sobota, 31 marca 2012

Kinect - jak uzyskać odległość od sensora

Poniżej przedstawie jak można uzyskac informacje o odległości obiektu od sensora.


Odległość danego pixela jest zapisana na 16bitach. Trzy najmniej znaczące wskazują na identyfikator obiektu a pozostałe 13 na jego odległość.


{bity odległości}{numer obiektu}
{1101 0111 1101 1}{001}


Teraz aby wyłuskać z tego informacje należy użyć dwuch właściwości dostępnych w API.


DepthImageFrame.PlayerIndexBitmask - jeśli na pierwszej z nich wykonamy AND razem z naszą wartością to wyłuskamy numer obiektu.


(1101011111011001) AND (0000 0000 0000 0111) = 0000 0000 0000 0001 = 1




DepthImageFrame.PlayerIndexBitmaskWidth - przesuwając bity o ta długośc dostaniemy informacje o odległości.


0001101011111011 = 6907 = 6907mm


Oto przykład całego kodu: 

int objectNumber = depthData[depthIndex] & DepthImageFrame.PlayerIndexBitmask;
int objectDepth = depthData[depthIndex] >> DepthImageFrame.PlayerIndexBitmaskWidth;

"w życiu nie ma nic na pewno"

poddaje się. tak być nie może. starać się , sprzedawać czas a w zamian biją po pysku.

już 1,5 roku pracuje w norwegii. przykładam się do tego co robie. nie jest tu wesoło. zostawiłem rodzine, przyjaciół, wszystko co miałem. mój czas mija , a ja tu siedze i sprzedaje się. trzy razy zgłaszałem prośbe o korekte mojej pensji. za każdym razem słyszałem niebawem. w końcu moja cierpliwość się skończyła, wstałem i wprosiłem się tam gdzie zapadają decyzje. och tak, zapomniałem o tym , że mieliśmy wyrównać Twoją pensje, ciesze się , że przychodzisz...daj mi kilka dni i wyrównam to....no i kurwa wyrównali. jak by mi ktoś w pysk dał. najgorsze to chyba to, że ludzie po pijaku dużo mówią i wiem ile kto zarabia tutaj...i ja robie za tego co zamiata, choć wiedzą większość mi nie sięga pępka, ale co z tego ?  co z tego , że ja widze co innego, to nie ma znaczenia.

rozpakowałem swój plecak, wyjąłem wszystko co miało mnie cieszyć przez najbliższe dni. długo nie mogłem zasnać, w sumie to czułem się źle. beznadziejnie jak już dawno. plażą, pójdzie ktoś inne. mnie informacja o mojej płacy postawiła przed rozstajem dróg. jak widać nic tu się nie zmieni, choćbym sobie falki wyprówał. sytuacje moge zmienić tylko ja. leżałem tak w nocy. zapaliłem światło. pusty pokój. śpie na macie w śpiworze. za ścianą śmieją się ludzie, cieszą się. obok Popper leży i przypomina mi o źródłach niewiedzy. Nowięc pytam się siebie skąd ta sytuacja w której jestem ? Przyleciałem tu żeby zarobić, nie jestem tu na wakacjach. Może za dużo czasu spędzałem na przyjemnościach ? Może za mało się uczyłem ? Może czas to zmienić ? Zmiany same nie przyjdą, nikt nie zapuka do moich i drzwi i nie powie hej stary mam dla Ciebie świetnie płatną prace. Mam 10 dni wolnego, nie będzie mnie w podróży. Zapierdalałem w pracy przez 1,5 roku ciężko po to aby docenili mój wkład , a tym czasem stało się coś innego. Nie moge iść i nie myśleć o niczym bo będe się martwił co teraz zrobić. przyjmuje tą sytuacje jaka jest, nie moge się złościć bo to nie jest wyjście. musze zobaczyć co moge z tym zrobić i działać.


Zmiany mogą nastąpić tylko jeśli sam siąde i siebie zmienie. Potrzebuje podnieść swoje umiejętności i poszukać lepiej płatnej pracy.

"w życiu nie ma nic na pewno"

wtorek, 27 marca 2012

nie wiem o co tu chodzi

Przeglądam newsy, oglądam materiały video , czytam. Już nie zachodze w głowe dlaczego my ludzie używamy tak wielu przymiotników. Zachodze w głowe jak żyć w tym świecie. Nie nazwe siebie w żaden sposób bo to wymyślone jest. Nie powiem, że w coś moge uwierzyć bo uważam , że wszystko wymyślone jest. Każde doświadczenie jest kreowane w mózgu. Zadzwiające. Usiadłem na kamieniu i patrzyłem na barwny krajobraz. Widziałem błękitne niebo, żółte skały, granatową wode, zielone mchy. Widziałem to wszystko ? Tak mój mózg stworzył obraz tego co potrafiły dostarczyć moje zmysły. Faktem jest , że tego nie ma w rzeczywistości :)

O czym ja mówie, co ? No właśnie.

Źle się czuje, bo jestem tego przekonany, jestem gotów powiedzieć, że jedyne w co wierze to to, że to wszystko nie istnieje. Patrze na skały. Skała istnieje bo ją można zbadać. Ale to co byśmy badali nie ma nic wspołnego ze skałą. W tym rzecz właśnie. Skała jest stworzona z cząstek elementarnych tych samych z których jestem zbudowany ja. Tylko w tym czasie i w tej formie można powiedzieć, że to co widzimy jest skała bo za 4 miliardy lat te cząstki mogą składać się na budowe np Hybmiornicy stworzenia , które właśnie wymyśliłem sobie. Czas wszystko wyjaśnia. Bo jeśli musimy się do niego odnosić , a musimy to wiemy, że wszystko przemija. Skoro tak to wszystko co jest teraz niebawem przestanie istnieć. Proste mówienie ciesz się chwilą nie ma dla mnie sensu. Bo ja wiem, że ta chwila nie istnieje. Ja ją tylko postrzegam tak jak te skały, bo moja świadomość funkcjonuje na tym poziomie czasu. Potrafie wychwycić zmysłami spadający meteoryt, ale nie jestem w stanie obserwować wybychu gwiazd.

spienione myśli

Ide chodnikiem. Mijam ludzi. Wsiadam do autobusu. Za oknem słońce. Mija mnie auto, kierowca dłubie w nosie. Za chwile znika mi z pola widzenia. Jade dalej. Mija mnie kolejne auto, pasażerka rozmawia przez telefon. Byłem w dziczy. Była noc. Szedłem droga przez góry. Było ciemno. Daleko w dole zostało miasteczko z którego ruszyłem. W pewnym momęcie na drodze przed sobą zobaczyłem ślady mokrych łap jakiegoś zwierzęcia. Nie zgadywałem co to. Na chwile się zatrzymałem, rozejrzałem i stwierdziłem jedno. Przestałem się bać o to , że coś mi może grozić. Nie z głupoty. Leżałem w śpiworze, było jakieś -5 może więcej. W środku było mi bardzo ciepło. Wyprawy zimą nauczyły mnie aby sikać przed snem bo potem ciężko jest wyjść w bieliźnie na zewnątrz. Leżałem tam. Słyszałem tylko rozbijającą się o kamienie wode. Pomyślałem o tym że jestem i się uśmiechnąłem. Co kolwiek powiem będzie tylko opisem świata, nawet słowo mizernym będzie tylko opisem który ja tworze. Siedziałem na kamieniu, przedemną wielkie jezioro. Obok mnie płyneła rzeka. Słońce na niebie. Siedziałem tam sam. Daleko od wszystkiego i wszystkich. Z wyłączonym wątkiem o świecie. Zapomniałem o nim. Popatrzyłem w niebo i pomyślałem o tym jak miałem może 10 lat i siedziałem w fotelu w domu dziadków. Babcia wracała z pokoju i mijając mnie nachyliła sie uściskała i ucałowała mówiąc "mój skarb". To wspomnienie isteniej tylko w moim umyśle, tak jak wiele innych. Innymi słowy nikt o nich nie wie. Wspomniej o jakich mówie jest tyle co gwiazd, bo tylu ludzi żyło. I wszystko znika. Jak każda chwila, nawet ta nad jeziorem. Siedząc tam wiedziałem, że to własnie znika, ten moment właśnie znika. Wracałem z góry czując ból w nogach, źle dobrane buty. Bolało, a ja zastanawiałem się idąc co i gdzie boli. Ten ból istanił tylko we mnie. Ja szedłem tak 20km po szosie, a stopy bolały jak diabli. Mijały mnie auta, ludzie się uśmiechali. Ile cierpienia jest na świecie o którym pojęcia nie mamy. Nie umiem wyrazić tego co chce. Szukam słów. Próbuje pisać o różnych rzeczach. Chodzi o to , że wszystko co w koło wykreowaliśmy umysłami. Zbudowaliśmy wizje świata w którym niby żyjemy. Nazywamy rzeczy tak jak by można było je nazwać. Ja szedłem teraz przez las. A w tym lesie były tysiące drzew, a każde inne. Nad niejednym się zachwycałem, ale już nie wyjmowałem aparatu. Magia zdjęć gdzieś mi prysła, nie czułem w swobie mocy aby pokazać to co przeżywam. ta góra, pod szczytem której siedziałem była tam od tysięcy lat. A ja ? Przyszedłem , odejde i znikne. Przestałem dostrzegać w sobie wyjątkowość. Uznałem się za liść. Liść, tego słowa użyłem aby pokazać ulotność i błachość. Wydaje mi się, że zatraciłem swoją wartość, uznałem się za coś co chwile trwa i zniknie, i odkąd tak zacząłem myśleć wydaje mi się, że coś zaczeło bardziej smakować. Znowu zacząłem tęsknić za nią. Zacząłem czuć więcej i zachwycać się bardziej. Odpocząłem chwile. Przestałem czytać. Przestałem spisywać sny. Przestałem napędzać siebie. Przypomniało mi się, że życie jest piękne bez tego wszystkiego. Zobaczyłem, że mój umysł tworzy labirynt głębi. Im dalej wchodze tym słabiej pamiętam jak jest tam skąd przybyłem. Moj umysł tworzy pragnienia, historie, marzenia i uczucia. Umysł jest jak statek, warto wiedzieć które wiatry wybrać aby pożeglować dalej. Moge mieć dowolne imie, dowolną płeć i pochodzić z dowolnego miejsca na ziemi. To nieważne. Ważne jest to, że kiedy sobie uświadomie iż żyje i że moge coś z tym życiem zrobić wtedy świat okazuje się nieskończenie fantastyczną perspektywą. Wiedza iż pewnego dnia moje możliwości się skończą daje motywacje do działania. Jedno jest pewne z planów nie ma wspomnień.

wtorek, 20 marca 2012

Pójdę, bo wciąż moge iść

Tak wyszło , że w kwietniu mam 10 dni wolnego. Długo się zastanawiałem gdzie ruszyć. W Norwegii o tej porze nie czuje się na siłach ruszać w teren górski gdzie wciąż zalega śnieg. Szukałem czegoś co będzie stosunkowo tanie i jednocześnie atrakcyjne.

Kierowałem się kilkoma głownymi kryteriami. Chciałbym zrobić coś z czego będe czuł przyjemność. Coś czego jeszcze nigdy nie robiłem. Coś co będzie ciężkie i będzie wymagać sporo determinacji. Coś co pozwoli mi być blisko natury. Coś co będzie zdeżeniem z rzeczywistością. Chce iść i czuć, że żyje. Zrobić kilka zdjęć, nagrać kolejny materiał z którego zrobie coś podobnego do tego co zrobiłem w Ostamrka. Nie chce się śpieszyć, ustalać punktów , robić wyczynów, chce pójść i cieszyć się , że moge iść.

Wybieram się sam, ale gdyby ktoś chciał się przyłączyć to zapraszam.


Z Oslo jadę pociągiem do Larvik. Z Larvik do Hirtshals dostane się promem Color Line. Z Hirtshals ruszam piechotą na północ. Plażą.


View Larger Map



Założenia
Ponieważ jeszcze nigdy nie podróżowałem pieszo po plaży dlatego też przyjąłem , że nie wiem ile uda mi się dziennie przejść, ani dokąd uda mi się dojść. Na trasie może pojawić się wiele zasadzek, które mogą zmienić plan wyprawy. Być może będe musiał schodzić z plaży i przemieszczać się drogami. Założenia jakie przyjąłem są następujące:
  • jeśli się da to przemieszczam się plażą
  • śpie w namiocie
  • wyprawa nie ma określonego celu, dojde tam gdzie mi się uda

Idąc brzegiem morza należy pamiętać o zapasach słodkiej wody. Przeanalizowałem już trase i wg mnie na całym odcinku bez problemu będzie można schodzić do małych miasteczek i uzupełniać zbiorniki.

Po kilku moich wyprawach w góry , w teren płaski , po harpaganach innych podróżach szacuje, że dystans dzienny to ok 25-30km spokojnym marszem. Zatem w ciągu 8-10 dni powinno mi się udać przejść zaznaczoną trase.



Plecak
Z ważniejszych rzeczy jakie zabieram ze sobą to:
  • namiot 2 ososbowy Fjord Nansen - Amundsen
  • kuchenka gazowa i zapasy gazu
  • Garmin GPSMAP 62stc
  • czołówka
  • 10 porcji jedzenia
  • mata i śpiwór do -17
  • 25 x AA

Pozostałe wyposażenie to klasycznie ubrania z dobrą termiką i buty , takie które dadzą rade.


Termin
Planuje wyruszyć 30 marca z Oslo. Powrót planuje najpoźniej 9 kwietnia. Kiedy podróż dobiegnie końca przemieszcze się do najbliższej cywilizacji i wróce.



Linie kolejowe w Danii:




Pogoda
Pogoda może być różna, dlatego na wyposażeniu musi być sprzęt odporny na deszcz. Z poniższego obrazka można mniej więcej wywnioskować jakich temp się spodziewać. Należy pamiętać o tym, że temp odczuwalna będzie niższa z powodu wiatru od morza.






Moja siostra pokazała mi pewien film w związku z czym zabiore też scyzoryk, gdyby mi nocą namiot do morza zwiało ;)


środa, 14 marca 2012

Eldo - Więcej , muzyka głęboka jak rzeka Meghna



Kiedy usłyszałem ten kawałek zdębiałem. Byłem w pracy. Odłożyłem wszystko na bok i zacząłem się wsłuchiwać z uwagą. Nie mogłem uwierzyć, że można stworzyć tak genialny tekst. To co autor przekazuje sięga bardzo daleko. Opisuje świat który przypomina mi mój. Dostrzega nieskończoną ilość możliwości jednocześnie wplatając w to nieodłączny przymus decydowania i wyboru pomiędzy nimi. Poniżej wklejam tekst tego utowru i moje przemyślenia do niego.

Więcej pokus niż czasu by po nie sięgnąć 
Więcej grzechów niż sumienie zmieści na pewno 
Wiem jedno, nie wiem ile przede mną jeszcze 
Diabeł krzyczy do ucha a anioł szepcze 
I kogo słuchać by pomysły były mądrzejsze 
Jak dbać o czystość ducha 
Gdy życiem chce się bawić w najlepsze 
Więcej marzeń niż czasu by je spełnić 
Więcej namiętności niż serce może zmieścić 

Ten refren czy jak to się zwie w piosenkach jest zwyczajnie genialny. Pokazuje to jak świat zewnętrzny, który dostarcza nam ogrom doświadczeń potrafi nas pochłonąć, i jak jednocześnie należy być świadomym tego jak może zmienić. Ten teks mówi mi o czystość myśli, która przekłada się na rzeczywistość, która później tworzymy.Z tego tekstu w każdym słowie bije potęga tego iż istniejemy. Pragnienie życia i przeżywania gromadzi więcej grzechów niż możemy zmieścić. Każdy marzenie , które wyprzedza nasze czyny, każde nowe marzenie i każde którego nie spełnimy. Trudno mi to nawet interpretować bo tak głębokie są te słowa. Zwyczajnie się nimi zachwycam i myślę, że poteżna "mądrość życiowa" musi za nimi stać.

Przeklejam kawałki tekstu te które mnie najbardziej interesują jako myślli.

Sto tysięcy ludzi w miesiąc wyjeżdża z Polski
Na suksy za granice i wróci może co piąty
Politycy obiecują w TV będzie lepiej
Sto tysięcy obietnic, nie spełnili nawet jednej
Żyjemy w kraju stu tysięcy afer
Bez konsekwencji jeśli za rękę nie złapiesz
Żyjemy w świecie stu tysięcy atrakcji
By dobrze się bawić masz tu sto tysięcy okazji
Sto tysięcy dziewczyn chciało by być Paris Hilton
Sto tysięcy facetów chciało by być jej bielizną
Dla wielu takie marzenia to w życiu wszystko
Postać z drinkiem przy barze, wyjść z klubu z dziwką
Wolałbym żeby te sto tysięcy ludzi
Zaczęło być sobą i przestało się łudzić
Sto tysięcy pokus tak łatwo sens zgubić
Rozumu nie studzi choć wciskam gaz do podłogi jak Shum 

Widać absurdy świata , doskonale. Facet musi mieć naprawde szerokie spojrzenie skoro pisze i śpiewa o takich sprawach. Właśnie tak sobie uświadamiam jak różna może być muzyka. Zazwyczaj kiedy myślałem o Rapie wydawało mi się , że to muzyka dość banalna, bez większego przesłania. Po tym utworze zmieniłem totalnie swoje zdanie. 



.....
Brak planu, łapię chwilę, żyje tu nie gdzieś tam 
W świecie oczekiwań i roszczeń życie jest proste 
Sto tysięcy dni albo sto tysięcy sekund przede mną 
To wieczna niespodzianka w życiu nie ma nic na pewno 
Dystans, liczbą nie dam się gnębić 
Mam sto tysięcy marzeń chcę je spełnić 
Pędzę do miejsc, które chciałbym zobaczyć 
Sto tysięcy zachodów słońca, w które chcę się gapić 
Sto tysięcy dni nieskończonego szczęścia 
Ja i ona cały mój wszechświat 


Głeboko sięga, bardzo głęboko. Jak słucham tego utowru to z mojego punktu widzenia bije z niego mądrością, filozofią i szerokim spojrzeniem na świat. Genialne. Jestem pełen uznania dla autora tego utworu.

Tekst piosneki pobrałem ze strony: http://www.tekstowo.pl/piosenka,eldo,wiecej.html

poniedziałek, 12 marca 2012

Jak znaleźć sobie prace w życiu

Wyszedłem na spacer. Była piękna niedziela. Na błękitnym niebie wielkie białe chmury tworzyły obraz niczym z bajki. Ulice Oslo mają to do siebie , że można na nich spotkać wielu zombie. Dla mnie zombie to takie organizmy , które pod wpływem pewnych bodźców reagują w przewidywalny sposób. Mijają mnie narkomani, alkoholicy, bezdomni, biznesmeni, a w końcu ich mijam ja. Też zombie. Obok mnie idzie kolega. Ja obserwuje niebo, patrze na uśmiechnięte dzieciaki, które nie wiedzą jeszcze nic o tym co je czeka w życiu. Mijamy gromadke bezdomnych ludzi. Jak się dowiaduje od kolegi, to Rumuni, a przynajmniej w jego głowie to Rumuni. Opowiada mi o nich jakie to nie roby, lenie. Mówi, że nie można im pomagać bo powinni sami sobie znnaleźć prace. Ide i tak słucham. Słucham i weryfikuje ze swoim obrazem i jakoś mi się nie zgadzają wersje tego co on widzi i co ja widze. Pytam więc go grzecznie "co Ty pieprzysz?".

No i właśnie to jest główna myśl. Jest 6:30 rano. Od 3 godzin przewracałem się w łóżku z boku na bok bo spać nie moge. Za oknem jasno. 31 lat temu przyszedłem na świat. Leże i dumam , klasyka. W głowie przelatują mi rozmowy z ludźmi, obrazy z przeszłości , marzenia z przyszłości. I pytam siebie, "co Ty pieprzysz?".

Siedze tu w norwegii bo chce odłożyć na mieszkanie, innymi słowy przez 30 lat nie dorobiłem się majątku. Kiedy skończyłem technikum w Chełmie wyjechałem na studia. Nigdy ich nie skończyłem, tak jak nie skończyłem wielu innych rzeczy, które zacząłem. Można to nazwać na tysiące różnych sposobów. Nie interesuje mnie to. Chce się skupić na to gdzie byłem i jakie możliwości sobie stworzyłem. Jak wspomniałem nigdy nie skończyłem studiów, nigdy też nie przykładałem uwago do certyfikatów, dyplomów czy innych pozwoleń jak choćby prawo jazdy. Pomimo braku "uprawnień" na jazde rowerem robiłem sobie wyprawy rowerowe kiedy miałem 14 lat. Kiedy miałem 17 lat jeździłem do warszawy na stadion kupować nowości kinowe na kasetach video, które potem kopiowałem i sprzedawałem. Robiłem to samo z oprogramowaniem i grami. Byłem piratem. Zarabiałem w ten sposób na swoje wydatki, miałem na buty , na komórke na wycieczki i na wódke. Piłem, paliłem, tylko kobiet nie miałem bo taka nieśmiała ciota byłem. Kiedy wyjechałem na studia, zobaczyłem wielki świat i cały misterny plan poszedł w zapomnienie. Kilka prób uzyskania dyplomu magistra zakończyło się klapą. W warszawie jest wiele ulic i nie wszystkie prowadzą na szczęście na uczelnie, bo niektórzy lenie jak ja nie chcą się uczyć tylko chcą pracować. Trafiałem więc na różne fizyczne prace, za którem raz dostawałęm płace , a raz nie. Ponieważ zawsze miałem pasje psucia wszystkiego przez rozkręcanie i składanie , tak to właśnie nauczyłem się też programować kiedy byłem małym chłopcem. Przez tą nieszczęsną pasje do psucia wszystkiego i uczenia sie na tym nabyłem wiedze, która jak się okazało dała mi klucz do znalezienia pracy. Trafiłem tak oto między ludzi którzy mieli podobne jazdy do moich , ale wiedzieli o niebo więcej odemnie. Przyglądałem się im, ich pracy, ich zachowaniom i całemu spektaklowi w którym brałem udział. Kradłem ich wiedzy , kradłem ich idee, kradłem ich podejście do życia. Nie jednokrotnie w życiu tak namieszałem , że do dziś pewnie ludzie mnie przeklinają, ale taka była cena, rozbierałem na częście świat w którym żyłem. Nie było łatwo się utrzymać. Co prawda w każdej chwili mogłem wrócić do Chełma, na rodziców zawsze moge liczyć, ale choroba zwana dumą nie pozwalała. Dostawałem coraz to lepsze oferty pracy, lepsze pieniądze itd. To wszystko działo się dlatego, że miałem zajawke. Że kiedy jedni grali w gry i sie bawili, ja siedziałem w tym co mnie kręciło, w komputerach. Wiedza okazała się kluczem do wszystkiego. Gdybym znał kogoś kto ma 17 lat i chciałby mnie posłuchać to bym mu powiedział "co Ty pieprszysz? Ucz się!". Wiedza jest kluczem, a sztuką nie jest siedzenie w szkole i odprawianie modłów do tego co nauczyciele każą w imie ocen. Sztuką jest znaleźć coś w czym jest się dobrym i robić to bez względu na to czy efekty sprawiają krwawice w oczach ojca. Wynik naszej mozolnej pracy przyjdzie po latach. Ja nigdy nie planowałem kim będe, nigdy. Ja bawiłem się życiem , patrząc za co ludzie chcą płacić , uczyłem się tego i to robiłem. Nie łatwo jest odszukać siebie kiedy się ma 17 lat, nie łatwo jak się okazuje nawet jak się ma 30..31. Ja wciąż nie wiem gdzie ide. Jedno jest pewne, gdybym znowu miał 13 lat to nigdy więcej bym nie słuchał co mi się każe, oczywiście postępowałbym zgodnie z zasadami aby skończyć szkołe i żyć zgodnie ze społeczeństwem, ale nigdy więcej nie poddałbym się praniu mózgu. Ambicja, którą się wpaja dzieciom jest chora. Rywalizacja o oceny jest chora bo niszczy talenty. Znam wielu ludzi, którzy mieli talenty i umarli już dawno choć żyją. Może i ja umarłem tylko jeszcze tego nie wiem. Nie mniej chciałem o tym napisać, może trafi się ktoś kto szuka sobie pracy i nie wie jak to zrobić. Szukanie pracy to nie wysyłanie CV. Praca sama znajduje tych, którzy kochają to co robią i robią to z pasją.

Tak mi podszedł dziś ten kawałek. Kawałek z ideą.

piątek, 9 marca 2012

wygląda na to , że tu utknąłem na dobre. w sobie, w ja. patrze wciąż przez te same oczy od 30 lat i widze świat w koło siebie. może ja wcale nie jestem tu , w ja ? może oddzieliłem się od świata kiedy ten nauczył mnie myśleć iż jestem wyodrębnionał jednostką.

cały ten mój blog, te wszystkie rozpaczliwe poszukiwania odpowiedzi na pytania mogą być świadectwem na potężne poczucie siebie, na oddzielenie siebie od świata w którym żyje. a przecież może być jak mówie. ja moge być jego częścią i tylko nauczony odzielania siebie wyobrażam sobie iż jest świat i jestem ja.

usiadłem dziś do gitary. zapomniałem chwytów, których nauczyłem się kilka miesięcy temu. tak jak zapomniałem wielu wzorów które kiedyś znałem ze szkoły. ślad interpretacji rzeczywistości zanika w moim umyśle z każdą chwilą. nie chce z tym walczyć, nie czuje potrzeby i jestem świadom niemocy.

chciałem nauczyć się jeździć na nartach. poszedłem do sklepu. pan doradził mi zestaw. policzyłem to. usiadłem w sklepie i pomyślałem, że to taka zabawa. a ja znowu w nią zaczynam się bawić. te uciechy , te sporty, te hobby. to wszystko co pcham w siebei przez zmysły aby zapomnieć o tym że jestem. po co ?

mam 30 lat. to dużo. dużo przeżyłem. urodziłem się jako szczęściarz na tej ziemi. wciąż nie wiem co zrobić ze swoim życiem. kiedy staje przed lustrem i szczotkuje zęby patrze na siebie i ciesze się , że jestem. wydaje mi się, że leki jakie zażyłem zdobyte w księgarniach zaczynają działać. wszystko zaczyna się układać. potrzeba do tego spokoju. w środku. odetchnięcia i nabrania dystansu. pomyślałem, że niczego nie osiągne w życiu, bo osiągnięcia są wytworami ambicji człowieka cywilizowanego. ja nie czuje abym chciał biec za czymś. urodziłem się w świecie takim nie innym. moge dużo o nim wiedzieć. nie musze stawiać sobie żadnych celów i tam pędzić. moge spokojnie przeżyć to życie i zrobić coś dobrego albo nic.

życie człowieka jest tyle warte co nic. widze to codzień idąc ulicą i patrząc na bezdomnych. gdybym to ja tam siedział tak samo nikt by mi nie pomógł. moje życie nie jest nic warte w tym świecie. wartość mego życia jest tym co pozostanie po mnie , co uczynie dla świata. i może to być jedynie fakt, że nie rozdepcze robaka, ale to już coś.

Kony 2012

W moim pustym jak oczy premiera życiu zdaża się czasem trafić na coś wartościowego. Przypadek, totalnie czysty sprawił, że zobaczyłem ten materiał. Jak pieprzony zbieg okoliczności. Jeszcze tydzień temu szukałem połączeń lotniczych z Nairobi gdzie chciałbym polecieć i zrobić zdjęcia o ludziach , którzy żyją za 0.5 dolara dziennie. Ceny mnie powaliły więc odsątpiłem od pomysłu.

Dziś trafiłem na materiał człowieka , który zrobił coś wielkiego. Otóż koleś pomagał od lat dzieciakom w Afryce , a teraz jak się okazuje wpadł na pomysł jak dojechać gościa, który podobno jest odpowiedzialny za wojne. Wojne dzieci.

Joseph Kony bo o nim mowa jak widać lubi robić źle na ziemi.