sobota, 26 lutego 2011

Jestem zgubiony

Jeśli oderwe się od pracy i spraw przyziemnych to widzę już dokąd mnie to wszystko prowadzi. Tam nie ma pozytywnego zakończenia, na końcu mojej drogi.

Wykluczając wszelkie religie, bogó, emocje i filozofie, pytam o jedno.

Mogę w życiu być kim chce, skoro mogę zostać kim chcę, moge wnieść coś dla ludzkościu w postaci nauki, moge spłodzić kolejne pokolenie, to wszystko co mogę. I to wszystko robia ludzie w koło.

Niebawem umrę, zapewne za 3 pokolenia nikt już nawet nie będzie o mnie pamiętał, a to co przeżyłem , ta pamięc zbiorowa między mną a ludzmi z którymi miałem okazje współistnieć zniknie.

Nasz świat jak pisałem istnieje miliardy lat, i miliardy jeszcze istnieć będzie. Nawet jeśli wszelkie scenariusze sci-fi się spełnią, nawet jeśli polecimy w kosmos, odkryjemy nowe wymiary, nowe formy istnienia to czas w którym istniejemy sprawi, że wszystko co stworzyliśmy zniknie. Nie pozostanie nic z tego co istnieje.

Zatem wszystko do czego zmierzamy zniknie, zamieni się w pierwotną formę czyli w uporządkowany haos materi. Bo to co widzimy , to w czym żyjemy jest wykreowane przez nas.

Zatem dziś śmiało powiem, to wszystko zmierza do nikąd.

Kilka myśli błądzących w mojej głowie:
Gdyby spojrzeć na wszechświat jak na garstke atomów, to można by zobaczyć, że my żyjemy w bardzo zwolnionym czasie, tzn tak jak by ktoś spowolnił czas. Jeśli spojrzymy w dół tzn na atomy to widzimy, że tam czas płynie znacznie szybciej, wszystko odbywa się niesamowicie szybko co jest przeciwieństwem wszechświata, na który patrząc widzimy , że stoji w miejscu. Ale tutaj jest pułapka mojego umysłu. Jeśli patrze na książke, to widzę, że dla niej czas się zatrzymał. Gdybym jednak spojrzał na nią w powiększeniu widząc atomy okazałoby się , że wcale tam się czas nie zatrzymał. Tak samo z kosmosem, patrzymy na niego z daleka nie widząc go z bliska. To nie ma sensu, ale chciałem to zapisać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz