poniedziałek, 18 czerwca 2012

straszący szkielet czegoś co miało cieszyć

wielkie wiertarki, koparki, poteżne młoty pneumatyczne i niezliczona ilość robotników. napierdalają dzień i noc, bez ustanku. wielki hałas, potężny hałas, trudno usłyszeć siebie. to wszystko dzieje się tu i teraz. stoje i rozglądam się za jakimś kierownikiem budowy, ale ten widnieje tylko na zdjęciu, budowa rządzi się swoimi prawami.

- czy w czymś panu pomóc ?
- dziękuje tylko się rozglądam.

I tak powstała wielka dziura. Naznosiłem sobie mase tych wiertarek i młotów i one teraz napierdalają. Burzą mi wszelkie podstawy , które miałem. Nie pozostało nic, to jest wielkie pogorzelisko. Ratunku szukać już za późno, bo nie ma żadnego mostu aby wyjść z placu budowy. Nocą tylko kiedy śpie, jakimś nieznanym mi sposobem przychodzi dziewczyna z przeszłości i mówi, że wróciła do mnie. I ta chwila jest prawdziwa w mojej głowie, jej nikt nie zburzył do tej pory , to ostatnia i jedyna relacja ze słowem nadzieja. Ale potem sie budze, i od rana napierdalają młoty i burzą każdą strukture , która trzymała mnie na nogach.

w tym całym haosie mojego chorego umysłu sam biore szpadel i kopie w skale, próbuje odszukać miejsca zapomniane, te chwile , które były. spotykam tam życie, którego nie miałem, a które chciałbym mieć. a potem wracam tu i krzycze, że nie wiem kim i gdzie jestem, a wszyscy w koło tacy pewni, tacy przekonani. i to mnie rozwściecza. bo dlaczego oni wszyscy to wiedzą , dlaczego są tak spokojni, dlaczego wierzą ? ja nie umiem, nie umiem patrzeć jak mijam i nie wiem czym to wszystko jest. widze film, ale nie wiem jak z niego wyjść. kipi we mnie miłość, ale zabrano porcelanowy talerz. patrze już bez nadzieji, że coś się zmieni. wylewam myśli to na papier to na piasek i patrze na niezrozumienie. tu nie ma żadnego wyjścia, żadnego rozwiązania. tu jest tylko nicość, pustka w której tkwie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz