piątek, 11 marca 2011

emocje przypadku

Wyszedłem z pracy, padał śnieg, w koło ślisko, było jeszcze jasno , dzień jak codzień bez szaleństw, bez terrorystów. Postanowiełm pójść do księgarni poczytać książke, której kupić nie chcę bo kosztuje 700zł.
Czy to ma sens ? Klasyczne pytanie pojawia się w mojej głowie kiedy ide do księgarni. Ppo drodze mijam stojące panie które palą papierosy, nie wiem o czym rozmawiają bo mijam je w zaledwie kilka sekund, widać, że mają o czym rozmawiać, głęboko zaptrzone w siebie, przechylone w swoich kierunkach, jedna lekko się chwieje bo może właśnie toczy jakiś dialog wewnętrzny.

Wchodzę do księgarni i mijam dział filozofii. Księgarnie dla mnie to jak świątynie zapomnienia, kiedy do nich wchodzę, czas się zatrzymuje, i dopiero czyjaś ręka na moim ramieniu powodująca , że wyrywam się z hipnozy mówi mi , że właśnie zamykamy. Lubie ten moment, bo zazwyczaj postać , która to mówi ma usmiech na twarzy, i choć nie wiem czy prawdziwy czy nie, wiem , że lubie wyrywać się z mojego stanu upojnia właśnie rzez zobaczernie uśmiechniętej twarzy.
Kiedy czytam książki w księgarni, czuje się jak w zaczarowanym ogrodzie, wyciagam ręke i dotykam myśli geniuszy tego świata. To niesamowite miejsce, w jednej chwili móc spotkać tych wszystkich ludzi. Stoją w koło mnie, a ja rozglądam się i szukam wzrokiem, przeszukuje pułki, w poszukiwaniu skarbów. Klimat który tam panuje jest obłędny. Zazwyczaj stoje , czytam i słyszę tylko szmery gdzies za mną, ktos przechodzi, ktoś siada, ktoś staje obok i zaczyna przeglądać pułki obok mnie. Czasem jest tak cicho, że słychać tylko moje strzelające stawy, kiedy kucam, kiedy wyginam nogi czy się rozciągam. Jak by tego było mało, kiedy trzymam w dłoniach rozłożoną książke i przeglądam spis treści, czuje zapach książek, a ten zapach w jakiś sposób pobudza moje zmysły. To jak cukierania a wniej tysiące zapachów, ale do ich opisu jedno słowo wystarczy - słodycz.

Są też chwile extazy w księgarni, zdarzają się żadko bo to czysty przypadek ale się zdarzają. Ostatnio taka sytuacj amiała miejsce kiedy drążyłem pułki z dziedziny neurologii w poszukiwaniu książki dla zielonych w temacie ludzi takich jak ja. Komoda z książkami stała na środku wielkiego pomieszczenia, siegała od podłogi do pasa, i miała 4 pułpki książek, szerokich na jakieś 2 metry. Można by powiedzieć , że to spory księgozbiór. Wyjąłem ręke i wybrałem książke, tak na początek, przypadkową, wziąłem w ręce i otworzyłem na przypadkowej stronie, oczywiście żadko kiedy tak robie, bo przeglądam książki przez index, ale czasem kiedy nie jestem skoncentrowany na książce tylko zaaobsorbowany tym co jest w koło mnie to tak się dzieje. Otworzyałem ją na przypadkowej stronie i zobaczyłem tytuł działu: "Pacjencie w stanie LIS" - zrobiło mi się zimno, dokładnie tak zimno jak zawsze wtedy kiedy dzieje się coś niesamowitego.
LIS to skrot z angielskiego , a w polskim oznacza syndrom zamkniecia, kompletny paraliz i pelna swiadomosc, czyli czlowiek zamkniety w swoim ciele. Drąże ten temat już od pół roku. Tak czy inaczej, przeglądałem te książki dalej, aby mieć rozeznanie w literaturze jaka tam spoczywała spędziłem dobre 3 godziny. Co się okazało na koniec, na półkach było około 200 książek, tylko w 3 znalazłem informacje o LIS.

Tak czy inaczej spędziłem upojny wieczór przy regale nauk o mózgu, czułem się jak pierwszak który uczy się pisać. Te książki to akademickie produkty, a ja zwyczajnie raczkuje w tym temacie, ale...

Wracałem do domu, siedziałem na stacji metra , obserwowałem ludzi. Stacja Jornbantorget w Oslo jest bardzo duża, zupełnie nie przypomina tej w warszawie. Siedziałem na ławce, gdzieś na środku peronu w kierunku furuset. Nagle zauważyłem mężczyzne, wiek około 40, okluary takie z dwoma szkiełkami, te przeciwsloneczne podniesione do góry, mężczyzna mał wojskowe spodnie i zwyczajną kurtkę. W jednym ręku trzymał walizkę, tak powiedziałbym średniej wielkości, była czarna. Walizka stała przed jego prawą nogą, a on wdzięcznie przemieszczał się przez peron. Tak , napisałem stała, bo ta walizka stała na hulajnodze na której on jechał. Sunąl powoli niczym czołg, i skanował ludzi , sunąc tak jak by w poszukiwaniu czegoś. Zrobił dwie rundki i nagle...zwolniło sie miejsce obok mnie, więc skierował swoją maszyną wmoim kierunku. Wyluzowany gość usiadł obok mnie, powiało wódą :)

Kiedy przyjechała moja kolejka, wszedłem i usiadłem nieprzypadkiem na przeciw blondynki czytającej książkę. Dziewczyna czytała książkę i flamastrem zaznaczała w niej teksty. Książka, była duża, format 14, gruba na 2cm, może więcej. Ja wyjąłem sój notatnik i zacząłem spisywac książki, którcyh chce poszukac na ebayu. W pewnym momencie przewróciła karty książki, siedziała naprzeciw mnie więc obrazy były do góry nogami, to jednak nie przeszkodziło mi w rozpoznaniu co czyta. Ta dziewczyna czytała książke o budowie mózgu, którą ja 2h wcześniej przeglądałem w księgarni.

Myślę nad takimi chwilami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz