czwartek, 29 listopada 2012

nikt nie wie czy to się wydarzyło

niebo już ciemne było, całe zasłane chmurami. gdzieś pomiędzy dachami budynków , pojawiałe się i znikał księżyc, za chmurami. szedłem szybko, śpieszyłem się. mijałem ludzi i czułem lekkie zdenerwowanie. szedłem na spotkanie kogoś kogo nie znałem. kogoś kogo dopiero miałem ujżeć pierwszy raz w życiu.

usiedliśmy. na zewnątrz. ona i ja. patrzyłem w stolik kiedy mówił i kiedy słuchałem, moje oczy choć mogły to mijały ją. chciałem skupić się na tym kiedy jest w środku. wsłuchując się w złączenia słów. w to co chce powiedzieć. moje oczy co jakiś czas jednak się wznosiły, niczym poderwane wiatrem ptaki w góre, by spojrzeć na coś nienaturalnie pięknego. tak była jak ten zachód słońca , który czasem zadaża się nam w życiu podziwiać. ten jeden , który wydaje nam się taki nie naturalny. przez chwile, małą porcje sekundy patrzyłem na nią i uciekałem znowu wzrokiem by słuchać.

a kiedy wróciłem do siebie, do swojego świata nie mogłem zapomnieć. myślałem, dzień i noc, całą noc, ciągle. myślałem co robi i o czym myśli. i wtedy przypomniałem sobie , że śnie. zbudziłem się w tym śnie i przypomniałem sobie , że to wszystko jest iluzją, że nie ma ani jej ani mnie, są tylko nasze wyobrażenia.

wiesz, ona jest żywa, tak jak truskawka którą kosztujesz latem, możesz skosztować jej słów, jej głosu i zapachu, ale nie można Ci uwierzyć , że jest dla Ciebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz