środa, 19 września 2012

a może

i tak leże wieczorem i czytam książke. odkładam ją i patrze w szary sufit. pływam w ciszy. dom pusty. ja i ona. samotność. i tak myśle, że jestem spokojny. dlaczego ? poddałem się ? czy może zrozumiałem , że życie jest tylko cierpieniem ?


no bo skąd pomysł, że jest czymś innym. wszystko co wzbudza zachwyt, ten motyl, o pięknych kolorach, który przyjmuje postać dowolnej chwili odlatuje i znika. rozpływa się w naszych oczach, i zostaje mały ślad po nim w głowie. wszystko znika. zostaje radość chwili w sercu ? wspomnienie miłości ? ale po co mi to, skoro rozpad mojego ciała wskazuje kierunekw  którym podążam. już nie spotkam drugi raz tych samych ludzi, nie zobacze tego co widziałem. jedynym dowodem na to co było są ślady w moim notesie z galaretki.


i dochodze do wniosku , że szukanie szcześcia w życiu jest chorobą. bo kiedy godze się na to, że wszystko co kocham umrze, w tym wszystkim umre ja, i po śmierci nic nie będzie to przyjmuje to ze spokojem. dopiero myśl o tym , że coś chciałbym od tego życia wzbudza emocje, których ja nie potrzebuje. godze się na śmierć, którą mine wiele razy i która w końcu obróci się za mną. godze się na to, że do końca życia będe żył sam. godze się na to , że życie przyniesie rzeczy których bym nie chciał. godze się. i już. i nie ma żadnego bólu, żadnego żalu, że coś było i już nie ma. bo nic nie ma.


nie rozumiem do końca jeszcze tej myśli, ale wydaje mi się , że nic nie ma sensu. spokojnie moge pójść przed siebie, poprosić kogoś o jabłko, kogoś o szklanke wody, w zamian robiąc prace i tak tylko przeżyć to życie. bo tu nic nie ma. to wszystko jest gonitwą umyslu. można uczyć się miliona rzeczy. można w życiu robić najprzeróżniejsze rzeczy, ale to wszystko i tak zniknie i przeminie. i ta miłością o której tak mówie jest to poczucie chwili, umiejetnosc jej przezycia i podziekowania za nia. po prostu przezycia jej nalezycie.

dni nieublaganie niczym kamienie zasypuja mnie jeszcze żyjącego pod wielkim kopcem. wspomnienia trzymają mnie. myśli atakują i napawają lękiem. a ja tu siedze i gram w gre.

jestem programistą. zawód bardzo abstrakcyjny. przygladam się ludziom których znam. temu jak mówią o tym co robią. przypominam sobie swoje życie. człowiek potrafi się bardzo zidentyfikować z tym czym jest i co robi. i tak slucham jak Pani opowiada o rysowaniu Mandali. o tym jakie to jest wazne dla energi czlowieka. ktos inny mowi mi o jeszcze innych waznych energiach. ktos opowiada o tym jak jego praca jest pasjonujaca. i tak bez konca. wszystko sobie wkrecamy w glowe. budujemy nauke. nasz umysl i wiedza nadaja sens naszemu istnieniu.


tylko dlaczego ja czuje, że życie nie ma najmniejszego sensu ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz