środa, 25 kwietnia 2012

czekam

to co mysle , co przezywam liczy sie tylko dzis. tylko w czasie kiedy zyje. kiedy zamienie sie w robaki to wszystko nie bedzie juz mialo sensu.mam 31 lat. minelo juz 6 lat od 24 kwietnia 2006 roku. tyle czasu a ja wciaz pamietam. wciaz zyje we mnie to co bylo zanim zniklo.przezylem ten czas patrzac w swoje odbicie w tafli wody. czekalem az ustanie.nie chce, nie umiem, nie potrafie zapomniec. nie potrafie przestac tego czuc.
w kazde urodziny, w kazde swieta, przy kazdej okazji zycze sobie aby to potoczylo sie inaczej. to bylo wszystkim czego w zyciu pragnalem. wiem ze nie mam nic , bo to bylo wszystkim co miec moglem. czekam.


czwartek, 19 kwietnia 2012

malowanie reczywistości

Wyobraziłem sobie wielki pokój. Cały biały. O ścianach tak odległych iż ich nie widać. O suficie który był tak wysoko iż ginął w bieli. O podłodze która była tak daleko w dole iż wtopiła się w całość. Nie było tam grawitacji. Tak jak w snach kiedy wiszę, i nigdy nie spadam. Po kilku chwilach rozglądania się utraciłem orientacje gdzie jest góra, gdzie dół. Gdzie ściany a gdzie sufit. Próbowałem spojrzeć na swoje stopy, ale one też gdzieś zniknęły. Stopy, nogi, ręce, cały ja. Nie widziałem już nawet czubka swojego nosa. Widziałem tylko biel. Bez punktu odniesienia. Teraz bez względu na to co czułem, że robię widziałem tylko jeden obraz. Białą otchłań. Czułem, że się kręcę, że obracam się, ale wszystko było jednakowo białe. Światło wszędzie było takie samo. Tkwiłem w tym bez możliwości odniesienia się.

Poczułem jak mój umysł się uspakaja. Przestał odczuwać zimno z końca stóp. Przestałem pytać co i gdzie, dlaczego i poco. Stałem się jak ta biel. Jednolity.

Zobaczyłem mały ciemny punkt. Nie wiem jak daleko był. Nie wiem czy był to duży obiekt czy mały. W ułamku chwili powiększył się. I nagle zobaczyłem przed sobą park. Zielony park. Było lato. Zobaczyłem kobiety siedzące na ławce. Uśmiechały się i rozmawiały. Nagle jedna z nich wstała i podeszła do małego chłopca , który właśnie się przewrócił. Tak samo szybko jak chwila się pojawiła, tak samo wróciła to małego punktu. Punkt zaczął się poruszać powoli. Patrzyłem na niego , nie wiem jak długo bo nie dało się odmierzać czasu, niczym. W końcu kiedy dysponujesz tylko umysłem nie da się odmierzać czasu z jakim pędzą myśli. tak jak w hipnozie. Nie wiesz gdzie jesteś. Nie wiesz nawet, że jest czas. Punkt zataczał małe koło. Pozostawiał za sobą smugę. Szarą wyraźną smugę. Koło które toczył było wyraźnie widoczne dla mnie. Było niczym mała obrączka, taka na najmniejszy palec. Gdzieś w środku obrączki zabłysło coś i w moim kierunku zaczął się już nieco wolniej przesuwać kolejny punkt, który pokazał mi tym razem chłopca jadącego na rowerze. Chłopiec jechał przez las i coś śpiewał pod nosem. Pomimo iż dzień był pogodny to las był ciemny. I znów jak poprzednio scena zamieniła się w punkt. Ten kolejny punkt zaczął pędzić za tym pierwszym. Jak planety w układzie słonecznym. Zaczął zataczać kolejne tylko większe koło.

wpatrywałem się w kolejną scenkę, nie wiem ile czasu minęło, ale scen widziałem już setki. kolejne punkty ukazywały się a potem malały by toczyć coraz większe koła. teraz roztaczał się przede mną wielki potężny lej. wirował niczym tornado na niebie. kolejne smugi pozostawiane przez punkty tworzyły szarą tęcze. nim się spostrzegłem znalazłem się w środku leja. teraz mogłem się obrócić. widziałem jak był ogromny. widziałem jak wielkie kręgi zataczały kolejne punkty. lej był niczym porozwijane rolki filmu, jedna nad drugą. to co było na górze nie miało związku z tym co na dole. to tak jak gdyby ktoś na jednym ekranie wyświetlał milion różnych pasków z różnymi filmami. zacząłem wpatrywać się w jeden z nich i w ciągu myśli znalazłem się tak blisko niego iż mogłem widzieć sceny niczym w kinie. młody człowiek , może w wieku 20-25 lat, siedział na trawie i patrzył się w niebo. płakał. jego łzy wypłynęły z tego widoku i zaczęły spływać lejem w dół. w jednej chwili wszystkie sceny poniżej zaczęły płakać od łez które na nie spadały. ich płacz to były smutne chwile. przesunąłem się po leju w dół i zobaczyłem płaczącą dziewczynę wtuloną w chłopaka. trochę niżej płaczącą nad nim kobietę. jeszcze niżej tego chłopca płaczącego nad martwym chomikiem. odsunąłem myśli i wycofałem się. wszystkie sceny znów zamieniły się w wirujący lej. znowu niczego nie dało się dostrzec. obrócił się w przeciwną stronę. zbliżyłem się. z początku wszystko wyglądało jak gdyby na każdym z tych filmów zatrzymały się klatki. kiedy się zbliżyłem zobaczyłem , że to nie zatrzymane klatki. to chłopiec który był na wszystkich scenach patrzył wyraźnie na mnie. nie patrzył za mnie, ani obok mnie, on patrzył we mnie. zbliżyłem się jeszcze bardziej. jego usta szeptały coś wyraźnie na każdym z filmów. wpatrzyłem się w jeden z nich. byłem najbliżej jak się dało. chłopiec mówił "proszę , powiedz mi kim jestem ? proszę Cie!". jego oczy były przepełnione lękiem. jego oczy ociekały łzami. a on sam wydawał się być bardzo nieszczęśliwy. odsunąłem się. spojrzałem na jeden z filmów nad nim i zobaczyłem go jak z uśmiechem pędzi przez ulice i wita się z dziewczyną. zbliżyłem się tak blisko do niego jak mogłem. patrzył we mnie, a przynajmniej tak to wyglądało. nagle opuścił wzrok. odsunąłem się.

byłem tam. i zastanawiałem się czy kiedy tak patrzyłem na niego to czy mój umysł odbił obraz jego szczęśliwych chwil, dzięki czemu smutny chłopak mógł zobaczyć, że ida lepsze dni. zastanawiałem się jak ja sam wyglądam. zastanawiałem się dlaczego ciągle widzę tego jednego chłopaka. widziałem go kiedy był mały i bawił się w parku. kiedy wyrywali mu zęba. kiedy dostał rower. kiedy zbił go ojciec. widziałem to wszystko i nie mogłem pojąć dlaczego to oglądam.

wtedy przyszła myśl a wraz z nią lej zaczął się dziwnie przechylać. patrzyłem w dół. głęboko podemną najmniejszy punkt zataczał krąg. kolejne coraz większe tworzyły wielką studnie. mogłem się wpatrzeć w dowolny jej kawałek i zobaczyć chłopca. uśmiechniętego. smutnego. złego i sympatycznego. ale co było nademną ? zacząłem się podnosić w góre i zobaczyłem, że nademną nie ma nic. ciemna odchłań. spojrzałem w lewo, widziałem lej, który wił się coraz jak by dalej i dalej. a ja gdzieś w środku. pomyślałem, że może to wszystko , to całe życie jest jednocześnie. otacza mnie. życie jawi się tym co nasze zmysły doznają. życie jest tym lejem , który tworze ja. bo tylko ja jestem tu w środku. tylko ja obserwuje obrazki. tylko ja je maluje. a rzeczywistość to te punkty , które tak się kręcą w koło i tworzą jeden wielki długi film. mój lej nie ma początku. gdzies tam na dole pewien punkt zatacza pierwze koło. ale pod nim jest odchłań. biel, bezkresna nieograniczonagóre i pewnie gdzieś tam zatoczy ostatnie koło. to jednak nie ma znaczenia. to jest tylko lej.

czasami kiedy śnie, czuje jak spotykam ludzi których kochałem. jest mi dobrze, jestem z nimi. znowu przyglądam się odległym częściom leja. potem budzę się. myśli powracają a ja nie moge ich zmienić bo są dowodami przeszłości. często bolą. bardzo bolą. bywa i tak, że siadam zrezygnowany i tęsknie. tęsknie za tym czego doświadczyłem w życiu. za wspaniałymi ludźmi. za tym co nas łączyło. ronię łzy. i jak żywe powracają chwile. i nie wiem skąd ale czasem pojawia się wtedy myśl. myśl o tym , że już kiedyś płakałem i oto przyszły piękne dni. tak i teraz może warto spojrzeć dalej niż rzeczywistość którą widzę i pozwolić aby obrazy które namaluje gdzieś dalej były piękniejsze ?

jestem pewien, że to co widzę teraz to obrazy, którymi z rzeczywistości lepie mój lej. i jestem pewien, że gdzieś tam gdzie nie ma myśli, gdzie nie ma rzeczywistości jestem ja. patrze na ten mój lej, patrze na siebie siedzącego tutaj i próbuje coś sobie pokazać.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

pytam czy sie boisz ?


żaden poranek nie jest wyjątkowy
każdy jest piękny
żadna kobieta nie jest już jedyna
każda jest sobą
żaden dzień nie ma znaczenia
każdy jest cudem
żadna myśl nie jest genialna
każda jest błędem!
żadna myśl Twoja na ten temat nie ma znaczenia

umarłem,bo kpie z siebie z radością
robaki pragnień zeżarły sine mięso
mój mózg śmierdzący i serce
serce pełne pustki

wszystko czego pragniesz, co szanujesz
spal to, jeszcze dziś
otwórz oczy i rozetnij sobie ciało nożem
zobacz krew z której jesteś stworzony
nie mów o życiu
jak możesz mówić o nim  kiedy nie krew
nie krew, nie czerwoną i żywą krew
lecz nadzieje pijesz


te wszystkie chwile zlepione w zdjęcia
o milionach barw, ze źródłem każdej łzy
maluje je jak tysiąc lat żyjący stróż
na skalnych ścianach w mojej głowie
zapomniałem, że jestem idiotą wśród mądrych głów


przykryłem Boga stertami myśli w kartkach
zapomniałem, że żyje by dotknąć dnia swoich urodzin
poszukać siebie , bez wszystkich myśli nie moich
obudziłem się znowu w świecie bez osi
kompas emocji rzadko wskazuje ludzi
deszcz lęku pada z nieba
wiatr próżności wieje z domów
tak jak padał i wiał od tysięcy lat



jak to jest pytam się Ciebie czy siebie
ale czy to różnica ? ty czy ja ? jest tylko my
my dowiemy się o tym niebawem

gdzie ten bóg urojony, do kogo ręce wznoszą ?
chciałbym umrzeć z jednego powodu
by już się nigdy nie obudzić

lub

spotkać Cie i przeprosić, że nazwałem Cie
właśnie tak, bo mogę się mylić
ale Ty nie, nie nie nie, Bóg i błąd ?
nie pomyśl tak nigdy! nigdy!

Nie widzę ludzi
nie widzę zwierząt
nie widzę drzew
Ja widzę życie
konstrukcje genialne bo niepojęte przez nasz umysł


życiem nazywamy to czego sami rękami stworzyć nie umiemy.
a życie boga nazywa twórcą swym, bo któż ich stworzył
pytają małpy co na księżyc wskoczyły
a od ziemi oderwać się nie mogą na wyżej niż krok

ludzi głodnych - skazanych za życia
dziewczyny wtulone 1 chłopców - one miłością to zwą
nie zobaczysz tej miłości , ideo Boga , bo jej nie ma
to zjawisko na poziomie dla Ciebie atomowym
dwie dusze splątane, słyszysz ? dusze ! ?
ludzie wierzą , że mają dusze, i to nimi kochają
wszystko w imię Ciebie, Boga urojonego
a kiedy umrę, to tu znajdziesz moje myśli
i poślesz mnie z czystym sumieniem
dokładnie tam gdzie będzie reszta tych
którzy dotarli do dnia swoich narodzin
ludzie głodni pozostaną głodni
a Ci co kochali umrą, razem z kochankami
miłość ich umrze, głód jak był będzie
a ja po zamknięciu oczy już ich nie otworze
wiesz to! bo tylko w mojej głowie siedzisz

bo wiesz co myślę ? myślę, że ja jestem bogiem
i To o mnie chodzi , nie o Ciebie.
Wiara w Boga Ciebie daje moc
daje moc tym co im wiatr lęku wieje, oni nie są życiem
wszystkie te istoty chcą czegoś
zapomniały o życiu
one chcą chcieć chcenia chcenia
kiedy zaczniesz chcieć nie przestaniesz
jesteś wirusem który żyje w nas
twój koniec jest bliski
wierze w to



wciąż czekam
czekam
czekam
czekam tej chwili, aż spotkam ludzi
i powiedzą, ze widza to samo
znikniesz, bo na Ciebie jest lekarstwo
znikniesz tak jak się pojawiłeś, zapomnę Cie
bo kiedy się urodziłem nie było Cie
pojawiłeś się razem ze słowami nosicieli
i tak tez znikniesz
boisz się ?
pytam czy się boisz ?
czujesz teraz to co ja ?
ze znikniesz i więcej się nie pojawisz ?
może teraz zaczniesz gromadzić i chcieć
zaczniesz się bać
zaczniesz wierzyć ze ja jestem Bogiem
wiec kleknij teraz i módl się do mnie
bym nie zapomniał


nie zapomnę o Tobie bądź pewien
będę pisał o Tobie
tak długo jak długo żyć będę
wytępię Cie , każdym wspomnieniem
obrócę to
znikniesz


na zawsze

smaki życia

ci którzy mieli szczęście być zrodzeni
ci którzy mieli szczęście przeżyć dzieciństwo
ci którzy mieli okazje urodzić się zdrowi
ci którzy mieli okazje wyjść z domu
dotknąć
powąchać
zasmakować całymi galaktykami komórek
ci,  wiedzą o czym mówię.



niedziela, 15 kwietnia 2012

Pomyślałem i usłyszałem. Johny Cash , Hurt .

szedłem ulicą z kolegą. było dobrze po północy. zrobiliśmy kilka piwek. mijamy na ulicy gitarzyste, który rozstawia sprzęt. nachodzi mnie myśl, żeby poprosić go aby zagrał Johnego Casha "Hurt". nie podchodze jednak do gościa i razem z kolegą mijamy go i idziemy dalej. będąc już kawałek za nim zatrzumuje się i nie moge uwierzyć. mówie Tomek wracamy, to nie może być prawda. wracamy i gdzieś w środku kawałka udaje mi się nagrać moment. piękne są czasem te zbiegi okoliczności.


sobota, 14 kwietnia 2012

"Jak to????? W Skandynawii?"

Kiedy jestem w jakimś miejscu pierwszy raz i nic o nim nie wiem to towarzyszy mi uczucie przygody. To przyjemne i miłe doznanie, czuje jak coś odkrywam. Dopiero później dowiaduje się czegoś o tym miejscu i zaczynam inaczej na nie patrzeć. Podobnie odkrywam Norwegie. Jest pięknie, miło i ..... No właśnie nie wiem jak to nazwać, ale może nie będe nazywał , a opisze co widze.

To moja druga wiosna w Norwegii. Ubiegłej wiosny na jednym z marketów kupiłem sobie rower. Używany, staruszek, ale jeździł jak strzała, nazywał się Barbarian. Pewnego dnia wyszedłem na ulice, odczepiłem swoją blokade i zobaczyłęm coś czego się nie spodziewałem. Ktoś założył na mój rower wielki łańcuch i kompletnie zablokował mój rower. Zrobił to w miejscu gdzie stawia się rowery, daje słowo to był publiczny stojak. No nic, zdaża się, ktoś zrobił mi kiepski żart. Zimą biegałem, czytałem książki, rower poszedł w zapomnienie. I oto przyszła nowa wiosna, postanowiłem kupić rower. Przeszukiwałem skrupulatnie sieć w poszukiwaniu jakiegoś używanego cacka. I znalazłem. Piękna bestia, wielkie koła, dwa razy używany, cieniutkie opony idealne do miasta.

Tydzień później jadłem obiad z kolegamia w pracy. Pochwaliłem się rowerem, koledzy chcieli go zobaczyć. Okazało się, że pomimo iż rower stał tylko 1,5h w budynku firmy, gdzie drzwi otwiera się tylko kartami elektronicznymi zniknął. Zwyczajnie wyparował. To już mnie ruszyło.

Opublikowałem na fejsie zdjęcie roweru z nadzieją, że może znajdzie się przypadkiem. Pierwszy komenatrz brzmiał: "Jak to????? W Skandynawii?". I to mnie natchnęło aby wybrać się dzisiejszej nocy i pokazać jak wyglądają ulice Oslo i co się dzieje z rowerami , które się tam zostawia. Nie ma znaczenia czy przypniesz rower czy nie. Ukradną go albo zniszczą. Jeśli przypniesz rame, zniknął koła. Jeśli przypniesz koła, zniknie rama. Kiedy tak szedłem ulicami i patrzyłem na to, wracałem wspomnieniami do Warszawy w której mieszkałem blisko 9 lat. Nie mogłem sobie przypomnieć takich widoków, oczywiście to nie znaczy , że tak nie jest. Ale naprawde nie mogłem sobie tego przypomnieć. Nie chciałbym tu wyciągać żadnych wniosków dlaczego tak jest bo taka sytuacja jest podyktowana wieloma czynnikami. Zdjęcia , które zrobiłem dotyczą ścisłego centrum w tym pięnym i nowoczesnym mieście. Proszę jednak pamiętać, że ulice Oslo to nie ulice Warszawy - dla tych którzy nie wiedzą o czym mówię proponuje poczytać w wikipiedii na temat mniejszości zamieszkujących Oslo.

Te rowery nie wyparowały, a ktoś kto je ukradł mieszka tu nadal. Ci ludzie którzy tak postępują są w koło, mijam ich na ulicach, w drzwiach. Przyglądam się koleżance , która wozi ze sobą dwu kilogramowy łańcuch do roweru. Przyglądałem się swojej reakcji na utrate roweru. Przypominam sobie kiedy podczas uroczystości w Oslo skradziono mi telefon z plecaka. Nie pamiętam aby w polsce mnie tak okradano.

Oczywiście nalęzy pamiętać o miejskich rowerach i ścieżkach rowerowych, bo to wielkie plusy. Opisałem jedynie jak wygląda mały kawałek ulicy w Oslo z mojego punktu widzenia. Nie doszukiwałem się przyczyn bo to już inny temat. Mam nadzieje, że dzięki temu kilka osób będzie mogło porównać swoją ulice do tej tutaj i spojrzeć z nieco większym dystansem na publikacje mówiące gdzie żyje się najszczęśliwiej w europie. Bo z punktu widzenia zwykłego rowerzysty z pewnością nie jest to Norwegia.

Tekst i zdjęcia opublikowane są również w serwisie wiadomosci24.pl
















środa, 11 kwietnia 2012

it is too late

mam podłoge, dach i jedzenie. materac. kilka książek. co dzień rano zakładam słuchawki ide do piwnicy wyciągam rower i jade do pracy. mam ogromną frajde z jazdy rowerem. to bardzo relaksujące. kiedy jade pod góre męcze się. kiedy z niej zjeżdżam puszczam kierownice i czuje jak lece. staram się deptać po ziemi , nie wyszukiwać niestwożonych atrkacji. próbuje być i cieszyć się jabłkiem w ustach i jazdą rowerem.

podczas lunchu rozmawiałem z kolegami. pochwaliłem im się , że kupiłem bardzo tani świetny używany rower. zapytali gdzie jest bo chcą zobaczyć. powiedziałem że na dole w budynku. zasugerowali abym lepiej go tutaj wstawił. zdziwiłem się, bo przecież tam jest bezpiecznie. poszedłem na dół po rower. wróciłem i powiedziałem tylko "it is too late".

nie można sobie wymyślić , że coś będzie i tak będzie. nie można bo przychodzi ktoś kto ma inną wizje świata i zmienia Twój. tak się cieszyłem, że mam rower. że moge sobie jeździć, że do pracy nie musze już autobusem jeździć. jednak musi być inaczej. czuje coś. chyba, że mi przykro. przykro bo miałem przyjemność i już jej nie będzie. wiem , że nie kupie takiego roweru bo tu są cholernie drogie , a to że ten kupiłem tak tanio to był przypadek. nie chce znowu jeździć autobusami. będe chodził piechotą.

czemu tak trudno jest pogodzić się z rzeczywistością? dlatego, że się z nią utożsamiam ?

wtorek, 10 kwietnia 2012

kamień

jechałem dziś na rowerze do pracy. padał deszcz. miałem zakwasy po bieganiu więce jechałem bardzo wolno. na uszach miałem słuchawki, leciała Coma. jechałem po chodniku. Nagle zwolniłem przed przejściem dla pieszych. Z lewej strony nadjeżdżał autbous. Kierowca uśmiechnął się i gestem ręki dał mi znac żebym jechał. Podziękowałem. Ale już od kilku sekund moją uwagę przykuwał hałas. Coś stukało mocno. Bałem się , że to mój rower. Zdjąłem słuchawki. I nagle zobaczyłem siedzącego na ziemi bezdomnego faceta, który tłukł kamieniem 5 koron. To było dokładnie tutaj. Nagle poczułem się jak gdybym już to widział. Siedział tam centralnie i napierdalał wielkim kamieniem w tą monete. Miał bose nogi. Padał deszcz. A on tam sidział i walił w nią.

tak bez słów

Autobus stał w korku. W sobote rano jest tak zawsze, wszyscy chcą ucieć z miasta. Wielki sznur aut na drodze sugerował , że na jej końcu musi być coś naprawde wartościowego. Chłopak stał tuż przy kabinie kierowcy. Nad jego głową wisiała obdarta z farby rurka. Miała czarny kolor, gdzieniegdzie tylko widać było resztki żółtej farby. Stary autobus jechał powoli. Widać miał uszkodzone sprzęgło bo przy stawaniu i ruszaniu szarpało ludźmi jak by na byku jechali. Chłopak całą siłą trzymał rurke. Jego prawa ręka spinała się w rytm pedałów hamulca i gazu. Był spocony. W autobusie co prawda okna były otwarte, ale w lipcowym skwarze i przy tej prędkości można zatęsknić za zimą. Jego ręka wytrwale ściskała rurke. Miał na sobie szorty i koszulke. Białe adidasy na tle czarnego linoleum byłyby dobrym kadrem do zdjęcia. Stał w lekkim rozkroku. Między jego nogami stały dwie stopy ubrane w lekkie buciki jak gdyby baletnicy. Delikatne blade nogi , który prowadziły w góre zaraz za kolanami okryte były białą lnianą sukienką. Druga ręka chłopaka ściskała plecy przytulonej do niego dziewczyny. To, że było gorąco nie miało znaczenia. Trzymał ją tak mocno jak potrafił. Dziewczyna lekko uniosła głowę. Teraz patrzyli sobie w oczy. W środku panował straszny ścisk więc byli bardzo blisko siebie. Jej biała cera odbijała promienie słońca jak lustro. Patrzył na nią i widzial jak świeci niczym to słońce. Jej lekko zadarty nos dotykał jego ust. Jej wielkie zielone oczy mówiły do niego w języku namiętności. Powoli poczuł jak go puszcza. Teraz tylko on ją trzymał. Kąciki jej ust lekko się uniosły. Autobus warkotał. Poczuł jak jej dłonie przmieszczają się z jego pleców gdzieś pod jego ramiona. Patrzył na nią. Nie padło nawet jedno słowo. Autobus był pełen ludzi. Nikt nic nie mówił. Pomimo tego gdzieś w powietrzu unosiły się niesłyszalne emocje tych dwojga ludzi. Dłonie dziewczyny zaczeły wędrować w kierunku szortów chłopaka. Gdzieś na wysokości pasa jej dłonie się rozdzieliły i jedna znikła gdzieś w falach białej sukienki a druga w czerownych ognistych szortach. Teraz jej usta lekko się zacisneły. Ich oddechy zaczeły przyśpieszać. Nikt niczego nie mógł dostrzec. Powietrze wirowało między nimi jak tornado lecz w zupełnej ciszy. Patrzył na jej usta. Były kompletnie suche. Delikatnie rozwarte. Gdzieś w środku widział tylko przesuwający się koniuszek jej języka. Mówiła do niego oczami, mówiła do niego zastygłymi ustami, mówiła do niego całym ciałem. Przestał czuć gorąc. Zamknął oczy. Czuł tylko ją. Nie było nic więcej tylko ona. Nic sobie nie wyobrażał, jedyne co czuł i jedyne czego pragnął to jej obecność. Była z nim, była nim... Otworzył oczy. Jej usta były jeszcze bardziej rozchylone. Jej oczy wywracały się teraz w dzikim tańcu. Czuł , że za chwile odleci razem z nią. Ona też to z pewnością czuła. Nagle zacisnęła usta w uśmiechu i poczuł jak całą się pręży. Jak kot. Lekko zadrżała. I wtedy jego dłón która trzymała rurke spieła się. Każda żyła wyszła, krew spotkała promienie słońca. Chłopak przycisnął dziewczyne do siebie. Zastygli w promieniach słońca, w korku, w namiętności tak bez słów.

choinka , która została w drzwiach.

Była sroga zima. Śnieg skrzypiał pod nogami. Choinka , którą niósł była dość duża. Chyba za duża jak na dwunogiego wielbłąda. Ale co tam święta są raz w roku , a radości musi być dużo. Wszedł do mieszkania. W powietrzu unosił się zapach ciasta. Paliły się świece. W powietrzu unosił się kawałek "Dirty Gold- California Sunrise". Postawił choinke i rozebrał się. Na wieszaku wisiały świąteczne ozdoby. Rozejżał się. Nie wypowiedział nawet słowa. Świeczki ustawione na podłodze układały się w wyraźną ścieżke. Uśmiechnął się pod nosem. Poczuł jak serce mu się ściska. Poczuł smak tego co czują skoczkowie na spadochronach, to co czują ludzie pędzący na motocyklach , wszyscy Ci którzy czują, że żyją. Uśmiech nie znikał mu z twarzy. Stał jeszcze przez chwile , malował w głowie obraz tego co odczuwa. Powoli ruszył przed siebie. Mijał kolejne świeczki. Kiedy doszedł do drzwi łazienki zatrzymał się. Przyłożył uchu do drzwi. Delikatnie, jedna za drugą rozbijały się krople o tafle wody. Jego wyobraźnia poszybowała. Zgięte w pół palce stukneły w brązowe drzwi. Zapukał i wyszeptał jej imie. Krople przestały spadać. Chwila ciszy wydawała się jak wielka odchłań , któa wciąga wszystkie zmysły.

Czekam na Ciebie - powiedziała swoim błękitnym głosem.

Złapał klamke. Powoli przekręcił uchwyt. Odkrywał świat , którego nie znał. Znali się kilka tygodni. Chciał poznać kobiete o duszy kwiecistej księżniczki. I oto ona. Biała, wielka piana okrywała jej ciało. Dostrzegł jej dłoń wynurzająca się z wody. Jeden z jej palców zaczął go zapraszać. Zrobił pierwszy krok. Wszedł. W tym momęcie ich oczy się spotkały. Patrzył na nią. Jej oczy przeszywały go. W jednej sekundzie przypomniał sobie wszystkie lata kiedy biegł. Przez życie. Przez parki. Przez świat. Kiedy pokarmem jego duszy była myśl iż wszystko ma swój czas. Przypomniał sobie samotne noce i poranki. Kiedy słońce budziło go jasnymi promieniami, a on wierzył, że pewnego dnia obudzi go ona. Stał i patrzył. Była piękna. Piękna dla niego. Najpiękniejsza. Uśmiechneła się. Nic nie mówili. Kiedy tak stał pełen szczęścia, kiedy tak stał pewny siebie jak wojownik idący na wojne, patrzył i cieszył się tą chwilą bo wiedział , że cudem jest uczucie które go wypełnia. Powolnym ruchem rozpiął pierwsze guziki swojej koszuli. Kiedy ją zdejmował nie spuszczał wzroku z kobiety , której jedynie głowa wystawała nad pianą. Po kilku chwilach stał już nagi. Patrzyła na niego i zagryzała usta. Mierzyła go od stóp do głów. Nie uśmiechała się. Patrzyła. Jej usta chciały powiedzieć coś czego się nie mówi. Podszedł do wanny i zanużył się na drugim jej końcu.

niedziela, 8 kwietnia 2012

szybciej czy wolniej

ten niebieski płyn do ust jest niesmaczny. co dzień rano płucze nim zęby w nadzieji , że wypadną mi rok później niż powinny. czy to ma znaczenie ?

wchodze do kuchni. wszystkie pokoje są pozamykane. nie wiem czy jestem sam, ale to nie przeszkadza mi aby śpiewać pod nosem piosenke , która próbuje bezskutecznie grać na gitarze. gitara wymaga cierpliwości. jogurt troche rozwodniony, ale jako śniadanie jest dla mnie w sam raz. za oknem na podwórku stoją drzewa. modne drzewa. dużo mody jest w koło. modne drzewa mają poprzycinane ręce. odcięto im większość gałęzi i stoją teraz jak te pomniki artystów. w bezruchu, nie szumiią ich liście, słońce nie zatrzymuje się na nich. kurwa biedne są te drzewa. chciały żyć a zrobione z nich żywe trupy.

wchodze do piwnicy gdzie grzyby mają swój raj, zapachy natury jakie się tam roznoszą na dobrą sprawe mogłyby przyciagnąć nos redaktora programu o nieodkrytych gatunkach z discovery. wyciągam rower. wychodze przez drzwi od budynku. wsiadma na rower i dzis wcale sie nie spiesze.

pedałuje powoli, bardzo powoli. trasa z pracy do domu zajmuje mi 10 minut. 10 minut w ktorych liczy sie dojechanie siebei na maxa. taka pogon jak zwykle zreszto. bez sensu. pedaluje wolno i widze wszystko co mijalem codzien i nie widzialem. jak w klasycznym opowiadaniu mistrza filozofii odsladnia sie przedemna swiat ktorego nie znalem a w ktorym bylem. mijam piekne domy. bramy jak z dawnych czasow. w pewnym momecie na chodniku dostrzegam pieniazek. zatrzymuje sie i podnosze go. fajnie :) znalazlem cos. moze to nie rozum , ale cos znalazlem! usmiecham sie. jade powoli. zatrzymuje sie przy stojacym drzewie. pzypomina mi sie film "Źródło" i scena z drzewem. Okazuje się , że to które mijam jest do niego podobne. niesamowite :) przyglądam mu się bliżej i okazuje się , że drzewo nosi nawet ślady człowieka.



Leżałem wczoraj w pokoju. Pusty, bez zmian. Tylko ja i ściany. Bycie samemu to jedno z tych doświadczeń, które zmienia, przynajmniej mnie. Tak sobie myślałem, że to jedno z najcięższych doświadczeń jakich zaznałem żyjąc. Trudnośc jego w moim przekonaniu polega na tym, że człowiek odcina się od siebie. Czas przyjmuje inny wymiar. Wydaje mi się , że samotność wyostrza zmysły. Tak mi się wydaje. Mówiąc o samotności mam na myśli to , że nie dziele życia z nikim. Jestem sam i miewam sporadyczne kontakty ze znajomymi. To wyostrzenie dotyczy wszystkich zmyslow. Przez bycie samemu kiedy wchodze w interakcje z ludzmi odnosze wrazenie zeodczuwam wiecej i wiecej.

Jak do mnei dotarlo jakis czas temu nie ma zadnej prawdy ani modrosci. Wszystko jest tylk zludzeniem ludzi ktorzy na filarach jednych ideii buduja inne. Zatem wszystko co pisze jest iluzja. Iluzja chodnikowego glupca jak zgodzilem sie z komenatrzem kogos kto czytal ten bełkot.

Wchodze do sklepu zeby kupic sobie jedzenie. Na pulkach sa tysiace produktow. Okazuje sie ze wybieranie pomiedzy nimi zajmuje bardzo duzo czasu. Bo jak mam sie zdecydowac kiedy jest 10 rodzajow kukurydzy w puszcze. Wracam z kilkoma jablkami , paczka kaszy kusssskus , gruszkami , styropianem do jedzenia i batonami. Mieso mi smierdzi, kazde. Zdaza mi sie zjesc pizze. Wracam i ukladam to wszystko na swojej pulce. Otwieram lodowke, chce wlozyc jogurty. W srodku nie ma miejsca, bo jedna osoba posiada cala lodowke jedzenia. Odkad tu przylecialem fotografuje telefonem smietniki w ktorych mozna znalezc dowolne jedzenie. W zasadzie gdybym zdecydowal sie z tego co jest w smieciach to moze jadalbym lepsze produkty niz te ktore kupuje, a to ciekawe.

Staje pod przysnicem i zaczynam oglądać swoje ręce, patrze na nie i zaczynam patrzeć na siebie jak gdyby z góry. Jest ciało i jestem ja. Genialna konstrukacja. Jestem zapakowany w tak genialna konstrukcje. Najlepsza z mozliwych na tej planecie. Niesamowite.

piątek, 6 kwietnia 2012

zrzut myśli


Nie ma najmniejszego znaczenia nic. to co myślę, to co zrobię , to co poznam. nic nie ma znaczenia. świadomość której doświadczam będąc tutaj jest niczym. kiedy siedze i patrze na niebo i zdaje sobie sprawe z przemijania z tego iż żadna chwila nie jest trwała tak jak żadne doświadczenie wtedy wszystko traci moc. wielkość wszechświata o którym wiem jest niczym przy tym czym on jest. małość najmniejszych szczebli materii o których wiem jest niczym przy tym co jest głebiej.

nie moge tłumić uczuć bo kipie w środku. kipie tęsknotą , miłością , tęsknotą , empatią i poczuciem ulotności. kocham. cholera kocham. tęsknie paskudnie boleśnie i dusze to aby mnie to nie zabiło.

tak mało rozumiem. tak mało rozumie z tego co się tu dzieje. dlaczego nosze w sobie poczucie niespełnienia. dlaczego czuje się już tam gdzie będe za jakiś czas. ciągle myślę jak daleko jestem i jak brakuje mi bliskich mi osób. za kilka lat moge już ich nie mieć. mogą umrzeć. do kogo wtedy pójde ? komu powiem, że go kocham ? na myśl o kim zapłacze ?

świat jest tak różnorodny. tak wiele możliwości daje nam życie. im więcej wiem o tym świecie tym bardziej go doceniam i ciesze się z życia. tak mało mi trzeba do szcześcia. jednak nie moge przestać myśleć o jego końcu. ciągle mam przed oczmai przemijanie.

wczoraj siedziałem w pustym pokoju. czytałem książek. myślałem o tym co dociera do mojego umysłu. przecież skoro ja znikne to wszystko co sie dzieje w koło mnie nie ma znaczenia. wszystko co tworze nie ma znaczenia. nic nie ma znaczenia. a może ma ? nie wiem. może wszystko co myśle ja , Ty i wszystkie istnienia które przewijaja sie przez ziemie może one tworzą jakiś byt. jak wiadomo z poszczegolnych elementow nie mozna wywnioskowac jak zachowa sie cala ich grupa. Tak jak na podstawie wiedzy o neuronie mozna wywnioskowac jak dziala mozg. oczywiscie mozna powiedziec ze nie mamy mocy obliczeniowej do analizy tego , ale rowniez operujemy zmyslami ktore nei wychwytuja wszystkich apsektow wszechswiata w ktorym zyjemy. Patrze za okno, widze oddalony palac. oddalony ? istnienie materi kreuje przestrzen czy przestrzen kreuje mozliwosc istnienia materi ? podobno czas i przestrzen sa absolutne wobec materii. zatem moze gdyby postawic idee ze mozg dzialalby bez czasu to i materia nie mialaby miejsca ? trudno mi jest sobei wyobrazic brak czasu a jednak szukam gdzies tej wizji.

Czy jeśli przylecą kosmici i pokaża nam , że w skali świadomości są tak daleko od nas jak my od kurczaków to czy mają prawo nas pozjadać ? 


jestem sam. nie chodze na piwo. nie ogladam telewizji. czas spedzam na pracy i nauce przy czym to pierwsze zawiera sie w wiekszosci w drugim. ucze sie. malo wiem. malo sie nauczylem kiedy byl na to czas. patrze na to co sie dzieje. pytam siebie wciaz gdzie i kim jestem. po co tu jestem. odpowiedzi ktore do tej pory dostalem od ludzi w roznych formach nie satysfakcjonuja mnie. odrzucam wszelkie religie. odrzucam hipotezy o tym co byc moze. odrzucam nawet swoje hipotezy ktorych jeszcze nie wymyslilem. wszystko jest kreacja umyslu. nie sposob jest byc poza pomieszczeniem i w nim jednoczesnie. a moze ? bo jak mam analizowac siwat skorow  nim tkwie ? Jak mam co kolwiek o nim wiedziec skoro patrze na niegoz punktu widzenia obserwatora ? jestem tu uwieziony.

jesli jeszcze nie zwariowalem to stanie sie to niebawem. osiagam juz stany w ktorych czuje ze mnie nie ma. patrze na swiat i wiem ze on nie istnieje. patrze na ludzi i widze jak znikaja. patrze i widze wszystko naraz, przeszlosc splatana z przysloscia.

sztuka nie jest dla wszystkich. tak jak picie wodki i rozmowy o celebrytach. nie wiem czy mozna wartosciowac czy lepsze jest picie wodki czy nauka. wydaje mi sie na chwile obecna ze wartosciowanie jest wymyslone przez nas. rob co chcesz i ciesz sie zyciem. klasycy praw natury siedzieli i dumali co jest wazniejsze i co lepsze dla nas. ale to tylko ich wymysly. wymysly z ktorymi przez wieki sie godzono.

wydaje mi sie ze nie ma czegos takiego jak szacunek do zycia. owszem mozna sie nim zachwycac ale zycie nie ma znaczenia. my ludzie czujemy, piszemy , spiewamy i mowimy o tym. wszystko sobie jednak wydumalismy, to ze niby nasze zycie jest cos warte. Wszechswiat jest jednak tak wielki i istnieje w nim tyle form ze jest naprawde waskim myslenie ze my w nim jestesmy jacys wyjatkowi.


patrze na zachody słońca na wschody i deszcz. patrze na chłopaka który ciągnie jedną noge, on nie pobiegnie. patrze na kobiete ktorej wyglad wymaga wiele pracy. patrze na kierowce autobusu w krawacie i zaniedbanych bogaczy. a posrod nich ja. z coraz mniejsza iloscia slow do powiedzenia.

spanie na podlodze na waskim materacu ma to do siebie ze trzeba byc czujnym w nocy aby nie spasc na parkiet. w zasadzie nie moge sie przekrecac bo spadam. musze spac w jednej pozycji.

rano robie papki. dwadziescia przed umyciem zebow i dwadziescia po. jak nikogo nie ma w biurze to jeszcze dwadziescia w biurze. kiedys jak uczylem sie do egzaminow na studia robilem je non stop. potrafilem zrobic 100, a na lewej rece 50. sila ma to do siebie ze wymaga rozumu. sila daje przewage. to samo jest z wiedza. nie mozna bez przerwy myslec na poziomie abstrakcji bo nie przynosi mi to dobrych wynikow. kiedy rozmawiam z ludzmi musze starac sie zachowac zdrowy rozsadek i nie wdawac sie za gleboko bo to niszczy rozmowe.

nauczylem sie sluchac. nauczylem sie mowic kiedy jestem pytany. w rozmowie czuje zupelny komfort. a kiedy ktos mi mowi nie masz racji to sie usmiecham i slucham z uwaga , nie denerwuje sie jak kiedys. to nie masz racji moze przyniesc dwa wyjscia. albo mowiacy dojdzie do innych wnioskow albo ja sie czegos naucze. czyz to nie wspaniale ?!?!

czuje sie przed komputerem jak ryba w wodzie. szybkosc z jaka potrafie dotrzec do dowolnej informacji w sieci daje mi niewyobrazalne mozliwosci. kilk amonitorow na obszarach ktorych poruszam sie miedzy aplikacjami budujac kod, szukaja informacji, sluchajac muzyki. moja praca jest kreacja czegos co nie istnieje fozycznie. to tylko informacja zapisana na nosniku. ludzie przychodza i mowi mozesz zrobic to czy tamto, a ja w jednej chwili buduje mape  w glowie i juz wiem co z czym polaczyc jak dlugo mi to zajmie gdzie moga pojawic sie problemy. analiza rozwiazan w glowie jest niesamowita. moja praca naprawde daje mi pole do popisu. im wiecej mam w glowie tym wiecej mozliwosci moge rozpatrzec. to chyba jest najbardziej niesamowite. mysle ze w przyszlosci zmieni sie sposob komunikacji z komputerem. klawiatura nie jest najlepszym sposobem przekazywania informacji. obstawiam na skanery mysli ktore beda rozpoznawac co myslimy i na tej podstawie bedziemy wysylac informacje bedzie to duzo szybsze i wydajniejsze.

zawod programisty bedzie stawal sie coraz bardziej popularny przez co stanie sie mniej oplacany. powstana fabryki koderow. koder bedzie jak dzis taksowkarz. narzedzia ktore powstana do budowania rozwiazan beda wymagaly nie wielkiej wiedzy do tworzenia aplikacji. wyspecjalizowani koderzy beda pracowac dla firm zajmujacych sie specjalistycznym oprogramowaniem i byc moze powstana miejsca pracy na lata gdzie koder bedzie zwiazany z firma na lata. nie tak jak jest dzis.



wtorek, 3 kwietnia 2012

siatka myśli

na mojej linijce życia jestem przy liczbie 31. nie mam pojęcia czy to daleko czy blisko jej końca.

wstałem dziś wcześnie za oknem jeszcze ciemno było. otworzyłem oczy. leżałem na środku dużego pokoju. pustego. na podłodze obok mnie okluary. pusty karton po soku mówi mi , że pragnienie musi poczekać. stara podłoga na której leże. ściany też mają już troche lat. patrze na nie a one na mnie. każde z nas ma historie. niestety nie wymienimy się nimi. podnosze śpiwór. stawiam stopu na zimnym parkiecie. nic nie słychać. tylko ja. jak we śnie , kiedy wszyscy umarli. za oknem błekitne niebo. słońce świeci.

jest w życiu samemu coś co mnie przyciąga. do tej pory nie wiem co to jest. nie ma nic przyjemnego w zasypianiu czy budzeniu się samemu. to przykre raczej jeśli popatrzy się na to z punktu widzenia splątanych nóg w pościeli na wielkim łożu. nocą kiedy się czasem budze przypominam sobie zapach włosów. dłonie które były blisko. oddech. to szczęście móc być z kimś bez wątpienia. ale tylko jeśli umie się to docenić. może zatem przyciąga mnie brak umiejętności docenienia ?


kiedy się kłade na mate, biore książke i czytam, długo zajmuje mi znalezienie odpowiedniej pozycji do wygodnego czytania. mam 31 lat i czytanie sprawia mi trudności :) jak sobie pomyśle o tym jak to jest kiedy ma się 80 lat.... demencja i inne koszmary. pewnie nie łatwo jest być spełnionym w życiu kiedy jest sie starym i samotnym. ja co prawda jeszcze stary nie jestem ale samotny napewno. z samotnościa jest tylko jeden problem. przynajmniej u mnie. bardzo intensywnie odczuwam ból kiedy co jakiś czas powraca myśl o kimś za kim nieustannie tęsknie.

Leżałem w łóżku i wobrażałem sobie obraz , który chciałbym namalować. Wyglądałby on tak, że przedstawiałby smuge. Ta smuga zaczynałaby się po lewej stronie. Nad jej początkiem i pod nim byłby oczy moich rodziców. smuga powoli by się poszeerzałą tworząc kształtem małego człowieczka. potem była coraz większa i większa, gdzies po drodze mijałaby mój obecny czas aż w końcu dochodziłaby do końca , urwana gdzieś nagle. i potem już nic. kawałek białego płutna.

szedłem sobie i myślałem o śnie. kiedy śnie to ciężko jest sobie uzmysłowić , że się śni. bardzo ciężko. zdaża mi się to niezmiernie żadko , a kiedy już się to dzieje zaczynam szukać jej w snach. znajduje ją i chwytam mocno za ręke i patrze w jej oczy. a w życiu ? czy życie może być snem ? czy są meijsca lub znaki mówiace obódź się bo śpisz ?

zacząłem czytać o Epistemologii. zabierałem się do tego długo. co zacząłem to nie mogłem przebrnąć przez pierwsze przeszkody. no i wczoraj udało mi się. czytam i wydaje mi się że pojmuje o czym pisze autor choć słowami nie potrafie jeszcze wyrazić tych ideii a to może oznaczać, że w pełni jeszcze nie pojąłem tego co rozważa.

leżałem kilka dni temu w łóżku...tfu na karimacie i czytałem książke. i przyszła mi taka myśl do głowy. że może ja jestem człowiekiem który ma bardzo niskie możliwości poznania świata i jego zrozumienia. w połączeniu z inną cecha jaką jest upartość tkwie w przekonaniu , że moge coś zrozumieć. a przeciez może być tak, że jestem zwykłym chodnikowym głupkiem, który za wszelką cenę stara się udowodnić coś sobie. może mam wielkie ego które karmie zabijając siebie ? nie mam pojęcia. faktem jest, że nie skończyłem studiów, nie mam dyplomów, nie mam uznania ani nawet efektów. wszystko co mam to swój umysł, który bezustannie karmie. nie mam tak naprawde nic. no może po za tym , że to wszystko wiem.