wtorek, 22 maja 2012

wdychalem powiew czegoś co było ukryte

podszedlem do drzwi. otworzyly sie. w ciemnosci ktora panowala za nimi widac bylo tylko zarysy sylwetki. wszedlem i drzwi za mna sie zatrzasnely. szedlem przodem. nie wiele myslalem. żadko kiedy mogłem tam myśleć. swiatla byly zgaszone. prawie wszystkie. tylko jedno male, delikatne swiatelko rozswietlalo koniec pomieszczenia. zatrzymalem sie. patrzylem na gre cieni. odlecialem na chwile myslami. siedzialem gdzies w aucie. trzymalem kawe. byla goraca. jezdzilem w tym aucie kilka razy. za kazdym razem ta chwila byla jakas magiczna. magicznie sie tez konczyla. wysiadalem z auta pod samym domem. patrzylem jak odjezdza. wszystko bylo wielkim sekretem. jezdzilismy tylko noca. zapytala czy chce cos do picia. wrocilem do niej, stalismy tam. patrzyla na mnie i usmiechala sie. jej usmiech nie byl tym ktory mozesz spotkac na jej twarzy kazdego dnia. to byl usmiech splatany w tym demonicznym poczuciu iz ploniemy razem w tym samym ogniu. pamietam kiedy pierwszy raz ja zobaczylem. rozmwialismy o banalach. nie moglem oderwac od niej wzroku. dzielilo nas wiele. bardzo wiele. nie wiele moglem powiedziec kiedy rozmawialismy. mowilem wiec oczami. kiedy stala tylem patrzylem na jej czarne skrojone spodnie. wysoka, smukla dziewczyna. w czarnym szpilkach. podchodzila do mnie i odchodzila. za kazdym razem usmiechajac sie, a ja moglem tylko zgadywac czy usmiech jest do mnie czy moze to kolejny słony dodatek do życia. patrzyłem na jej dłonie. wyobrażałam sobie jak je chwytam i zaciskam na nich swoje. patrzyłem na nią przez te 30 sekund za które płaciłem. patrzyłem i pragnąłem. przez trzydzieści sekund stałem i udawałem , że to tylko rutynowa sprawa. jej usta w kompozycji z oczami tworzyły coś co można odnaleźć tylko na dobrych filmach z aktorkami o wątpliwie naturalnej urodzie. chciałem ją powąchać. czasem kiedy nachylała się obok mnie zatrzymywało się wszystko a ja czułem ją w swoich zmysłach, czułem nosem.


masz oczy które podkładają ogień jednym spojrzeniem
Twoje usta gaszą każde pragnienie umysłu 
potrafią być giętkie jak moja fantazja
głosem potrafisz obudzić żar słońca w zimną noc
słowami potrfisz zaplątać idee , która rośnie jak suchnięte drzewo


teraz stała obok mnie i się uśmiechała. w ciemności widziałem jej usta. to była oaza. zadzwonił jej telefon. ciepły głos zalewał miłymi słowami kogoś po drugiej stronie. powoli ruszyłem w jej kierunku. stanąłem za nią. była mojego wzrostu. stała tyłem do mnie. obie ręce miała zajęte. opuściłem dłonie po jej tułowiu. zatrzymały się na spodniach. na pasku od spodni. niby powoli jednak z najszybciej jak potrafilem rozpialem go. nie powiedziala nic. moje usta powedrowaly na jej kark. wdychalem powiew czegos co bylo ukryte. w moje zmysly trafialy czasteczki namietnoci ktora wlasnie miala explodowac. rozmowa nie miala sie ku koncowi. wiec moje dlonie pociagnely spodnie w dol. kucnalem. moje usta teraz wedrowaly po jej posldkach, dlonmi tez tam byly. Czarna koronkowa bielizna nadawala tajemnicy. wszystko wirowalo.

Światło zgasło.

Lezala na wysokosci moich bioder. Bylo bardzo ciemno, ale to nie przeszkadzalo obłędnej namietnosci unosić się w powietrzu. Niczym huragan zwerbowała moje ręce, a te w szalonym tępie zerwały z niej spodnie. Białe nogi uniosły się w strone sufity, który z pewnością gdyby mógł powiedziałby co wtedy widział. Moje dłonie wędrowały po jej udach w góre i w dół, po jej długich nogach. Delikatne powabne ciało roztaczał się przedemną niczym kraina rozkoszy z bajek dla dzieci. A ja czułem się właśnie jak 17 latek, który dotyka kobiety , prawdziwej rozkosznej kobiety. Moje usta plątały się po jej ciele. Oszaleliśmy. Leżała tam i wiła się. A ja cieszyłem zmysły w ciemnościach.


Pomimo iz wiele nas dzieliło nie mogliśmy oderwać od siebie zmysłów. Przychodziłem do niej nocą. Kiedy na pradze już wszyscy spali. Otwierała swoje drzwi , a ja zrywałem jej stanik. Czasem to ona przychodziła do mnie. Zabierala mnie w przestworza, czasem dosłownie czasem w przenośni. Kiedy siadała obok wiekiego uschniętego drzewa i rozpinała moje spodnie aby patrzeć mi w oczy i z wielką intensywnością pobudzać obszary mojego mózgu odpowiedzialne za dzikie okrzyki.

Nie jest możliwe posiadanie czegokolwiek, bo wszystko przemija i znika. Są jednak chwile, których nigdy nie sposób zapomnieć i nigdy nie sposób powtórzyć.

Może zobacze Cie znowu niebawem, złapiemy się za ręce i zatracimy się w słońcu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz