piątek, 8 kwietnia 2011

strach a życie

Tak sobie myślę, że moje dziwienie się i próba oceny to całe moje życie, probuje zrozumiec to co zostalo mi podane na tacy , to co kazano mi przyjac.

Kiedy rozmawiam z ludzmi starymi, i slysze jak mowia o Bogu, z jaka wielka wiara, z jaka nadzieja mowia o tym co bedzie po smierci to az mi ich szkoda. Szkoda mi ich, bo widac nie wiele w zyciu byli otwarci na poznanie, i nie wiele doposcili informacji do swojej glowy. Rozum ma to do siebie, ze rozbiera rzeczywistosc na kawalki i logicznie eleiminuje fikcje, pozostawiajac to co uznaje za prawdziwe. No to co Ci ludzi emogli sie dowiedziec skoro w Boga wierza ? Nie wiele, nie wiele sie dowiedzieli bo w takich czsach zyli. W czasach wojny, dziwnych ustrojow, biedy i glodu. Pracowali duzo po to by zbudowac lepsza przyszlosc.

A dzis ? Dzis wlasnie mnie dziwia mlodzi ludzie petani wiara, opetani bogiem. Tutaj juz pisze slowo bog malymi literami, bo tu juz go nie ma. Dla mnie pozostal jako symbol z dawnych czasow. Jak patrze na siebie kiedy wierzylem, to widze jak bardzo sie balem. Balem sie tego co bedzie, tego co jest , tego co bylo. Ten caly wytwor umyslu, daje jedno, schronienie w swiecie ktorego nie pojmujemy.

Ale moze wlasnie tak ma byc ? Moze wlasnie wiekszosc musi w cos wierzyc aby za duzo nie pytac, aby nie szukac, aby nie myslec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz