wtorek, 28 sierpnia 2012

Nikt więcej tego nie zobaczy, razem ze mną to zniknie.

zdjąłem buty. chwyciłem je w lewą ręke i ruszyłem przed siebie. powoli wszedłem do jeziora. woda była ciepła. słońce na niebie pozwalało mi widzieć wszystkie te kolory, całą game. płaskie, płytkie jezioro. szedłem przez nie jakieś 100m, po drodze zostawiłem buty na rowerze wodnym. mijałem szumiące trzciny. kiedyś kilka lat temu kiedy było mało wody wjechałem tam motocyklem.


dziś wody było bardzo dużo. szedłem aż poczułem jak woda mrozi mi kumpla. wskoczyłem i zanurkowałem. przez chwile patrzyłem na podwodny świat, niewyraźny jak marzenia senne. stanołem na nogach. patrzyłem przed siebie. byłem tylko ja. na wielkim jeziorze nei było nawet jednej łódki. żadnych ludzi. szum trzcin od czasu do czasu. wszystko sie zatrzymało. to był jeden z momentów które zapadają w pamięci. nie pamiętam już kiedy byłem tam ostatnio. to było kolejne skarzone miejsce. skarzone w mojej pamięci. wspominałem je jako miejsce w którym byłem razem z nią.stałem i patrzyłem w niebo. czułem wode, czułem gorąc, cisze i radość, że wciąż oddycham.  zapytałem siebei w głowie, co jest ze mną nie tak , że nie moge o niej zapomnieć i pójść dalej ? po policzkach pociekły mi łzy, n austach pojawił się jeszcze większy uśmiech. wciąż oddycham.


********


wszyscy się bawili. obok siedziała Łyda. wstałem i wyszedłem. weselny dj puszczał kolejne smutne kawałki. odszedłem dobry kawałek i zatrzymałem się przy bramie. znowu czułem moment. byłem blisko ludzi , których kocham. cieszyłem się chwilą, wsiąkała we mnie każdym zmysłem. znowu pomyślałem o niej. odleciałem gdzieś w głowie. kiedy się ocknąłem ktoś przechodził obok. wróciłem do budynku. zatrzymałem się w miejscu gdzie można było zrobić sobie kawe. zobaczyłem, że w moim kireunku idzie mój Dziadek. miał na sobie garnitur, białą koszule, krawat i ciemne policyjne okulary. zaczeliśmy rozmawiać. powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci. staliśmy tam , ja patrzyłem na niego, on na mnie. to była chwila, której nie da się zapomnieć. 

"...wiesz jak byłem młody, dużo czytałem, umiałem mówić po rosyjsku i francuzku. byłem bardzo wysportowany, w wojsku mówili na mnie meserszmit. miałem dużo możliwości, w wojsku chcieli mnie zwerbować do tajnych służb. moje życie mogło się potoczyć różnie. mogłem wybrać zupełnie inne życie niż te które wybrałem. ale tego nie zrobiłem. nie wiem co bym osiągnął, kim został i co zobaczył, nie wiem. ale gdybym wybrał inną droge nie miał bym Ciebie"

musiałem bardzo się powstrzymywać, żeby nie poleciały łzy. stałem i patrzyłem, wypełniałem się chwilą.


********

siedziałem u mojej Babci w Chełmie. Poprosiłem ją aby pokazał mi swoje zdjęcia, aby opowiedziała teroche o nich. Nigdy nie pokazywała zdjęć, nigdy nikomu. Pokazał mi je. Oglądaliśmy z 2h, opowiadała. Patrzyłem na nie. Na nią. Na nie. Widziałem chwile, które były dawno temu. Ludzi którzy już prawdopodobnie nie żyją. Jedyną osobą , która potrafiła coś powiedzieć o tych zdjęciach była moja Babcia. Opowiadała mi swoje historie jak jeździła z Dziadkiem na motocyklu. Jak pracowała. Opowiadała o rodzicach, o rodzeństwie. To wszystko zniknie, razem z nią. My wszyscy znikniemy. 


********

Byłem w kilku miejscach , które znałem. Patrząc na kawałek trawy widziałem mnie z kolegami, na jednej z dróg widziałem jak całuje pierwszy raz dziewczyne. Gdzie indziej widziałem siebie jak wracam smutny ze szkoły, jak krzycze do Taty , że dostałem się na studia. Szedłem alejką, którą chodziłem z Babcią do kościoła. Nikt więcej tego nie zobaczy, razem ze mną to zniknie. Z każdym człowiekiem znika wielka historia. 


Szedłem w środku gór. Za mną 5km odludzia, przedemną 10km. Sam.  Postawiłem , źle noge. Złe słowo w przeraźliwym okrzyku odbiło się ehem kiedy poczułem przeraźliwy ból. Upadłem na kolana. To lewa kostka, którą kontuzjowałem dwa miesiące wcześniej. Do tej pory się nie zagoiła. Podnisołem głowe. Ból nie przechodzodził. Dopiero po chwili poczułem ulge, ruszyłem stopą. Mogłem iść dalej. Wstałem i rozglądałem się w koło. Pomyślałem, jak daleko jestem od tego co znam. Pomyślałem, że jestem sam, że tak wygląda świat kiedy  jest się samemu. Pomyślałem, że pewnego dnia umrą ludzie których kocham. I uświadomiłem sobie , że o tym myśle już teraz kiedy jeszcze żyją. 


Kiedyś, dawno temu, miałem może 18 lat. Kiedy odwiedzałem Dziadków w zamościu , już wtedy myślałem, że pewnego dnia umrą. Patrzyłem na nich, pochłaniałem całe chwile, naświetlałem się nimi. Pamiętam je do dziś. Nie da się ich zapomnieć. Znowu to robie. Już teraz wiem jakie to uczucie kiedy traci się wszystko co kochamy. 



Znowu dochodze do tego samego punktu. Wszystko jest złódzeniem. Kochamy chwile, to co przezyliśmy istniejąc tutaj gdziekolwiek jesteśmy i czymkolwiek jesteśmy. Wszystko zniknie. Wszystko bez żadnego wyjątku. Obserwujemy świat , odczuwamy upływ czasu, nasze mózgi pracują jak wielkie klisze filmowe. Pamiętamy przeszłość. Przyszłość ma dopiero być zapisana. Wydaje mi się , że tu jestem i mam czas aby pójść się odlać, ale gdyby mój mózg był zbudowany w świecie z inna fizyką , która dawałby mu możliwość funkcjonowanie dużo szybciej okazałoby się , że sięgnięcie po filiżanke trwałoby tyle ile zrodzenie się życia na ziemi z mojego punktu widzenia. 


Nic ale to nic nie rozumiem już  z tego wszystkiego. Poddaje się myśli iż jedyne co moge zrobić to zaufać iż to co nazywam świadomością jest tylko cieniem tego czym jest to coś czego szukamy wszyscy. Ludzie sa podobni, nie ma bogow na ziemi. Dzialamy na podobnych schematach. Karmieni marzeniami mozemy kierowac nasze umysly w dowolnych kierunkach i karmic sie penetracja dziewiczych terenow jesli takie sobie znajdziemy. Ten ped powoduje ze ciezko zachowac dystans do wlasnych celow, bo czy latwo powiedziec ze cale zycie sie zmarnowalo ? Ze poswiecilo sie zycie na cos co nie mialo sensu ? Chyba nie latwo. Dlatego ten swiat w ktorym zyjemy pedzi w roznych kierunkach, nasze umysly zapatrzone w cele , opakowane murami slow sa gotowe wykorzystac nasze zycia do tego by to zycie cos znaczylo. Tylko ze ono nie moze nic znaczyc, bo gdzie bysmy nie doszli to i tak wszystko zniknie. To co moze pozostac jest nam nie znane, bo nie wiemy czym jest swiadomosc i czy istnieje kiedy umrzemy. 




1 komentarz:

  1. co jest 'później' nie wie nikt. masz trochę racji, że nic nie ma sensu, jednak myślę, że możemy nadać sens temu co robimy. możemy czerpać radość z małych rzeczy i uszczęśliwiać innych. możemy mieć nadzieję, że wspomnienia z tego życia będziemy mogli sobie zachować jeśli jest coś później. możemy po sobie zostawić ścieżkę uśmiechów, miłych wspomnień i szczęścia. możemy żyć przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, czerpiąc z nich jak najwięcej. możemy zapomnieć o tym co złe (to trudne, ale do opanowania, ja np wymazuję przykre rzeczy z moich wspomnień, a przynajmniej większość z nich i przychodzi mi to dość naturalnie. taka wtyczka bezpieczeństwa mojego mózgu - smutne/złe =>kierunek - niszczarka)
    poszukaj pozytywów w tym co masz

    OdpowiedzUsuń