Budda. Podróż ku oświeceniu. Deepak Chopra

skończyłem czytać "Budda. Podróż ku oświeceniu". czytanie takich książek to zabawa dla mnie. wygodnie się kłade, otwieram książke i mnie nie ma. umysł kreuje obrazy których światło płynie przez informacje z książki. w kilku miejscach książki zatrzymałem się na dłużej. czytałem tekst po kilka razy. zastanawiałem się nad tym co napisał. głębia tcyh słów przekazuje mądrość która jest w tytule. wciąż żadko kiedy zdaża mi się czytać dwa razy tą samą książkę. może warto przeczytać tą samą książke kilka razy aby odkryć w niej nowe punkty widzenia. to jak z niektórymi filmami czy z wyprawami. każdy nowy raz jest inny.

podejście do ludzi, do problemów. spojrzenie na świat, sposób w jaki pokazano brak lęków i przyzwyczajeń. sposób w jaki pokazano nienawiść i broń na nią. to wszystko jest właśnie filozofią życia. kiedy ktoś Cie atakuje zapytaj co go boli. pokaż mu inny sposób myślenia. nauczyłem się tego jakiś czas temu, aby nie utożsamiać się z bólem bo on nie istnieje. to coś podobnego jak z przykrymi słowami czy czynami. takowe nie istnieją. to my je tworzymy przykrymi. patrze na siebie i nie umiem siebie nazwać, nie umiem określić czy jestem zły czy dobry. zatem jak ktoś z boku po kilku wycinkach zmojego życia może to zrobić ? jak można utorzsamiać się wogóle z czyjąś myślą ?

przyzwyczajenia to właśnie łancuchy. nauczyłem sie patrzec na swiat z boku siebie. wszystko czego zapragne rozpatruje w kontekscie tego ze moj umysl wymyslil sobie potrzebe. nie ja. ja potrzebuje tylko jesc pic i spac bo przyzwyczailem sie do zycia. reszta jest kreacja umyslu.

Poniżej wklejam zdjęcie jednej z takich myśli. 

4 komentarze:

  1. No tak, Budda - przerabiałem ten temat. Próbowałem też dowiedzieć się czegoś o Mahomecie, żeby zrozumieć islam (znam pewne osoby portugalskojęzyczne pochodzenia afrykańskiego, które są tego wyznania). Do tego można doliczyć cały szereg innych przywódców religijnych i filozofów. Co ciekawe, miałem takie chwile w życiu, że próbowałem wyjaśniać wszystkie pojawiające się nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, jak Ty, za pomocą matematyki (tu trochę nawiążę do wcześniejszego posta). Doszedłem do wniosku, że gdyby mieć (oczywiście teoretycznie) 100% danych i komputer o nieosiągalnej dla nas mocy obliczeniowej, to dałoby się przewidzieć przyszłość. Wszystko pięknie w teorii, a praktyka, wiadomo... Powiem Ci teraz coś, co zabrzmi w trochę "nawiedzony" sposób, ale co wyjaśnia bardzo prosto wszystkie wydarzenia w Twoim życiu. Wygląda to mianowicie tak, że chociaż główkujemy i czytamy tony książek, a ostatecznie nie chcemy tego przyznać, woląc postawić siebie w centrum wydarzeń i przyjmując wygodny pogląd "relatywizmu" (skoro wszystko jest względne, to nawet nie można ustalić, co jest dobre albo złe, bo to zależałoby wtedy od człowieka lub danej społeczności), to jednak jest Bóg, który kieruje wszystkim oraz zna przyszłość. Stąd np. sny, które się sprawdzają i w żaden sposób nie da się ich wcisnąć w którąś z naukowych teorii, jakoby taki proroczy sen był tylko myślami pojawiającymi się w naszej głowie za dnia, a porządkowanymi przez odpoczywający mózg nocą. Inny przykład z życia: wyobraź sobie, że masz jakąś dolegliwość, o której nikomu nigdy nie powiedziałeś. Jakimś zbiegiem okoliczności poznajesz grupę ludzi głęboko wierzących (ale koniecznie chrześcijan! Nie spotkałem się, by w innych religiach tak się działo, a nawet jeśli, to nie na taką skalę, a i tak poszukujący prawdy sceptyk odkryje tam prędzej, czy później oszustwo). I nagle jeden z nich na spotkaniu mówi Ci, że masz taką, a taką dolegliwość, a oznajmił mu to Bóg, który abyś uwierzył, zamierza to wyleczyć. Ty się uśmiechasz, a myślisz mniej więcej: "Ta dobra. Ehe, niezły odpał". Opada Ci jednak szczena, gdy słowa te się sprawdzają i dolegliwość ustępuje bez jednej wizyty u lekarza (reszta w następnym komencie).

    OdpowiedzUsuń
  2. (Dokończenie poprzedniego komentarza). Próbujesz wyjaśnić, co jest grane. Oczywiście, jak to z ludźmi bywa, po początkowym uwierzeniu, że tu faktycznie stał się cud, znowu zaczynasz wątpić i przypisujesz wszystko przypadkowi, niemożliwemu do zajścia, ale Ty usilnie chcesz być racjonalny. Mija trochę czasu, gdy tak nieugięcie trwasz w swojej postawie i pojawia się nowa, poważniejsza choroba, o której znowu nikomu nie mówisz, a nawet opierasz się ze strachu, by pójść do lekarza (a rzecz ta objawia się coraz częstszymi bólami, nie będę się tu jednak zagłębiał, co i jak). I znowu jeden z tych chrześcijan mówi Ci przy jakiejś okazji, że masz taki, a taki problem (trafiając w 100%), a teraz pomodli się za Ciebie i Bóg to uleczy. Znowu dolegliwość mija. Niestety, z powodu sceptycyzmu osoby leczonej, teoria o sile sugestii wzięła w łeb. Nie ma tu miejsca na dłuższe rozpisywanie się, dlatego mówię bardzo ogólnikowo, ale są to przykłady z mojego życia. Takich sytuacji są na świecie tysiące. Do tego są przypadki, gdy ktoś bardzo szczegółowo przepowiada Ci, że stanie się dana rzecz w Twoim życiu i to się sprawdza albo sen o śmierci osoby, której w ogóle nie znasz. Powiedzmy, że mieszka ona w Twojej okolicy albo chodzicie razem do szkoły lub pracujecie w tym samym miejscu, nieważne. Faktem jest, że kojarzysz ją tylko z widzenia i nigdy nie zamieniłeś z nią ani słowa. Nie rozmyślasz więc o niej, ani nie interesujesz się jej życiem. Natomiast po tym śnie dochodzi Cię wiadomość, że ten młody człowiek zginął w tragicznym wypadku i po dokładnym dopytaniu się, z przerażeniem ustalasz, że to właśnie ta osoba ze snu. To byłoby chyba na tyle, choć nie wyczerpałem tematu w najmniejszym nawet stopniu. A przedstawione tu słowa mówię z całą powagą i biorę za nie pełną odpowiedzialność, zdając sobie jednocześnie sprawę, że narażam się na drwiny, co rozumiem, bo i ja przez część mojego życia byłem po stronie drwiących. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za myśli. Spotkałem na swojej drodze życia kilka osób które opowiadały mi podobne historie ze swojego życia jak Ty. Śmiałem się z nich. Do dziś dnia nie spotkała mnie żadna sytuacja , która dałaby mi powody by wierzyć w istnienie "Boga".

    Przez ostatnie kilka lat zrozumiałem natomiast jedną sprawe. Skłaniam się nawet ku temu aby użyć nazwy "dotychczasowa mądrość życia". To jedno proste zdanie powoduje, że dziś staram sie niczego ani nikogo nie oceniac bez względu na to co myśli, w co wierzy , kim jest i co robi.

    Wszystko kreuje mój umysł, a ja nic nie wiem.

    Dzieki temu podejsciu czytajac to co napisales zdaje sobie sprawe iz zycie jest nieskonczonymi mozliwosciami poznawania i doznawania. Zdaje sobie sprawe ze im wiecej wiem tym wiecej mozliwosci powstaje. W wielu moich postach znajdziesz oburzenie na swiat religii, na wiare i na Boga. Wydaje mi sie ze to jest droga to pozbycia sie tego co bylo wazne dla mnie. Ale to droga bez konca, zamiast walczyc z myslami lepiej pozwolic im przyjsc popatrzec na nie, a kiedy straca swoja moc same znikna.

    Fajnie , że piszesz takie myśli i to w jaki sposób to robisz. Z dystansem i szacunkiem do tego co Cie otacza. Ważne jest co Ty myślisz, nie ma znaczenia jak to skomentują miliardy ludzi. Jeśli spotkałeś Boga i wierzysz w niego, to tak jest, to Bóg jest. Ja mam to samo ze swoim poczuciem oderwania, jestem pewien, że nie istnieje.

    Pozdrawiam Dominicus

    OdpowiedzUsuń
  4. Mozna podsumowac to tak: Prawda jest to, co ja uznaje za prawde, to co zauwazam. Czyli, ze nie prawdy w oderwaniu od podmiotu.

    OdpowiedzUsuń