sobota, 12 listopada 2011

Interpretacja informacji

Czytam troche książek o socjologii, historii gospodarki bo zadałem sobie jakiś czas temu pytanie, jak ten świat się kręci i dlaczego ja żyje w kraju gdzie nie ma wojny, a często słysze a nawet powtarzam ,  że jest źle. Te i inne pytania sprawiły , że zacząłem troche szperać w tym temacie.  Być może są rażąco proste, być może mają błedne podstawy, nie wiem tego. Szukam i chce wiedzieć. Dlatego jeśli coś tutaj jest  źle przedstawione prosze o krytyke.

Jakiś czas temu czytałem artykuł w sieci na temat tego iż Polacy wydają pieniądze w czasie kryzysu, w którym to powinno ich wydawać się mniej. Artykuł o którym mówie można przeczytać poniżej w linku, a tutaj zamieszczam tylko wstęp:

"Za nic mamy sobie hiobowe wieści płynące ze strefy euro i ostrzeżenia, że globalna gospodarka może wejść w recesję. Wydajemy pieniądze na potęgę. We wrześniu sprzedaż detaliczna wzrosła w ujęciu rocznym o 11,4 proc., a w ujęciu miesięcznym o 1,3 proc."
http://www.tvn24.pl/12692,1722050,0,1,polakow-sposob-na-kryzys-zakupy,wiadomosc.html

Żył sobie kiedyś człowiek który nosił nazwisko John Maynard Keynes. Zajmował się ekonomią , ale również socjologią rynku. Dzięki temu iż potrafił zrozumieć psychologie zbiorowości zauważył ciekawą sprawe. Powiedział o tym , że w czasach depresji indywidualna cnota oszczędzania może się okazać wielkim grzechem deflacji. Jako rozwiązanie podał stymulowanie popytu.Wg tego jak ja to rozumiem, jeśli ktoś wydaje pieniądze, to ktoś je otrzymuje. Kiedy ktoś chce podrzymać poprawe gospodarki to wydaje te pieniądze. I tak zastanawiam się głośno czy dofinansowania ze środków unijnych i prace nad stadionami, drogami i innymi nie są właśnie tym napędzaniem. Jak mówi Keynes kiedy te pieniądze trafią do robotników, oni je wydadzą, bo muszą zapłacić za jedzenie, za transport, zakwaterowanie i inne niezbędne do życia rzeczy. Zaopatrujące robotników  jednostki też zarobią pieniądze i też będą mogły je wydać, i tak w koło. Ten proces nazywany jest "efektem mnożnikowym" i jest to podobno dodatkowy dochód jaki uzyskuje rząd wkładając pieniądze.Proces zatrzymuje się dopiero na tych , którzy zamiast wydawać oszczędzają. A oszczędzać mogą Ci, którzy mają zaspokojone podstawowe potrzeby. A ilu jest takich np w polsce ?

Ja to jak gdyby rozumiem, pytanie jakie mi się rodzi, co pokażą statystyki GUS kiedy skończą się pieniądze z dofinansowan unijnych, albo rzad zwyczajnie nie bedzie mogl tych pieniedzy wkladac na rynek.

A to tak dla zastanowienia sie:
http://serwisy.gazetaprawna.pl/ekologia/artykuly/560158,polsce_grozi_kara_nalozona_przez_ue_a_polakom_podwyzki_cen_wody.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz