poniedziałek, 18 lipca 2011

Widok na świat z mojego oka

Jak ująć w słowa to co się myśli tak aby zostać dobrze zrozumianym? Dobre pytanie. Czytałem gdzieś, że jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić w prosty sposób to znaczy, że sam tego nie rozumiesz. Bez wątpienia nie do końca jeszcze rozumiem myśl, która mi się pojawia ostatnimi czasy i która powoli zaczyna dominować w mojej głowie jako główny wątek, wątek do dalszych rozwarzań.

Na początek trzeba przyjąć, że pewni ludzie czegoś szukają , prawda ? Mam na myśli, tych którzy zastanawiają się nad życiem, rozmyślają o tym co było co jest i co będzie. Pytają dlaczego, po co, jak , kiedy, kto ? Ludzie pytają. Na większość z pytań trudno odszukać jednoznaczną odpowiedź, co prowadzi na ciemne ścieżki gęstego lasu. Raz postawione pytania nie znikną, co więcej zrodzą nowe. Pytając po co tu jestem na tym świecie, dlaczego tu jestem, co będzie kiedy umre, zadajemy pytania na które jeszcze nikt nie dał odpowiedzi. W koło mnie jest masa róznych pomysłów do wyjaśnienia postawionych pytań. Jedni snują fantazje na ten temat, inni swoje fantazje podpierają dowodami nazywając to nauką, inni zdają się na własną wiarę , a jeszcze inni nie wierzą w nic i o nic nie pytają. Każda z tych osób, każde z tych pytań ma jeden kierunek. Wszystkie zmierzają do jednego, do odkrycia kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. 


Zobaczmy zatem kto zadaje te pytania , kto pisze tego bloga.
Ja, nazywam się Paweł Mucha, posiadam pesel, posiadam narodowość, posiadam date urodzin, urodziłem się na ziemi, w układzie słonecznym, w galaktyce o nazwie Droga Mleczna itd... Opisałem siebie jako jeden mały obiekt we wrzechświecie. Zidentyfikowałem siebie jako coś w czymś niewyobrażalnie wielkim.  

Co daje mi ta możliwość identyfikacji ? 

Zasadniczo daje mi tyle, że jestem w stanie oddzielić się od reszty wrzechświata i myśleć o sobie jako o jednostce, o jednostce która jest jaka ? No jaka jest ? Unikalna, wyjątkowa, jedyna, oryginalna itd...
Moja identyfikacja siebie jako jednostki daje mi poczucie iż coś mogę zrobić, zmienić, przeżyć, poczuć....
Ale kto powiedział, że ja właśnie jestem jednostką ? Dlaczego mam rozpatrywać ocean jako osobne krople wody ? Dlaczego siebie mam rozpatrywać jako osobne byty skoro tworzymy całość ? 
Ja rozumiem pęd nauki, technologie, możliwości, nauke i to wszystko. Ale czy tak trudno zdać sobie sprawę , że jesteśmy na tej ziemi wszyscy tacy sami i nie potrzebnie się dzielimy ? Religie wkładają w nas strach, politycy nas dzielą, języki nas blokują. I ja to rozumie, jesteśmy ludźmi czyli istotami zdolnymi zabijać w najbardziej wyrafinowany sposób jaki można sobie wyobrazić.

Jednak świadomość tego jak mały w tym wielkim świecie jestem , to wszystko sprowadza się do jednej myśli, nie ma żadnego ja, nie ma żadnego Pawła Muchy. Jestem objawem świadomości, błyskiem, chwilą, za chwile znikne, po co się bać czegokolwiek w życiu ? Po coż się troszczyć o coś ? Znikniemy wszyscy, dlatego ten świat nie może być prawdziwy, on zniknie razem z nami. Jeśli coś pozostaje to świat o którym fantazjujemy, którego szukamy. Wszystkie pytania które stawiamy DAJĄ NAM JASNO DO ZROZUMIENIA, ŻE TUTAJ NIC NIE MA.

Życie na ziemi podobno stało się koszmarem, podobno bo ludzie czynią źle sobie nawzajem, to co robią jest koszmarem. Ale czy koszmarem nie jest widok świata przyrody ? Świata zwierząt ? Czy nie jest koszmarem żywot konika polnego, który wpada w sidła pająka, lub w mrowisko mrówek ? Czy to nie jest koszmar ? W tym świecie, w którym pająki zjadają koniki polne, w którym czarne dziury wchłaniają galaktyki , w tym wszechświecie wszystko dąży do jednego. Do śmierci. 

Nie ma potrzeby identyfikować się z niczym w tym świecie , z niczym. Miłość rodzi cierpienie, bo miłość to uwierzenie , że coś jest nam bliskie. Czy jest coś nam bliskie ? Mam moją Mamę, jedyne co moge zrobić w tym świecie to dać jej dobry czas, sprawić by czuła się szczęśliwa. Ja w szczeście nie wierze, to znaczy ja go nie potrzebuje, bo ono jest kłamstwem, ale to nie znaczy , że nie moge dawać go innym. Dla mnie wiara w miłość jest objawem głupoty, słodkiej głupoty. Sam śnie o tym, że znów się zakochałem. Identyfikacja z czym kolwiek i pytania po co tu jestem rodzą potężne spory. Dlatego dochodze do wniosku, że należy odciąć się emocjonalnie od wszystkiego. Pozostać w tym świecie, ale nie identyfikować się z niczym, niczego nie oczekiwać, brać to co dostajemy, i dawać tyle ile możemy dać innym. Nie dzielić ludzi na dobrych i złych, na rodzine i obcych, wszyscy jesteśmy jednością w tym świecie jaki postrzegamy.


Jestem człowiekiem, i jeśli chce zobaczyć kim jestem potrzebuje spojrzeć na drugiego człowieka, siebie samego nie jestem w stanie obserwować, ponieważ zawsze będe patrzył ze swojego punktu odniesienia. Będąc człowiekiem, próbuję pojąć kim jest człowiek, czy to możliwe ?

Tak dziś myślę.

3 komentarze:

  1. Jest pare dobrych praktyk,jesli wytrwasz w tym stanie ducha...np. vipassana, czyli obserwowanie samego siebie. Wpadlo mi to do glowy, bo napisales o obserwowaniu innych...mozna i siebie to w sumie to samo ale jednak masz bardziej bezposrednia perspektywe. Cwiczysz ta cala swiadomosc swiadka, nie identyfikujesz sie z uczuciami (mozesz swobodnie sie zakochac ale bedzie to inny rodzaj identyfikacji) i dystansujesz sie mocno do wszystkiego, co jest przejawem zycia - a nie nim samym - lacznie ze soba albo ze soba na czele;) Vipassana to stara praktyka buddyjska, na ktora trafilam przed laty. Pomaga. I na pewno szkoli umysl. Buddyzm daje mi chyba najwiecej. Wycisza. Moze glownie o to chodzi.
    Ale slusznie zauwazasz aspekt identyfikacji. U siebie tez o tym pisalam.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pawle widzę, że czas sięgnąć (może po raz kolejny) do "Wezwania do miłości" de Mello ;-) myślę, że na tym etapie może być to pomocna lektura. Pozdrawiam MM

    OdpowiedzUsuń