środa, 12 grudnia 2012

Say it loud, say it clear! In Bitcoin we trust !

I belive in Bitcoins and I made big mistake. Just want to write about this, so maybe someone will not do the same.

More than week ago I decided to buy more Bitcoins. So I transfered more than 3.3k USD to the MtGox. I was little bit confused when they told me that it may takes about a week to get the money on my account. They asked me about my ID, so I sent. They asked me to feel out some forms where I had to leave a lot of information about me. I did. But each one step was more and more painful. The problem wasn't with MtGox of course, problem was with me. I googled: mtgox transfer issues . And then I found that a lot of people called MtGox as a scam. Then I feel what does it mean when your money disappear.

It was me who didn't read agreement on their website, it was me who didn't read about the security procedures provided by MtGox. So , I posted a few negative comments on their facebook page, I sent a lot of email to MtGox support. And what ? And the money show up on my account.

During these painful days I noticed that there was more people like me, who were stressed. These effects combined can only mean one thing for Bitcoin - less trust. And we do not need it! So after I wrote in the web about problems with MtGox , now I decided to write about what had happened and put more trust into Bitcoin society.

So, now. Say it loud, say it clear. I can strongly recommend you MtGox as a place where you can store your money and your Bitcoins. Over MtGox I transferred more than 230BTC(3.3k USD) in a transaction without any problems.

I talked to one guy who knows guys from MtGox and he told me that they really care about clients, they just want to filtered all requests.

It's important to note that you may wait 2 or 10 days, but you will get it.

So I hope someone will read it and don't make the same mistake I did.


So MtGox - May the Force be with you!

wtorek, 11 grudnia 2012

prosze ? o czym Ty mówisz ?

kiedyś odczuwałem samotność. uciekałem wszędzie aby tylko nie być samem ze sobą. wyszukiwałem dziewczyny na portalach randkowych, umawiałęm się z nimi. imprezowałem ze znajomymi, robiłem miliony rzeczy aby tylko nie być samemu.

samotność to dla mnie czas kiedy trudno być samym ze sobą, kiedy czuje się ciągłą potrzebe bycia gdzieś, kiedy myśli atakują głowę, gdy ta ma okazje się uspokoić.


dziś robie wszystko, żeby być samemu. poznałem ludzi, zobaczyłem jak wyglądają relacje miedzy ludźmi, doświadczyłem tego i wiem , że wole być sam. to bardziej kreatywne, zamknąć się ze sobą, w swoim umyśle, upaść, poczuć chłód i być w sobie niż być z kimś i nie być sobą.


poznałem w życiu tylu wspaniałych ludzi. tylu wspaniałych straciłem. popełniłem tyle błędów. do tylu się przyznałem. miałem tak wielkie ego a na koniec stałem się impotentem kochającym się w widoku chmur.

czuje, że się zbużyłem. już nawet kiedy pisze , że ktoś mnie wkurwił łapie się na tym, że używam takich słów by nadać dramatyzmu, którego nie było tak naprawde. utożsamiam się z człowiekiem, który upada, upadł, upadnie. godze się na utrate wszystkiego, wciąż szarpie się z jakimiś pytaniami.

trenuje 4 miesiąc boks i kickboxing, robie po cztery treningi w tygodniu. złamałem się, coś pękło. przestałem czuć lęk przed tym, ze ktoś mnie udeży. lęk który dostałem w prezencie od życia. przestałem się bać. pamiętam jak kiedyś Kasia mnie udeżyła, krzyczała żebym jej oddał, a ja wtedy poczułem się sparaliżowany, nie umiałem myśleć. teraz lęk się już nie pojawia, pojawia się fascynacja kontroli nad umysłem. kiedy staje na ringu i mam walczyć z większym, silniejszym przeciwnikiem, zamiast machać rękami, szarpać się i dawać ponosić emocjom ja próbuje czytać tego człowieka. patrze jak reaguje na moje ruchu, widze jak sam daje wskazówki co za chwile sam zamieża robić. już nie ma we mnie lęku , który był zawsze kiedy ktoś okazywał mi agresje. zauważyłem większy szacunek do życia, zauważyłem, że spadł mi poziom agresji kiedy zrozumiałem jaka moc tkwi w rękach. kiedy pojąłem, że jednym celnym ciosem można kogoś zabić. nabrałem zrozumienia, że wycofywanie się i przyjmowanie ciosów bez oddawania jest czymś dobrym, lepszym niż oddawanie ciosów.


można spotkać czasem take dzieci, które są poniżane przez innych, które pozwalają na to. zastanawiam sie ile z nich wie zeby nie oddawac i ma faktycznie agresorow za glupkow nie przejmujac sie sprawa, a ile tak jak ja kiedys zwyczajnie jest wsytrasznych. mnie mogl zbic kazdy, mlodszy, mniejszy, slabszy kazdy. zostalem wyszkolony w baniu sie. nauczono mnie jak sie bac pierdniecia komara. to smieszne i smutne. smieszne bo dzieki temu w jakis sposob zamknalem sie w sobie i zbudowalem swoj swiat w glowie, a smutne bo wiele razy juz jako dziecko chcialem sie zabic, na szczescie mi sie nie udalo.


dlaczego wierzyć, że życie ma cel ?

i gdzie tak pędze ? za czym ?
dziadek przez telefon nie ma już siły mówić
i gdzie ja tak pędze ? co chce zrobić ?
bo młodość, bo jedno życie, bo...
miliony powodów w które można uwierzyć


dlaczego wierzyć, że życie ma cel ?

dlaczego ufać, że wogóle przeżywamy życie ? przecież możemy być jak te rybki w akwarium, jak robaki na liściu.

tylko chwil, wspomnień składa się na życie, ich ogrom przytłacza. kiedy spojże w tył , widze, że żadne z nich nie wrócą, że już nie istnieją tak jak ludzie z tych wspomnień.

nie moga dać się złapać w sidła wiary w to że to życie ma sens, bo wtedy zatrace cały smak, którego tak długo szukałem.

staje nie raz tak po prostu, zatrzymuje się. wszystko pędzi a ja uświadamiam sobie, że moge wyjąć telefon i zadzwonić do rodziców do dziadka, do siostry czy brata, do przyjaciół, że wciąż moge.

potem wyobrażam sobie, że przyjdzie ta chwila dla nich albo dla mnie kiedy nie będziemy mogli tego zrobić.

kiedy wracam ze swoim wycieczek, kiedy przez jakiś czas nie widze ludzi , ciesze sie ogromnie na ich widok. bo każdy człowiek jest ogromnym powodem do radości. niestety kiedy żyje w codzienności, kiedy wszystko mnie atakuje, kiedy nie moge tak naprawde docenić wyjątkowości życia mijam się z nim.

i właśnie mam taką chwile. chciałbym pojechać do zamościa i spotkać moich dziadków, ale Babci już nie ma, Dziadek sprzedał dom. Już nie ma tego miejsca na ziemi , która tak odczuwałem. Pozostało tylko we mnie, we wspomnieniach. I jest niemożliwością przywitać się z nimi na podwórku. Nie moge już uściskać Babci, ani zobaczyć obok niej Dziadka. Nie zjem już grzanek z serem , które robiła mi Babcia. Nie pójde z nią do kościoła tylko dlatego, żeby jej towarzyszyć. I pamiętam jak dziś, kiedy stałem przy niej na cmentarzu kiedy się modliła, a ja myślałem, że kiedyś może jej zabraknąć. Zapamiętałem tą chwile.

środa, 5 grudnia 2012

w obliczu

wszystko dzieje się w obliczu czasu. wobec niego podejmuje decyzje. wobec niego wspominam lub marze. to on zamienia marzenia we wspomnienia lub nie.

piątek, 30 listopada 2012

Uwlonić sie od myśli

co powiesz gdy to zrozumiesz ?

a to nie będzie pewien dzień
ta idea, to zrozumienie, olśnienie rodzić się będzie
długo

kiedy każdy cel , każda droga
staną się jednymi z wielu, które są bez znaczenia
wiem, powiesz mi , że są cele, jest sens
rozważałem je
prowadzą do lustrzanego świata
odbicia pragnienia, pragnienia życia
które zada te same pytanie i znajdzie odpowiedź
właśnie tą , jedną z wielu którymi mnie karmisz
i gdzieś w tym świecie światła między lustrami
ktoś stanie na marsie, ktoś wymieni myśli na krzem
ale to pytanie pozostanie nietknięte
dlaczego mam żyć ?
prosze nie mów mi o sensie , o szczęściu
wiesz , to próżne dzieci umysłu, nic więcej
nie ma słusznej drogi, nawet nie ma gdzie wracać
tkwie w punkcie

nicosć, pozwal uwlonić się od myśli

dlaczego ?

nie wiem jak, nie pytaj mnie
sam siebie o to pytam
skad wiedziałem jak iść, wiesz ?
błądzilem
jak ciężko było mi pytać, wiesz ?
wachałem się
kiedy tam siedziałem, wtedy w pierwszej klasie
nie myślałem, o cyfrach czy literach
błądziłem w labiryncie krzyków, latających dłoni
szukałem drogi, dla Ciebie może znanej
drogi jak pytać siebie by silniejszym być
bo nie dano mi siły, zabrano mi ją
stałem się liściem wśród drzew, które rosły
a ja spadałem coraz niżej, w odchłań
patrzyłem jak wszyscy idą dalej, a ja znikam
dlaczego ?

Jak słysze "W taki wieczór "

Kiedyś napisałem kilka zdań o moim świecie - "W taki wieczór" . Dziś zainspirowała mnie Żanetka , pomyślałem o tym czasie który mam, o przemijaniu, podjąłem próbe zabarwienia słów, tak by nabrały innego wydźwięku.




czwartek, 29 listopada 2012

nikt nie wie czy to się wydarzyło

niebo już ciemne było, całe zasłane chmurami. gdzieś pomiędzy dachami budynków , pojawiałe się i znikał księżyc, za chmurami. szedłem szybko, śpieszyłem się. mijałem ludzi i czułem lekkie zdenerwowanie. szedłem na spotkanie kogoś kogo nie znałem. kogoś kogo dopiero miałem ujżeć pierwszy raz w życiu.

usiedliśmy. na zewnątrz. ona i ja. patrzyłem w stolik kiedy mówił i kiedy słuchałem, moje oczy choć mogły to mijały ją. chciałem skupić się na tym kiedy jest w środku. wsłuchując się w złączenia słów. w to co chce powiedzieć. moje oczy co jakiś czas jednak się wznosiły, niczym poderwane wiatrem ptaki w góre, by spojrzeć na coś nienaturalnie pięknego. tak była jak ten zachód słońca , który czasem zadaża się nam w życiu podziwiać. ten jeden , który wydaje nam się taki nie naturalny. przez chwile, małą porcje sekundy patrzyłem na nią i uciekałem znowu wzrokiem by słuchać.

a kiedy wróciłem do siebie, do swojego świata nie mogłem zapomnieć. myślałem, dzień i noc, całą noc, ciągle. myślałem co robi i o czym myśli. i wtedy przypomniałem sobie , że śnie. zbudziłem się w tym śnie i przypomniałem sobie , że to wszystko jest iluzją, że nie ma ani jej ani mnie, są tylko nasze wyobrażenia.

wiesz, ona jest żywa, tak jak truskawka którą kosztujesz latem, możesz skosztować jej słów, jej głosu i zapachu, ale nie można Ci uwierzyć , że jest dla Ciebie.

środa, 28 listopada 2012

wszyscy którzy powierzyli zaufanie w Bitcoin

To, że istnieja Bitcoiny wie już nawet moja Babcia, której mówie, że dziś nie w złoto ale Bitcoin się inwestuje. Dziś ciekawy dzień w świecie ludzi których mózgi reagują na słowo Bitcoin. Górnicy, inwestorzy, spekulanci, zwolennic ideii cyber waluty oraz wszyscy którzy powierzyli zaufanie w Bitcoin z ciekawością spoglądają na wykres.

Dziś właśnie zmieni się ilość Bitcoin jaką dostaniemy za wydobycie jednego bloku. Już nie 50 ale 25 Bitcoin. Co to zmienia ? Co to znaczy dla tych wszystkich ludzi. No cóż, jasnej odpowiedzi nie ma, ale warto wiedzieć o tym jaki moga być skutki. Jeśli jest więcej osób jak ja, a jest ich z pewnością masa, to czekają cierpliwie na spadek ceny. Ci nerwowi mogą się pośpieszyć i zacząć sprzedawać wtedy może być jak w lipcu 2011.

Może być i tak że cena pozostanie bez zmian, może z lekkim zawirowaniem. Tylko, że takie drobne zawirowanie ma małe znaczenie dla kogoś kto ma 5 BTC a ogromne dla kogoś kto ma ich 10.000. Trudno jednak powiedzieć jak wygląda rozkład posiadaczy BTC i jakimi celami się oni kierują.

Wszystko to spekulacja.

Rynek Bitcoin kręci się z powodu kilku grup. Zaczyna się od Górników , którzy mają swoje narzędzia do wydobycia. Ci górnicy po wydobyciu sprzedają lub nie w części lub w całości to co wydobyli. Ich odbiorcami są różne grupy, inwestorzy , spekulanci itd.

Kiedy zwrot z jednego bloku spadnie do 25 większość Górników posiadających klasyczny sprzęt do wydobycia zwyczajnie może zakończyć swoją przygode. Może, ale nie musi. Nikt nie powiedział, że cena nie wzrośnie do tego poziomu iż wydobycie bęzie nadal dla nich opłacalne.Warto sobie jednak zadać pytanie co jeśli cena pozostanie taka sama, albo się skurczy.

Kiedy to pisze, na ekranie http://blockchain.info/ widze informacje, że zostały 4 bloki do przełomowego momentu.

Mogą nastąpić rozregulowania ceny. Jak wiadomo to świetny moment dla spekulantów, tych którzy posidają ogromne ilości BTC i mogą zalac chwilowo rynek tylko po to aby za chwile odkupić Bitcoiny za pół ceny.

ASIC. Już za chwile będzie można zakupić sprzęt zaprojektowany specjalnie do wydobycia Bitcoin. Sprzęt bardzo drogi, ale efektywny.

Nie wiadomo jak duży rynek to spekulanci, jak duży to Ci którzy wierzą w powodzenie Bitcoin.

Należy mieć na uwadze, że Górnicy to duża część społeczności , jeśli ona się skórczy to może to mieć kolosane znaczenie.

Generalnie w sieci można przeczytać wiele opini. Większość oczekuje wzrostu, wypierając możliwość spadku. Model wyparcia jest klasyczny , kiedy nie chcemy rozważać czegoś co ma dla nas złe skutki.  Ja osobiście obstawiam spadek i wykupienie po taniości, choć to tylko moja opinia.


Jest wiele niewiadomych.

Czekamy

poniedziałek, 26 listopada 2012

Bitcoin Quotations

I had a dream where someone told me : Time is Bitcoin :) So today on my way to the office I rewrote some old quotas.

When I was young I thought that Bitcoins was the most important thing in life; now that I am old I know that it is.
I can live without money, but I cannot live without Bitcoins.
Bitcoins is more value than money. You can get more money, but you cannot get more Bitcoisn .
Time is Bitcoin.
The lack of Bitcoins is the root of all evil.

...and I guess is just the beginning....  just imagine how big is word of Bitcoins

niedziela, 25 listopada 2012

moimi oczyma

taka historia zrodziła mi się w głowie.

Stałem w wyjściu z mieszkania. Obok mnie drzwi. Podniosłem wzrok. Patrzył na mnie. Stał na wprost mnie i patrzył prosto w moje oczy. Nie miał wyrazu twarzy, był jak mgła , niby prawdziwy a jednak przeźroczysty. Jego ciemne oczy jak niebo nocą pochłaniały mnie całego. Przez ułamek sekundy widać było opadające powieki które dosłownie z mgnieniem oka uniosły się ponownie. Kątem oka dostrzegłem kogoś machającego rękami. Obróciłem się w lewo. Obok mnie na wyciągnięcie ręki stała młoda dziewczyna. Krzyczała. Wszystko wydawało się trwać wieki. Nim jej słowa dobiegły do mnie mineła wieczność. Poczułem jakiś nieopisany ból. Patrzyłem na nią. Jej rozpalona złością twarz skierowana była na mnie. Krzyczała przeokrutnie. Nagle wsunąłem ręke do kieszeni i wyciągnąłem z niej aparat. Było mi gorąco, ona wciąż krzyczała, paliła się złością. Wycelowałem aparat w jej twarz. Wraz z fleszem aparatu mój słuch wynurzył się z głebi morskiej i usłyszałem tylko

- Wypierdalaj z mojego życia! Słyszysz! Nie chce Cie kurwa widzieć!

Nigdy nie rozumiałem jak można sprawiać innym tyle przykrości, jak można ich tak traktować. Przecież ludzie czują, widzą, przeżywają. Moje oczy przewędrowały po podłodze i dostrzegłem swoją dłoń która naciskała na klamke. Wyszliśmy. Ja i chłopak o ciemnych oczach. Szedł za mną. Nic nie mówił. Nie widziałem go. Na dworze padało. Szliśmy, moje okulary były lekko przybrudzone, zdjąłem i je przetarłem. Idąc odwórciłem się do niego. Uśmiechnął się. Patrzył na mnie. Zatrzymał się i w natłotu słów zrozumiałem jedno zdanie

- Dalej musisz iść sam, ja wracam do niej.

Jak zawsze zostawałem sam kiedy miałem problemy. Ludzie pojawiają się i znikają, ale kiedy potrzebujesz porozmawiać o swoich największych problemach, kiedy jesteś ich prawie świadom pozostajesz sam ze sobą. Poczułem znów ten ból i wyjąłem aparat, flesz odbił się od jego twarzy. Zrobiłm mu zdjęcie.

Odwórciłem się. Nie czułem potrzeby z nim rozmawiać. Ruszyłem przed siebie. Chwile potem stałem na przystanku. Wszystko było w tej mgle. Kiedy przyjechał autobus niczym narkoman w transie wsiadłem powolnym krokiem do środka. Na wprost mnie siedziała kobieta w średnim wieku. Miała białą czapke, głowe opierała o szybe. Czułem się jak we śnie, nie do końca pewny czy może za chwile się nie obudze. Położyłem ręce na kolanach. Patrzyłem na swoje pomarszczone już lekko ręce.

- Dlaczego nam to robisz ? Dlaczego niszczysz to co stworzyliśmy ?

Podniosłem głowe. Ta kobieta mówiła do mnie. Patrzyła na mnie i mówiła. Teraz dopiero ją rozpoznałem. Przez ułamek sekundy przeleciała mi myśl, że naprawde śnie skoro nie rozpoznaje tak znajomej twarzy. Jak mogłem jej nie rozpoznać kiedy wsiadałem ? Nigdy nie mogłem zrozumieć jej postawy, niby widywaliśmy się bardzo często a jednak zawsze rościła sobie do mnie pretensje. Dlaczego zawsze mnie obwinia za jej problemy ? To nie jest moja wina , że jej nie wyszło.

- Czy możesz w końcu przestać się wygłupiać i porozmawiać z nami poważnie ? - zapytała.

Milczałem. Zawsze milcze, ogólnie jestem małomówny, bo kiedy się wdaje w rozmowe przytłaczają mnie. Wchodzą mi na głowe jak jakieś demony i nie moge dojść z nimi do porozumienia. Boje się ludzi, trudno czasem zgadnąć któzy są prawdziwi a którzy udają , którzy są aktorami.  Nie wiem dlaczego znowu to zrobiłem. Kiedy ja wyciągałem aparat ona podnosiła coraz bardziej głos krzycząc kolejne niezrozumiałe zdania. Autobus hamował. Otworzyły się drzwi, a w raz z nimi rozbłysł flesz, zrobiłem jej zdjęcie i wysiadłem. Krzyczała, ona kolejna na mnie krzyczała. Przyśpieszyłem i pobiegłem. Autbous mnie mijał a ja biegłem. Odebrałem telefon. To mój przyjaciel. Powiedział, że jest w centrum i chce się spotkać. Chwile później siedziałem z nim na ławce. Karmiliśmy gołębie.Opowiedziałęm mu co się wydażyło. Powiedział, że to nie moja wina, że wszystko się poukłada tylko musze dać sobie czas.

- Jak się czujesz ? Zapytał

Popatrzyłem mu w oczy, zawsze czułem spokój i ta tajemniczość kiedy patrzyłem na niego. Taki niby najlepszy kumpel ale nie wiesz nigdy co siedzi w jego głowie. Uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem głowe. Chyba zrozumiał. Wyjąłem aparat i zapytałem czy chce zobaczyć zdjęcia które zrobiłem. Oglądał je, a ja karmiłem gołębie. Nic nie mówił. Kiedy mi go oddał wstałem. Ruszyłem w kierunku małej fontanny na wprost nas. Postawiłem na niej aparat i ustawiłem samowyzwalacz który miał zrobić nam zdjęcie po kilku sekundach. Usiadłem obok przyjaciela. Położyłem ręke tuż za jego plecami. On siedział z nogą założoną na noge, w pozycji która mnie zawsze irytowała u mężczyn. Nagle ktoś nadbiegł. Jakiś chłopak pędził chodnikiem. Podbiegł i chwycił aparat.

Gołębie zerwały się w powietrze. Nad placem rozniósł się trzepot ich skrzydeł, unosił się w góre równie szybko jak oddalał się biegnący chłopak. Na placu pozostali przechadzający się ludzie. Cisza.

Kiedy otworzyłem oczy było ciemno. Za oknem padał deszcz. Leżałem na łóżkuu. Nie pamietam jak się tu znalazłem. Miałem na sobie białe buty. Buty. Białe buty. Takie same jak biegnący chłopak. Leżałem w swoim łóżku w butach?! Podniosłem się. Na podłodze leżał aparat. Podniosłem go. Nie czułem zmęczenia. Czułem się dobrze, jak kiedyś. Jak gdyby coś ze mnie spadło. Odwróciłem aparat. I spojrzałem na wyświetlacz.

Zerwałem się. Pobiegłem do lustra. Spojrzałem w nie. Nie wiem czy można opisać lęk kiedy widzisz siebie i nie wiesz kim jesteś. Spojrzałem jeszcze raz na aparat. Przewijałem zdjęcia.

Na pierwszym z nich widze tą samą osobe którą teraz w lustrze , jest zła, krzyczy, macha rękami. Na drugim ta sama osoba, stoji uśmiechnięta na ulicy. Na kolejnym też twarz z lustra, w autobusie w białej czapce, oparta o szybe. Na następnym siedzi sam na ławce z nogą założoną na noge. Podnosze głowe , patrze w lustro, widze twarz ze zdjęć. Czuje ból. Ramy lustra znikają. Przedemną stoji chłopak. Stoji na wprost mnie i patrzy mi w oczy.... jak przez ściane słysze jak ktoś do mnie zaczyna krzyczeć

wtorek, 6 listopada 2012

w taki wieczór

wyjmuje z kieszeni zimne klucze
śnieg jest ciemny, nawet ten co spada
dźwięk zamka, to ostatnie słowa dziś
w pokoju nie czeka nikt
siadam, i czuje jak zaczyna tańczyć ona
samotność
biega, tańczy, pyta czy gdzieś wyjdziemy
za chwile znika
w taki wieczór jak ten wracają widoki
wszystkich dni, jeden za drugim
ludzie, chwile, chwile z ludźmi
jest zimno, czuje na twarzy śnieg
to nie ważne, wciąż jestem gdzieś kiedyś tam
wieje wiatr, a ja siedze przy stole i patrze na nich
jest zimno
wyostrzam wzrok, tęsknie za nimi wszystkimi
podjeżdża autobus, a ja już nie wiem
nie wiem czy to wczoraj czy już jutro jest
samotność ukradła poczucie czasu

sobota, 27 października 2012

nic

musze stawać codzień oko w oko ze światem
pocić się podnosząc cięzary mojego życia
i widzieć w teleskopie wielkiego saturna
stanąć przed lustrem i poczuć , że ja
ja jestem odbiciem wszechświata w moim umyśle
że moje oko jest ręką, a ręka okiem
tęsknić za bliskością a czuć wielką odległość
do ostatnich dni, kiedy będe żył
będą ze mną tylko pytania
żadnych odpowiedzi
żadnej nie znalazłem do dziś

zmienianie obiektywów osobowościowych

giełdy działaja przez ileś godzin dziennie a nie 24h. czy jednym z powodów może być fakt, że makler jest odpowiedzialny za swoje transakcje a żaden makler nie jest w stanie pracowac przez te 24h na dobe ?

dlatego powstaja zespoly ktore sa odpowiedzialne za poczynione decyzje. nie mowie tu o maklerach ale o np druzynie pilkarskiej. kiedy druzyna przegrywa obwinia sie ja cala nie bramkarza. oczywiscie mozna powiedziec ze ktos napastnik i bramkarz grali slabo ale skrzydlowy gral swietnie. nie mniej cala druzyna polegla.

a jak to jest z umyslem. mamy wieloosobowe umysly. przynajmniej u mnie wyraznie odczuwam podzialy na osobowosci. kiedy siadam za komputerem w pracy czuje sie zupelnie inna osoba niz kiedy ide robic zdjecia. to jak patrze na swiat, jak go odbieram i jak sie z nim obchodze jest supelnie inne. jeszcze inaczej sie zachowuje kiedy ide potrenowac. udezenia kopniecia, to nie ma nic wspolnego z patrzeniem na spadajace liscie i zachwycanie sie nimi kiedy ide ulica.

zastanawiam sie jak podzielic te osobowosci i dotrzec do ich korzeni. zastanawialem sie czy chcialbym unicestwic ktoras z osobowosci. np ta ktora jest romantykiem i pobudzic w jej miejsce inna ktora jest zimna osobowoscia ktora idzie po trupach do celow. przyszlo mi jednak do glowy ze wszystkie te osobowosci sa ze soba splatane. gdybym zabil jedna z nich mialo by to wplyw na calosc. powstaloby puste miejsce.

patrzac na paczke czekoladek przestac myslec o kims kogo sie kocha a pomyslec o tym ile mozna zarobic na nich sprzedajac je w swieta. patrzac na swieczke nie myslec o wieczorze i kolcji ale myslec o tym jaki jest koszt produkcji.

i tak dochodze do wniosku ze tych pytan uczymy sie gdzies na poczatku naszego zycia albo w nim samym.
nasz umysl widzi swiat przez skojazenia. teraz patrze na swoje biurko , widze kubek herbaty, ksiazki, pendriva, komputer , portfel i zapalniczke. To sa rzeczowniki. A teraz kazdy moze opisac co poczul kiedy to opisalem przez to jak zadzialaly w nim skojarzenia.

może zrobie proste doświadczenie i zaczne patrzeć na wszystko i pytać siebie ile to kosztuje i ile można na tym zarobić ?
a za każdym razem kiedy poczuje jakieś uczucie pomyśle skąd się wzieło i postawie pytanie ekonomiczne w obliczu jego źródła.


no i już jest. popatrzyłem na patyczki do uszu umieszczone w pojemniku. ile można na nich zarobić ? i pomyślałem, że zamiast sprzedawać 150 patyczków z watą na końcu lepiej by było sprzedać jeden mały patyczek i małe urządzenia do nakładania waty na taki patyczek. patyczek miałby przycisk na końcu jak długopis. po naciśnięciu wata by spadała.

musze więcej nad tym pomyśleć.

jakiś czas temu zrobiłem sobie projekt programu który pokazywałby na ekranie jakieś słowo, przymiotnik , rzeczownik, czasownik. naszym zadaniem byłoby wpisanie słowa które nam się kojarzy. używanie 5 minut dziennie. system buduje baze naszych skojarzeń, którą później możemy zwizualizować. i zobaczyć, że na rzeczownik zazwyczaj odpowiadamy jednym tym samym czasownikiem, a nie kilkoma. można by w ten sposób stworzyć mape , podzielić ją na obszary wiedzy zainteresowania i potem nad nimi pracować.

powiedzmy na hasło boks ja odpowiadam w ciagu miesiaca 15 rzeczownikami, ale na hasło tulipan tylko trzema. oczywiście tulipany mnie nie interesują. ale teraz uwaga. wiem, że interesuje mnie rynek IT. Więc pojawia mi się hasło Azure. No i co teraz ? Albo odpowiadam dobrze ale nie. Program pokazywałby najnowsze hasła z tej dziedziny. Niby coś jak prasa dla specjalistów ale jednak zupełnie co innego. Program pyta nas co wiemy o tym haśle. Wyniki odpowiedzi są zapisywane. Widzimy je. Widzimy je i to jest bardzo ważne! Ważne by po jakimś czasie zobaczyć wynik.

musze pomyslec nad tym wiecej i to napisac.

czwartek, 18 października 2012

a może inaczej

są tematy których nie potrafie zrozumieć. jedne błache inne ciężki, ważne w moim życiu. właśnie te ważne, trzymam w dłoniach , ściskam mocno i próbuje zrozumieć. niektóre z nich jak widać po moich wpisach ściskam już od wielu lat, nie umiejąc sobie z nimi poradzić. i choć słyszałem już tyle wskazówek jak to rozwiązać to nie potrafie tego dokonać.

Ilona, koleżanka z Oslo pożyczyła mi jakiś czas temu książke z przemyśleniami Pana Krishnamurtiego. Przeczytałem kilka rozdziałów i byłem pod wrażeniem. Kilka dni temu udało mi się znaleźć wersje w języku polskim. Pozwoliłem sobie czytać jeden temat wieczorem, a potem przemyśleć go. Wrócić do niego. Dziś wybrałem temat "I. 41. ŚWIADOMOŚĆ (AWARENESS)". Popatrzyłem na pewien problem z innej strony. Zauważyłem, że być może nie tęsknie za kimś ale za uczuciem i namiętnością jaka temu towarzyszyła. To za czym tęsknie nie jest tą osobą, to za czym tęsknie to możliwość bycia dla kogoś i ta możliwość wciąż istnieje. Przyszłość, która wciąż dla mnie istnieje to możliwości, a ja jestem tego dowodem, bo to będzie moja przyszłość , moje możliwości.

Za każdym razem kiedy myślałem, że straciłem kogoś kogo kochałem i rozpaczałem myliłem się. To co przeżywamy z drugim człowiekiem zawsze jest wyjątkowe, jedyne. Im wyżej się wzniesiemy tym większy ból upadku będzie kiedy stracimy tą osobe. Ale nie tęsknimy za osobą, bo za nim ją poznaliśmy też byliśmy szczęśliwi i mogliśmy równie dobrze odlecieć wysoko z inną osobą. Tęsknimi za tym co było, za chwilami.

Tęsknie za chwilami kiedy byłem szczęśliwy. Kiedy nie widziałem tego czego nie chciałem widzieć. Jestem świadom , że potrafie być szczęśliwy i brakuje mi tego kiedy wieczory spędzam z książkami.

Wszystko umiera.




http://jkrishnamurti.republika.pl/uwagi1.41.htm

piątek, 5 października 2012

w te dni kiedy pamięć mnie pali

miała swoje zdanie. potrafiła na mnie wpłynąć. zniewolić mnie swoim słowem. miała najpiękniejsze oczy jakie w życiu widziałem. patrzyła nimi we mnie. siedziała na czarnym obrotowym krześle. dłonie podpierała o oparcie, na nich oparła buzie. patrzyła na mnie. siedziałem na wyciągnięcie ręki, oglądałem jej zdjęcia. patrzyłem na nie, na nią. zawsze bawiły mnie jej palce. nigdy nie miała długich paznokci, nazwałem jej palce technicznymi :) to był taki nasz żart. część jej włosów spiętych z tyłu uciekała z gumki i opadała na twarz. przysuneła się bliżej. popatrzyłem na nią. chwile potem całowałem jej usta. delikatnie je muskając. czułem jej zapach. mieliśmy zamknięte oczy. usta spotykały się w kawałku sekundy i uciekały. potem zatopoliśmy się w sobie.


kiedyś składaliśmy origami. to była zima. nasze wygłupy nie miały końca. bawiłem się z nią jak dziecko. radość i zapomnienie. najprostsze rzeczy dawały moc radości. tak było wtedy. śmiała się , a ja byłem przeszczęśliwy bo byłem z nią.

nic podobnego już nie wydaży się w moim życiu. niczego podobnego nigdy więcej nie przeżyłem. nie chciałbym aby te wspomnienia znikły razem ze mną. te kilka wspólnych lat to coś za co oddałbym wszystko by przeżyć je jeszcze raz.


wiele razy zastanawiałem się ile miałem szczęścia , że ją poznałem. zastanawiałem się jakie byłoby moje życie bez tego co przeżyłem. jaki byłem zanim ją poznałem. i kim się stałem kiedy odeszła. zostawiłem przy niej siebie, chłopaka którym byłem kiedyś. teraz po latach wiem, że jeśli spotykam kogoś z przed lat, kogoś kogo nie dażyłem sympatią, aby dać mu szanse, bo to może być inny człowiek. mógł się zmienić.


pamiętam ją  z każdej strony, jako wspaniąłą kobiete i jako dewastującego wszystko demona. szalałem za nią. szalałem.

dni mogą mijać. skóra się starzeć. ludzie się rodzą i umierają. ale żar tlić się będzie to ostatnich dni. tylko dlatego, że płonąłem całym sobą.

czyjeś zdanie. czyjaś opinia. czyjeś życzenia i nadzieje. nic z tego. ja w nic nie wierze, ale odzwierciedlam w swoim życiu to co czuje. paląca tęsknota w samotności dla mnie smak ma lpeszy niż bycie z kimś bez jednej iskry.

i nie szkoda mi dni które sam spędzam, dni kiedy mijam życie, bo nie można go minąć, a samemu człowiek jest zawsze.


czwartek, 4 października 2012

każdy kocha kogo chce

pali mnie to w środku. a wszystko siedzi w głowie. w piekle. bo głowa może być piekłem jeśli chcesz. moja jest moim piekłem, przkleństwem.

tęsknie za kimś kogo straciłem bezpowrotnie. tu nie ma przycisku reset. nie ma nowej księgi , którą można od nowa napisać. tyle lat mija a ja wciąż śnie, myśle , tęsknie i wracam do tego co było. to jest piekło w głowie.

mam tyle możliwości, a jednak żadna nie cieszy. nie umiem sobie poradzić, ze  świadomością, że w życiu , które jak wierze przeżywa się tylko raz straciłem kogoś kto był wszystkim czego pragnąłem. przejebane.


jedyne rozwiązanie jakie znalazłem na ten nieprzyjemny stan umysłu to zapominanie o sobie. skupianie się na innych, pomaganie im, próba poczucia iż ja nie ma znaczenia i wszystko co moge to moge być dla innych. problem w tym, że kiedy pomożesz już innym oni pójdą dalej a ja zostane i wróci moje wnętrze. wracam ja do siebie. i czuje że stoje na ogromnym pustym oceanie bez nadzieji na ocalenie tego co było.

dziwne bo jeśli teraz mam z tym żyć do końca dni to nie wydaje się być łatwym zadaniem. tęsknota jest czymś strasznym. zwłaszcza jeśli wiesz, że ktoś kogo kochasz nie kocha Ciebie. że ten ktoś ma swoje życie i Ty nie istniejesz dla niego. takie życie, każdy kocha kogo chce. potworna świadomość.

dla Ciebie...

jest 2004 rok. środek tygodnia. grudzień. siedze przed komputerem na poddaszu biurowca na kabatach. za oknem pada śnieg. dusze się. w pomieszczeniu tylko stukot klawiszy na klawiaturach tuzina programistów. nie moge usiedzieć. wstaje, jest 15. pakuje plecak i wychodze. wybiegam. pantofle ślizgają sie na śniegu. biegne chodnikiem wzdłóż wąwozowej. coraz bardziej się dusze. na dordze do metra moje buty nabierają śniegu. cóż z tego, że mam już mokre spodnie i skarpetki. łapie metro. siadam. nie wiem kiedy mija 20 minut. wysiadam w centrum. biegne. mijam obce twarze. nawet nie czuje smrodu centralnego. wypuszczam ostatnie powietrze. mijam sklepiki. szybko wbiegam w kolejne korytarze dworca. jest! zdążyłem. wsiadam do pociągu. kieruje się do restauracyjnego. zamawiam kawe. zakładam słuchawki. znikam. dzwoni budzik w telefonie. wysiadam z pociągu. spałem niecałe 4 godziny. nie mam już powietrza. czy ja jeszcze żyje ? biegne. znowu biegne. łapie tramwaj. za oknem ciemno. obce twarze.ręce w kieszeniach. czuje monety i koraliki różańca. wysiadam. przedemną ciemne blokowisko. biegne. mijam kolejne bloki. czas mija. biegne. ostatnia prosta. biegne. jest ślisko. jeśli jeszcze nie umarłem, to za chwile to się stanie. mijam tabliczke z nazwą ulicy "Jerzego Szablowskiego". Wciskam guzik, otwierają się drzwi. hol, dziedziniec i drzwi do klatki schodowej. wybieram numer na domofonie. Otwierają się drzwi. Łapie powietrze.




wszystko co było rozpływa się, poznaje smak każdej sekundy, godziny tak krótkiej
zapach jej włosów jest tlenem, jej głos , ona, to wszystko tak żywe, tak intensywne
sama świadomość bycia z nią, wszystko czego pragne, nic więcej
jak poczucie, że jesteś wszędzie jednocześnie, dokładnie tam gdzie tego pragniesz


budzik. trzecia rano. myje zęby. biore plecak. wybiegam. zimno. ciemno. łapie tramwaj. wysiadam przy dworcu. oddaje kanapke bezdomnemu. kupuje oscypek. siedze w pociągu. zasypiam. budze się w warszawie. biegne. łapie metro. biegne wąwozową. siadam za klawiaturą. zaczynam się dusić. do 15 jeszcze daleko.

słuchawki na uszach.....wiele lat później ten sam utwór ( http://grooveshark.com/s/6+Lat+P+niej/480WeQ?src=5 ), zamknięte oczy, czuje i przeżywam to jak wtedy. nie umiem tego wyjąć z siebie.




sobota, 29 września 2012

the server committed a protocol violation. section=responsestatusline

I get the following exception:
"...the server committed a protocol violation. section=responsestatusline"

The are two ways to fix it.

1. The easiest one is including a .config file in application containing the following lines:

<system.net>
<settings>
<httpWebRequest useUnsafeHeaderParsing = "true"/>
</settings>
</system.net>





2. Add reference to System.configuration in your project. Then use System.Reflection and call this method:

public static bool SetAllowUnsafeHeaderParsing20()
{
Assembly aNetAssembly = Assembly.GetAssembly(typeof(System.Net.Configuration.SettingsSection));
    if (aNetAssembly != null){
        Type aSettingsType = aNetAssembly.GetType("System.Net.Configuration.SettingsSectionInternal");
        if (aSettingsType != null){
            object anInstance = aSettingsType.InvokeMember("Section",
                BindingFlags.Static | BindingFlags.GetProperty | BindingFlags.NonPublic, null, null, new object[] { });

            if (anInstance != null){
                FieldInfo aUseUnsafeHeaderParsing = aSettingsType.GetField("useUnsafeHeaderParsing", BindingFlags.NonPublic | BindingFlags.Instance);
                if (aUseUnsafeHeaderParsing != null){
                    aUseUnsafeHeaderParsing.SetValue(anInstance, true);
                    return true;
                }
            }
        }
    }
    return false;
}

Unable to open the physical file "D:\pm\somedb.mdf". Operating system error 5: "5(error not found)".

Today I encountered this message on my screen. I love this kind of errors - error not found.  So here is the solution how to fix it, just follow the steps and  save your time



Run the script:

declare @sqlser varchar(20)
EXEC master..xp_regread @rootkey='HKEY_LOCAL_MACHINE',@key='SYSTEM\CurrentControlSet\Services\MSSQL$SQLEXPRESS',
@value_name='objectname', @value=@sqlser OUTPUT
PRINT 'Account Starting SQL Server Service:' +convert(varchar(30),@sqlser)


If you don't see  results, then run regedit and go to the specified path and find the account.

Then.

  • Right click on the folder with your db files and click on properties 
  • Click on security tab
  • Click on Add button and add account = the same you have found in regedit
  • Provide modify privilege


To attach db just use the code:

USE [master]
GO
CREATE DATABASE [name] ON
( FILENAME = N'D:\tmp\name.mdf' ),
( FILENAME = N'D:\tmp\name_log.ldf' )
FOR ATTACH
GO
IF EXISTS ( SELECT name
FROM master.sys.databases sd
WHERE name = N'name'
AND SUSER_SNAME(sd.owner_sid) = SUSER_SNAME() )
EXEC [name].dbo.sp_changedbowner @loginame=N'sa',
@map=false
GO


czwartek, 27 września 2012

ktoś mi powiedział...

Poznałem kiedyś chłopaka, od którego kupowałem gitare. Zupełnie nie znaliśmy się, ale po transkacji przesiedzieliśmy całą noc w barze rozmawiając o najgłebszych myślach jakie w nas gościły. Pamiętam jak powiedział  
"...nie zdajesz sobie nawet sprawy, jak każde słowo , które mówisz może zmieniać świat..."

Dziś to poczułem, kiedy dostałem wiadomość

"pamiętam jak mi kiedys powiedziałes że człowiek błądzi czytając książki.. Widzisz różnicę pomiędzy tym co Cie kiedyś interesowało (co czytałeś) a co Cię teraz interesuje. Człowiek dorasta do pewnych rzeczy. I teraz jak ja czytam książki, które są dla mnie "za trudne" to widzę tą różnicę.. Ale staram się zrozumieć.. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz coś przeczytać to okaze się banalne.."
Małgosia

piątek, 21 września 2012

tragiczne

przypominam sobie jak myślałem , że mógłbym sie zakochać od tak, po prostu. poznać dziewczyne i po chwili wiedzieć, że to ta i chcieć z nią być na zawsze. fajna myśl.

potem przypomina mi się jak poznałem fajną dziewczyne. wylądowaliśmy w łóżku. a ona rano powiedziała "kocham cie". gdzie są moje buty, to pierwsze o czym pomyślałem.

zaprawde niesamowite jest jak widzimy samych siebie w innych. to ja nie wiedząc czego chce widziałem siebie w tej dziewczynie, która być może poczuła coś o czym ja sobie rozmyślałem. a ja no cóż, pomyślałem, co za kretynka, myśli, że jak jest piękna to ja będe jej.

żagiel


Kiedy nauczyłem się chodzić, kiedy już umiałem czytac i pisać ( nauczyła mnie Mama )  wtedy zacząłem pytać. Pytałem po co jest to czy tamto. Tak narodziła się moja ciekawość. Potem przyszła możliwość wyrażania siebie. Pokazywania co się myśli. Eksponowania emocji i myśli. Nie próbowałem nigdy grać na fortepianie, nie wiem czy umiałbym wyrażać tym emocje. Ja je wyrażam pisząc, robiąc zdjęcia. Zdjęcia są chwilą kiedy możemy coś pokazać. To co widzimy, to co czujemy. Układając materie na różne sposoby pokazujemy siebie. Robiąc zdjęcia, budując zamki z piasku czy malując pociągi, pokazujemy siebie. Mogłbym tu użyć zdania "chc epowiedzieć że..." ale nie chce mówić co chce powiedzieć. jeśli ktoś przypadkiem trafi na mój tekst i zobaczy w umyśle błysk o którym mówie ja, bo go zobaczyłem to będzie znak iż udało mi się zamienić moją myśl w coś co się przeniosło do innego umysłu.

ogromna potrzeba pokazywania co się czuje powstaje gdzieś w środku. mówie o sobie. niesamowitym jest kiedy próbuje ulepić siebie samego w postaci myśli, w postaci czynu. to nie jest proste. istoty wyrażają siebie. wszędzie w koło. na wszystkie sposoby. odbijamy to co do nas dociera. ktoś kocha i pisze wiersze, ktoś cierpi i pije, ktoś ma nadzieje i maluje, ktoś inny nie może sie odnaleźć i kradnie. powstaje świat budowany w oparciu o to jak my go widzimy i co od niego chcemy. nie patrze na innych patrze na siebie. patrze w lustro. co widze ?

nic nie widze. nie czuje potrzeby utożsamiania się z niczym ani nikim więc nie wiem kim jestem, nie umiem się opisać. jestem obecny tylko myślą, ciało zdmuchuje czas. a myśl szarpie się na tym wietrze niczym żagiel ciągle zmieniając kierunek i kształt. nadaje mi prędkości, pozwala wciąż unosiś się na wodzie. i tak płyne, bez kapitana za sterem.


Zdjęcia, myśli, muzyka, wybite szyby i pobite twarze. Nieskończona ilość istot wyrażających siebie w otaczającym nas czymś co postrzegają nasze umysły. któż to wszystko mógłby poznać, nie starczyłoby życia, skoro każdy z nas tworzy ten świat, a każdy jeden jest tak inny. wypełniamy nasz świat informacją, która zalewa nas w koło. ja sam docieram do książek, myśli zapisanych dawno temu przez ludzi, których w życiu nie spotkam. to cenne skarbce, te myśli ludzi. ktoś czasem dociera tutaj, przypadkiem i czyta moje myśli. a myśl się mnoży ciągle z każdym jednym słowem które odlatuje z mojego umysłu do innego.

Najbardziej podniecające i pociągające co może być w moim życiu to eksploracja umysłu, nic bardziej ekscytującego w życiu mnie nie spotkało. 

środa, 19 września 2012

a może

i tak leże wieczorem i czytam książke. odkładam ją i patrze w szary sufit. pływam w ciszy. dom pusty. ja i ona. samotność. i tak myśle, że jestem spokojny. dlaczego ? poddałem się ? czy może zrozumiałem , że życie jest tylko cierpieniem ?


no bo skąd pomysł, że jest czymś innym. wszystko co wzbudza zachwyt, ten motyl, o pięknych kolorach, który przyjmuje postać dowolnej chwili odlatuje i znika. rozpływa się w naszych oczach, i zostaje mały ślad po nim w głowie. wszystko znika. zostaje radość chwili w sercu ? wspomnienie miłości ? ale po co mi to, skoro rozpad mojego ciała wskazuje kierunekw  którym podążam. już nie spotkam drugi raz tych samych ludzi, nie zobacze tego co widziałem. jedynym dowodem na to co było są ślady w moim notesie z galaretki.


i dochodze do wniosku , że szukanie szcześcia w życiu jest chorobą. bo kiedy godze się na to, że wszystko co kocham umrze, w tym wszystkim umre ja, i po śmierci nic nie będzie to przyjmuje to ze spokojem. dopiero myśl o tym , że coś chciałbym od tego życia wzbudza emocje, których ja nie potrzebuje. godze się na śmierć, którą mine wiele razy i która w końcu obróci się za mną. godze się na to, że do końca życia będe żył sam. godze się na to , że życie przyniesie rzeczy których bym nie chciał. godze się. i już. i nie ma żadnego bólu, żadnego żalu, że coś było i już nie ma. bo nic nie ma.


nie rozumiem do końca jeszcze tej myśli, ale wydaje mi się , że nic nie ma sensu. spokojnie moge pójść przed siebie, poprosić kogoś o jabłko, kogoś o szklanke wody, w zamian robiąc prace i tak tylko przeżyć to życie. bo tu nic nie ma. to wszystko jest gonitwą umyslu. można uczyć się miliona rzeczy. można w życiu robić najprzeróżniejsze rzeczy, ale to wszystko i tak zniknie i przeminie. i ta miłością o której tak mówie jest to poczucie chwili, umiejetnosc jej przezycia i podziekowania za nia. po prostu przezycia jej nalezycie.

dni nieublaganie niczym kamienie zasypuja mnie jeszcze żyjącego pod wielkim kopcem. wspomnienia trzymają mnie. myśli atakują i napawają lękiem. a ja tu siedze i gram w gre.

jestem programistą. zawód bardzo abstrakcyjny. przygladam się ludziom których znam. temu jak mówią o tym co robią. przypominam sobie swoje życie. człowiek potrafi się bardzo zidentyfikować z tym czym jest i co robi. i tak slucham jak Pani opowiada o rysowaniu Mandali. o tym jakie to jest wazne dla energi czlowieka. ktos inny mowi mi o jeszcze innych waznych energiach. ktos opowiada o tym jak jego praca jest pasjonujaca. i tak bez konca. wszystko sobie wkrecamy w glowe. budujemy nauke. nasz umysl i wiedza nadaja sens naszemu istnieniu.


tylko dlaczego ja czuje, że życie nie ma najmniejszego sensu ?

dziwne powtórzenie snu

zapisywałem dziś sny. spisałem co mi się śniło. pomyślałem sobie aby sprawdzić co mi się śniło rok temu. odnalazłem date 19 września. i znalazłem tam opis snu , który śnił mi się w ostatni wend, czyli 3 dni temu....

"Śnił mi się Jarek B, chcial otworzyć sobie buteke z wodą albo ją zmaknąc , założył złą nakrętke i się oblał, zbudziłem się ze śmiechu."

Pamiętam dokładnie, że śniło mi sie to 4 dni temu bo również obudziłem się i się śmiałem. Nie rozumiem.

poniedziałek, 10 września 2012

Wyprawa do krainy deszczu - Norwegia, Lofoten

napisałem długi tekst opisujący moją wyprawe. skasowałem go. szczerze nie wydażyło się nic o czym warto powiedzieć. było kurewsko mokro. deszcz non sto napierdalał. po kilku dniach wszystko było tak mokre , że miałem ochote to wszystko pierdolnąć i kupić sobie bilet do polski. moje plany rozjebał totalnie deszcz. nie umiem inaczej o tym pisać bo czułem się wydymany przez pogode. mgła, deszcz, wiatr zimno. przejebane. anka która była ze mną naprawiła jednak całą tą zryta zytuacje. dopisywał jej humor. ani razu nie marudziła, cieszyła się i dała rade to wszystko przejść. byłem na kilku wyprawach i to co tam przeszliśmy budzi we mnie tylko respekt dla niej.

może jednak wydazyło się coś o czym warto napisać. spróbuje. chcemy kupić rękawiczki dla Anki w sklepie sportowym. rekawiczki ? pani mamy lato teraz na lofotach - odpowiada sprzedawca. zajebiscie Anka, mamy lato, idziemy! na trasie mgła, ja w sandałach bez skarpet, wszystko już dawno mokre. jest tak jak nie miało być. gdzieś na szlaku mijamy szwajcarów. wymiękli i zawracają, nam radzą to samo. patrzą na anke z politowaniem, nie wiedzą co robią. po drodze musimy ściągąć plecaki, ja wdrapuje się po skałach, wciągam je, wciągam anke. im wyżej to trudniej. przebijamy się przez śnieg po kolana. szlak ? jaki kurwa szlak. zapraszam do polski tam są szlaki. tutaj nie ma. usypane kopce z kamieni, wyglądają ślicznie, zwłaszcza z 10 metrów bo dalej już jest mgła. docieramy na szczyt, jest jezioro. zamarznięte. jest zimno. wieje. zaczyna padać. nie. zaczyna napierdalać deszcz. wieje jak skurwysyn. z wielkim trudem rozstawiam namiot. zbieram kamienie bo nie moge liczyć na wbicie śledzi. anka siedzi w środku, kazałem, ma nie moknąć już. robie jedzenie, robi się cieplej. jest jasno. ciągle jasno. jesteśmy wykończeni. namiot się porusza, jak gdyby ktoś stał na zewnątrz i nim szarpał. anka chowa się w śpiworze. ja szukam zasięgu , wysyłam smsa do Daniela z prośba o sprawdzenie kiedy to przejdzie. dostaje odpowiedź, że to dopiero początek. no to pieknie. Anka pyta: Jak jest mucha ? wszystko dobrze ? - co mam odpowiedzieć ? nie myśle, mówie - wszystko gra, śpij spokojnie. oglądam mape, patrze którędy schodzić kiedy namiot odleci a my zostaniemy z plecakami. mam pełno w gaciach, bez jaj, to była noc której nie przespałem, to bylo 12h kiedy czułem jak mnie piecze obok serca. przypomina mi sie koles ze sklepu i jego tekst o tym ze mamy lato, obled. nie wiem jak ten namiot to wytrzyłam, nie wiem. nad ranem wiatr wyrywa śledzie spod kamieni, namiot się składa. wybiegam i naprawiam. robimy ewakuacjie. pakujemy wszystko, znowu wiatr składa namiot. powyginane rurki, pozrywane śledzie. byłoby śmiesznie gdybym był sam, bym się jarał, ale zabrałem ze sobą anke. to już nie jest śmieszne jak komuś coś się stanie. w górach nie ma żartów. schodzimy na dół. takiej przeprawy jak tego ranka to jeszcze w życiu nie miałem. miejscami wiało tak, że ja na nogach ledwo sie utrzymywałem. próbowałem pokazać to na filmie, ale robiłem to wtedy kiedy było w miare bezpiecznie. schodząc na dół idziemy jakieś 8km , schodzimy 500m w dół, nie wiele, ale jednak dużo. z każdą poziomicą odczuwam jak schodzi ze mnie ciśnienie, chyba poziom adrenaliny trzymał mnie na nogach. na równienie mam ochote całować grunt. ja chce całować grunt, a anka co ma powiedziec ? mowi: Mucha w niezle tarapaty nas wpedziles. docieramy do kembpingu. bierzemy domek. odpalamy wszystko co zamienia ektryke na ciepło. wylatują korki. domek zmienia sie w saune. jemy, odpoczywamy. ruszamy dalej. Poniżej zdjęcia z pierwszego dnia i film.


 









cena

a może to jest cena jaką musze zapłacić. zapłacić za to , że jako głupiec chciałem dostać od życia więcej niż powinienem.

miałoby to jakiś sens. ponieważ tylko ja wiem co przeżyłem i widze teraz, że nie da się przeżyć tego dwa razy. cena zatem musi być wysoka. samotność do końca życia z albumem zdjęć w ręku ? być może.

nie potrafie wybaczyć sobie iż byłem głupcem. nie potrafie. kochałem. raz w życiu kochałem. tęsknie.


ile jeszcze razy obudzic sie musze ?

nie wiem jak to mozliwe. nie wiem. mam 31 lat i chcialbym umrzec aby juz wiecej sie nie budzic jak dzis. aby juz nigdy wiecej nie czuc tego pipeprzonego uczucia pustki. chcialbym zeby ktos przyszedl i wymazal z mi z glowy wszystko co bylo. chcialbym juz nigdy sie nie obudzic z tym uczuciem ze oto jest piekny dzien, nowy dzien a ja chce umrzec.

lezalem jakis czas temu i zmieklem do tego stopnia ze pomyslalem, ze to ja sie myle w tym wszystkim, ze bog pewnie jest, ze ja jestem zwyczajnym ignorantem. pomodlilem sie. to byl znak ze ze mna jest juz naprawde zle.

nie wierze w ten swiat bo nie moge znalezc z nim wspolnego jezyka. probuje byc z kims i to nie wychodzi. probuje sie otworzyc. szukac mozliosci pokochania kogos. nie umiem. slucham opowiesci starych ludzi, ktorzy mowia ze kochali tylko raz, ze po smierci ich ukochanych juz nic nie mialo sensu. i ja sie kurwa tak czuje, ale nikt kurwa mnie nie rozumie. kazdy pierdoli po swojemu ze jestem mlody i moge sie zakochac 15 razy jeszcze. nikt kurwa nie pojmuje co ja czulem. nikt.

do tego wszystkiego dochodza przemyslenia. dochodze do wnioskow skrajnych, albo zostawic wszystkich i wszystko i pojsc nie wiem gdzie i po co albo zalozyc rodzine i dac komus szczescie, nie skupiac sie na sobie. ale jak mam dac komus szczescie skoro wiem ze nie kocham kogos. skoro wiem ze ja zostalem gdzies tam, dawno temu w miejscu w ktorym bylem zakochany.

wiem iz jestem niczym w tym swiecie. ale wiem tez ze mozna byc szczesliwym bedac czlowiekiem. wydaje mi sie ze ja stracilem swoja szanse na szczescie i to wydaje sie byc najwiekszy problem mojego zycia. kiedy nie masz radosci dzielenia sie zyciem z kims bliskim reszta nie ma sensu. po prostu nie ma sensu.

nie ma takiej mozliwosci abym przezyl jeszcze raz to co przezylem z nia. tym samym nie mam mozliwosci abym byl szczesliwi z kims kiedys gdzies. nie ma sensu na nic czekac bo to co mialem dostac od zycia juz dostalem. nie mam juz nic do stracenia. nic.

Jest taki film. Nazywa sie London. Dokladnie pokazuje to co ja czuje kiedy sie budze.


i otwieram oczy

obudziłem się koło 6 rano. wstałem z karimaty ( od tamtego czasu mineło jakieś 6 lat, ja pisze to leżąc na karimacie....?) , ubrałem się i poszedłem do pracy. był piękny wiosenny poranek, słońce świeciło. szedłem. żyć nie umierać. a jednak chciałem w tedy umrzeć. ból po stracie kogoś jest nie do opisania. i dziś właśnie po tylu latach znowu poczułem ten sam ból. boli za każdym razem kiedy mi się przyśni. a śni mi się często z tego co widze w swoim senniku.

"...siedziała ze mną. rozmawialiśmy. mówiła, że mnie kocha i że wróciła do mnie." 2012/7/9
kiedy jest sie nieswiadomym we snie to przezywanie czegos takiego jak powrot kogos kto wzbudzal tyle emocji w jakis sposob zabija mnie. uczucia ktore temu towarzyszal so tak silne ze otworzenie oczu powoduje dramatyczne zdezenie sie z rzeczywistoscia.

niesamowite jest to ze mozg pamieta uczucia. nie wiem jak inni ludzie, ale ja snie bardzo duzo, praktycznie codziennie mam sny i nie raz budze sie wyczerpany po nocy.

"siedzialem przy  jakims stole z nia. Ona byla w swoich podkolankach. rozmawialismy. zapytala czy nadal za nia tesknie. powiedzialem ze tak, ze mysle o niej. ona powiedziala ze to bardzo wazne i ze mozna na mnie liczyc. to byla spokojna rozmowa. ona zaczela sie zblizac jak by chciala mnie pocalowac." 2012/6/20
tak sobie pomyslalem, ze ludzie miewaja koszmary. kiedy mi sie sni ze jestem np w tym mieszkaniu i ze jest w nim jakis demon. to wtedy ja odzyskuje jak gdyby swiadomosc i ide am i wolam go. krzycze pokaz sie. no chodz. wtedy cale lek znika. po prostu znika. nie ma nic. czesto tak mam ze zaczyna sie koszmar a ja go wyzywam by mi sie pokazal i znika. to nie sa koszmary, to sa testy swiadomosci. koszmarem jest otworzenie oczu i uswiadomienie sobie ze to byl tylko sen, np taki:

"śniło mi się że do mnie wróciła. nie mogłem w to uwierzyć. byliśmy razem."
najgorsze w tym wszystkim jest to, ze emocje jakie przezywam w takim snie sa bardziej intensywne nize te w rzeczywistosci. pozostaje tylko spac. rzucic to wszystko w pizdu zostac menelem i spac.

sobota, 8 września 2012

List do Mamy

Przez stare drewniane okno, przez wiszące na nim białe firanki wpadały promienie letniego słońca. W powietrzu unosił się zapach pieczonego ciasta. Śliwkowego. Na wprost okno, w zielonym fotelu siedziała kobieta. Jej siwe włosy opadały na czoło i przeplatały się gdzieś nad jej okularami. Wyciągnęła ręke i poczuła ciepło na swojej dłoni, uniosła ją do góry i wzięła łyk gorącej herbaty. Podłoga w pokoju zaskrzypiała. Nie zrobiło to na niej wrażenia. Stare domy mają to do siebie , że całe trzeszczą. Patrzyła gdzieś za okno. Jej wzrok zatrzymał się na wielkim kasztanowcu, który rósł tuż przed jej domem. Wciągnęła pełne płuca powietrza i od razu je wypuściała, tak jak gdyby coś jej leżało na sercu. Powolnym ruchem obruciła głowe. Stary zegarek ze zbitą szybką wskazywał 9:30. Kiedy patrzyła na niego wróciło do niej wspomnienie o tym jak został zbity. Jej twarz znów skierowałą się do słońca. Odstawiła kubek herbaty. Tuż obok na stole leżało metalowe pudełeczko. Podniosła je. Pudełko było pokryte jakby białym proszkiem, jak by było lekko oszronione. Położyła na kolanach i otworzyła. Tuż pod blaszaną pokrywką znajdowały się poskładane jeden na drugim listy. Wyjęła ten który był na samej górze. Zamknęła pudełko. Powolnym ruchem otworzyła koperte. Wyjęła ze środka list. Papier był już nieco stary, lekko zżółknięty. Widać było iż musiał być już wielokrotnie używany. Popatrzyła jeszcze raz na słońce. Znowu na zegar. Dochodziła 9:40. Rozprostowała kartke papieru. Jej pomarszczone palce poprawiły okulary na nosie. Opuściła wzrok i zaczeła czytać.

16,lipiec,2016

Mamo

Podniosła głowe. Jej klatka piersiowa znowu wypełniła się powietrzem, które w sekunde później wyleciało. Czuła ciepło na swojej twarzy, czuła , że żyje. Wróciła wzrokiem do listu.

Wszystko czego doświadczyłem w życiu, wszystko co widziałem, co poznałem, było piękne. Nic nie było jednak tak prawdziwe jak to kim jesteś dla mnie. Zapewne siedzisz teraz w swoim fotelu i czytasz ten list. Chciałbym abyś wiedziała, że wierze iż wszystko co przeżywamy na tym świecie nie jest istotne, wszystko co jest istotne istnieje poza nim, w bezczasie. Tak jak Ty wierzysz w Boga ja wierze iż ten świat jest bez znaczenia. Nasze dni są tylko jak krople deszczu, który w końcu ustanie, ale każdy dzień żyć będzie w oceanie który nie ma początku ani końca. Tak jak droga człowieka, który chodzi po wielkiej okrągłej ziemi.
Spędziłem swoje życie rozmyślając, szukając, pytając. Wszystko co zrozumiałem, doprowadza mnie do wniosku iż to życie jest nieprawdziwe. Dlatego postanowiłem , że życie moje poświęce na znalezienie odpowiedzi na to co jest później. 

Czy pamiętasz mamo ten dzień kiedy byłem mały i stałem przy Twoim łóżku kiedy spałaś ? Dziwne bo zawsze pamiętałem Twój uśmiech kiedy się obudziłaś i mnie przytuliłaś. Nie da się tego zapomnieć. Byłem dzieckiem, wtedy byłem dzieckiem, i już wtedy jako mały chłopiec zastanawiałem się czym jest czas i dlaczego on jest, dlaczego każdy ma umrzeć.

Kobieta podniosła wzrok. Słońce wciąż wpadało przez okno. Przesuwało się powoli ku koronie kasztanowca. Po jej zmarszczonych policzkach powoli zaczeła spływać łza. Jedna, za nią druga. Spadały i rozbijały się o metalowe pudełko. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Patrzyła ślepo za okno. Nie widziała, zegara który za kilka sekund miał wybić 9:53. Opuściała głowe i wróciła do listu.

Mam nadzieje, Mamo , że zrozumiesz moją decyzje. Postanowiłem, że pójde tam , nie będe czekał aż to przyjdzie po mnie. Pójde i jeśli istniejemy gdzieś po śmierci to obiecuje Ci , że wróce i poczujesz moją obecność. Kiedy to czytasz ja już nie żyje. 

Kobieta nagle puściła kartke, która opadła na metalowe pudełko. Cofnęła się nagle plecami i do fotela i znieruchomiała. Wyglądała jak by się dusiła. Zastygła cała. Jej twarz cała w zmarszczkach zaczeła zastygać. Jej obraz zaczął się zlewać, zmarszczki znikły. Usta się rozkurczyły. Oczy nabrały połysku. Zobaczyła przed sobą jasność. Było coraz bardziej biało. Jaśniej i jaśniej.

- Maaaamo, maaaamo! Zobacz - usłyszała. Jej umysł pędził przez sieć neuronów szukając odpowiedzi na to gdzie jest, co się dzieje. Nad nią było jasno, jej oczy jak gdyby przez mgłe widziały tętniącą biel.
- Mamo!!! - teraz słyszała wyraźniej.

Poczuła, że zamyka i otwiera oczy. Nagle zimny i szybki pęd powietrza przebił się przez jej usta i wdarł głeboko do płuc. Czuła jak oddycha. Zaczeła odczuwać swoje ciało. W jednej sekundzie mrógneła oczami i zobaczyła nad sobą promienie światła rozbijające się o sufit. Odwróciła głowe. Jej wzrok najpierw napotkał okno za którym rosło małe drzewo , chwile potem zobaczyła małego chłopca , który ją wołał. Chłopiec w jednej rączce trzymał śliwke w czekoladzie, jego buzia mówiła, że już ją jadł. Miał może 3 lata, uśmiechał się. Stał prawie nagi, miał na sobie tylko spodenki. Patrzył na matke. Drugą ręke miał schowaną za sobą. Kobieta wciąż nie mogła ocknąć się ze snu. Nie wiedziała czy przypadkiem teraz właśnie nie śni. Kiedy chciała się podnieść przez pokój przeleciał donośny dźwięk udeżającego metalu i pękającego szkła. Chłopiec zrobił krok do przodu. Patrzył na matke ze spuszczoną głową. Tuż za nim na podłodze leżał zbity metalowy zegar, wskazywał prawie 10. 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Nikt więcej tego nie zobaczy, razem ze mną to zniknie.

zdjąłem buty. chwyciłem je w lewą ręke i ruszyłem przed siebie. powoli wszedłem do jeziora. woda była ciepła. słońce na niebie pozwalało mi widzieć wszystkie te kolory, całą game. płaskie, płytkie jezioro. szedłem przez nie jakieś 100m, po drodze zostawiłem buty na rowerze wodnym. mijałem szumiące trzciny. kiedyś kilka lat temu kiedy było mało wody wjechałem tam motocyklem.


dziś wody było bardzo dużo. szedłem aż poczułem jak woda mrozi mi kumpla. wskoczyłem i zanurkowałem. przez chwile patrzyłem na podwodny świat, niewyraźny jak marzenia senne. stanołem na nogach. patrzyłem przed siebie. byłem tylko ja. na wielkim jeziorze nei było nawet jednej łódki. żadnych ludzi. szum trzcin od czasu do czasu. wszystko sie zatrzymało. to był jeden z momentów które zapadają w pamięci. nie pamiętam już kiedy byłem tam ostatnio. to było kolejne skarzone miejsce. skarzone w mojej pamięci. wspominałem je jako miejsce w którym byłem razem z nią.stałem i patrzyłem w niebo. czułem wode, czułem gorąc, cisze i radość, że wciąż oddycham.  zapytałem siebei w głowie, co jest ze mną nie tak , że nie moge o niej zapomnieć i pójść dalej ? po policzkach pociekły mi łzy, n austach pojawił się jeszcze większy uśmiech. wciąż oddycham.


********


wszyscy się bawili. obok siedziała Łyda. wstałem i wyszedłem. weselny dj puszczał kolejne smutne kawałki. odszedłem dobry kawałek i zatrzymałem się przy bramie. znowu czułem moment. byłem blisko ludzi , których kocham. cieszyłem się chwilą, wsiąkała we mnie każdym zmysłem. znowu pomyślałem o niej. odleciałem gdzieś w głowie. kiedy się ocknąłem ktoś przechodził obok. wróciłem do budynku. zatrzymałem się w miejscu gdzie można było zrobić sobie kawe. zobaczyłem, że w moim kireunku idzie mój Dziadek. miał na sobie garnitur, białą koszule, krawat i ciemne policyjne okulary. zaczeliśmy rozmawiać. powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci. staliśmy tam , ja patrzyłem na niego, on na mnie. to była chwila, której nie da się zapomnieć. 

"...wiesz jak byłem młody, dużo czytałem, umiałem mówić po rosyjsku i francuzku. byłem bardzo wysportowany, w wojsku mówili na mnie meserszmit. miałem dużo możliwości, w wojsku chcieli mnie zwerbować do tajnych służb. moje życie mogło się potoczyć różnie. mogłem wybrać zupełnie inne życie niż te które wybrałem. ale tego nie zrobiłem. nie wiem co bym osiągnął, kim został i co zobaczył, nie wiem. ale gdybym wybrał inną droge nie miał bym Ciebie"

musiałem bardzo się powstrzymywać, żeby nie poleciały łzy. stałem i patrzyłem, wypełniałem się chwilą.


********

siedziałem u mojej Babci w Chełmie. Poprosiłem ją aby pokazał mi swoje zdjęcia, aby opowiedziała teroche o nich. Nigdy nie pokazywała zdjęć, nigdy nikomu. Pokazał mi je. Oglądaliśmy z 2h, opowiadała. Patrzyłem na nie. Na nią. Na nie. Widziałem chwile, które były dawno temu. Ludzi którzy już prawdopodobnie nie żyją. Jedyną osobą , która potrafiła coś powiedzieć o tych zdjęciach była moja Babcia. Opowiadała mi swoje historie jak jeździła z Dziadkiem na motocyklu. Jak pracowała. Opowiadała o rodzicach, o rodzeństwie. To wszystko zniknie, razem z nią. My wszyscy znikniemy. 


********

Byłem w kilku miejscach , które znałem. Patrząc na kawałek trawy widziałem mnie z kolegami, na jednej z dróg widziałem jak całuje pierwszy raz dziewczyne. Gdzie indziej widziałem siebie jak wracam smutny ze szkoły, jak krzycze do Taty , że dostałem się na studia. Szedłem alejką, którą chodziłem z Babcią do kościoła. Nikt więcej tego nie zobaczy, razem ze mną to zniknie. Z każdym człowiekiem znika wielka historia. 


Szedłem w środku gór. Za mną 5km odludzia, przedemną 10km. Sam.  Postawiłem , źle noge. Złe słowo w przeraźliwym okrzyku odbiło się ehem kiedy poczułem przeraźliwy ból. Upadłem na kolana. To lewa kostka, którą kontuzjowałem dwa miesiące wcześniej. Do tej pory się nie zagoiła. Podnisołem głowe. Ból nie przechodzodził. Dopiero po chwili poczułem ulge, ruszyłem stopą. Mogłem iść dalej. Wstałem i rozglądałem się w koło. Pomyślałem, jak daleko jestem od tego co znam. Pomyślałem, że jestem sam, że tak wygląda świat kiedy  jest się samemu. Pomyślałem, że pewnego dnia umrą ludzie których kocham. I uświadomiłem sobie , że o tym myśle już teraz kiedy jeszcze żyją. 


Kiedyś, dawno temu, miałem może 18 lat. Kiedy odwiedzałem Dziadków w zamościu , już wtedy myślałem, że pewnego dnia umrą. Patrzyłem na nich, pochłaniałem całe chwile, naświetlałem się nimi. Pamiętam je do dziś. Nie da się ich zapomnieć. Znowu to robie. Już teraz wiem jakie to uczucie kiedy traci się wszystko co kochamy. 



Znowu dochodze do tego samego punktu. Wszystko jest złódzeniem. Kochamy chwile, to co przezyliśmy istniejąc tutaj gdziekolwiek jesteśmy i czymkolwiek jesteśmy. Wszystko zniknie. Wszystko bez żadnego wyjątku. Obserwujemy świat , odczuwamy upływ czasu, nasze mózgi pracują jak wielkie klisze filmowe. Pamiętamy przeszłość. Przyszłość ma dopiero być zapisana. Wydaje mi się , że tu jestem i mam czas aby pójść się odlać, ale gdyby mój mózg był zbudowany w świecie z inna fizyką , która dawałby mu możliwość funkcjonowanie dużo szybciej okazałoby się , że sięgnięcie po filiżanke trwałoby tyle ile zrodzenie się życia na ziemi z mojego punktu widzenia. 


Nic ale to nic nie rozumiem już  z tego wszystkiego. Poddaje się myśli iż jedyne co moge zrobić to zaufać iż to co nazywam świadomością jest tylko cieniem tego czym jest to coś czego szukamy wszyscy. Ludzie sa podobni, nie ma bogow na ziemi. Dzialamy na podobnych schematach. Karmieni marzeniami mozemy kierowac nasze umysly w dowolnych kierunkach i karmic sie penetracja dziewiczych terenow jesli takie sobie znajdziemy. Ten ped powoduje ze ciezko zachowac dystans do wlasnych celow, bo czy latwo powiedziec ze cale zycie sie zmarnowalo ? Ze poswiecilo sie zycie na cos co nie mialo sensu ? Chyba nie latwo. Dlatego ten swiat w ktorym zyjemy pedzi w roznych kierunkach, nasze umysly zapatrzone w cele , opakowane murami slow sa gotowe wykorzystac nasze zycia do tego by to zycie cos znaczylo. Tylko ze ono nie moze nic znaczyc, bo gdzie bysmy nie doszli to i tak wszystko zniknie. To co moze pozostac jest nam nie znane, bo nie wiemy czym jest swiadomosc i czy istnieje kiedy umrzemy. 




środa, 15 sierpnia 2012

sny

jest taki deszcz w którym chciałbym biec do Ciebie
bywają noce, których smak znam z drogi do Ciebie
usta tak stęsknione , niczym suchy świat w oczekiwaniu deszczu
sny na które czekam kiedy żyje, te z Tobą

sobota, 30 czerwca 2012

Norwegia, Hardangervidda - moje pierwsze kroki

Moja pierwsza wycieczka w okolice Hardangervidda


Już tak dawno chciałem tam pojechać. Od tak dawna o tym mówiłem. Paragon zakupu mapy Hardangervidda datowany jest na 2011-03-14. Tyle razy wpisywałem już w google maps nazwe Geilo , i w końcu się udało. Tego wieczora kiedy miałem wyjeżdżać w pracy była impreza, pytali czemu nie przyjde, mówiłem, że jade na tripa. Podsłyszała to koleżanka i kiedy usłyszała gdzie oświadczyła, że chętnie się przyłączy. Było sporo śmiechu w firmie kiedy powiedziałem jej , że tam nie jedzie się na obcasach, że nie ma płakania że zimno, że nie zabieramy torebek kobiecych tylko plecaki, i że nie będzie hotelu tylko zimny namiot. Przetrwała próbe zniechęcenia. Ruszyliśmy.


Hardangervidda

To największy płaskowyż w europie. Znajduje się pomiędzy Oslo a Bergen. Ja przygode zacząłem na stacji Oslo S. Wybrałem to miejsce bo oglądałem niesamowite zdjęcia z tych terenów. Ta kraina przypomina wielką dzicz, gdzie nie ma śladów ludzi, gdzie zostajesz Ty i cztery żywioły. Spakowałem plecak i poszedłem na dworzec.



Kierowałem się do Geilo, skąd chciałęm wyruszyć na dwu dniowy trekking. Bilety na pociąg były drogie, w obie strony to koszt 1000NOK. Gdybym zarezerwował je kilk dni wcześniej koszt zmienijszyłby się o ok 400NOK. Bilety można kupić na stronie nsb. Podróż pociągiem to czysta przyjemność ( jeśli pominiemy żygających jak koty francuskich nastolatków ) , na siedzeniach znajdziemy koce , zasłonki na oczy czy zatyczki do uszu. Pani konduktor spisuje liste gdzie podróżni wsiadają i kiedy pociąg dojeżdza do naszej stacji, ta miła Pani przychodzi i delikatnym ruchem ręki i ciepłym głosem informuje , że na nas już czas.



Trasa

3:20 wysiadam z pociągu. Jest zimno, pada deszcze, stoje w środku doliny otoczone po bokach wysokimi górami. Czas na życie.




Już na początku widze, że są problemy z odnalezieniem szlaków. Tutejsze oznaczenia są na kamieniach, które o tej porze roku są dobrze przykryte śniegiem. Sprawdzam na mapie gdzie jest szlak i próbuje się tam dostać. I tak wyglądała większość wycieczki, szedłem na przełaj. Poniżej cała trasa, , porównanie mojej trasy do całej Hardangerviddy, oraz mapa topo z serwisu godtur.no .


Jak widać na powyższym zdjęciu zabłądziłem dwa razy.



Oto jak duża jest Hardangervidda



Mapa z oznaczonymi szlakami


Przyznać musze , że nie spodziewałem się takiej ilości podmokłych terenów na trasie. Były miejsca gdzie zwyczajnie nie było już szans przedostać się nie zanurzając butów. Temperatura była około 10 stopni, więc wielkiej radości z mokrych butach nie było. Brak dobrego oznaczenia powodował, że przedzierałem się przez zarośla. I to wszystko było niesamowicie przyjemne, to zimno, to dotknięcie bycia tam w tym miejscu , które było tak dzikie. Bardzo podobała mi się atmosfera, która tam panuje. Co chwile nadlatywały chmury, to znowu znikała mgła, zza mgły pojawiały się jeziora. Czymś nowym dla mnie była styczność z tymi wszystkimi chatami w górach. Jest ich tam od zajebania. Jakiś obłęd. W pierwszym momęcie jak wszedłem na pierwszy szczyt i się rozjerzałem to się poczułem jak w jakimś filmie o końcu świata. Na niekończącym się marzu drzew pojawiały się co chwila małe domki, których dachy były pokryte trawą. W niektórych paliły się jakieś światełka. To wszystko sprawiało wrażenie jak gdybym wszedł do jakiegoś innego świata. Do świata odgrodzonego od reszty wielki zielonym lase. Było jak w bajce. Ponieważ byłem zbyt leniwy aby wyjąć lustrzanke, zdjęcia robiłem aparatem , którego jakość pozostawia wiele do życzenia, oto kilka ujęć tych domków zaraz za końcem stoku narciarskiego.


Domki pobudowane w środku lasu.



Poniżej kilka ujęć z tej wycieczki.




Tutaj film zrobiony przez Uli Hamacher. Ten film dopiero odzwierciedla to o czym mowie, jest niesamowity.





Ponieżej kilka zdjęć z wycieczki.