poniedziałek, 10 września 2012

Wyprawa do krainy deszczu - Norwegia, Lofoten

napisałem długi tekst opisujący moją wyprawe. skasowałem go. szczerze nie wydażyło się nic o czym warto powiedzieć. było kurewsko mokro. deszcz non sto napierdalał. po kilku dniach wszystko było tak mokre , że miałem ochote to wszystko pierdolnąć i kupić sobie bilet do polski. moje plany rozjebał totalnie deszcz. nie umiem inaczej o tym pisać bo czułem się wydymany przez pogode. mgła, deszcz, wiatr zimno. przejebane. anka która była ze mną naprawiła jednak całą tą zryta zytuacje. dopisywał jej humor. ani razu nie marudziła, cieszyła się i dała rade to wszystko przejść. byłem na kilku wyprawach i to co tam przeszliśmy budzi we mnie tylko respekt dla niej.

może jednak wydazyło się coś o czym warto napisać. spróbuje. chcemy kupić rękawiczki dla Anki w sklepie sportowym. rekawiczki ? pani mamy lato teraz na lofotach - odpowiada sprzedawca. zajebiscie Anka, mamy lato, idziemy! na trasie mgła, ja w sandałach bez skarpet, wszystko już dawno mokre. jest tak jak nie miało być. gdzieś na szlaku mijamy szwajcarów. wymiękli i zawracają, nam radzą to samo. patrzą na anke z politowaniem, nie wiedzą co robią. po drodze musimy ściągąć plecaki, ja wdrapuje się po skałach, wciągam je, wciągam anke. im wyżej to trudniej. przebijamy się przez śnieg po kolana. szlak ? jaki kurwa szlak. zapraszam do polski tam są szlaki. tutaj nie ma. usypane kopce z kamieni, wyglądają ślicznie, zwłaszcza z 10 metrów bo dalej już jest mgła. docieramy na szczyt, jest jezioro. zamarznięte. jest zimno. wieje. zaczyna padać. nie. zaczyna napierdalać deszcz. wieje jak skurwysyn. z wielkim trudem rozstawiam namiot. zbieram kamienie bo nie moge liczyć na wbicie śledzi. anka siedzi w środku, kazałem, ma nie moknąć już. robie jedzenie, robi się cieplej. jest jasno. ciągle jasno. jesteśmy wykończeni. namiot się porusza, jak gdyby ktoś stał na zewnątrz i nim szarpał. anka chowa się w śpiworze. ja szukam zasięgu , wysyłam smsa do Daniela z prośba o sprawdzenie kiedy to przejdzie. dostaje odpowiedź, że to dopiero początek. no to pieknie. Anka pyta: Jak jest mucha ? wszystko dobrze ? - co mam odpowiedzieć ? nie myśle, mówie - wszystko gra, śpij spokojnie. oglądam mape, patrze którędy schodzić kiedy namiot odleci a my zostaniemy z plecakami. mam pełno w gaciach, bez jaj, to była noc której nie przespałem, to bylo 12h kiedy czułem jak mnie piecze obok serca. przypomina mi sie koles ze sklepu i jego tekst o tym ze mamy lato, obled. nie wiem jak ten namiot to wytrzyłam, nie wiem. nad ranem wiatr wyrywa śledzie spod kamieni, namiot się składa. wybiegam i naprawiam. robimy ewakuacjie. pakujemy wszystko, znowu wiatr składa namiot. powyginane rurki, pozrywane śledzie. byłoby śmiesznie gdybym był sam, bym się jarał, ale zabrałem ze sobą anke. to już nie jest śmieszne jak komuś coś się stanie. w górach nie ma żartów. schodzimy na dół. takiej przeprawy jak tego ranka to jeszcze w życiu nie miałem. miejscami wiało tak, że ja na nogach ledwo sie utrzymywałem. próbowałem pokazać to na filmie, ale robiłem to wtedy kiedy było w miare bezpiecznie. schodząc na dół idziemy jakieś 8km , schodzimy 500m w dół, nie wiele, ale jednak dużo. z każdą poziomicą odczuwam jak schodzi ze mnie ciśnienie, chyba poziom adrenaliny trzymał mnie na nogach. na równienie mam ochote całować grunt. ja chce całować grunt, a anka co ma powiedziec ? mowi: Mucha w niezle tarapaty nas wpedziles. docieramy do kembpingu. bierzemy domek. odpalamy wszystko co zamienia ektryke na ciepło. wylatują korki. domek zmienia sie w saune. jemy, odpoczywamy. ruszamy dalej. Poniżej zdjęcia z pierwszego dnia i film.


 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz