wtorek, 10 kwietnia 2012

choinka , która została w drzwiach.

Była sroga zima. Śnieg skrzypiał pod nogami. Choinka , którą niósł była dość duża. Chyba za duża jak na dwunogiego wielbłąda. Ale co tam święta są raz w roku , a radości musi być dużo. Wszedł do mieszkania. W powietrzu unosił się zapach ciasta. Paliły się świece. W powietrzu unosił się kawałek "Dirty Gold- California Sunrise". Postawił choinke i rozebrał się. Na wieszaku wisiały świąteczne ozdoby. Rozejżał się. Nie wypowiedział nawet słowa. Świeczki ustawione na podłodze układały się w wyraźną ścieżke. Uśmiechnął się pod nosem. Poczuł jak serce mu się ściska. Poczuł smak tego co czują skoczkowie na spadochronach, to co czują ludzie pędzący na motocyklach , wszyscy Ci którzy czują, że żyją. Uśmiech nie znikał mu z twarzy. Stał jeszcze przez chwile , malował w głowie obraz tego co odczuwa. Powoli ruszył przed siebie. Mijał kolejne świeczki. Kiedy doszedł do drzwi łazienki zatrzymał się. Przyłożył uchu do drzwi. Delikatnie, jedna za drugą rozbijały się krople o tafle wody. Jego wyobraźnia poszybowała. Zgięte w pół palce stukneły w brązowe drzwi. Zapukał i wyszeptał jej imie. Krople przestały spadać. Chwila ciszy wydawała się jak wielka odchłań , któa wciąga wszystkie zmysły.

Czekam na Ciebie - powiedziała swoim błękitnym głosem.

Złapał klamke. Powoli przekręcił uchwyt. Odkrywał świat , którego nie znał. Znali się kilka tygodni. Chciał poznać kobiete o duszy kwiecistej księżniczki. I oto ona. Biała, wielka piana okrywała jej ciało. Dostrzegł jej dłoń wynurzająca się z wody. Jeden z jej palców zaczął go zapraszać. Zrobił pierwszy krok. Wszedł. W tym momęcie ich oczy się spotkały. Patrzył na nią. Jej oczy przeszywały go. W jednej sekundzie przypomniał sobie wszystkie lata kiedy biegł. Przez życie. Przez parki. Przez świat. Kiedy pokarmem jego duszy była myśl iż wszystko ma swój czas. Przypomniał sobie samotne noce i poranki. Kiedy słońce budziło go jasnymi promieniami, a on wierzył, że pewnego dnia obudzi go ona. Stał i patrzył. Była piękna. Piękna dla niego. Najpiękniejsza. Uśmiechneła się. Nic nie mówili. Kiedy tak stał pełen szczęścia, kiedy tak stał pewny siebie jak wojownik idący na wojne, patrzył i cieszył się tą chwilą bo wiedział , że cudem jest uczucie które go wypełnia. Powolnym ruchem rozpiął pierwsze guziki swojej koszuli. Kiedy ją zdejmował nie spuszczał wzroku z kobiety , której jedynie głowa wystawała nad pianą. Po kilku chwilach stał już nagi. Patrzyła na niego i zagryzała usta. Mierzyła go od stóp do głów. Nie uśmiechała się. Patrzyła. Jej usta chciały powiedzieć coś czego się nie mówi. Podszedł do wanny i zanużył się na drugim jej końcu.

1 komentarz:

  1. Fajne opowiadanie wielkanocne, nie moge, jestes czlwiekiem zagadka, z jednej strony tyle mindfucking, a z drugiej tyle uczuc, jakbys to umial zintegrowac w jedna istote bys byl moim idealem mezczyzny :)bez kitu

    OdpowiedzUsuń