sobota, 29 września 2012

the server committed a protocol violation. section=responsestatusline

I get the following exception:
"...the server committed a protocol violation. section=responsestatusline"

The are two ways to fix it.

1. The easiest one is including a .config file in application containing the following lines:

<system.net>
<settings>
<httpWebRequest useUnsafeHeaderParsing = "true"/>
</settings>
</system.net>





2. Add reference to System.configuration in your project. Then use System.Reflection and call this method:

public static bool SetAllowUnsafeHeaderParsing20()
{
Assembly aNetAssembly = Assembly.GetAssembly(typeof(System.Net.Configuration.SettingsSection));
    if (aNetAssembly != null){
        Type aSettingsType = aNetAssembly.GetType("System.Net.Configuration.SettingsSectionInternal");
        if (aSettingsType != null){
            object anInstance = aSettingsType.InvokeMember("Section",
                BindingFlags.Static | BindingFlags.GetProperty | BindingFlags.NonPublic, null, null, new object[] { });

            if (anInstance != null){
                FieldInfo aUseUnsafeHeaderParsing = aSettingsType.GetField("useUnsafeHeaderParsing", BindingFlags.NonPublic | BindingFlags.Instance);
                if (aUseUnsafeHeaderParsing != null){
                    aUseUnsafeHeaderParsing.SetValue(anInstance, true);
                    return true;
                }
            }
        }
    }
    return false;
}

Unable to open the physical file "D:\pm\somedb.mdf". Operating system error 5: "5(error not found)".

Today I encountered this message on my screen. I love this kind of errors - error not found.  So here is the solution how to fix it, just follow the steps and  save your time



Run the script:

declare @sqlser varchar(20)
EXEC master..xp_regread @rootkey='HKEY_LOCAL_MACHINE',@key='SYSTEM\CurrentControlSet\Services\MSSQL$SQLEXPRESS',
@value_name='objectname', @value=@sqlser OUTPUT
PRINT 'Account Starting SQL Server Service:' +convert(varchar(30),@sqlser)


If you don't see  results, then run regedit and go to the specified path and find the account.

Then.

  • Right click on the folder with your db files and click on properties 
  • Click on security tab
  • Click on Add button and add account = the same you have found in regedit
  • Provide modify privilege


To attach db just use the code:

USE [master]
GO
CREATE DATABASE [name] ON
( FILENAME = N'D:\tmp\name.mdf' ),
( FILENAME = N'D:\tmp\name_log.ldf' )
FOR ATTACH
GO
IF EXISTS ( SELECT name
FROM master.sys.databases sd
WHERE name = N'name'
AND SUSER_SNAME(sd.owner_sid) = SUSER_SNAME() )
EXEC [name].dbo.sp_changedbowner @loginame=N'sa',
@map=false
GO


czwartek, 27 września 2012

ktoś mi powiedział...

Poznałem kiedyś chłopaka, od którego kupowałem gitare. Zupełnie nie znaliśmy się, ale po transkacji przesiedzieliśmy całą noc w barze rozmawiając o najgłebszych myślach jakie w nas gościły. Pamiętam jak powiedział  
"...nie zdajesz sobie nawet sprawy, jak każde słowo , które mówisz może zmieniać świat..."

Dziś to poczułem, kiedy dostałem wiadomość

"pamiętam jak mi kiedys powiedziałes że człowiek błądzi czytając książki.. Widzisz różnicę pomiędzy tym co Cie kiedyś interesowało (co czytałeś) a co Cię teraz interesuje. Człowiek dorasta do pewnych rzeczy. I teraz jak ja czytam książki, które są dla mnie "za trudne" to widzę tą różnicę.. Ale staram się zrozumieć.. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz coś przeczytać to okaze się banalne.."
Małgosia

piątek, 21 września 2012

tragiczne

przypominam sobie jak myślałem , że mógłbym sie zakochać od tak, po prostu. poznać dziewczyne i po chwili wiedzieć, że to ta i chcieć z nią być na zawsze. fajna myśl.

potem przypomina mi się jak poznałem fajną dziewczyne. wylądowaliśmy w łóżku. a ona rano powiedziała "kocham cie". gdzie są moje buty, to pierwsze o czym pomyślałem.

zaprawde niesamowite jest jak widzimy samych siebie w innych. to ja nie wiedząc czego chce widziałem siebie w tej dziewczynie, która być może poczuła coś o czym ja sobie rozmyślałem. a ja no cóż, pomyślałem, co za kretynka, myśli, że jak jest piękna to ja będe jej.

żagiel


Kiedy nauczyłem się chodzić, kiedy już umiałem czytac i pisać ( nauczyła mnie Mama )  wtedy zacząłem pytać. Pytałem po co jest to czy tamto. Tak narodziła się moja ciekawość. Potem przyszła możliwość wyrażania siebie. Pokazywania co się myśli. Eksponowania emocji i myśli. Nie próbowałem nigdy grać na fortepianie, nie wiem czy umiałbym wyrażać tym emocje. Ja je wyrażam pisząc, robiąc zdjęcia. Zdjęcia są chwilą kiedy możemy coś pokazać. To co widzimy, to co czujemy. Układając materie na różne sposoby pokazujemy siebie. Robiąc zdjęcia, budując zamki z piasku czy malując pociągi, pokazujemy siebie. Mogłbym tu użyć zdania "chc epowiedzieć że..." ale nie chce mówić co chce powiedzieć. jeśli ktoś przypadkiem trafi na mój tekst i zobaczy w umyśle błysk o którym mówie ja, bo go zobaczyłem to będzie znak iż udało mi się zamienić moją myśl w coś co się przeniosło do innego umysłu.

ogromna potrzeba pokazywania co się czuje powstaje gdzieś w środku. mówie o sobie. niesamowitym jest kiedy próbuje ulepić siebie samego w postaci myśli, w postaci czynu. to nie jest proste. istoty wyrażają siebie. wszędzie w koło. na wszystkie sposoby. odbijamy to co do nas dociera. ktoś kocha i pisze wiersze, ktoś cierpi i pije, ktoś ma nadzieje i maluje, ktoś inny nie może sie odnaleźć i kradnie. powstaje świat budowany w oparciu o to jak my go widzimy i co od niego chcemy. nie patrze na innych patrze na siebie. patrze w lustro. co widze ?

nic nie widze. nie czuje potrzeby utożsamiania się z niczym ani nikim więc nie wiem kim jestem, nie umiem się opisać. jestem obecny tylko myślą, ciało zdmuchuje czas. a myśl szarpie się na tym wietrze niczym żagiel ciągle zmieniając kierunek i kształt. nadaje mi prędkości, pozwala wciąż unosiś się na wodzie. i tak płyne, bez kapitana za sterem.


Zdjęcia, myśli, muzyka, wybite szyby i pobite twarze. Nieskończona ilość istot wyrażających siebie w otaczającym nas czymś co postrzegają nasze umysły. któż to wszystko mógłby poznać, nie starczyłoby życia, skoro każdy z nas tworzy ten świat, a każdy jeden jest tak inny. wypełniamy nasz świat informacją, która zalewa nas w koło. ja sam docieram do książek, myśli zapisanych dawno temu przez ludzi, których w życiu nie spotkam. to cenne skarbce, te myśli ludzi. ktoś czasem dociera tutaj, przypadkiem i czyta moje myśli. a myśl się mnoży ciągle z każdym jednym słowem które odlatuje z mojego umysłu do innego.

Najbardziej podniecające i pociągające co może być w moim życiu to eksploracja umysłu, nic bardziej ekscytującego w życiu mnie nie spotkało. 

środa, 19 września 2012

a może

i tak leże wieczorem i czytam książke. odkładam ją i patrze w szary sufit. pływam w ciszy. dom pusty. ja i ona. samotność. i tak myśle, że jestem spokojny. dlaczego ? poddałem się ? czy może zrozumiałem , że życie jest tylko cierpieniem ?


no bo skąd pomysł, że jest czymś innym. wszystko co wzbudza zachwyt, ten motyl, o pięknych kolorach, który przyjmuje postać dowolnej chwili odlatuje i znika. rozpływa się w naszych oczach, i zostaje mały ślad po nim w głowie. wszystko znika. zostaje radość chwili w sercu ? wspomnienie miłości ? ale po co mi to, skoro rozpad mojego ciała wskazuje kierunekw  którym podążam. już nie spotkam drugi raz tych samych ludzi, nie zobacze tego co widziałem. jedynym dowodem na to co było są ślady w moim notesie z galaretki.


i dochodze do wniosku , że szukanie szcześcia w życiu jest chorobą. bo kiedy godze się na to, że wszystko co kocham umrze, w tym wszystkim umre ja, i po śmierci nic nie będzie to przyjmuje to ze spokojem. dopiero myśl o tym , że coś chciałbym od tego życia wzbudza emocje, których ja nie potrzebuje. godze się na śmierć, którą mine wiele razy i która w końcu obróci się za mną. godze się na to, że do końca życia będe żył sam. godze się na to , że życie przyniesie rzeczy których bym nie chciał. godze się. i już. i nie ma żadnego bólu, żadnego żalu, że coś było i już nie ma. bo nic nie ma.


nie rozumiem do końca jeszcze tej myśli, ale wydaje mi się , że nic nie ma sensu. spokojnie moge pójść przed siebie, poprosić kogoś o jabłko, kogoś o szklanke wody, w zamian robiąc prace i tak tylko przeżyć to życie. bo tu nic nie ma. to wszystko jest gonitwą umyslu. można uczyć się miliona rzeczy. można w życiu robić najprzeróżniejsze rzeczy, ale to wszystko i tak zniknie i przeminie. i ta miłością o której tak mówie jest to poczucie chwili, umiejetnosc jej przezycia i podziekowania za nia. po prostu przezycia jej nalezycie.

dni nieublaganie niczym kamienie zasypuja mnie jeszcze żyjącego pod wielkim kopcem. wspomnienia trzymają mnie. myśli atakują i napawają lękiem. a ja tu siedze i gram w gre.

jestem programistą. zawód bardzo abstrakcyjny. przygladam się ludziom których znam. temu jak mówią o tym co robią. przypominam sobie swoje życie. człowiek potrafi się bardzo zidentyfikować z tym czym jest i co robi. i tak slucham jak Pani opowiada o rysowaniu Mandali. o tym jakie to jest wazne dla energi czlowieka. ktos inny mowi mi o jeszcze innych waznych energiach. ktos opowiada o tym jak jego praca jest pasjonujaca. i tak bez konca. wszystko sobie wkrecamy w glowe. budujemy nauke. nasz umysl i wiedza nadaja sens naszemu istnieniu.


tylko dlaczego ja czuje, że życie nie ma najmniejszego sensu ?

dziwne powtórzenie snu

zapisywałem dziś sny. spisałem co mi się śniło. pomyślałem sobie aby sprawdzić co mi się śniło rok temu. odnalazłem date 19 września. i znalazłem tam opis snu , który śnił mi się w ostatni wend, czyli 3 dni temu....

"Śnił mi się Jarek B, chcial otworzyć sobie buteke z wodą albo ją zmaknąc , założył złą nakrętke i się oblał, zbudziłem się ze śmiechu."

Pamiętam dokładnie, że śniło mi sie to 4 dni temu bo również obudziłem się i się śmiałem. Nie rozumiem.

poniedziałek, 10 września 2012

Wyprawa do krainy deszczu - Norwegia, Lofoten

napisałem długi tekst opisujący moją wyprawe. skasowałem go. szczerze nie wydażyło się nic o czym warto powiedzieć. było kurewsko mokro. deszcz non sto napierdalał. po kilku dniach wszystko było tak mokre , że miałem ochote to wszystko pierdolnąć i kupić sobie bilet do polski. moje plany rozjebał totalnie deszcz. nie umiem inaczej o tym pisać bo czułem się wydymany przez pogode. mgła, deszcz, wiatr zimno. przejebane. anka która była ze mną naprawiła jednak całą tą zryta zytuacje. dopisywał jej humor. ani razu nie marudziła, cieszyła się i dała rade to wszystko przejść. byłem na kilku wyprawach i to co tam przeszliśmy budzi we mnie tylko respekt dla niej.

może jednak wydazyło się coś o czym warto napisać. spróbuje. chcemy kupić rękawiczki dla Anki w sklepie sportowym. rekawiczki ? pani mamy lato teraz na lofotach - odpowiada sprzedawca. zajebiscie Anka, mamy lato, idziemy! na trasie mgła, ja w sandałach bez skarpet, wszystko już dawno mokre. jest tak jak nie miało być. gdzieś na szlaku mijamy szwajcarów. wymiękli i zawracają, nam radzą to samo. patrzą na anke z politowaniem, nie wiedzą co robią. po drodze musimy ściągąć plecaki, ja wdrapuje się po skałach, wciągam je, wciągam anke. im wyżej to trudniej. przebijamy się przez śnieg po kolana. szlak ? jaki kurwa szlak. zapraszam do polski tam są szlaki. tutaj nie ma. usypane kopce z kamieni, wyglądają ślicznie, zwłaszcza z 10 metrów bo dalej już jest mgła. docieramy na szczyt, jest jezioro. zamarznięte. jest zimno. wieje. zaczyna padać. nie. zaczyna napierdalać deszcz. wieje jak skurwysyn. z wielkim trudem rozstawiam namiot. zbieram kamienie bo nie moge liczyć na wbicie śledzi. anka siedzi w środku, kazałem, ma nie moknąć już. robie jedzenie, robi się cieplej. jest jasno. ciągle jasno. jesteśmy wykończeni. namiot się porusza, jak gdyby ktoś stał na zewnątrz i nim szarpał. anka chowa się w śpiworze. ja szukam zasięgu , wysyłam smsa do Daniela z prośba o sprawdzenie kiedy to przejdzie. dostaje odpowiedź, że to dopiero początek. no to pieknie. Anka pyta: Jak jest mucha ? wszystko dobrze ? - co mam odpowiedzieć ? nie myśle, mówie - wszystko gra, śpij spokojnie. oglądam mape, patrze którędy schodzić kiedy namiot odleci a my zostaniemy z plecakami. mam pełno w gaciach, bez jaj, to była noc której nie przespałem, to bylo 12h kiedy czułem jak mnie piecze obok serca. przypomina mi sie koles ze sklepu i jego tekst o tym ze mamy lato, obled. nie wiem jak ten namiot to wytrzyłam, nie wiem. nad ranem wiatr wyrywa śledzie spod kamieni, namiot się składa. wybiegam i naprawiam. robimy ewakuacjie. pakujemy wszystko, znowu wiatr składa namiot. powyginane rurki, pozrywane śledzie. byłoby śmiesznie gdybym był sam, bym się jarał, ale zabrałem ze sobą anke. to już nie jest śmieszne jak komuś coś się stanie. w górach nie ma żartów. schodzimy na dół. takiej przeprawy jak tego ranka to jeszcze w życiu nie miałem. miejscami wiało tak, że ja na nogach ledwo sie utrzymywałem. próbowałem pokazać to na filmie, ale robiłem to wtedy kiedy było w miare bezpiecznie. schodząc na dół idziemy jakieś 8km , schodzimy 500m w dół, nie wiele, ale jednak dużo. z każdą poziomicą odczuwam jak schodzi ze mnie ciśnienie, chyba poziom adrenaliny trzymał mnie na nogach. na równienie mam ochote całować grunt. ja chce całować grunt, a anka co ma powiedziec ? mowi: Mucha w niezle tarapaty nas wpedziles. docieramy do kembpingu. bierzemy domek. odpalamy wszystko co zamienia ektryke na ciepło. wylatują korki. domek zmienia sie w saune. jemy, odpoczywamy. ruszamy dalej. Poniżej zdjęcia z pierwszego dnia i film.


 









cena

a może to jest cena jaką musze zapłacić. zapłacić za to , że jako głupiec chciałem dostać od życia więcej niż powinienem.

miałoby to jakiś sens. ponieważ tylko ja wiem co przeżyłem i widze teraz, że nie da się przeżyć tego dwa razy. cena zatem musi być wysoka. samotność do końca życia z albumem zdjęć w ręku ? być może.

nie potrafie wybaczyć sobie iż byłem głupcem. nie potrafie. kochałem. raz w życiu kochałem. tęsknie.


ile jeszcze razy obudzic sie musze ?

nie wiem jak to mozliwe. nie wiem. mam 31 lat i chcialbym umrzec aby juz wiecej sie nie budzic jak dzis. aby juz nigdy wiecej nie czuc tego pipeprzonego uczucia pustki. chcialbym zeby ktos przyszedl i wymazal z mi z glowy wszystko co bylo. chcialbym juz nigdy sie nie obudzic z tym uczuciem ze oto jest piekny dzien, nowy dzien a ja chce umrzec.

lezalem jakis czas temu i zmieklem do tego stopnia ze pomyslalem, ze to ja sie myle w tym wszystkim, ze bog pewnie jest, ze ja jestem zwyczajnym ignorantem. pomodlilem sie. to byl znak ze ze mna jest juz naprawde zle.

nie wierze w ten swiat bo nie moge znalezc z nim wspolnego jezyka. probuje byc z kims i to nie wychodzi. probuje sie otworzyc. szukac mozliosci pokochania kogos. nie umiem. slucham opowiesci starych ludzi, ktorzy mowia ze kochali tylko raz, ze po smierci ich ukochanych juz nic nie mialo sensu. i ja sie kurwa tak czuje, ale nikt kurwa mnie nie rozumie. kazdy pierdoli po swojemu ze jestem mlody i moge sie zakochac 15 razy jeszcze. nikt kurwa nie pojmuje co ja czulem. nikt.

do tego wszystkiego dochodza przemyslenia. dochodze do wnioskow skrajnych, albo zostawic wszystkich i wszystko i pojsc nie wiem gdzie i po co albo zalozyc rodzine i dac komus szczescie, nie skupiac sie na sobie. ale jak mam dac komus szczescie skoro wiem ze nie kocham kogos. skoro wiem ze ja zostalem gdzies tam, dawno temu w miejscu w ktorym bylem zakochany.

wiem iz jestem niczym w tym swiecie. ale wiem tez ze mozna byc szczesliwym bedac czlowiekiem. wydaje mi sie ze ja stracilem swoja szanse na szczescie i to wydaje sie byc najwiekszy problem mojego zycia. kiedy nie masz radosci dzielenia sie zyciem z kims bliskim reszta nie ma sensu. po prostu nie ma sensu.

nie ma takiej mozliwosci abym przezyl jeszcze raz to co przezylem z nia. tym samym nie mam mozliwosci abym byl szczesliwi z kims kiedys gdzies. nie ma sensu na nic czekac bo to co mialem dostac od zycia juz dostalem. nie mam juz nic do stracenia. nic.

Jest taki film. Nazywa sie London. Dokladnie pokazuje to co ja czuje kiedy sie budze.


i otwieram oczy

obudziłem się koło 6 rano. wstałem z karimaty ( od tamtego czasu mineło jakieś 6 lat, ja pisze to leżąc na karimacie....?) , ubrałem się i poszedłem do pracy. był piękny wiosenny poranek, słońce świeciło. szedłem. żyć nie umierać. a jednak chciałem w tedy umrzeć. ból po stracie kogoś jest nie do opisania. i dziś właśnie po tylu latach znowu poczułem ten sam ból. boli za każdym razem kiedy mi się przyśni. a śni mi się często z tego co widze w swoim senniku.

"...siedziała ze mną. rozmawialiśmy. mówiła, że mnie kocha i że wróciła do mnie." 2012/7/9
kiedy jest sie nieswiadomym we snie to przezywanie czegos takiego jak powrot kogos kto wzbudzal tyle emocji w jakis sposob zabija mnie. uczucia ktore temu towarzyszal so tak silne ze otworzenie oczu powoduje dramatyczne zdezenie sie z rzeczywistoscia.

niesamowite jest to ze mozg pamieta uczucia. nie wiem jak inni ludzie, ale ja snie bardzo duzo, praktycznie codziennie mam sny i nie raz budze sie wyczerpany po nocy.

"siedzialem przy  jakims stole z nia. Ona byla w swoich podkolankach. rozmawialismy. zapytala czy nadal za nia tesknie. powiedzialem ze tak, ze mysle o niej. ona powiedziala ze to bardzo wazne i ze mozna na mnie liczyc. to byla spokojna rozmowa. ona zaczela sie zblizac jak by chciala mnie pocalowac." 2012/6/20
tak sobie pomyslalem, ze ludzie miewaja koszmary. kiedy mi sie sni ze jestem np w tym mieszkaniu i ze jest w nim jakis demon. to wtedy ja odzyskuje jak gdyby swiadomosc i ide am i wolam go. krzycze pokaz sie. no chodz. wtedy cale lek znika. po prostu znika. nie ma nic. czesto tak mam ze zaczyna sie koszmar a ja go wyzywam by mi sie pokazal i znika. to nie sa koszmary, to sa testy swiadomosci. koszmarem jest otworzenie oczu i uswiadomienie sobie ze to byl tylko sen, np taki:

"śniło mi się że do mnie wróciła. nie mogłem w to uwierzyć. byliśmy razem."
najgorsze w tym wszystkim jest to, ze emocje jakie przezywam w takim snie sa bardziej intensywne nize te w rzeczywistosci. pozostaje tylko spac. rzucic to wszystko w pizdu zostac menelem i spac.

sobota, 8 września 2012

List do Mamy

Przez stare drewniane okno, przez wiszące na nim białe firanki wpadały promienie letniego słońca. W powietrzu unosił się zapach pieczonego ciasta. Śliwkowego. Na wprost okno, w zielonym fotelu siedziała kobieta. Jej siwe włosy opadały na czoło i przeplatały się gdzieś nad jej okularami. Wyciągnęła ręke i poczuła ciepło na swojej dłoni, uniosła ją do góry i wzięła łyk gorącej herbaty. Podłoga w pokoju zaskrzypiała. Nie zrobiło to na niej wrażenia. Stare domy mają to do siebie , że całe trzeszczą. Patrzyła gdzieś za okno. Jej wzrok zatrzymał się na wielkim kasztanowcu, który rósł tuż przed jej domem. Wciągnęła pełne płuca powietrza i od razu je wypuściała, tak jak gdyby coś jej leżało na sercu. Powolnym ruchem obruciła głowe. Stary zegarek ze zbitą szybką wskazywał 9:30. Kiedy patrzyła na niego wróciło do niej wspomnienie o tym jak został zbity. Jej twarz znów skierowałą się do słońca. Odstawiła kubek herbaty. Tuż obok na stole leżało metalowe pudełeczko. Podniosła je. Pudełko było pokryte jakby białym proszkiem, jak by było lekko oszronione. Położyła na kolanach i otworzyła. Tuż pod blaszaną pokrywką znajdowały się poskładane jeden na drugim listy. Wyjęła ten który był na samej górze. Zamknęła pudełko. Powolnym ruchem otworzyła koperte. Wyjęła ze środka list. Papier był już nieco stary, lekko zżółknięty. Widać było iż musiał być już wielokrotnie używany. Popatrzyła jeszcze raz na słońce. Znowu na zegar. Dochodziła 9:40. Rozprostowała kartke papieru. Jej pomarszczone palce poprawiły okulary na nosie. Opuściła wzrok i zaczeła czytać.

16,lipiec,2016

Mamo

Podniosła głowe. Jej klatka piersiowa znowu wypełniła się powietrzem, które w sekunde później wyleciało. Czuła ciepło na swojej twarzy, czuła , że żyje. Wróciła wzrokiem do listu.

Wszystko czego doświadczyłem w życiu, wszystko co widziałem, co poznałem, było piękne. Nic nie było jednak tak prawdziwe jak to kim jesteś dla mnie. Zapewne siedzisz teraz w swoim fotelu i czytasz ten list. Chciałbym abyś wiedziała, że wierze iż wszystko co przeżywamy na tym świecie nie jest istotne, wszystko co jest istotne istnieje poza nim, w bezczasie. Tak jak Ty wierzysz w Boga ja wierze iż ten świat jest bez znaczenia. Nasze dni są tylko jak krople deszczu, który w końcu ustanie, ale każdy dzień żyć będzie w oceanie który nie ma początku ani końca. Tak jak droga człowieka, który chodzi po wielkiej okrągłej ziemi.
Spędziłem swoje życie rozmyślając, szukając, pytając. Wszystko co zrozumiałem, doprowadza mnie do wniosku iż to życie jest nieprawdziwe. Dlatego postanowiłem , że życie moje poświęce na znalezienie odpowiedzi na to co jest później. 

Czy pamiętasz mamo ten dzień kiedy byłem mały i stałem przy Twoim łóżku kiedy spałaś ? Dziwne bo zawsze pamiętałem Twój uśmiech kiedy się obudziłaś i mnie przytuliłaś. Nie da się tego zapomnieć. Byłem dzieckiem, wtedy byłem dzieckiem, i już wtedy jako mały chłopiec zastanawiałem się czym jest czas i dlaczego on jest, dlaczego każdy ma umrzeć.

Kobieta podniosła wzrok. Słońce wciąż wpadało przez okno. Przesuwało się powoli ku koronie kasztanowca. Po jej zmarszczonych policzkach powoli zaczeła spływać łza. Jedna, za nią druga. Spadały i rozbijały się o metalowe pudełko. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Patrzyła ślepo za okno. Nie widziała, zegara który za kilka sekund miał wybić 9:53. Opuściała głowe i wróciła do listu.

Mam nadzieje, Mamo , że zrozumiesz moją decyzje. Postanowiłem, że pójde tam , nie będe czekał aż to przyjdzie po mnie. Pójde i jeśli istniejemy gdzieś po śmierci to obiecuje Ci , że wróce i poczujesz moją obecność. Kiedy to czytasz ja już nie żyje. 

Kobieta nagle puściła kartke, która opadła na metalowe pudełko. Cofnęła się nagle plecami i do fotela i znieruchomiała. Wyglądała jak by się dusiła. Zastygła cała. Jej twarz cała w zmarszczkach zaczeła zastygać. Jej obraz zaczął się zlewać, zmarszczki znikły. Usta się rozkurczyły. Oczy nabrały połysku. Zobaczyła przed sobą jasność. Było coraz bardziej biało. Jaśniej i jaśniej.

- Maaaamo, maaaamo! Zobacz - usłyszała. Jej umysł pędził przez sieć neuronów szukając odpowiedzi na to gdzie jest, co się dzieje. Nad nią było jasno, jej oczy jak gdyby przez mgłe widziały tętniącą biel.
- Mamo!!! - teraz słyszała wyraźniej.

Poczuła, że zamyka i otwiera oczy. Nagle zimny i szybki pęd powietrza przebił się przez jej usta i wdarł głeboko do płuc. Czuła jak oddycha. Zaczeła odczuwać swoje ciało. W jednej sekundzie mrógneła oczami i zobaczyła nad sobą promienie światła rozbijające się o sufit. Odwróciła głowe. Jej wzrok najpierw napotkał okno za którym rosło małe drzewo , chwile potem zobaczyła małego chłopca , który ją wołał. Chłopiec w jednej rączce trzymał śliwke w czekoladzie, jego buzia mówiła, że już ją jadł. Miał może 3 lata, uśmiechał się. Stał prawie nagi, miał na sobie tylko spodenki. Patrzył na matke. Drugą ręke miał schowaną za sobą. Kobieta wciąż nie mogła ocknąć się ze snu. Nie wiedziała czy przypadkiem teraz właśnie nie śni. Kiedy chciała się podnieść przez pokój przeleciał donośny dźwięk udeżającego metalu i pękającego szkła. Chłopiec zrobił krok do przodu. Patrzył na matke ze spuszczoną głową. Tuż za nim na podłodze leżał zbity metalowy zegar, wskazywał prawie 10.