czwartek, 12 stycznia 2012

wyjść na spotkanie siebie

drogi mojego życia tak się poukładały, że dotarłem do budapesztu. już danow nie zaznałem tego uczucia kiedy chciałem uciekać jak najdalej z miejsca w którym byłem. tak właśnie się czułem przez trzy dni w budapeszcie. dziwny lęk, który towarzyszył mi każdego dnia.

bieda na ulicach pokazywała okrutne sceny życia. ludzie śpiący w pocieniach w mroźne noce. przykryci starymi kołdrami i ubraniami. brudne miasto. smutni ludzie. jak gdyby zawieszeni. opowiedziałem o tym koledze w pracy. powiedział, że tu w norwegii oni tego nie znają. nie sa nawet w stanie tego zaznać. zaskoczył mnie swoją myślą, pozytywnie. możliwość podróżowania daje niesamowite możliwości. można obserwować. inspirować się. pobudzać do zycia. odradzać na nowo.

kiedy jechaliśmy autem do budapesztu wszyscy spali. ja patrzyłem za okno. czułem się inaczej min innymi dlatego, że to był mój czwarty dzień głódówki. patrzyłem i myślałem jak ja chce poznać świat w którym egzystuje kiedy jestem jego częścią. myślałem o tym co widze. iż to trwa tak długo.

myślałem o tym czasie jaki jest nam dany. o tym iż trwa niby albo aż czasem 70lat. o tym, że starzy ludzi mawiają, że życie przeleciało jak jeden dzień. że ich młodośc była jak gdyby wczoraj. myślałem o tym, że jestem uwięziony w swojej głowie. o tym , że wciąż żyje i że mam możliwość wybierania gdzie chce być, że moge to wszystko obserwować.

widząc starego pana który chciał sprzedać nam miejsca w hostelu pomyślałem jak łatwo jest mi zarobić na chleb. patrzyłem na to ile pokarmów sporzywają ludzie, min ja na codzień. a jak niewiel potrzeba ich do życia. różnorodność smaków jakie mamy w koło siebie. większość z nas może zrobić sobie dowolną potrawe. ale ilu z nas jest w stanie to dostrzec i cieszyć się tym. kiedy tak nie jadłem czułem rzeczywistość tak jak zawsze czuje kiedy nie jem. czułem bardzo intensywnie. każdy zmysł był pobudzony. wąchałem potrawy. przyglądałem się i czułem , że czas płynie wolniej , że więcej widze. oczywiście to tylko mje odczucia, ale jakże inne od tych codziennych.

dostrzegam jak łatwo jest mi żyć. pisze kod w ciepłym pomieszczeniu. pod nos dostaje jedzenie. mam ciepły pokój do spania. moge decydować co chce robić. to są niewyobrażalne możliwości. pierwszy raz to dostrzegłem kiedy wróciłem z hong kongu. zobaczyłem , że jestem. że żyje i że moge kreować świat.

pewna dziewczyna powiedziała "mój syn nauczył sie liter, a potem czytanie przyszło samo". niby proste zdanie, ale kiedy o tym pomyśle dostaje gęsiej skórki. widze w tym zdaniu wielką regułę. popatrzmy na litery jak na rozne elementy naszego zycia. p - podroze, w - wiedza, d - dyscyplina , n - namietnosc , z = zrozumienie , l - ludzie. Kiedy poskladamy sobie te wszystkie litery i zaczniemy z nich tworzyc pelne zdania moze sie okazac ze zaczniemy czytac to gdzie jestesmy i czego pragniemy.

moje obnażanie się z myśli jak słysze w koło jest dziwne. ano jest. tyle, że ja nauczyłem się , że lepiej się obnażyć z myśli pozwolić sobie na zmiany siebie niż tkwić uwięzionym w swoich przekonaniach i budować twierdze siebie samego. bardzo się ciesze, że mogę być posmiewiskiem dla tych którzy tak to widzą i inspiracją dla innych. gdyby nie obnażanie się innych ludzi z ich myśli, gdyby nie ich wyrozumiałość, cóż bym wiedział ?

zlepienie tego wszystkiego razem, przemyśleń, samotnego czasu poświęconego na poszerzanie wiedzy i kilka dni podróży sprawiło, że znów  w środku gdzieś pękłem. znowu przeżywam jakiś kryzys , bije się z myślami. nachodzą mnie myśli , że może warto by założyć rodzine i przekazać wszystko co potrafie czego sie nauczyłem dziecku. ale z drugiej strony nawet nie wiem czy ja coś wiem. może to chwilowe pragnienie. pragnienie jak to grania na gitarze. kiedy kupiłem gitare i nauczyłem się grać kawałek johnego casha hurt odechaiło mi się grania. stwierdziłem , że to nudne i zajmuje dużo czasu. ale to tylko mój pogląd. nie odnalazłem w tym szczęścia. gitare moge oddać ulicznemu grajkowi , który się ucieszy. czy chcialbym zostawic swoje dziecko ? wydaje mi sie ze nie. ale skad wiedziec czy bylbym dobrym ojcem, mezem. i tu dochodze do wniosku ze mysle o tym czego nie sprobowalem jeszcze bo to moj sposob na zycie. probuje roznych potraw , roznych wycieczek, poznaje roznych ludzi, chode do klubow dla gejow, poznaje dziewczyny ktore mi sie nie podobaja. probuje bo w ten sposob tylko moge poczuc czego tak naprawde pragne.

nie zastanawiam się zbytnio nad ładem i składem tego co pisze. zrzucam myśli jak węgiel z wywrotki. chce się ich pozbyć utrwalić , pójść dalej. wrócić do nich za jakiś czas. przemyśleć raz jeszcze i wydobyć może jeden mały ładny kamyk. a może nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz