sobota, 30 czerwca 2012

Norwegia, Hardangervidda - moje pierwsze kroki

Moja pierwsza wycieczka w okolice Hardangervidda


Już tak dawno chciałem tam pojechać. Od tak dawna o tym mówiłem. Paragon zakupu mapy Hardangervidda datowany jest na 2011-03-14. Tyle razy wpisywałem już w google maps nazwe Geilo , i w końcu się udało. Tego wieczora kiedy miałem wyjeżdżać w pracy była impreza, pytali czemu nie przyjde, mówiłem, że jade na tripa. Podsłyszała to koleżanka i kiedy usłyszała gdzie oświadczyła, że chętnie się przyłączy. Było sporo śmiechu w firmie kiedy powiedziałem jej , że tam nie jedzie się na obcasach, że nie ma płakania że zimno, że nie zabieramy torebek kobiecych tylko plecaki, i że nie będzie hotelu tylko zimny namiot. Przetrwała próbe zniechęcenia. Ruszyliśmy.


Hardangervidda

To największy płaskowyż w europie. Znajduje się pomiędzy Oslo a Bergen. Ja przygode zacząłem na stacji Oslo S. Wybrałem to miejsce bo oglądałem niesamowite zdjęcia z tych terenów. Ta kraina przypomina wielką dzicz, gdzie nie ma śladów ludzi, gdzie zostajesz Ty i cztery żywioły. Spakowałem plecak i poszedłem na dworzec.



Kierowałem się do Geilo, skąd chciałęm wyruszyć na dwu dniowy trekking. Bilety na pociąg były drogie, w obie strony to koszt 1000NOK. Gdybym zarezerwował je kilk dni wcześniej koszt zmienijszyłby się o ok 400NOK. Bilety można kupić na stronie nsb. Podróż pociągiem to czysta przyjemność ( jeśli pominiemy żygających jak koty francuskich nastolatków ) , na siedzeniach znajdziemy koce , zasłonki na oczy czy zatyczki do uszu. Pani konduktor spisuje liste gdzie podróżni wsiadają i kiedy pociąg dojeżdza do naszej stacji, ta miła Pani przychodzi i delikatnym ruchem ręki i ciepłym głosem informuje , że na nas już czas.



Trasa

3:20 wysiadam z pociągu. Jest zimno, pada deszcze, stoje w środku doliny otoczone po bokach wysokimi górami. Czas na życie.




Już na początku widze, że są problemy z odnalezieniem szlaków. Tutejsze oznaczenia są na kamieniach, które o tej porze roku są dobrze przykryte śniegiem. Sprawdzam na mapie gdzie jest szlak i próbuje się tam dostać. I tak wyglądała większość wycieczki, szedłem na przełaj. Poniżej cała trasa, , porównanie mojej trasy do całej Hardangerviddy, oraz mapa topo z serwisu godtur.no .


Jak widać na powyższym zdjęciu zabłądziłem dwa razy.



Oto jak duża jest Hardangervidda



Mapa z oznaczonymi szlakami


Przyznać musze , że nie spodziewałem się takiej ilości podmokłych terenów na trasie. Były miejsca gdzie zwyczajnie nie było już szans przedostać się nie zanurzając butów. Temperatura była około 10 stopni, więc wielkiej radości z mokrych butach nie było. Brak dobrego oznaczenia powodował, że przedzierałem się przez zarośla. I to wszystko było niesamowicie przyjemne, to zimno, to dotknięcie bycia tam w tym miejscu , które było tak dzikie. Bardzo podobała mi się atmosfera, która tam panuje. Co chwile nadlatywały chmury, to znowu znikała mgła, zza mgły pojawiały się jeziora. Czymś nowym dla mnie była styczność z tymi wszystkimi chatami w górach. Jest ich tam od zajebania. Jakiś obłęd. W pierwszym momęcie jak wszedłem na pierwszy szczyt i się rozjerzałem to się poczułem jak w jakimś filmie o końcu świata. Na niekończącym się marzu drzew pojawiały się co chwila małe domki, których dachy były pokryte trawą. W niektórych paliły się jakieś światełka. To wszystko sprawiało wrażenie jak gdybym wszedł do jakiegoś innego świata. Do świata odgrodzonego od reszty wielki zielonym lase. Było jak w bajce. Ponieważ byłem zbyt leniwy aby wyjąć lustrzanke, zdjęcia robiłem aparatem , którego jakość pozostawia wiele do życzenia, oto kilka ujęć tych domków zaraz za końcem stoku narciarskiego.


Domki pobudowane w środku lasu.



Poniżej kilka ujęć z tej wycieczki.




Tutaj film zrobiony przez Uli Hamacher. Ten film dopiero odzwierciedla to o czym mowie, jest niesamowity.





Ponieżej kilka zdjęć z wycieczki.
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz