wtorek, 11 grudnia 2012

prosze ? o czym Ty mówisz ?

kiedyś odczuwałem samotność. uciekałem wszędzie aby tylko nie być samem ze sobą. wyszukiwałem dziewczyny na portalach randkowych, umawiałęm się z nimi. imprezowałem ze znajomymi, robiłem miliony rzeczy aby tylko nie być samemu.

samotność to dla mnie czas kiedy trudno być samym ze sobą, kiedy czuje się ciągłą potrzebe bycia gdzieś, kiedy myśli atakują głowę, gdy ta ma okazje się uspokoić.


dziś robie wszystko, żeby być samemu. poznałem ludzi, zobaczyłem jak wyglądają relacje miedzy ludźmi, doświadczyłem tego i wiem , że wole być sam. to bardziej kreatywne, zamknąć się ze sobą, w swoim umyśle, upaść, poczuć chłód i być w sobie niż być z kimś i nie być sobą.


poznałem w życiu tylu wspaniałych ludzi. tylu wspaniałych straciłem. popełniłem tyle błędów. do tylu się przyznałem. miałem tak wielkie ego a na koniec stałem się impotentem kochającym się w widoku chmur.

czuje, że się zbużyłem. już nawet kiedy pisze , że ktoś mnie wkurwił łapie się na tym, że używam takich słów by nadać dramatyzmu, którego nie było tak naprawde. utożsamiam się z człowiekiem, który upada, upadł, upadnie. godze się na utrate wszystkiego, wciąż szarpie się z jakimiś pytaniami.

trenuje 4 miesiąc boks i kickboxing, robie po cztery treningi w tygodniu. złamałem się, coś pękło. przestałem czuć lęk przed tym, ze ktoś mnie udeży. lęk który dostałem w prezencie od życia. przestałem się bać. pamiętam jak kiedyś Kasia mnie udeżyła, krzyczała żebym jej oddał, a ja wtedy poczułem się sparaliżowany, nie umiałem myśleć. teraz lęk się już nie pojawia, pojawia się fascynacja kontroli nad umysłem. kiedy staje na ringu i mam walczyć z większym, silniejszym przeciwnikiem, zamiast machać rękami, szarpać się i dawać ponosić emocjom ja próbuje czytać tego człowieka. patrze jak reaguje na moje ruchu, widze jak sam daje wskazówki co za chwile sam zamieża robić. już nie ma we mnie lęku , który był zawsze kiedy ktoś okazywał mi agresje. zauważyłem większy szacunek do życia, zauważyłem, że spadł mi poziom agresji kiedy zrozumiałem jaka moc tkwi w rękach. kiedy pojąłem, że jednym celnym ciosem można kogoś zabić. nabrałem zrozumienia, że wycofywanie się i przyjmowanie ciosów bez oddawania jest czymś dobrym, lepszym niż oddawanie ciosów.


można spotkać czasem take dzieci, które są poniżane przez innych, które pozwalają na to. zastanawiam sie ile z nich wie zeby nie oddawac i ma faktycznie agresorow za glupkow nie przejmujac sie sprawa, a ile tak jak ja kiedys zwyczajnie jest wsytrasznych. mnie mogl zbic kazdy, mlodszy, mniejszy, slabszy kazdy. zostalem wyszkolony w baniu sie. nauczono mnie jak sie bac pierdniecia komara. to smieszne i smutne. smieszne bo dzieki temu w jakis sposob zamknalem sie w sobie i zbudowalem swoj swiat w glowie, a smutne bo wiele razy juz jako dziecko chcialem sie zabic, na szczescie mi sie nie udalo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz