piątek, 29 lipca 2011

Neil deGrasse Tyson - jesteśmy zbudowani z gwiazd

Polecam ten film do zobaczenia, to krótka kilkominutowa wypowiedź pewnego astrofizyka ( Neil w wikipedii), który pokazuje to co zebrała nauka a o czym mówil już tysiące lat temu Buddha.

Kilka ciekawostek

Przeglądełem swoje linki zgromadzone pod etykietą "do przeczytania", oto kilka z nich, może komuś się przydadzą:

poniedziałek, 25 lipca 2011

Czy jest jeszcze cos do czego mamy szacunek ?

Widze na fb ten oto film:



Więc dopisuje komentarz:
"smutne jest to, że nie macie szacunku dla nikogo ani niczego"

Po chwili dostaje odpowiedź:
"@WildBlackEye Szkoda że on też nie ma szacunku do nikogo ani niczego.. heh to ze ludzie sb robią parodzie to cos złego kurde? zastanów się zanim coś napiszesz mocherze .. :\"

Nie wiem, może mój Dziadek kłamał kiedy mówił mi o tym, że nie miał co jeść w czasie wojny, może kłamał mówiąc, że trzeba mieć szacunek do ludzi, może Budda też kłamał mówiąc o miłości i szacunku. Może wszyscy w koło chcieli by być szanowani ale nie umieją szanować innych. Może to wcale nie jest obraźliwe, tylko ja błędnie myślę , że jesli pozwalamy na małe odstępstwa to po chwili pojawią się wielkie, nie wiem.

Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. 

Mam nadzieje, że mnie nie powieszą

Gdyby przypadkiem na mojego bloga wszedł jakis wazny Pan lub jemu podobni strażnicy narodu szukajac wyjasnienia np hasla: "jak myśleć" to odsylam ich do poszukiwania terrorystow gdzie indziej. Moje zapiski to moje mysli, a tak sie sklada że zakochanym w mamonie jeszcze nie udało się wprowadzić ustawy ktora to zabrania mi pisac publicznie tego co mysle. 

Przyglądam się uważnie temu co pokazują media, temu co pisza o tragedii w Oslo.

Zastanawiam się dlaczego media w polsce i na świecie kręcą taką aferę w koło tego ? Dlaczego nie kręcili takiej afery w koło tego:
http://www.polskatimes.pl/aktualnosci/410314,w-nalotach-nato-zginelo-718-cywilow-informuje-libijski-rzad,id,t.html

Czy Libijskie dzieci są mniej ważne ? Nie, one są daleko i na nich TV nie zarobi pieniędzy.To tak tytułem wstępu.

Moja interpretacja tego co miało miejsce w Oslo.
Pewien koleś, którego nie bawiły piersi pięknych kobiet, luksusowe auta , czy wycieczki po usa, postanowił zacząć interesować się tym co dzieje się na świecie. Czytał książki i zapewne rozmyślał. Doszedł do wniosku, że chce coś zrobić, bez względu na wszystko. Pomyślał, nie interesuej mnie to co się stanie, ze mną bo i tak umrę, skoro mam wizje lepszego świata to coś może zmienię. Spisał swoje przemyślenia, i uczynił to bardzo dobrze, to trzeba mu przyznać. Jego celem było zwrócenie uwagi świat na pewien problem, problem o którym dużo się nie mówi. W zasadzie to bardzo mało się mówi. Mowa oczywiscie o tym, ze Islam opanowuje europe i za kilkadziesiat lat, mozemy byc przesladowani tu w europie przez tych ktorzy teraz przesladuja tych o ktorych juz nikt nie dba. Tak wiec "szaleniec" jak to go nazywaja medrcy posiadajaca wszelka wiedze, ten "szaleniec" stwierdzil ze chce pokazac swiatu swoje idee. Przygotowal swietny plan - po raz kolejny trzeba mu to przyznac. Najpierw wysadzil bombe w Oslo, w ktorym zapanowal haos, kiedy wszystka policja skupila sie na centrum, na bombie, on ze spokojem udal sie za miasto, gdzie w stroju policjanta, pewny siebie dostal sie na wyspe gdzie czekal na niego kolejny cel. Mozna by zapytac dlaczego nie pojechal na Furuset i nie dokonal rzezi w miejscowym meczecie, dlaczego nie zabil doroslych ludzi, nie wysadzil bomby w metrze czy na dworcu. No zastanowmy sie, kiedy sie z kims walczy to nalezy kopac go w kolana , rece czy raczej w glowe ? No jasne ze w glowe, ale on byl jeszcze sprytniejszy i wybral serce. Wsadzil Norwegom noz prosto w serce. Zabil niewinne dzieci , sprawil ze wszyscy w kolo poczują chec zabicia go, wzbudzil potezne zamieszanie, przelal miliony lez i skupil na sobie uwage calego swiata. Oczywiste jest ze zrobil cos totalnie zlego, co do tego nie ma watpliwosci, ale zrobil to co chcial zrobic, i zrobil to perfekcyjnie.

Zaplanowal to wszystko, zaplanowal i wykonal. Na koniec oddal sie w rece policji, w pelni gotowy by stanac oko w oko z "wymiarem sprawiedliwosci", z takim samym wymiarem jakim on sam siebie nazwal. Powiedzial cos w rodzaju ze nie zrobil nic zlego, ze zrobil to dla dobra ludzkosci. A mi to przypomina zeznania wojskowych ktorzy dla takiego samego dobra jak on bombarduja Libie i zabijaja niewinnych ludzi.

Napisał 1500 stron, zabił blisko 100 osób, a ludzie zastanawiają się czy był masonem, żydem czy współpracował z policją, czy może miał powiązania z islamem. Może jeszcze powinnismy się dowiedzieć czy jadał chińskie żarcie i czy oglądał bonanze i jaki to miało wpływ na niego. Czy świat śpi ?Koleś morduje ludzi, mówi wyraźnie jakie miał powody, a świat zastanawia się czy 21 lat to za dużo czy z mało na jego kare.

Osobiście uważam , że koleś nie mylił się co do swoich tez na temat Islamu i jego obecności w europie. Ja moge sobie tu pisac bloga i wszystko jest ok, on stwierdził , że zrobi coś okrutnego , że tylko w ten sposób może coś zmienić i to zrobił. System go teraz zniszczy, ludzie go zniszczą, ale to historia oceni to czy jego tezy były słuszne czy nie, a my dzis mozemy tylko powiedziec ze jest nam przykro iz zabil tylu ludzi, ale to wlasnie my ludzie zamiast zastanawiac sie nad tym co sie dzieje, to my karmimy sie bezwartosciowymi informacjami, to my nie dbamy o swiat w ktorym zyjemy i to my jestesmy ignorantami. On to zobaczyl i wiedzial ze piszac bloga marnuje czas ,i jedyna droge jaka znalazl , aby pokazac ten problem byla droga przez zamordowanie niewinnych dzieci. 

Psychologowie moga go teraz opisywac wszelkimi labelkami, tylko co to zmieni ? Co zmieni wprowadzenie zakazu broni ? Co zmienia kamery na ulicach ? Nic. Jesli ktos ma idee w glowie to nic go nie zatrzyma przed jej realizacja.


Kiedy patrze na to co robią z nami media, to boje się, boje się o to czy świat jeszcze ma szanse na lepszą przyszłość. Wielu ludzi nie ma swojego żcyia, bo dobija ich codzienność, media karmią ich dezinformacją, siejąc w nich nienawiść i poróżnienie. To straszne, bo prowadzi do tego iż ludzie sobie nie ufają iż dzielą się na grupy, odłamy. Dla nich tragedia w Oslo to jedenn wielki wariat którego nalezy zabić, nic więcej.

Nie wiem, nie wiem , nie wiem.

Patologia internetu

Masakra w Oslo


(Thomas Winje/​AFP/​Getty Images)

(REUTERS/​Holm Morten/​Scanpix)


Read more on Design You Trust: http://designyoutrust.com/2011/07/23/oslo-bomb-attack-massive-explosion-hits-norway-at-least-87-dead/



(REUTERS/​Vegard M. Aas/​Presse30 )

(Svein Gus­tav Wilhelmsen/​AFP/​Getty Images)


(REUTERS/​Fartein Rudjord)


(REUTERS /​ Thomas Winje Oijord/​Scanpix)

(REUTERS /​ Fartein Rudjord)

(REUTERS /​ Thomas Winje Oijord/​Scanpix)


źródło: http://designyoutrust.com/2011/07/23/oslo-bomb-attack-massive-explosion-hits-norway-at-least-87-dead/

sobota, 23 lipca 2011

SZEF POLSKIEGO MSZ O ZAMACHOWCU Z NORWEGII

"21 lat - ponoć maximum w Norwegii - to za mało dla zimnego drania. On sam wykonał egzekucję. Czy nie powinniśmy mu sprawiedliwie odpłacić?" - napisał na portalu Twitter szef polskiego MSZ - Radosław Sikorski.

To tylko świadczy w moim odczuciu o tym jakbardzo prymitywne poglądy posiada ten Pan Sikorski. Jak to możliwe , że ludzi o takich poglądach sprawują władze w tym świecie.

Bomba w Oslo - zamach, szaleniec czy moze cos jeszcze

Zdjecia z Oslo tuz po zamachu. Zdjecia pokazuja to co sie stalo po wybuchu bomby w oslo. Bomba wybuchla tuz po poludniu powodujac smierc kilku osob i raniac wiele innych. W tej chwili nie posiadam szczegulowych informacji. Ponizsze zdjecia zostaly wykonane przeze mnie i pokazuja miasto w godzinach wieczornych.Niestety nie udalo mi sie dotrzec do miejsca gdzie eksplodowala bomba.





















piątek, 22 lipca 2011

Potężny wybuch w centrum Oslo

Właśnie przeżyłem coś dziwnego. Potężna eksplozja przetoczyła się przez Oslo, coś wybuchło, nie wiadomo co. Wszystko się trzęsło, huk był nieporównywalnie większy od tego kiedy udeża piorun, był zdecydowanie inny.

Nad centrum miasta przez chwile unosił się kłąb dymu. Narastały syreny karetek, policji i straży. Martwie się o brata.



To co podaje prasa można zobaczyć tutaj:
http://www.aftenposten.no/

http://www.dagbladet.no/2011/07/22/nyheter/innenriks/eksplosjon/17411344/




Inspiracje słowne

Wygrzebałem dziś w sieci takie oto myśli:

"A scientific colleague tells me about a recent trip to the New Guinea highlands where she visited a stone age culture hardly contacted by Western civilization. They were ignorant of wristwatches, soft drinks, and frozen food. But they knew about Apollo 11. They knew that humans had walked on the Moon. They knew the names of Armstrong and Aldrin and Collins. They wanted to know who was visiting the Moon these days." 
To bardzo ciekawe dlaczego właśnie ta informacja była taka istotna, dlaczego właśnie to. Dlaczego nie byli zainteresowani technologiami ale naszą wizyta na księżycu.


"There are many hypotheses in science which are wrong. That's perfectly all right; they're the aperture to finding out what's right. Science is a self-correcting process. To be accepted, new ideas must survive the most rigorous standards of evidence and scrutiny."
Bardzo dobry opis. Błądzimy, ale tylko przez błądzenie można poznać świat. 


"In science it often happens that scientists say, "You know that's a really good argument; my position is mistaken," and then they would actually change their minds and you never hear that old view from them again. They really do it. It doesn't happen as often as it should, because scientists are human and change is sometimes painful. But it happens every day. I cannot recall the last time something like that happened in politics or religion."
Tu sie nie zgodze. Trudno zmieniac wiare w to co sie wierzy, bo w to co sie wierzy jest tym czego sprawdzic nie mozna.Wiara jest w moim odczuciu na dzien dzisiejszy przyjeciem ze cos ma miejsce, bez starania sie zrozumienia tego.


"At the heart of science is an essential tension between two seemingly contradictory attitudes — an openness to new ideas, no matter how bizarre or counterintuitive they may be, and the most ruthless skeptical scrutiny of all ideas, old and new. This is how deep truths are winnowed from deep nonsense."
I to jest kluczem właśnie. Wiedzieć, że wspinanie się po drabinie polega na puszczaniu się tego po czym przed chwilą się wciągaliśmy do góry, tak samo z wiedzą, najbardziej niewiarygodne może być najbardziej rozwojowe.


"A central lesson of science is that to understand complex issues (or even simple ones), we must try to free our minds of dogma and to guarantee the freedom to publish, to contradict, and to experiment. Arguments from authority are unacceptable."
O tym trzeba zawsze pamiętać, aby pytać dlaczego, aby szukać samemu i jak mawiał Budda , nie wierzyc w nic w co nam się każe wierzyć, nawet w słowa samego Buddy.

Źródło: http://refspace.com/quotes/Carl_Sagan/s:40
Languagesno>pl YahooCEerror
informacje

Co człowiek osiągnął w kosmosie

Czy to ja chce tego czego nie chce ?

Zastanawiałem się nad drogami, które wiodą nas przez życie. Te drogi są bardzo przypadkowe , jednak ich przypadkowość zamyka się w pewnych grnaicach.

Np ja , mój zawód, nie zostałem taksówkarzem ani architektem, nie jestem lekarzem ani politykiem. Dlaczego ? Dlatego, że mnie to nie interesowało, nie interesowałem się samochodami ani medycyną, polityki nie rozumiem a architektura dla mnie jest wielką niewiadomą.

Innymi słowy, nie chciałem tego robić. Ale od samego nie chcecnia nic nie przychodzi. Jak sie zastanowic, to gdybym zostal politykiem i nauczyl sie dobrze klamac i polewac wode to mialbym duzo pieniedzy, moglbym wtedy nic nie robic i pisac tego bloga, czy aby napewno ?

Nie chęć do czegoś może być bardzo dobra w życiu. Np nauka języka moze byc trudna dla kogos bo ten ktos nieswiadomie moze ja kojarzyc z tym ze musi gdzies wyjechac , ze moze zostanie emigrantem, a on wcale tego by nie chcial. Zatem niechec do nauki moze byc podyktowana czyms waznym dla nas. Gdyby taki czlowiek jednak postanowil sie nauczyc, i dostal lepsza prace w efekcie mogloby sie skonczyc tak ze wyjechalby z kraju i potem dopiero odkrylby ze zostawil wszystko i jest gdzies daleko, gdzies gdzie nigdy nie chcial byc.

No wlasnie. Zastanawiam sie dlaczego ja nigdy nie skonczylem studiow, gdzies podswiadomie mnie to odpychalo, nie chcialem byc oceniany, nie chcialem byc porownywany, nie chcialem byc karany za zle wyniki. A poniewaz nie wierzylem w siebie to z gory wiedzialem ze moge nie osiagnac dobrych wynikow, co prowadzilo do nieswiadomego leku przed kara. Mowie o swoim dziecinstwie, kiedy bylem karany za zle wyniki w nauce. Jak by sie teraz zastanowic, teraz kiedy uwolnilem sie od swoich wszystkich lekow, teraz wlasnie zaczalem sie uczyc, to juz ktorys rok z koleji kiedy spedzam czas w ksiazkach, odnajduje w tym pasje i spelniam sie jak nigdy wczesniej. Uwielbiam sie uczyc, bo nikt mi nie karze, bo niekt mnie nie kara za to ze czegos nie rozumiem, ale nie umiem wyjasnic. Moja chec nauki wyszla ze mnie, jestem glodny, jestem ciekawy, pragne poznawac i myslec.

Dochodze do wniosku , ze wiele rzeczy nie chcemy bo gdzies w naszej glowie, w naszej nieswiadomosci jest informacja o tym aby tego nie robic. Teraz pytanie jak sie do niej dokopac. Jak pojac co jest przyczyna. Dlaczego mi zajelo to tyle lat, tyle lat musialem byc zombie aby pewnego dnia zaczac myslec ze moze byc inaczej. Mysle ze w glownej mierze to moga byc lęki, może chodzić o lęki które nas blokuja. Przeciez nauka i zycie jest kracja, btworzeniem, co jest przeciwienstwem ? Przeciwienstwem jest blokowanie sie, a co nas blokuje ? Lek. Lek przed nieudolnoscia, przed zlym wynikiem, lek z braku wiary w siebie, lek przed przyszloscia, lek przed innymi.


Wiec jak mozna to zmienić, jak odszukac lek, znalezc jego przyczyny i zmienic go w motywacje do dzialania. Dajmy moj przyklad.

Kiedys dawno temu(bardzo dawno) balem sie dziewczyn, nie wiedzialem jak z nimi rozmawiac, chcialem miec dziewczyne ale sie balem.

Zatem biore kartke papieru i spisuje dlaczego sie balem, jedziemy:
  • miałem kompleks , że jestem chudy
  • miałem kompleks , że mam za duży nos
  • miałem kompleks, że nie umiem się bić
  • miałem kompleks, że nie mam wielkich mięśni
  • miałem kompleks, że się ze mnie śmieją
  • miałem kompleks, że jestem glupi
  • itd itd
Chudy ?
No jestem chudy, ale co z tego ? Są grubi i są chudzi, jestesmy różni.

Za duży nos ?
Gdybym wtedy umiał spojrzeć na to z tej strony, że to jest inne, że może się podobać, że nie trzeba mieć prostego , małego nosa, co to za problem nos ?

No nie umiem się bić, bo się boje bić. Boje się bo napatrzyłem się w życiu na przemoc i nie chce się bić, po za tym bójka nie jest niczym dobrym. Przemoc jest zła.

Nie mam wielkich mieśni, i co z tego ? :)

Itd itd Te powody ktoś mi włożył do głowy,albo dał podstawy do tego abym w nie uwierzył.

Jeśli chce coś zrobić, czegoś się nauczyć to warto , zadać sobie pytanie o lęki z tym związane, przeanalizować je, ich podstawy, uświadomić sobie czy mają sens i zmierzyć się z zadaniem. 

Ważne jest aby jednak być świadomym dlaczego czegoś się nie chce, a dlaczego się to chce. Bo nasze chęci i ich brak , żadko kiedy nie sa podyktowane lękami.

Zabijanie

Kiedy jadam często jestem pytany czemu nie jem mięsa. Odpowiadam, że jadam, ale tylko wtedy kiedy czuje , że potrzebuje, a potrzebuje go od czasu do czasu. Wtedy zaczynają się dyskusje o wegetarianach itp. Słucham tych wszystkich wypowiedzi i nic nie mówię, nie wchodzę w dyskusję bo nie chce nikogo przekonywać ani uświadamiać.

Dziś jednak usłyszałem, że moje życie musi być nudne skoro nie jem tych pysznych dań z mięsa, które oni jedzą.

I tak sobie pomyślałem o tym, w zasadzie wyłączyłem się myślami i przypomniałem sobie jak to moje życie jest nudne, jak nudne sa moje rozmyślania nad losem zwierząt, nad tym czy człowiek faktycznie potrzebuje tyle jeść. Przypomniałem sobie ostatni miesiące kiedy to jadłem mało mięsa, i chodziłem biegać na dystanse dochodzące 20km w 2h. I tak się zastanawiam gdzie ja jestem, co to za świat. Dlaczego moja świadomość mówi mi stary dbaj o to co jadasz, staraj się nie zabijać, staraj się nie marnować jedzenia i życia które zostało  dane. 

Może to problem tego, że ludzie mają za dużo, a może to ja za dużo wymyślam, może to dlatego, że ja nie mam problemów jakie mają inni i zamiast skupiać się na przetrwaniu ja skupiam się na czym innym. Nie wiem.

Wyobrażam sobie, że te zwierzęta też czują, widze jak się je morduje w rzeźniach, widzę jak się z nimi obchodzi i nie chce brać udziału w tym procederze. Hipokryzją i ignorancją jest dla mnie posiadanie zwierzęcia w domu i jadanie mięsa. Mówienie, że ma się kochanego zwierzaka i kupowanie schabu. Ludzie nie pojmują , że nie ma różnicy między psem , świnia czy krową, to są takie same zwierzęta.

Kupiłem ostatnio wędke , i chodze z bratem na ryby. Tak się stało, że bratu udało się złowić rybę dwa razy, i dwa razy ja ją zabiłem. Miałem ją w rękach i walczyła o życie, była bezbronna, była niewinna, a ja wziąłem kamień i rozwaliłem jej głowe. Mam po tym wyrzuty sumienia. Kupując wędke miałem w głowie fajny widok, jak sobie spędzamy czas nad morzem, rozmawiamy i jest fajnie. Nie pomyslalelm wtedy o tym ze bede musial zabijac. Teraz widze ze zabilem dwie ryby tylko dla wlasnej fantazji, bo przeciez nie musialem, mam co jesc. Te ryby mogly cieszyc sie dalej zyciem, plywac sobie. Sam jestem ignorantem.

czwartek, 21 lipca 2011

O tym jak na chwile zgłupiałem

Od kilku tygodni mieszkam bardzo blisko centrum Oslo, to daje mi możliwość wychodzenia na piwko i nie stresowania się ostatnimi wagonikami metra. Wczoraj wziąłem sobie Stanislava Grofa i poszedlem do pubu na piwo.

Wbiłem się do jednego z pubów na Grunloce i przy barze sączyłem piwko czytając książke. Bardzo lubie czytać książki np na dworcach w pociągach, gdzieś gdzie coś się dzieje, wtedy mogę się dobrze wyłączyć i czytac książke. Tak stałem sobie i czytałem, skończyłem trzecie piwo, obok mnie ciągle ktoś się przewijał. Zacząłem robić swoje notatki, spisywac myśli po ostatnich stronach lektury. Na wprost mnie był bar, wielka długa ściana na której stały dziesiątki alkoholi, zerkałem sobie na nie, wbijałem wzrok i odlatywałem w myślach, i co chwile jak szaleniec wybudzałem się i zaczynałem notować. Swoją drogą potrzebuje kiedyś usiąść i przepisać swoje myśli z kartek do wersji elektronicznej. Było bardzo tłoczno, kolejne osoby podchodziły do baru, zamawiały drinki, piwa, szampany. W pewnym momęcie kiedy stałem wpatrzony ślepo w swoją kartkę, poczułem na prawym ramieniu delikatne stukanie, odwróciłem się i zobaczyłem, że nikogo tam nie ma, w tym samym momęcie ktoś znowu postukał mnie w prawe ramie, odwróciłem się ale tam też nikogo nie było, i znowu czuje ręke na lewym ramieniu, odwracam się znowu nikogo nie ma, zgłupiałem, odwróciłem się w prawo i w tym momęcie na moją twarz spadły usta pięknej dziewczyny, centralnie pocałował mnie czule policzek uśmiechneła się i skierowała się do wyjścia z pubu, po drodze odrwróciła się i pomachała ręką w kierunku posągu , czyli mnie bo stałem zamurowany.

Zgłupiałem, pomyślałem, że jestem w jakiejś kamerze ukrytej czy co, w dodatku wszyscy którzy stali przy barze czyli jakieś 20 osób patrzyło się na mnie. Po chwili jedna z dziewczyn stojących obok zaczęła centralnie zaglądać do mojej kartki co ja tam wypisywałem. Nie wiem co to było, ale poczułem się w dziwny sposób jak na filmach, zwłaszcza , że dziewczyna była przepiękna.

środa, 20 lipca 2011

Rozmowy z Maćkiem

[15:02:13] vcwojtek: a ja wlasnie wypilem wodeczke ze sloninka
[15:02:18] vcwojtek: z prezesostwem :)
[15:02:53] Maciej: ale w sumie masz racje
[15:02:57] Maciej: powinieenm jako Pm
[15:03:04] Maciej: nie popelniac takch bledow
[15:03:14] Maciej: ale kurwa czasmi po porstu sie nei da
[15:03:25] Maciej: jak chca roboty to niech sobei zatrudnia
[15:03:26] Maciej: :)
[15:09:17] vcwojtek: a co to ma wspolnego z wodeczka?
[15:10:18] Maciej: nie wiem

Jedna z dróg

Leże w łóżku i myślę. Myślę o moim bracie który szuka pracy już drugi tydzien w Oslo i nie może jej dostać, przypomina mi się jak mi ciężko było i myślę jak mu pomóc. Myślę o Piotrku , który niebawem wyruszy w swoją podróż na drugim końcu świata i będzie tam sam. Myślę o naszych rozmowach o tym co mi powiedział, ile myśli mi zaszczepił. Myślę o Dziadku który ma prawie 80 lat , całe życie pracował, teraz na starośc chce przenieść się do bloku , ale nie może sprzedać domu, bo nie ma kupców. Myślę o mojej Mamie, która wychowała troje dzieci, o moim Tacie który pracował ciężko noce i dnie aby dać nam jak najlepsze życie. I teraz po latach , na starość zamiast odpoczywać muszą pracować. Myślę o Marzenie, która powinna urodzić się w czasach kolumba a nie w czasach kultu euro. Myślę o tym, że za 200 lat nikt nawet nie będzie pamiętał o tych wszystkich problemach.

I tak dochodzę do wniosku, że jedyne co chce robić to uczyć się , stawiać pytania i szukac odpowiedzi. Ale jak, skąd wziąć czas na to wszystko. Teraz pracuje za granicą, aby odłożyć pieniądze na mieszkanie. Kiedy wróce, za 2-3 lata do polski, wtedy będe mógł żyć bez pracy, wynajmując 2 pokoje. Bede mógł czytac książki i się uczyć, będe miał koło 35 lat. Tylko po co mi to mieszkanie ? Dlaczego mam je mieć i dlaczego mam w nim żyć. Przychodzi mi inna alternatywa. Mógłbym już teraz wrócić, oddać wszystko co mam czyli książki do jedenj z bibliotek, zamieszkać w schronisku dla bezdomnych, siedzieć na dworcu i czytac książki. I to nie jest straszna wizja, to jest dobra wizja, mógłbym wyłączyć się z tego systemu, od czasu do czasu popracować, zarobić na nowe książki, kupić jakieś nowe spodnie i buty i żyć tym czym chciałbym żyć. Myślę nad tym, myślę bo po 8h pracy przy komputerze ja nie wiele mam czasu by się uczyć i nie wiele mocy w głowie by móc myśleć.

Drabina pytań

Od ponad 9 lat zawodowo pisze programy, te większe i te mniejsze, o ich złożoności , konstrukcjach i zastosowaniu pisać nie będe bo to temat na inny wątek. Kiedy tak sobie myślę o nich, o tych dziełach które gdzieś tam stworzyłem i gdzieś tam pracują to ciesze się, że coś stworzyłem, coś co pracuje i działa.

I tak rozmyślając kiedyś o nich doszedłem do ciekawego wniosku. Jako programista wiem, że jeśli pozostawisz błąd w programie, który będzie działał, to ten program przyniesie dużo szkód i dużo pracy dla kogoś kto będzie z nim pracował.

Wczoraj stojąc nad wybrzeżem w Oslo patrzyłem na rozbijające się fale o brzeg, pomyślałem o Buddzie, który widział w ziarnku piasku wszchświat. Wtedy popatrzyłem na rozbijającą się o kamienie wode i pomyślałem o małym planktonie który pływa w morzu, nie widzi żadnego końca, nie widzi być może dna ani tafli wody, widzi nieskończenie wielką przestrzeń w której się przenosi. Porównałem sobie wtedy w głowie obraz morza do tego co my widzimi w koło nas, mowa o wszechświecie.

Potem wróciłem do komputerów, każdy mały błąd pozostawiony na początku w systemie prowadzi na końcu do wielkich szkód.

I tu pojawiła się myśl o mnie samym. Postrzegam siebie w sensie człowieka jako byt , który ma swego rodzaju oprogramowanie w głowie. Kod który posiadam w jakimś stopniu został nabyty na przestrzeni ostatnich 30 lat  mojego życia, bo tyle żyje. I tu stawiam pytanie: Jak dużo KRYTYCZNYCH błędów posiadam.

Dobre pytanie jak dla mnie. Dobre bo wiem , że posiadam je, jak dużo nie odpowiem, bo nie jestem w stanie zdiagnozować liczby, a mówienie dużo lub mało musiałoby mieć odniesienie do pewnych norm. Jakich znowu norm ? No właśnie.

Kiedy moje programy miały błędy, szukałem rozwiązania jak je naprawić, szukałem coraz to lepszych dróg do konstruowania. Znajdywałem rozwiązania, wdrażałem je i mogłem pracować nad nowymi modułami, nowymi funkcjami , mogłem kreować nowy wirtualny świat.

I tak próbuje naprawiać siebie i dobudowywać w sobie nowe moduły, moduły które dadzą mi możliwość innego patrzenia na świat. Czytając wczoraj Grofa napotykam na nowe słowo: fiksacje

Jak podaje wikipedia ( pełny link tutaj ):
Fiksacja (łac. fixus - umocowany, stały) – jeden z mechanizmów obronnych znanych w psychologii.

I do czego mnie to prowadzi ? A no do tego, że ja od dawna jestem świadom kilku problemów psychicznych jakie posiadam, ale nie jestem w stanie ich rozwiązać, ciągną się za mną latami jak te błedy w nienaprawionym kodzie. I ten oto link jest właśnie swego rodzaju drgowskazem , drogowskazem , który pokazuje gdzie się udać aby dostac informacje jak naprawić błąd w swoim systemie. Czy gdyby nie usilne poszukiwania odpowiedzi na to co mnie trapie, czy trafiłbym na te wszystkie drogowskazy które już spotkałem na drodze ? Nie wiem, i nie wiem czy dobrze robie ze wiem, wiedza to cos czego nie da sie juz pozbyc. Kiedy wchodzisz pierwszy raz do lasu, mozesz w nim bladzic, czuc ten smak pierwszego spotkania, kiedy znasz juz caly las nigdy wiecej sie w  nim nie zgubisz, ale tez nigdy wiecej nie poczujesz w nim pierwszego razu.

wtorek, 19 lipca 2011

Piotr Cholewiński

Kiedy dostałem pierwszą prace w 2002 roku, za swoją pierwszą wypłatę kupiłem laptopa i aparat cyfrowy. Pamiętam, że w tamtym czasie to był nie lada wydatek, ale chciałem spełnić swoje marzenia, więc spełniłem. Zdjęć wtedy nie potrafiłem robić tak jak robie dziś, co nie znaczy , że dziś robie je dobrze. W każdym razie, robiłem zdjęcia, wszędzie i wszystkim. Teraz kiedy je przeglądam jest z czego wybierać. Pomyślałem, że fajnie by było pokazać mojego Dziadka, człowieka który pokazał mi , że fantazja nie ma granic, i że mogę być kim chce. Oto mój Dziadek, Piotr Cholewiński.


Fajne jest to, że Dziadek próbuje wszystkiego, tutaj maluje Jezusa przy pomocy komputera.


Szklarnia Dziadka.

Z moim Tatą oraz drugim Dziadkiem.

Piec postawiony przez Dziadka.

Z moim drugim Dziadkiem Zdzisławem Muchą.

W szkalrni Dziadka, ja i Dominik.

Miałem okazje towarzyszyć kiedyś Dziadkowi kiedy stawiał piec kaflowy.

 Dziadek i ja.

Widok na oczko Dziadka w którym pływają ryby.

 Z psem Sabą.

 
Z Dominikiem i ze mną. ok roku 2003

Dziadek robi schabowe.

Zmysły

Myśli , kreowane przez mój umysł, to żąglerka słów, czyż nie ? Myśli buduję na podstawie słów jakie znam, cały ten słownik służy mi do konstruowania pewnych struktur myślowych. Cały świat ten , o którym piszę, ten który rozważam to świat jaki potrafie interpretować swoimi zmysłami.

Wzrok. To dzięki niemu w moim świecie istnieją kolory. Gdybym urodził się niewidomy słowa takie jak "czarny", "biały" czy "kolorowy" byłyby dla mnie nie zrozumiałe.

Gdybym urodził się głuchy nigdy nie poznałbym czym jest melodia.I nikt nie byłby w stanie mi tego wyjaśnić słowami.

Czas , postrzegamy go bo się rozpadamy. Na moim biurku w pracy leżą kamienie, przywożą mi je koledzy z pracy z różnych podróży po świecie, pod każdym kamieniem jest karteczka skąd jest ten kamień. Kiedy na nie patrze nie widzę czasu, nie widzę bo te kamienie się nie zmieniają. Ponieważ nasze życie, nawet nie nasze, cały wszechświat to proces rodzenia się i umierania zatem podstawą do jego obserwacji jest czas. Ten czas to nasze życie. Zatem zapytam tak. Czy gdyby nie było rozpadu, gdyby nie było śmierci, ani narodzin, gdyby wszystko było statyczne, to czy byłby czas ? Myślę , że nie. I dlatego tak bardzo myślę o tym innym świecie, o tym w którym istnieje tylko świadomość, o tym świecie w którym czas nie istnieje. Nie sitnieje bo nie ma materii, nie ma rozpadu ani narodzin.Czy widać do czego zmierzam ? Nie jesteśmy w stanie poczuć tamtego świata gdyż jesteśmy w świecie materii, jesteśmy ślepymi głuchymi materialnymi bytami. Być może nasz umysł jest swego rodzaju organem, zmysłem do tego aby "wąchać" ten inny świat. Może właśnie tak jest ?


Słowa służą nam do opisu rzeczywistości, ale jak bardzo ubogo to robią ? Jak marne są słowa kiedy chcemy opisać co czujemy a jednocześnie jak precyzyjnie możemy opisać proces lotu na Tytana ? To jest właśnie ciekawe, świat który jest namacalny, sprawdzalny, który ma podstawy naukowe możemy opisywać precyzyjnie. Nie jesteśmy jednak w stanie poradzić sobie z opisem naszych stanów, tak jak gdyby język którym się posługujemy był bardzo ubogi.

Zatem aby poznać pewne obszary tego świata należy mieć aktywne pewne zmysły. Ale kto powiedział jakie mamy zmysły, skoro wciąż nasze życie jest owiane wielką tajemnicą. Wciąż jest wiele pytan dotyczących mózgu i tego czym i gdzie jest świadomość.

Ten świat w którym żyję opiera się głównie na tym co da się sprowadzić do świata nauki. Wszystko co nie jest udowodnione nakowo jest kpiną. Kpiną będzie jeśli powiem, że można odziaływać na rzeczywistość za pomoca myśli. Czy aby napewno ?

Skoro świat jest opisywany za pomocą słów , a to jak go widzimy zalezy od tego ile i jak bardzo Aktywnych mamy zmysłów, to biorąc pod uwagę iż wciąż nie wiemy kim jesteśmy i co potrafimy pozwalam sobie na to , aby moje możliwości wciąż pozostawały w zbiorze również tych fantastycznych, o których nic nie wiem.


Właśnie dochodze do pewnych pytań. Jak zwykle zresztą dzieje się to właśnie kiedy napisze swoje myśli i zobacze je z innej perspektywy. Zastanawiam się nad następującą rzeczą. Czy skoro poznajemy smaki owoców, smaki odczuć wysokości, ciemności, radości, szybkości itd. to czy to samokwanie nie otwiera nam w jakiś sposób zmyslów którymi je poznajemy?



Czy można aktywować inne zmysły ? Czy można wytłumaczyć niewidomemu czym jest kolor zielony skoro nie może go dostrzec ?

Trudne jest to wszystko. Czasem problem o którym myślę jest tak złożony iż nawet nie zaczynam o nim dyskusji, bo wiem jak wiele elementów wchodzi w jego skład. Czuje się wtedy jak pewien budwniczy, który przyjechał na plac budowy gdzie ma postawić skomplikowaną budowle, złożoną z wielu elementów, stanał porozglądał się , pomierzył, popatrzył i mówi "to da się zrobić" , a ktoś z boku pyta "to nie mozliwe, jak pan chce to zrobic"?

To jest właśnie pragnienie poznania .

poniedziałek, 18 lipca 2011

Widok na świat z mojego oka

Jak ująć w słowa to co się myśli tak aby zostać dobrze zrozumianym? Dobre pytanie. Czytałem gdzieś, że jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić w prosty sposób to znaczy, że sam tego nie rozumiesz. Bez wątpienia nie do końca jeszcze rozumiem myśl, która mi się pojawia ostatnimi czasy i która powoli zaczyna dominować w mojej głowie jako główny wątek, wątek do dalszych rozwarzań.

Na początek trzeba przyjąć, że pewni ludzie czegoś szukają , prawda ? Mam na myśli, tych którzy zastanawiają się nad życiem, rozmyślają o tym co było co jest i co będzie. Pytają dlaczego, po co, jak , kiedy, kto ? Ludzie pytają. Na większość z pytań trudno odszukać jednoznaczną odpowiedź, co prowadzi na ciemne ścieżki gęstego lasu. Raz postawione pytania nie znikną, co więcej zrodzą nowe. Pytając po co tu jestem na tym świecie, dlaczego tu jestem, co będzie kiedy umre, zadajemy pytania na które jeszcze nikt nie dał odpowiedzi. W koło mnie jest masa róznych pomysłów do wyjaśnienia postawionych pytań. Jedni snują fantazje na ten temat, inni swoje fantazje podpierają dowodami nazywając to nauką, inni zdają się na własną wiarę , a jeszcze inni nie wierzą w nic i o nic nie pytają. Każda z tych osób, każde z tych pytań ma jeden kierunek. Wszystkie zmierzają do jednego, do odkrycia kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. 


Zobaczmy zatem kto zadaje te pytania , kto pisze tego bloga.
Ja, nazywam się Paweł Mucha, posiadam pesel, posiadam narodowość, posiadam date urodzin, urodziłem się na ziemi, w układzie słonecznym, w galaktyce o nazwie Droga Mleczna itd... Opisałem siebie jako jeden mały obiekt we wrzechświecie. Zidentyfikowałem siebie jako coś w czymś niewyobrażalnie wielkim.  

Co daje mi ta możliwość identyfikacji ? 

Zasadniczo daje mi tyle, że jestem w stanie oddzielić się od reszty wrzechświata i myśleć o sobie jako o jednostce, o jednostce która jest jaka ? No jaka jest ? Unikalna, wyjątkowa, jedyna, oryginalna itd...
Moja identyfikacja siebie jako jednostki daje mi poczucie iż coś mogę zrobić, zmienić, przeżyć, poczuć....
Ale kto powiedział, że ja właśnie jestem jednostką ? Dlaczego mam rozpatrywać ocean jako osobne krople wody ? Dlaczego siebie mam rozpatrywać jako osobne byty skoro tworzymy całość ? 
Ja rozumiem pęd nauki, technologie, możliwości, nauke i to wszystko. Ale czy tak trudno zdać sobie sprawę , że jesteśmy na tej ziemi wszyscy tacy sami i nie potrzebnie się dzielimy ? Religie wkładają w nas strach, politycy nas dzielą, języki nas blokują. I ja to rozumie, jesteśmy ludźmi czyli istotami zdolnymi zabijać w najbardziej wyrafinowany sposób jaki można sobie wyobrazić.

Jednak świadomość tego jak mały w tym wielkim świecie jestem , to wszystko sprowadza się do jednej myśli, nie ma żadnego ja, nie ma żadnego Pawła Muchy. Jestem objawem świadomości, błyskiem, chwilą, za chwile znikne, po co się bać czegokolwiek w życiu ? Po coż się troszczyć o coś ? Znikniemy wszyscy, dlatego ten świat nie może być prawdziwy, on zniknie razem z nami. Jeśli coś pozostaje to świat o którym fantazjujemy, którego szukamy. Wszystkie pytania które stawiamy DAJĄ NAM JASNO DO ZROZUMIENIA, ŻE TUTAJ NIC NIE MA.

Życie na ziemi podobno stało się koszmarem, podobno bo ludzie czynią źle sobie nawzajem, to co robią jest koszmarem. Ale czy koszmarem nie jest widok świata przyrody ? Świata zwierząt ? Czy nie jest koszmarem żywot konika polnego, który wpada w sidła pająka, lub w mrowisko mrówek ? Czy to nie jest koszmar ? W tym świecie, w którym pająki zjadają koniki polne, w którym czarne dziury wchłaniają galaktyki , w tym wszechświecie wszystko dąży do jednego. Do śmierci. 

Nie ma potrzeby identyfikować się z niczym w tym świecie , z niczym. Miłość rodzi cierpienie, bo miłość to uwierzenie , że coś jest nam bliskie. Czy jest coś nam bliskie ? Mam moją Mamę, jedyne co moge zrobić w tym świecie to dać jej dobry czas, sprawić by czuła się szczęśliwa. Ja w szczeście nie wierze, to znaczy ja go nie potrzebuje, bo ono jest kłamstwem, ale to nie znaczy , że nie moge dawać go innym. Dla mnie wiara w miłość jest objawem głupoty, słodkiej głupoty. Sam śnie o tym, że znów się zakochałem. Identyfikacja z czym kolwiek i pytania po co tu jestem rodzą potężne spory. Dlatego dochodze do wniosku, że należy odciąć się emocjonalnie od wszystkiego. Pozostać w tym świecie, ale nie identyfikować się z niczym, niczego nie oczekiwać, brać to co dostajemy, i dawać tyle ile możemy dać innym. Nie dzielić ludzi na dobrych i złych, na rodzine i obcych, wszyscy jesteśmy jednością w tym świecie jaki postrzegamy.


Jestem człowiekiem, i jeśli chce zobaczyć kim jestem potrzebuje spojrzeć na drugiego człowieka, siebie samego nie jestem w stanie obserwować, ponieważ zawsze będe patrzył ze swojego punktu odniesienia. Będąc człowiekiem, próbuję pojąć kim jest człowiek, czy to możliwe ?

Tak dziś myślę.

środa, 6 lipca 2011

Stanislav Grof - Poza mózg

Kilka dni temu przeprowadziłem się do centrum Oslo na 2 miesiące. W plecaku znalazło się miejsce na książkę, ze sterty oczekujących wybrałem wielkie dzieło Grof'a.

Grof zajmował się badaniami wpływu środków takich jak LCD LSD ( kwas lizergowy, a nie moduł elektroniczny jak słusznie ktoś zauważył)  na mózg. Książka już od samego początku mnie uzależniła i to słowo w tym wypadku jest bardzo trafne. Opisywane są w niej bardzo cenne idee, tego jak postrzegac świat, jak doszukiwać się ideii , których jeszcze nie znamy. Obfita ilość źródeł z których autor czerpał wiedzę połączona z cytatami innych tęgich głów, sprawia , że co chwile zatrzymuje się i rozmyślam nad tym co czytam.



Swoją droga bardzo dobrze robi mi to mieszkanie w którym teraz mieszkam. Na ścianach wiszą obrazy, mieszkanie jest stare, ma drewniane podłogi. W dużym pokoju jest pianino, otoczone poustawianymi obrazamia. Panuje tam klimat , który sprawia , że można się poczuć jak na wsi , a nie jak w mieście i to mi się bardzo podoba.

Wesley Kanne Clark - wypowiedź

Najpierw proponuje przeczytać kim jest autor wypowiedzi:

A następnie zobaczyć materiał: