sobota, 12 maja 2012

2002-05-13

wszedłemd o budynku. szedłem długim korytarzem. było dość ciemno choć było to środek maja. przedemną szedł wysoki mężczyzna, miał koło 2 metrów wzrostu. miał na sobie czarny garnitur. szedł powoli , odwracał się co chwile. coś mnie podpytywał. otworzył drzwi do sali. uśmiechnął się i wpuścił mnie do środka. miałem na sobie białą koszule, spodnie w kant i marynarke. usiadłem przy stole. on usiadł na stole niedaleko mnie. zaczeliśmy rozmawiać. powiedział , że widział co dla nigo przygotowałem i że dostane ta pracę. nagle wszystko zrobiło się w koło jasne. uśmiechnąłem się. powiedział abym poczekał i zaraz przyjdzie pani Hania z umową dla mnie. siedziałem tam i patrzyłem przez okno byłem szcześliwy. chwile potem przyszła pani Hania. przyniosła umowe. podpisywałem parafki na kolejnych stronach. nawet nic nie sprawdzałem co jest w treści. w kieszeni miałem może 19zł. to spokojnie wystarczało na kilka paczek ryżu i pare kile cebuli. to była moja racja żywieniowa w tamtym czasie. ważyłem 58kg i wyciskałem na siłce 100kg na ławce. cebula i ryż. na osttaniej stronie widniała moja pensja. kiedy mnie zapytano ile chciałbym zarabiać powiedziałem 700zł. Podniosłem głowe i powiedziałem do Pani Hani, że tu jest jakaś pomyłka bo ja chciałem 700zł a tu jest inna kwota. Usmiechneła się i powiedziała, że tak ma być. Poczułem jak się poce, jak mi się robi gorąco. Podpisałem ostatnią stronę. Usłyszałem "to już wszystko na dzisiaj". Wyszedłem z budynku. Poszedłem na autobus. Za pierwszą pensję która wynosiła ponad trzy  razy  tyle ile chciałem kupiłem laptopa, aparat cyfrowy i książki do nauki programowania.

pisze o tym o jutro mija 10 lat od tego dnia. 13 maja 2002 roku. tamtego dnia dużo się zmieniło. uwierzyłem w moc wiedzy. złapałem wiatr w żagle. zobaczyłem co to znaczy mieć wiedze. zobaczyłem ile jest cenna. nauczyłem się też tego że pieniądze lubią mądrych ludzi nie głupców. przez te dziesięć lat dużo się wydażyło. bardzo dużo. to dzięki pracy miałem okazje i możliwości poznawania świata. uczenia się. poznawania ludzi. mogłem podróżować, mogłem wybierać. w końcu mogłem spełniać swoje marzenia. dużó się nauczyłem przez ten czas. jedna z ważniejszych lekcji mówi aby szanować swoje słowo bardziej niż jakie kolwiek pieniądze.

myślę że pieniądze mnie tez w jakiś sposób zepsuły. miałem ogromne możłiwości. przesuwałem karte i byłem na antypodach. przesuwałem karte i miałem bajeczne agrnitury. przesuwałem karte i jeździłem ścigaczem. przesuwałem karte i jeździłem nowym rowerem po Korsyce. Przesuwałem karte i miałem najnowocześniejsze niepotrzbne gadgety. przesuwałem karte i jadałem kolacje z pięknymi kobietami. przesuwałem karte i rozbierałem je z piękniej bielizny. na tym świecie można kupić wiele. bardzo wiele. niestety to kupowanie przysnłoniło mi wiele spraw. nie wiele czasu poświęcałem ludziom. umarł mi dziadek , a kiedy to się stało uzmysłowiłem sobie , że nigdy z nim nie porozmawiałem tak poważnie. odeszła odemnie kobieta, z którą chciałbym być bo nie wiedziałem nic o sobie. straciłem kilku kumpli bo nie byłem odpowiedzialny za to co mówiłem.

pieniądze mają ogromną moc. dają nam możliwości. nie wiem jak by się potoczyło moje życie bez nich. gdzie bym doszedł, co bym przeżył. jak bym widział. nie wiem czy bym upadł tak nisko jak upadłem i miał szanse się ocknąć.

dziś po dziesięciu latach myślę o śmierci. ta myśl żyje ze mną za dnia i otula mnie nocą. doatrłem gdzieś do punktu w którym nie moge się odnieść do świata. myślę o śmierci jako o czymś co może być jedynym zbawieniem dll braku odnesienia się. nie wiem kiedy przyjdzie. nie wiem jak mnie powita. nie wiem czy to będzie sen bez początku i końca czy może sąd boży. przez dziesięć lat śniłem. może myśl o śmierci jest symbolem przebudzenia się. może nigdy się nie budze a każde przebudzenie jest chwilowym stanem umysłu kiedy myśli , że to co doznaje jest rzeczywistośćia ?

fajnie jest niczego nie żałować. to wspaniałe uczucie. ja jednak żałuje wielu rzeczy w życiu. chyba dlatego jestem sam. bo licze, że to sen. że się przebudze i będe mógł podjąć inną decyzje. tak trudno jest mi znaleźć zrozumienie w tym co mówie. ten sen o którym ciągle mówie. mówie o snie bo tak widze świat. w końcu wszystko tworzy nasz umysł. jeśli tylko pojmie się iż szczeble materi mogą być nieskończone, kiedy pojmie się że jesteśmy uwikłani w proces myślowy który nadaj myślom kształtu wtedy widać , że nie ma różnicy pomiędzy tym co śnie a tym co odczuwam po przebudzeniu. wszystko jest iluzją umysłu. dlatego tak cierpie bo to odczuwam bo nie umiem znaleźc punktu odniesienia w tym świecie. bo widze ludzi zakochanych i szcześliwych, bo widze rodziców, sportowców, biznesmenów, ludzi pełnych pasji i poczucia że żyją. a ja tego nie mam. ja mam tylko poczucie że śnie i że musze się przebudzić. nie umiem żyć. nie umiem tu być. nurtują mnie pytania których istota wynika z braku wiary we wszystko. jestem w tym zagubiony, i pomimo , że nie wiem nic to odnajduje spokój w tym że tone w tej dochłani siebie samego.

nie potrafie zrozumieć tak wielu rzeczy. nie potrafie.


myślałem ostatnio o tym czym moge być. o tym , że jestem zlepkiem pewnych ludzi. że tak naprawde sam nie istnieje a jestem mieszanką ludzi których poznałem i którzy na mnie wpłyneli. mój charakter mieszanka wielu ludzi. to mieszanka tego jak Ci ludzie we mnie sie scierali. jak materializm scieral sie z miloscia. jak brak nadzieji z wiara. jak zlo scieralo sie z dobrem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz