie odczuwam wielu emocji bo mój mózg ZAPOMNIAŁ większość wydarzeń. Czym będą te nagrania dla ludzi którzy pomimo iż będą przodkami to nie będą mieli żadnych wspólnych wspomnień z osobami które zobaczą. To jak oglądanie albumu z kimś gdzieś.

Musze zrezygnować z wielu rzeczy na rzecz wyciszania się.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

życie

życie bez wiary jest koszmarem. kiedy się żegnam z ludźmi patrze im w oczy i żegnam się jak by to był ostatni raz. zakładam że wraz ze śmiercią nie ma nic. to samo co przed narodzinami. nicość. nie ma mnie.

każdy dzień bez ludzi z którymi podzieliliśmy choć chwile jest smutny. smutny bo wiem, że w końcu wszyscy znikniemy. dlatego nic nie cieszy bo jest świadomość ogromu poznania umysłu i tego czym jest chwila i totalne unicestwienie.

ja każdego dnia, każdej chwili nie mam odpowiedzi na podstawowe dla mnie pytanie kim i gdzie jestem.

piątek, 4 stycznia 2013

umysł trudny do upilnowania

jakiś czas temu wydrukowałem sobie kilka myśli z Dhammapady. położyłem kartke na biurku i pozowliłem sobie zerkać na nią za każdym razem kiedy wypadałem z transu programowania. wydrukowane myśli dotyczął umysłu.

"Niech uważny człowiek pilnuje swego umysłu, tak trudnego do opanowania i w najwyższym stopniu subtelnego, chwytającego wszystko, czego tylko zapragnie. Upilnowany umysł przynosi szczęście."

http://mahajana.net/mb3s/publikacje/dhammapada/umysl.html

Zatem może szczęściem jest zrozumienie, które nie koniecznie przynosi poczucie spełnienia, ale za to daje zrozumienie.

i tak się złożyło , że mam obsesyjną myśl, która mnie teraz nie opuszcza. ta myśl to świadomość każdej chwili i przemijania. w każdym momęcie czy to ważnym czy nie ważnym czuje jak to wszystko znika, jak mija. siedze i myśle czy to coś nie tak ze mną , że zamiast się cieszyć życiem to ja czuje przemijanie. widze każdą chwile, i tak bardzo ją czuję. patrze na ludzi i widze ich twarze, które znikają i znów się pojawiają, które cały czas maluje życie dodając im nowych rys po to aby w na końcu zamienić je w nicość. odwiedzam rodzine, czuje jak dziś są i wiem , że znikną albo ja znikne, że to wszystko zniknie. nagrałem w te święta mase filmów, opowiadania dziadka, babci, święta z rodzicami. stałem i odmawiałem z nimi modlitwe, choć nie wierze w boga, bo nie dla siebie się modliłem, ale dla nich by czuli iż jestem z nimi.

tyle się umartiwałem w życiu głupotami, tęskniłem za czymś, na coś czekałem, a wszystko jak się okazuje jest pod nosem. wszystko co daje radość to Ci bliscy ludzie. nic więcej.

siadłem i zacząłem myśleć nad moimi problemami. odnalazłem jeden jedyny problem. nie chce podejmować decyzji. żyje w swoim świecie. boje się związać z kimś bo boje się , że historia się powtórzy, a ja nie chce znowu tego przechodzić, to strasznie długo boli.

teraz sam już nie wiem czy chciałbym wrócić do polski. byłem tam kilka dni i wszystko było inaczej niż tutaj, był pośpiech , były tłumy ludzi, było stresująco. jedyne po co wracać to rodzina.

stałem w sylwestra na ulicy i patrzyłem na fajerwerki i tak myślałem, jak zajebiście że wszyscy są tacy szczęśliwi. myślałem sobie, dobrze że mało jest takich ludzi jak ja którzy patrzą i nie rozumieją z czego ten tłum się cieszy, dlaczego chodzi pijany, po co ten cały hałas? odpowiedź jest prosta :) kto ma wiedzieć ten wie :)