poniedziałek, 14 lutego 2011

ostatnie drzwi

Stoisz przed drzwiami, nie mają klamki, nie wiesz czy się otworzą, sa czarne, tak jak wszystko co jest do okoła Ciebie. jedyne co je odróżnia od przestrzeniw której się znajdujesz to biały znak namalowany na nich.

Chwile się zastanawiasz co zrobić. Potworna cisza, która panuje w koło Ciebie sprawia, że każda myśl pojawiające się w głowie, nabiera własnego głosu, głosu który hiponytuzje Cie, niczym poruszające się w lewo i w prawo wahadełko. A jedynym hiponotyzerem jesteś Ty sam, tylko Ty, możesz przywrócić się do świadomości lub wyrwać się z niej.

Wyciągnięta ręka, kieruje się w kirunku drzwi, oddzielają ją jeszcze dwie krótkie chwile, jedna na wycofanie się, a druga na przyśpieszenie. Drzwi mają to do siebie, że można otwierać je tylko raz, kiedy się otworzą, trzeba przez nie przejść, nie patrząc do tyłu. To co było z tyłu zapadnie się jak ziemia na bagnach. Kiedy już widzisz , otwarte drzwi, nie myślisz, wchodzisz.

Zaraz po wejściu drzwi powinny się zamknąć, ale tak się nie dzieje, kiedy się odwracasz, widzisz, że one są już zamknięte, co więcej, one są jednością ze ścianą. Tam nie ma drzwi.

Każdy nowy korytarz, każdy pokój, ma wiele drzwi, teoretycznie powinny się łączyć, ale tak nie jest. Wybierające dowolne drzwi, dowolne korytarze czy pokoje, nie da się wrócić do miejsca w którym się już było.

Kiedy wchodzisz do pomieszczenia, jest jak we śnie. Wiesz, że są drzwi, wiesz, że są różne korytarze, którymi możesz iśc dalej, ale im dłużej patrzysz stojąc i nic nie robiąc, tym bardziej zauważasz, że znaki na drzwiach się rozmazują, a drzwi zamieniają się w ściane.

To jak by patrzeć na kostke lodu wrzuconą do gorącej wody, możesz ją wziąć w ręke jesli zrobisz to bez namysłu, ale im dłużej się zastanawiasz szacując czy się poparzysz, tym masz mniejsze szanse , że ją wyjmiesz, ona znika, staje się gorącą wodą.

Musisz działać szybko, nie ma czasu do stracenia, pomieszczenia za Tobą znikają, drzwi przed Tobą znikają, musisz przechodzić pomiędzy nimi.

Otwierasz kolejne drzwi, monotonia sprawia, że tracisz poczucie czasu, nie pamiętasz ile drzwi już za Tobą, nie wiesz nawet w jakim kierunku idziesz. Najgorsze jest to, że idziesz sam.

Jak huk aramty pojawiają się myśli, gdzie ja idę ? Po co ja idę ? Czujesz to ? Czujesz nieskończoność w skończoności ? Jest tak ciemno, że nie widzisz swojego ciała, nie widzisz, czy tak naprawde jesteś, czy Cie nie ma.

A gdybyś widział, swoją rękę, zy to byłby dowód na to ,że jesteś ? Czy skoro możesz się uszczypnąć czy to jest dowód na to , że jesteś ? Czy własny oddech jest na to dowodem ? Skąd wiesz, że nie śpisz ?

W końcu pada, jedno pytanie. Skąd się tu wziąłem ? Otwierasz kolejne drzwi, i cofasz się myślami, ale im dalej sie cofasz tym bardziej się gubisz, wszędzie tylko drzwi. Nic więcej. Znasz to uczucie kiedy pytasz siebie co było wcześniej niż pierwsze co pamiętasz ?


Jeśli na chwile zamkniesz oczy, możesz sobie wyobrazić, że w koło Ciebie są inni ludzie, że rozmawiasz z nimi, że idziecie razem. Zamykasz oczy i widzisz ich. To daje Ci ogromną ulgę, czujesz coś czego nie da sie opisać słowami, odczuwasz coś bez widzenia, dotykania, węchu i smaku, odczuwasz to w środku.

Demoniczna myśl powraca, przypominasz sobie , że drzwi znikają, musisz iśc dalej. Znikają wszyscy ludzi, znowu masz poczucie lęku, znowu idziesz sam.

Są tylko drzwi i korytarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz