piątek, 30 listopada 2012

Uwlonić sie od myśli

co powiesz gdy to zrozumiesz ?

a to nie będzie pewien dzień
ta idea, to zrozumienie, olśnienie rodzić się będzie
długo

kiedy każdy cel , każda droga
staną się jednymi z wielu, które są bez znaczenia
wiem, powiesz mi , że są cele, jest sens
rozważałem je
prowadzą do lustrzanego świata
odbicia pragnienia, pragnienia życia
które zada te same pytanie i znajdzie odpowiedź
właśnie tą , jedną z wielu którymi mnie karmisz
i gdzieś w tym świecie światła między lustrami
ktoś stanie na marsie, ktoś wymieni myśli na krzem
ale to pytanie pozostanie nietknięte
dlaczego mam żyć ?
prosze nie mów mi o sensie , o szczęściu
wiesz , to próżne dzieci umysłu, nic więcej
nie ma słusznej drogi, nawet nie ma gdzie wracać
tkwie w punkcie

nicosć, pozwal uwlonić się od myśli

dlaczego ?

nie wiem jak, nie pytaj mnie
sam siebie o to pytam
skad wiedziałem jak iść, wiesz ?
błądzilem
jak ciężko było mi pytać, wiesz ?
wachałem się
kiedy tam siedziałem, wtedy w pierwszej klasie
nie myślałem, o cyfrach czy literach
błądziłem w labiryncie krzyków, latających dłoni
szukałem drogi, dla Ciebie może znanej
drogi jak pytać siebie by silniejszym być
bo nie dano mi siły, zabrano mi ją
stałem się liściem wśród drzew, które rosły
a ja spadałem coraz niżej, w odchłań
patrzyłem jak wszyscy idą dalej, a ja znikam
dlaczego ?

Jak słysze "W taki wieczór "

Kiedyś napisałem kilka zdań o moim świecie - "W taki wieczór" . Dziś zainspirowała mnie Żanetka , pomyślałem o tym czasie który mam, o przemijaniu, podjąłem próbe zabarwienia słów, tak by nabrały innego wydźwięku.




czwartek, 29 listopada 2012

nikt nie wie czy to się wydarzyło

niebo już ciemne było, całe zasłane chmurami. gdzieś pomiędzy dachami budynków , pojawiałe się i znikał księżyc, za chmurami. szedłem szybko, śpieszyłem się. mijałem ludzi i czułem lekkie zdenerwowanie. szedłem na spotkanie kogoś kogo nie znałem. kogoś kogo dopiero miałem ujżeć pierwszy raz w życiu.

usiedliśmy. na zewnątrz. ona i ja. patrzyłem w stolik kiedy mówił i kiedy słuchałem, moje oczy choć mogły to mijały ją. chciałem skupić się na tym kiedy jest w środku. wsłuchując się w złączenia słów. w to co chce powiedzieć. moje oczy co jakiś czas jednak się wznosiły, niczym poderwane wiatrem ptaki w góre, by spojrzeć na coś nienaturalnie pięknego. tak była jak ten zachód słońca , który czasem zadaża się nam w życiu podziwiać. ten jeden , który wydaje nam się taki nie naturalny. przez chwile, małą porcje sekundy patrzyłem na nią i uciekałem znowu wzrokiem by słuchać.

a kiedy wróciłem do siebie, do swojego świata nie mogłem zapomnieć. myślałem, dzień i noc, całą noc, ciągle. myślałem co robi i o czym myśli. i wtedy przypomniałem sobie , że śnie. zbudziłem się w tym śnie i przypomniałem sobie , że to wszystko jest iluzją, że nie ma ani jej ani mnie, są tylko nasze wyobrażenia.

wiesz, ona jest żywa, tak jak truskawka którą kosztujesz latem, możesz skosztować jej słów, jej głosu i zapachu, ale nie można Ci uwierzyć , że jest dla Ciebie.

środa, 28 listopada 2012

wszyscy którzy powierzyli zaufanie w Bitcoin

To, że istnieja Bitcoiny wie już nawet moja Babcia, której mówie, że dziś nie w złoto ale Bitcoin się inwestuje. Dziś ciekawy dzień w świecie ludzi których mózgi reagują na słowo Bitcoin. Górnicy, inwestorzy, spekulanci, zwolennic ideii cyber waluty oraz wszyscy którzy powierzyli zaufanie w Bitcoin z ciekawością spoglądają na wykres.

Dziś właśnie zmieni się ilość Bitcoin jaką dostaniemy za wydobycie jednego bloku. Już nie 50 ale 25 Bitcoin. Co to zmienia ? Co to znaczy dla tych wszystkich ludzi. No cóż, jasnej odpowiedzi nie ma, ale warto wiedzieć o tym jaki moga być skutki. Jeśli jest więcej osób jak ja, a jest ich z pewnością masa, to czekają cierpliwie na spadek ceny. Ci nerwowi mogą się pośpieszyć i zacząć sprzedawać wtedy może być jak w lipcu 2011.

Może być i tak że cena pozostanie bez zmian, może z lekkim zawirowaniem. Tylko, że takie drobne zawirowanie ma małe znaczenie dla kogoś kto ma 5 BTC a ogromne dla kogoś kto ma ich 10.000. Trudno jednak powiedzieć jak wygląda rozkład posiadaczy BTC i jakimi celami się oni kierują.

Wszystko to spekulacja.

Rynek Bitcoin kręci się z powodu kilku grup. Zaczyna się od Górników , którzy mają swoje narzędzia do wydobycia. Ci górnicy po wydobyciu sprzedają lub nie w części lub w całości to co wydobyli. Ich odbiorcami są różne grupy, inwestorzy , spekulanci itd.

Kiedy zwrot z jednego bloku spadnie do 25 większość Górników posiadających klasyczny sprzęt do wydobycia zwyczajnie może zakończyć swoją przygode. Może, ale nie musi. Nikt nie powiedział, że cena nie wzrośnie do tego poziomu iż wydobycie bęzie nadal dla nich opłacalne.Warto sobie jednak zadać pytanie co jeśli cena pozostanie taka sama, albo się skurczy.

Kiedy to pisze, na ekranie http://blockchain.info/ widze informacje, że zostały 4 bloki do przełomowego momentu.

Mogą nastąpić rozregulowania ceny. Jak wiadomo to świetny moment dla spekulantów, tych którzy posidają ogromne ilości BTC i mogą zalac chwilowo rynek tylko po to aby za chwile odkupić Bitcoiny za pół ceny.

ASIC. Już za chwile będzie można zakupić sprzęt zaprojektowany specjalnie do wydobycia Bitcoin. Sprzęt bardzo drogi, ale efektywny.

Nie wiadomo jak duży rynek to spekulanci, jak duży to Ci którzy wierzą w powodzenie Bitcoin.

Należy mieć na uwadze, że Górnicy to duża część społeczności , jeśli ona się skórczy to może to mieć kolosane znaczenie.

Generalnie w sieci można przeczytać wiele opini. Większość oczekuje wzrostu, wypierając możliwość spadku. Model wyparcia jest klasyczny , kiedy nie chcemy rozważać czegoś co ma dla nas złe skutki.  Ja osobiście obstawiam spadek i wykupienie po taniości, choć to tylko moja opinia.


Jest wiele niewiadomych.

Czekamy

poniedziałek, 26 listopada 2012

Bitcoin Quotations

I had a dream where someone told me : Time is Bitcoin :) So today on my way to the office I rewrote some old quotas.

When I was young I thought that Bitcoins was the most important thing in life; now that I am old I know that it is.
I can live without money, but I cannot live without Bitcoins.
Bitcoins is more value than money. You can get more money, but you cannot get more Bitcoisn .
Time is Bitcoin.
The lack of Bitcoins is the root of all evil.

...and I guess is just the beginning....  just imagine how big is word of Bitcoins

niedziela, 25 listopada 2012

moimi oczyma

taka historia zrodziła mi się w głowie.

Stałem w wyjściu z mieszkania. Obok mnie drzwi. Podniosłem wzrok. Patrzył na mnie. Stał na wprost mnie i patrzył prosto w moje oczy. Nie miał wyrazu twarzy, był jak mgła , niby prawdziwy a jednak przeźroczysty. Jego ciemne oczy jak niebo nocą pochłaniały mnie całego. Przez ułamek sekundy widać było opadające powieki które dosłownie z mgnieniem oka uniosły się ponownie. Kątem oka dostrzegłem kogoś machającego rękami. Obróciłem się w lewo. Obok mnie na wyciągnięcie ręki stała młoda dziewczyna. Krzyczała. Wszystko wydawało się trwać wieki. Nim jej słowa dobiegły do mnie mineła wieczność. Poczułem jakiś nieopisany ból. Patrzyłem na nią. Jej rozpalona złością twarz skierowana była na mnie. Krzyczała przeokrutnie. Nagle wsunąłem ręke do kieszeni i wyciągnąłem z niej aparat. Było mi gorąco, ona wciąż krzyczała, paliła się złością. Wycelowałem aparat w jej twarz. Wraz z fleszem aparatu mój słuch wynurzył się z głebi morskiej i usłyszałem tylko

- Wypierdalaj z mojego życia! Słyszysz! Nie chce Cie kurwa widzieć!

Nigdy nie rozumiałem jak można sprawiać innym tyle przykrości, jak można ich tak traktować. Przecież ludzie czują, widzą, przeżywają. Moje oczy przewędrowały po podłodze i dostrzegłem swoją dłoń która naciskała na klamke. Wyszliśmy. Ja i chłopak o ciemnych oczach. Szedł za mną. Nic nie mówił. Nie widziałem go. Na dworze padało. Szliśmy, moje okulary były lekko przybrudzone, zdjąłem i je przetarłem. Idąc odwórciłem się do niego. Uśmiechnął się. Patrzył na mnie. Zatrzymał się i w natłotu słów zrozumiałem jedno zdanie

- Dalej musisz iść sam, ja wracam do niej.

Jak zawsze zostawałem sam kiedy miałem problemy. Ludzie pojawiają się i znikają, ale kiedy potrzebujesz porozmawiać o swoich największych problemach, kiedy jesteś ich prawie świadom pozostajesz sam ze sobą. Poczułem znów ten ból i wyjąłem aparat, flesz odbił się od jego twarzy. Zrobiłm mu zdjęcie.

Odwórciłem się. Nie czułem potrzeby z nim rozmawiać. Ruszyłem przed siebie. Chwile potem stałem na przystanku. Wszystko było w tej mgle. Kiedy przyjechał autobus niczym narkoman w transie wsiadłem powolnym krokiem do środka. Na wprost mnie siedziała kobieta w średnim wieku. Miała białą czapke, głowe opierała o szybe. Czułem się jak we śnie, nie do końca pewny czy może za chwile się nie obudze. Położyłem ręce na kolanach. Patrzyłem na swoje pomarszczone już lekko ręce.

- Dlaczego nam to robisz ? Dlaczego niszczysz to co stworzyliśmy ?

Podniosłem głowe. Ta kobieta mówiła do mnie. Patrzyła na mnie i mówiła. Teraz dopiero ją rozpoznałem. Przez ułamek sekundy przeleciała mi myśl, że naprawde śnie skoro nie rozpoznaje tak znajomej twarzy. Jak mogłem jej nie rozpoznać kiedy wsiadałem ? Nigdy nie mogłem zrozumieć jej postawy, niby widywaliśmy się bardzo często a jednak zawsze rościła sobie do mnie pretensje. Dlaczego zawsze mnie obwinia za jej problemy ? To nie jest moja wina , że jej nie wyszło.

- Czy możesz w końcu przestać się wygłupiać i porozmawiać z nami poważnie ? - zapytała.

Milczałem. Zawsze milcze, ogólnie jestem małomówny, bo kiedy się wdaje w rozmowe przytłaczają mnie. Wchodzą mi na głowe jak jakieś demony i nie moge dojść z nimi do porozumienia. Boje się ludzi, trudno czasem zgadnąć któzy są prawdziwi a którzy udają , którzy są aktorami.  Nie wiem dlaczego znowu to zrobiłem. Kiedy ja wyciągałem aparat ona podnosiła coraz bardziej głos krzycząc kolejne niezrozumiałe zdania. Autobus hamował. Otworzyły się drzwi, a w raz z nimi rozbłysł flesz, zrobiłem jej zdjęcie i wysiadłem. Krzyczała, ona kolejna na mnie krzyczała. Przyśpieszyłem i pobiegłem. Autbous mnie mijał a ja biegłem. Odebrałem telefon. To mój przyjaciel. Powiedział, że jest w centrum i chce się spotkać. Chwile później siedziałem z nim na ławce. Karmiliśmy gołębie.Opowiedziałęm mu co się wydażyło. Powiedział, że to nie moja wina, że wszystko się poukłada tylko musze dać sobie czas.

- Jak się czujesz ? Zapytał

Popatrzyłem mu w oczy, zawsze czułem spokój i ta tajemniczość kiedy patrzyłem na niego. Taki niby najlepszy kumpel ale nie wiesz nigdy co siedzi w jego głowie. Uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem głowe. Chyba zrozumiał. Wyjąłem aparat i zapytałem czy chce zobaczyć zdjęcia które zrobiłem. Oglądał je, a ja karmiłem gołębie. Nic nie mówił. Kiedy mi go oddał wstałem. Ruszyłem w kierunku małej fontanny na wprost nas. Postawiłem na niej aparat i ustawiłem samowyzwalacz który miał zrobić nam zdjęcie po kilku sekundach. Usiadłem obok przyjaciela. Położyłem ręke tuż za jego plecami. On siedział z nogą założoną na noge, w pozycji która mnie zawsze irytowała u mężczyn. Nagle ktoś nadbiegł. Jakiś chłopak pędził chodnikiem. Podbiegł i chwycił aparat.

Gołębie zerwały się w powietrze. Nad placem rozniósł się trzepot ich skrzydeł, unosił się w góre równie szybko jak oddalał się biegnący chłopak. Na placu pozostali przechadzający się ludzie. Cisza.

Kiedy otworzyłem oczy było ciemno. Za oknem padał deszcz. Leżałem na łóżkuu. Nie pamietam jak się tu znalazłem. Miałem na sobie białe buty. Buty. Białe buty. Takie same jak biegnący chłopak. Leżałem w swoim łóżku w butach?! Podniosłem się. Na podłodze leżał aparat. Podniosłem go. Nie czułem zmęczenia. Czułem się dobrze, jak kiedyś. Jak gdyby coś ze mnie spadło. Odwróciłem aparat. I spojrzałem na wyświetlacz.

Zerwałem się. Pobiegłem do lustra. Spojrzałem w nie. Nie wiem czy można opisać lęk kiedy widzisz siebie i nie wiesz kim jesteś. Spojrzałem jeszcze raz na aparat. Przewijałem zdjęcia.

Na pierwszym z nich widze tą samą osobe którą teraz w lustrze , jest zła, krzyczy, macha rękami. Na drugim ta sama osoba, stoji uśmiechnięta na ulicy. Na kolejnym też twarz z lustra, w autobusie w białej czapce, oparta o szybe. Na następnym siedzi sam na ławce z nogą założoną na noge. Podnosze głowe , patrze w lustro, widze twarz ze zdjęć. Czuje ból. Ramy lustra znikają. Przedemną stoji chłopak. Stoji na wprost mnie i patrzy mi w oczy.... jak przez ściane słysze jak ktoś do mnie zaczyna krzyczeć

wtorek, 6 listopada 2012

w taki wieczór

wyjmuje z kieszeni zimne klucze
śnieg jest ciemny, nawet ten co spada
dźwięk zamka, to ostatnie słowa dziś
w pokoju nie czeka nikt
siadam, i czuje jak zaczyna tańczyć ona
samotność
biega, tańczy, pyta czy gdzieś wyjdziemy
za chwile znika
w taki wieczór jak ten wracają widoki
wszystkich dni, jeden za drugim
ludzie, chwile, chwile z ludźmi
jest zimno, czuje na twarzy śnieg
to nie ważne, wciąż jestem gdzieś kiedyś tam
wieje wiatr, a ja siedze przy stole i patrze na nich
jest zimno
wyostrzam wzrok, tęsknie za nimi wszystkimi
podjeżdża autobus, a ja już nie wiem
nie wiem czy to wczoraj czy już jutro jest
samotność ukradła poczucie czasu