niedziela, 27 lutego 2011

Zostało wspomnienie najbardziej gorącego pocałunku jaki w życiu miałem.

Proponuje odpalić sobie kawałek pod ten tekst, pasuje idealnie.

 Justify My Love by Madonna on Grooveshark

to był zwykły wieczór. poszedłem z kumplem na impreze firmową. nie będe wspominał co to za firma była i z jakim kumplem aby gdzies przypadkiem nie wyszło o kim mówie. bawiliśmy się dobrze. było sporo ludzi. piliśmy, tańczyliśmy. dobra impreza.

w firmie w której wtedy pracowałem zajmowałem się programowaniem. poważnie ? część moich zadań polegała na programowaniu raportów, które później odbierali inni koledzy z pracy i na ich podstawie wykonywali swoją prace. jeden z tych raportów odbierała odemnie pewna dziewczyna. powiedzmy , że miała na imie Genowefa :)

Genowefa byla młodszą odemnie dziewczyną. Miajliśmy się często na korytarzu, ale ja jako wykwalifikowany leszcz nigdy nie miałem jaj , żeby ją zaczepić. Po za tym ona nigdy nie zwracała na mnie uwagi, po prostu pewnie nie byłem w jej typie. Byłem zwyczajnie zbyt niesmiały. Po za tym pamiętam jak zawsze na jednym z komunikatorów miała opis "Kocham Cie ..." , była z kimś, więc tym bardzij nie zaczepiałem jej. Pamiętam jak dziś, że jak ją mijałem to miałem ciarki na plecach. Wiesz jak to jest jak ktoś Ci się obłędnie podoba,kiedy wiesz, że ta osoba jest nieosiągalna dla Ciebie. Widzisz ją i serce Ci wali pod gardło. Obłęd.

W firmie było sporo koleżanek. Ja nie miałem wtedy dziewczyny. Wypytywałem o Genowefe delikatnie niektóre koleżanki. Ale jakoś nigdy nie wiedziałem jak powiedzieć jej , że mi się podoba. 

Genowefa przychodziła do mnie po raporty. Kiedy to się działo, koledzy śmiali się ze mnie, bo wiedzieli jak mi się podoba i wiedzieli , że się pesze. Robili sobie ze mnie wtedy jaja, było zabawnie :) Przychodziła do mnie i nachylała się, a ja czułem jej perfumy, ona pokazywała coś na monitorze a ja patrzyłem ukratkiem na jej usta, oczy, była przepiękna. Nie wiedziałem o co pyta, ale się na wszystko zgadzałem. Raportowałem

 Kiedy przeniosłem się do innej firmy nie mogłem jej widywać, kombinowałem co zrobić. Mowiłem jej , że mam coś do odebrania u nich w firmie i specjalnie przyjeżdżałem, żeby ją odwieźdź do domu. Jechaliśmy autem a ja zamiast rozmawiać z nią na luzie spinałem się jak bym był u Billa Gatesa na rozmowie o prace. Odwoziłem ją tak kilka razy, ale nigdy nie przełamałem się, nie umiałem. Jak byłem przy niej onieśmielała mnie do tego stopnia, że po prostu nie mialem jaj. Opowidała bardzo fajnie, była mądrą dziewczyną, która miała coś do powiedzenia, dobrze mi się z nią rozmawiało, po za tym że byłem mega spięty.

Na tej właśnie imprezie stało się coś czego nie zapomne do końca życia. Byłem w toalecie. Mijałem ją.

Nie wiem co się stało, ale chwyciłem ją i pocałowałem. Nie wiem co się wtedy ze mną stało, alkohol uwolnił mnie z kagańców niepewności. Chwyciłem ją i całowałem. Wszystko się zatrzymało, ściana zaczełą krążyć w koło nas. Odleciałem. 

Wyszła z toalety. Stałem jak wryty, zwariowałem. Czułem jej smak na swoich ustach. Nie mogłem uspokoić tętna, serce mi waliło. Tak jak alkohol do łba. Wróciłem na sale, tańczyliśmy.

Chwile potem znowu całowaliśmy się przy barze. Odleciałem. 

Wypiłem kolejnego drinka , odleciałem totalnie.


Alkohol zmienia człowieka, czasem za bardzo. Zaproponowałem jej abyśmy poszli do mnie, to było totalnie głupie, ale pochodziło ze mnie, po prostu czułem że pragne jej, tak jak przez ostatnie miesiace. Niestety kiedy takie słowa mówi się po pijaku one brzmią inaczej. Wyszło na to, że zaprosiłem ją na sex od tak, bo jak inaczej mogła to widzieć. Powiedział mi później , że źle się zachowałem. Wyszło totalnie bez sensu. Zostało wspomnienie najbardziej gorącego pocałunku jaki w życiu miałem. Zostało tylko to.

sobota, 26 lutego 2011

Jestem zgubiony

Jeśli oderwe się od pracy i spraw przyziemnych to widzę już dokąd mnie to wszystko prowadzi. Tam nie ma pozytywnego zakończenia, na końcu mojej drogi.

Wykluczając wszelkie religie, bogó, emocje i filozofie, pytam o jedno.

Mogę w życiu być kim chce, skoro mogę zostać kim chcę, moge wnieść coś dla ludzkościu w postaci nauki, moge spłodzić kolejne pokolenie, to wszystko co mogę. I to wszystko robia ludzie w koło.

Niebawem umrę, zapewne za 3 pokolenia nikt już nawet nie będzie o mnie pamiętał, a to co przeżyłem , ta pamięc zbiorowa między mną a ludzmi z którymi miałem okazje współistnieć zniknie.

Nasz świat jak pisałem istnieje miliardy lat, i miliardy jeszcze istnieć będzie. Nawet jeśli wszelkie scenariusze sci-fi się spełnią, nawet jeśli polecimy w kosmos, odkryjemy nowe wymiary, nowe formy istnienia to czas w którym istniejemy sprawi, że wszystko co stworzyliśmy zniknie. Nie pozostanie nic z tego co istnieje.

Zatem wszystko do czego zmierzamy zniknie, zamieni się w pierwotną formę czyli w uporządkowany haos materi. Bo to co widzimy , to w czym żyjemy jest wykreowane przez nas.

Zatem dziś śmiało powiem, to wszystko zmierza do nikąd.

Kilka myśli błądzących w mojej głowie:
Gdyby spojrzeć na wszechświat jak na garstke atomów, to można by zobaczyć, że my żyjemy w bardzo zwolnionym czasie, tzn tak jak by ktoś spowolnił czas. Jeśli spojrzymy w dół tzn na atomy to widzimy, że tam czas płynie znacznie szybciej, wszystko odbywa się niesamowicie szybko co jest przeciwieństwem wszechświata, na który patrząc widzimy , że stoji w miejscu. Ale tutaj jest pułapka mojego umysłu. Jeśli patrze na książke, to widzę, że dla niej czas się zatrzymał. Gdybym jednak spojrzał na nią w powiększeniu widząc atomy okazałoby się , że wcale tam się czas nie zatrzymał. Tak samo z kosmosem, patrzymy na niego z daleka nie widząc go z bliska. To nie ma sensu, ale chciałem to zapisać.

środa, 23 lutego 2011

Zespół zamknięcia

Na górce książek przy łóżku przewija się tytuł "Obrazy naszego umysłu", to co czytam w tej książce przyprawia mnie o ciarki. Autorka przytacza historie ludzi, którzy po wypadku zapadali w stan zwany zespołem zamknięcia. Opisy ich przeżyć to jeden wielki koszmar.

Rozmyślałem nad tym, przydażyć się to może każdemu, bo każdemu może przydażyć się wypadek.



http://en.wikipedia.org/wiki/Locked-in_syndrome


 Zamówiłem encefalograf ze stanów i zacząłem pracować nad urządzeniem do śledzenia sygnałów z mózgu. Wpadłem na pewien pomysł. Chodzi o to, że z tego co rozumiem jeśli człowiek sparaliżowany myśli o tym , że podnosi noge to w jego mózgu uaktywnia się ten obszar , który jest za to odpowiedzialny. Zatem. Zakładając , że sparaliżowany człowiek nas słyszy. Można do niego mówić i nauczyć go alfabetu morsa. Nastepnie sparaliżowana osoba powiedzmy chce powiedzieć zdanie:

"Podrap po czole". 

Sama tlumaczy to w głowie na sygnał morsa:

.--. --- -.. .-. .- .--. / --. .-.. --- .-- .

Nastepnie zaczyna myslec  o podnoszeniu nogi zgodnie z sygnale morsa:
podnosi krotko
podnosi dlugo
podnosi dlugo
podnosi krotko
podnosi dlugo
podnosi dlugo
podnosi dlugo

itd.

Nie mam wiedzy na temat mózgu, tylko taką powierzchowna, to co przeczytałem w książkach naukowych. Zatem moje spekulacje mogą być dalekie od tego co nauka uznaje za fakt. Ale może gdyby usiadł do tego jakiś naukowiec to by mógł okreslic czy sa czesci mozgu ktorych sygnaly mozn aby tak odczytywac.

Pojawia sie masa pobocznych  problemow takich jak kiedy zaczac odczytywac sygnal a kiedy nie. Ale tak jak wspomnialem jesli pacjent nas slyszy mozemy ustalac kiedy zaczynamy nasluchiwac sygnalow i mu o tym powiedziec "Teraz zacznij nadawac". 

Mysle, może błędnie, ale jak pomyśle co się dzieje w głowach tych ludzi to nie mam wątpliwości, że trzeba szukac drogi aby im pomóc.


Gdyby kiedyś miała miejsce sytuacja w której bym uległ wypadkowi i znalazł się w stanie zespółu zamknięcia proszę moją rodzine o odłączenie mnie od narzędzi podtrzymujących życie.

wtorek, 22 lutego 2011

Upadek

Kiedy byłem małym chłopcem i chodziłem do szkoły, miałem jedną książkę do matematyki w każdym roku, z tej książki uczyłem się wzorów, rozwiązywałem zadania. Zdobywałem wiedzę. Kiedy miałem pytanie pytałem nauczyciela, rodziców. Zarówno książki jak i ludzie których pytałem, byli mi znani, ich wiedzę i doświadczenie w jakiś sposób można było zweryfikować.

W tym samym okresie kiedy byłem mały, nie wiem skąd ale dotarły do mnie materiały o UFO, zaczłem uznawać jego istnienie na równi z wzorami pitagorasa. Stało się tak, gdyż sam szukałem argumentacji na to iż ono istnieje, sięgałem po czasopisma i książki nawiązujące do tematu. Byłem głodny wiedzy i nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ważne jest to kogo się słucha, czyta.

I tak wyrosłem na dużego chłopca , który umiał liczyć i rozglądał się za ufo.

Teraz zadajmy kilka pytań.
Ile źródeł wiedzy ma dzisiejszy człowiek ?
Ile z pośród autorów tych źródeł to ludzie którzy posiadają wiedzę i doświadczenie aby dzielić się z innymi ? Czy ktoś jest w stanie zweryfikować kim są ?
Jaki wpływa na nas samych ma tzw "łykanie" informacji bez weryfikacji autora ?


To ważne pytania. Sam wiele razy uległem złudzeniu iż czytam coś co jest naukowe, a okazywało się to zwykłą kpiną.

Można uczyć się wszystkiego, ale bardzo ważne jest aby zdawać sobie sprawę po jakie źródła sie sięga. Dzisiejszy świat jest pełen debili, i nie wstydze się tak powiedzieć bo to moje doświadczenie. Odwiedziłem mase stron w poszukiwaniu wiedzy i to co na nich widziałem świadczy o tym, że koniec naszej cywilizacji może być bliski.

Moje zasady:
1. Weryfikuj autora informacji, które przyjmujesz.
2. Staraj się poczytac forum, zobaczyć opinie ludzie , którzy tam przebywają, zobaczysz jaki poziom reprezentuje ta społeczność.
3. Bądż uważny na wszelkiego rodzaju "piękne" etykiety, tytuły naukowe i nazwy organizacji , które mogą istnieć tylko w w wirtualnym świecie.
4. Zanim zaczniesz coś czytac oglądąc postaw sobie ważne pytanie, czego oczekujesz od tego materiału, jakiej odpowiedzi.


Możesz wierzyć w Boga, Budde czy Ufo, nie jest to ważne, ważne abyś umiał filtrować idee które wpuszczasz do swojego umysłu.

Te idee to Ty sam, możesz kontrolować idee lub być kontrolowanycm przez nie.


piątek, 18 lutego 2011

Dźwięki z kosmosu

Zastanawiałem się co "słychać" w przestrzeni kosmicznej.

http://www.audiofarm.org/audiofiles/4509

Coś mi to przypomina..

środa, 16 lutego 2011

Jej głos mowi w mojej głowie do dziś

Spotkać kogos pierwszy , tego powtórzyć się nie moge. kiedy ten pierwszy raz będzie lawiną odczuć pozytywnych , przez reszte życia ta chwila przenosić mnie będzie w ten moment do tej wyjątkowej osoby.


Są chwile, ktore zapadaja w pamieci bardzo intensywnie. po latach moge je odtworzyc z malymi detalami. jedna z nich zdażyła sie w goracy dzien w 2001 roku.

stalem w kolejce, skladalem dokumenty na uniwersytet. obok stala dziewczyna. ja mialem wtedy 21 lat, mlody chlopak, stawialem pierwsze kroki w warszawie. zaczelismy rozmawiac. miala glos na mysl o ktorym przechodza mnie dreszcze, przepiekny. tak jaka cala ona. gdybym mial opisac ten glos powiedzialbym , ze byl pelen radosci, bardzo kobiecy i taki z temperamentem, byl w nim charakter i emocje. swiecilo slonce. Karolina bo tak miala na imie miala czarne wlosy, czerwone piekne usta i ciemne oczy. Patrzylem pewnie jak przyglup na nia, z maslanymi oczami, byla przeurocza. Miala na sobie sukienke i kabaretki, to bylo zjawiskowe. Nie pamietam jak to sie stalo , ale dala mi swoj numer. Z litosci chyba bo jak sobie przypomne jak ja wygladalem to nie mozliwe abym sie jej podobal. W kazdym razie zadzwonilem do niej kilka razy z chelma. Pamietam, ze zapisalem jej numer na kilku kartkach aby nie zgubic. Jej glos w sluchawce, niesamowite uczucie. Byla narkotyzujaca.

Dla mnie to było magiczne, pamiętam jak dziś jak siadałem przy telefonie, pół godziny obmyślałem o czym będe rozmawiał, zwyczajnie bałem się, wstydziłem się. A potem słyszałem ją i to była jak zalewająca cały umysł przyjemność.

Spotkalismy sie kiedy przyjechalem do warszawy. Mieszkalem wtedy w akademiku. Rozmawialismy cale noce przez telefon. Spotykalismy sie. Karolina miala chlopaka, miedzy nami nic nie bylo. Do czasu az sie pocalowalismy.

Rozmawialismy całe noce, ja nie chodziłem potem na zajęcia bo spałem, albo byłem totalnie nie wyspany, ale cóż to były za rozmowy. Zakochałem się wtedy, tyle tylko, że nie rozumiałem ani tego co czuje ani tego co mówi Karolina :)

Alez glabem bylem wtedy, az zal sciska. Nie kumaty , totalnie nie kumaty, nie okrzesany boleslaw byl ze mnie.

Karolina byla dla mnie dziwna, byla bo ja nie kumalem kobiet. Wczesniej mialem jedna dziewczyne, zadnych kolezanek. Bylem betonem jesli chodzi o relacje miedzy ludzmi.

Pamietam jak przychodzilem do niej i witala mnie w drzwiach. To bylo cos pieknego. Chodzilismy czasem na spacery. Pamietam jej lozku z kratami, jej pokoj, jej usmiech i piekna buzie.

Spotkalem wyjatkowa dziewczyne, wyjatkowa. Wszystkie te chwile sa gdzies w glowie. Jest ona, jest dzwoniacy telefon, jest jej glos. Sa jej usta, ona w drzwiach. Jest zima, jest droga miedzy blokami do niej.

Przezylem wspaniale chwile. Niedawno Karolina miała urodziny, niestety czasu się nie cofnie aby zanieść jej kwiaty. Uśmiechnąłem się tylko na myśl o niej do siebie siedzać wśród tłumu w autobusie.

Mineło już kilka lat od tamtego czasu, widziałem się raz z Karolina na jej urodzinach w 2007 roku . Do tej pory spotkania z nią , rozmowy , jej wzrok napawają mnie o dreszcze, takie pozytywne. Miała w sobie coś co się nazywa magicznym. A może to ja widziałem magicznie świat, wtedy kiedy mało widziałem, nie wiem. 

poniedziałek, 14 lutego 2011

jedyne....

co ma sens to nie szukanie sensu

Sleep Paralysis



http://pawelmucha.blogspot.com/2010/06/kiedy-zrozumiaem-ze-umarem.html

ostatnie drzwi

Stoisz przed drzwiami, nie mają klamki, nie wiesz czy się otworzą, sa czarne, tak jak wszystko co jest do okoła Ciebie. jedyne co je odróżnia od przestrzeniw której się znajdujesz to biały znak namalowany na nich.

Chwile się zastanawiasz co zrobić. Potworna cisza, która panuje w koło Ciebie sprawia, że każda myśl pojawiające się w głowie, nabiera własnego głosu, głosu który hiponytuzje Cie, niczym poruszające się w lewo i w prawo wahadełko. A jedynym hiponotyzerem jesteś Ty sam, tylko Ty, możesz przywrócić się do świadomości lub wyrwać się z niej.

Wyciągnięta ręka, kieruje się w kirunku drzwi, oddzielają ją jeszcze dwie krótkie chwile, jedna na wycofanie się, a druga na przyśpieszenie. Drzwi mają to do siebie, że można otwierać je tylko raz, kiedy się otworzą, trzeba przez nie przejść, nie patrząc do tyłu. To co było z tyłu zapadnie się jak ziemia na bagnach. Kiedy już widzisz , otwarte drzwi, nie myślisz, wchodzisz.

Zaraz po wejściu drzwi powinny się zamknąć, ale tak się nie dzieje, kiedy się odwracasz, widzisz, że one są już zamknięte, co więcej, one są jednością ze ścianą. Tam nie ma drzwi.

Każdy nowy korytarz, każdy pokój, ma wiele drzwi, teoretycznie powinny się łączyć, ale tak nie jest. Wybierające dowolne drzwi, dowolne korytarze czy pokoje, nie da się wrócić do miejsca w którym się już było.

Kiedy wchodzisz do pomieszczenia, jest jak we śnie. Wiesz, że są drzwi, wiesz, że są różne korytarze, którymi możesz iśc dalej, ale im dłużej patrzysz stojąc i nic nie robiąc, tym bardziej zauważasz, że znaki na drzwiach się rozmazują, a drzwi zamieniają się w ściane.

To jak by patrzeć na kostke lodu wrzuconą do gorącej wody, możesz ją wziąć w ręke jesli zrobisz to bez namysłu, ale im dłużej się zastanawiasz szacując czy się poparzysz, tym masz mniejsze szanse , że ją wyjmiesz, ona znika, staje się gorącą wodą.

Musisz działać szybko, nie ma czasu do stracenia, pomieszczenia za Tobą znikają, drzwi przed Tobą znikają, musisz przechodzić pomiędzy nimi.

Otwierasz kolejne drzwi, monotonia sprawia, że tracisz poczucie czasu, nie pamiętasz ile drzwi już za Tobą, nie wiesz nawet w jakim kierunku idziesz. Najgorsze jest to, że idziesz sam.

Jak huk aramty pojawiają się myśli, gdzie ja idę ? Po co ja idę ? Czujesz to ? Czujesz nieskończoność w skończoności ? Jest tak ciemno, że nie widzisz swojego ciała, nie widzisz, czy tak naprawde jesteś, czy Cie nie ma.

A gdybyś widział, swoją rękę, zy to byłby dowód na to ,że jesteś ? Czy skoro możesz się uszczypnąć czy to jest dowód na to , że jesteś ? Czy własny oddech jest na to dowodem ? Skąd wiesz, że nie śpisz ?

W końcu pada, jedno pytanie. Skąd się tu wziąłem ? Otwierasz kolejne drzwi, i cofasz się myślami, ale im dalej sie cofasz tym bardziej się gubisz, wszędzie tylko drzwi. Nic więcej. Znasz to uczucie kiedy pytasz siebie co było wcześniej niż pierwsze co pamiętasz ?


Jeśli na chwile zamkniesz oczy, możesz sobie wyobrazić, że w koło Ciebie są inni ludzie, że rozmawiasz z nimi, że idziecie razem. Zamykasz oczy i widzisz ich. To daje Ci ogromną ulgę, czujesz coś czego nie da sie opisać słowami, odczuwasz coś bez widzenia, dotykania, węchu i smaku, odczuwasz to w środku.

Demoniczna myśl powraca, przypominasz sobie , że drzwi znikają, musisz iśc dalej. Znikają wszyscy ludzi, znowu masz poczucie lęku, znowu idziesz sam.

Są tylko drzwi i korytarze.

wiatr pragnień

w promieniach palących słów trwać
wśród wyjących demonów ludzkich pragnień
mając przeciwko sobie świata reszte
nie zawachać się iść , to bardzo ciemnego celu
stać i trwać w huragania emocji
to siła myśli

jak kute żelazo, tak moje myśli kształtu nabierały
z bezpłodnej materii, miecz ostry jak światło stworzyłem
miecz ideii
tylko zapomniałem, że wciąż żyje


gdy nad strumieniem zrozumienia przyklęknąłem
by twarz obmyć, z wiatru słów nawianych
zapomniałem, że sam mam myśli i emocje
tak skrajne, jak dwie armie
nachyliłem się i zobaczyłem , że siebie osądzić muszę
a w wodzie odbił się miecz, ten sam, mój
już wisiał nad moją głową


idąc przez te szczyty, wiedziałem gdzie ide
nie patrzyłem w dół, bo zbyt pewny siebie byłem
chciałem poznać wszystko
a pojąłem , że siebie zrozumieć nie umiem

powiał wiatr, wiatr pragnień
przez chwile pamiętałem
zapomniałem, zapomniałem gdzie ide
spojrzałem w dół
i
spadłem
kiedy świadomość otworzyła mi oczy, podniosłem obolałe ciało
rozejrzałem się
potworne robaki zżerały ciała trupów, a te wciąż jęczały
trupy pragnień, emocji , które mnie tu znowu ściągnęły


już kiedyś w tym miejscu umarłem

środa, 9 lutego 2011

narodziny śmierci

Jest 13.9.2011

Na błękitnym niebie rozbłyskuje słońce, jest ciepło, nawet jak na wrzesień. Słychać wciąż śpiew ptaków, które latają nad głowami ludzi. Szum delikatnego wiatru co chwila strąca kolejno kolorowe liście, liście które przeżyły swoje życie w kilka miesięcy.
Zamykając oczy i słuchając ich można by pomyśleć, że może jest zima, bo wszyscy pociagają nosami, ale to nie zima. Bardzo wolne , takie są ich kroki, kroki idących ludzi. Wsłuchując się bardziej, da się słyszeć te specyficzne głębokie oddechy, kiedy człowiek wzdycha.

Tuż przy samym lesie, gdzie zatrzymują się wszyscy jest wykopana dziura, taka w sam raz na trumne którą nieśli.

Kilka dni temu zmarł ktoś bardzo ważny, ktoś kogo całym sercem kochał człowiek stojący w pierwszym rzędzie. Z jego oczu wypływają kolejne łzy, zaciśniete usta nie wypowiadają pytań które same się cisną:
Tyle chciałem Ci powiedzieć, niezdążyłem, wybacz mi!
Nie powinieneś jeszcze umierać, tak chciałbym cofnąć czas!


Jest już za późno na to, za późno by to zrobić. Ten stojący człowiek pozostanie już, ze swoim żalem do siebie, do świata , na reszte swoich dni. Choć teraz już wie, iż życie jest krótkie i należy okazywać miłość, należy kochać ludzi i mówić im to. Niestety dowiedział się o tym dopiero teraz. Chciałby cofnąć czas i tego nie przeżywać, chciałby cofnąć czas i powiedzieć osobie, która leży w drewnianej skrzyni jak bardzo ją kochał, jak ważna była dla niego, w tej chwili oddałby wszystko za to, naprawde wszystko!

Ten człowiek w promieniach słońca, stoji i patrzy przez łzy, patrzy jak znika coś czego nigdzie już nie znajdzie. Ten człowiek to Ty.

----------------------------------------

Brat mówi , że boi się śmierci nagłej, kogoś kogo kocha. To sprawia, że rozmyślam nad tym.

Zaczeliśmy umierać wraz z narodzeniem się, i mamy tu chwile aby to pojąć. Śmierć będzie odrodzeniem, a gdzie to zależy jak się do tego przygotujemy.
Zatem każdego dnia należy celebrować istnienie ludzi, których kochamy bo oni umierają, myle się ?

Ja niedługo umrę, moge umrzeć tragicznie, nie ważne jak, ja przygotowuje się do śmierci od dawna, więc jak bym nie umarł, będe gotowy. A moją ostatnią myślą, mam nadzieje nie bedzie "dlaczego ja?dlaczego już?"

Ja kocham to zycie za to ze zyje juz 30 lat, za to ze poznalem ludzi ktorych poznalem, za to ze moglem zaistniec tu z nimi. Za to kocham zycie, za fakt, ze doswiadczylem go. Ze moglem sie ocknac i doswiadczyc iz zycie jest smiercia.

W moim życiu najcenniejsze co zrobiłem to pokonałem swoje lęki, dzięki nim mogłem otworzyć się na innych i okazać im swoją miłość. Złe czyny ? Sporo ich zrobiłem, nie umiałem żyć inaczej, dlatego były.

Stawianie sobie pytań, obserwowanie siebie, otwieranie swoich lęków to wszystko co mogłem zrobić w tym życiu.

A czy kochałem ? O tym moga powiedzieć istoty jakie mnie spotkały, nie ja. Miłość to to jak czują nas inni, a nie to co my myślimy.

Takimi myślami mógłbym dziś się pożegnać ze światem, ale żyć mam nadzije dłużej :)



Myślę, że jeśli boimi się kogoś stracić to dobry znak aby poświęcić tej osobie więcej uwagi, to dobry znak , że może nie powiedzieliśmy wszystkikego co byśmy chcieli tej osobie.

Ale jeden problem tu się pojawia, problem przywiązania, ludzie się przywiązują do innych i boją sie ich stracić. Ja też tak miałem, to znikło kiedy poczułem, że daje siebie i mówie to co chce powiedzieć. I wiem, że śmierć to tylko kolejny krok.

zagubienie

potrzeba meotdy

mamy w kolo tyle informacji. każdy z nas ma dostęp do większej ich ilość na wyciągnięcie ręki niż wszyscy uczeni 100 lat temu. problem tylko jak ją łączyć, jak wyszukiwać idee, jak stawiać cele.

kreatywnośc. w koło nas jest jej nieskończona ilość. moja koszulka z napisem "the end" może dać do myślenia nie jeden osobie i pobudzić w niej proces , który sprawi, że zrozumie coś czego nie mogła.

jaka to metoda ?

Jak uporać się z faktem iż, mogę wszystko, tylko nie wiem jak ?

brne coraz głębiej w różne dziedziny, rozumiem coraz więcej, często widzę życie jako drogą, bardzo krętą, i widze ją coraz bardziej z góry, myślę, że rozumienie świata, procesów wynosi nas wyżej, wtedy widzimy droge z góry, otwiera się przed nami nowy wymiar, nowa droga, droga w góre.

najważniejsze pytanie brzmi, skoro za chwile umre, to co chce zrobić w tym zyciu ? , już wiem , że nie jest ono warte by się martwić o jutro o to co mam czy kim będe, wiem że najważniejsze to by być świadomym każdej chwili.

Możesz być tym kim chcesz, masz życie do wyboru, ale tylko jedno

wtorek, 8 lutego 2011

kilka myśli

Kilka drobnych spostrzeżen.

Zuważam, że ludzie którzy nie stracili zbyt wilu ludzi w życiu, w sensie nikt im nie umarł , nikt kogo bardzo kochali, nikt kogo kochali ich nie opuścił, mają inne podejście do świata niż Ci którzy stracili wielu bliskich.

Pewni ludzie kiedy posiadają silną relacje z matka lub z ojcem, zaspokajają się tą relacją i nie okazują uczuć innym osobom.

Śmierć bliskich osób zatrzymuje nas. Zaczynam dostrzegać podobieństwo w postępowaniu ludzi z którymi obcuje , a którzy kogos stracili do mojego postępowania z przed lat kiedy to ja straciłem kogoś kogo kochałem.

Ludzie wstydzą się mówić o tym, że ktoś im pomógł, o tym, że pokazało im się dobrą drogę. Zamiast tego mówią, że sami odnaleźli cel. To tzw plagiatorstwo nieświadome jako proces w mózgu, który utorzsami pewną idee nie z jej prawdziwym autorem, ale z samym sobą. Ja sam tak wiele razy robiłem, to może mieć podłoże lękowe lub tak jak napisałem to proces w mózgu.

Zauważyłem , że jeśli czegoś nie chce robić, albo nie lubie, i zapytam się siebie dlaczego a odpowiedzią będzie nie wiem, to suma tych podmiotów do ktorych zywie niechec bedzie w duzym procencie suma podmiotow ktore lubi ktos kogo ja w dziecinstwie lub w przeszlosci obdarzalem duza dawka negatywnych emocji.

czwartek, 3 lutego 2011

Z cyklu rozmowy z Maćkiem

[17:55:08] Maciej: zarzdzanie projektmi i handel
[17:55:12] Maciej: z duzymi klientami
[17:55:15] Maciej: uwielbiam to