wtorek, 10 kwietnia 2012

tak bez słów

Autobus stał w korku. W sobote rano jest tak zawsze, wszyscy chcą ucieć z miasta. Wielki sznur aut na drodze sugerował , że na jej końcu musi być coś naprawde wartościowego. Chłopak stał tuż przy kabinie kierowcy. Nad jego głową wisiała obdarta z farby rurka. Miała czarny kolor, gdzieniegdzie tylko widać było resztki żółtej farby. Stary autobus jechał powoli. Widać miał uszkodzone sprzęgło bo przy stawaniu i ruszaniu szarpało ludźmi jak by na byku jechali. Chłopak całą siłą trzymał rurke. Jego prawa ręka spinała się w rytm pedałów hamulca i gazu. Był spocony. W autobusie co prawda okna były otwarte, ale w lipcowym skwarze i przy tej prędkości można zatęsknić za zimą. Jego ręka wytrwale ściskała rurke. Miał na sobie szorty i koszulke. Białe adidasy na tle czarnego linoleum byłyby dobrym kadrem do zdjęcia. Stał w lekkim rozkroku. Między jego nogami stały dwie stopy ubrane w lekkie buciki jak gdyby baletnicy. Delikatne blade nogi , który prowadziły w góre zaraz za kolanami okryte były białą lnianą sukienką. Druga ręka chłopaka ściskała plecy przytulonej do niego dziewczyny. To, że było gorąco nie miało znaczenia. Trzymał ją tak mocno jak potrafił. Dziewczyna lekko uniosła głowę. Teraz patrzyli sobie w oczy. W środku panował straszny ścisk więc byli bardzo blisko siebie. Jej biała cera odbijała promienie słońca jak lustro. Patrzył na nią i widzial jak świeci niczym to słońce. Jej lekko zadarty nos dotykał jego ust. Jej wielkie zielone oczy mówiły do niego w języku namiętności. Powoli poczuł jak go puszcza. Teraz tylko on ją trzymał. Kąciki jej ust lekko się uniosły. Autobus warkotał. Poczuł jak jej dłonie przmieszczają się z jego pleców gdzieś pod jego ramiona. Patrzył na nią. Nie padło nawet jedno słowo. Autobus był pełen ludzi. Nikt nic nie mówił. Pomimo tego gdzieś w powietrzu unosiły się niesłyszalne emocje tych dwojga ludzi. Dłonie dziewczyny zaczeły wędrować w kierunku szortów chłopaka. Gdzieś na wysokości pasa jej dłonie się rozdzieliły i jedna znikła gdzieś w falach białej sukienki a druga w czerownych ognistych szortach. Teraz jej usta lekko się zacisneły. Ich oddechy zaczeły przyśpieszać. Nikt niczego nie mógł dostrzec. Powietrze wirowało między nimi jak tornado lecz w zupełnej ciszy. Patrzył na jej usta. Były kompletnie suche. Delikatnie rozwarte. Gdzieś w środku widział tylko przesuwający się koniuszek jej języka. Mówiła do niego oczami, mówiła do niego zastygłymi ustami, mówiła do niego całym ciałem. Przestał czuć gorąc. Zamknął oczy. Czuł tylko ją. Nie było nic więcej tylko ona. Nic sobie nie wyobrażał, jedyne co czuł i jedyne czego pragnął to jej obecność. Była z nim, była nim... Otworzył oczy. Jej usta były jeszcze bardziej rozchylone. Jej oczy wywracały się teraz w dzikim tańcu. Czuł , że za chwile odleci razem z nią. Ona też to z pewnością czuła. Nagle zacisnęła usta w uśmiechu i poczuł jak całą się pręży. Jak kot. Lekko zadrżała. I wtedy jego dłón która trzymała rurke spieła się. Każda żyła wyszła, krew spotkała promienie słońca. Chłopak przycisnął dziewczyne do siebie. Zastygli w promieniach słońca, w korku, w namiętności tak bez słów.

1 komentarz: