środa, 19 stycznia 2011

Bój się Boga

Piszę tu o moim postrzeganiu świata, nie ma tu żadnej prawdy czy nie prawdy, mój czysty obraz


Nasz świat
Wszystkie teorie są abstrakycjne, wszystkie myśli, które stworzyliśmy sa tylko opisami świata tego tu na ziemi. Zachowujemy się jak kropla wody spadająca w deszczu do oceanu i myślimy, że pojmujemy czym sa inne krople. W istocie rzeczy staramy sie przetrwac, po trupach.

Ja nie chce.
Człowieka postrzegam jako istote która jest skazana na śmierć, ale tego nie chce. No bo dlaczego mam umierać ? Ja też nie chce umierać. Tylko kto powiedział, że to co ja chce ma jakieś znaczenie ? No właśnie, kto ? Tylko my sami tak myślimy na tej naszej kropli.


Człowiek ma wole życie, to wyjątkowe
Podobno myślimy, i to daje na poczucie, że decydujemy o życiu i smierci a przynajmniej staramy sie. A czy tysiące mrówek w mrowisku chcą umierać ? Czy motyle, ptaki i inne istoty tego świata nie chcą żyć podobnie jak my ? JAK MYŚLISZ ?


Oto jest Pan
Ale my ludzie wydumaliśmy sobie, że będziemy się modlić do czegoś co nas od śmierci uratuje, wydumaliśmy sobie Boga :) Modlimy się do niego, składamy prośby, wierzymy, że jest życie po smierci, wierzymy, że coś z nami będzie. Życie nadzieją daje ukojenie, zatyka wszystkie pytania które są niewygodne, robi taką niewidzialną tarcze.


Gdzie , no gdzie to jest ?
Skąd to się bierze, zastanawiam się. Często się zastanawiam skąd w ludziach wiara w Boga, w końcu sam wierzyłem, modliłem się i byłem święcie przekonany , że Bóg istnieje i czuwa nademną.

Pomyśl czasem
Dziś czytam takiego oto posta na FB:
"Każda osoba ma 1000 życzeń, pacjent chory na raka ma tylko jedno: żeby przeżyć. Wiem, że 97% z was nie opublikuje tego w statusie, ale 3% moich znajomych to zrobi, ku pamięci kogoś kto umarł lub walczy z rakiem. Proszę opublikuj ten status przez jedną godzinę. Jeśli ty albo ktoś z twoich bliskich ma lub miał raka... a modlitwa jest oto, żeby w 2011 r. można było znaleźć lekarstwo. Zrobisz to? Tylko jedna godzina"

Pomijam fakt iż jest to jakiś łancueszek, którego przesyłanie i wklejanie w moim odczuciu jest domeną osób nie mających zbyt wiele do powiedzenia od siebie. Co mnie zastanawia jak to czytam. I tu jak gdyby dostrzegam pewien problem w myśleniu autora i wszystkich przeklejaczy tego tekstu.
Po pierwsze. Ludzie boją się śmierci, boją się bo nie rozumieją co będzie dalej, i po co są tutaj. Ich jedynym ratunkiem jest ich wiara, a wiara niestety niesie ze sobą mase wątpliwości.
Rak jest chorobą, taką samą jak starość, jak każda inna choroba. Każdy z nas w jakiś sposób umiera. Problem nie jest w raku, problem jest w braku umiejętności cieszenia się z życia każdego dnia. Zapytaj umierającego a powie Ci , że oddałby wszystko za jeden dzien w zdrowiu, no i prosze Ty go dostajesz, masz jutro jeden dzień w zdrowiu, i co robisz ? :) Hahahhahaha kino kolacja kopulacja i inne zabijacze czasu...
Po drugie. Dlaczego tak wielu chce być tym którego Jezus wskrzesił a tak nie wielu chce być tymi którzy umierają w cierpieniu. Więc skąd pomysł na ciągle modlitwy o uzdrowienie , wszyscy nic tylko chcą być zdrowi. Uzdrów o Panie tego i tamtego i mnie jeśli możesz :) A jak Pan zacznie wysłuchiwać próśb to kto będzie umierał ? Dlaczego ludzie zmiast się modlić nie wyjdą na godzine na ulice i nie zaczną robić czegoś bezinteresownie. BEZINTERESOWNIE ?

Gdzie te wszystkie sytuacje ?
Spotkałem się w życiu z wieloma osobami , które opowiadały niesamowite historie, czy to o uzdrowieniach czy to o modlitwie itd itp. Jednak żadna z tych osób nie mogła powiedzieć , że faktycznie czegoś takiego doświadczyła osobiście. Zazwyczaj słuchając opowieści o "niesamowitych" przeżyciach, albo analizując moje "niesamowite" przeżycia dostrzegałem statystyke i brak zrozumienia procesów jakie zachodzą w świecie który nas otacza.



Nie wiem jak bedzie, ale na dzien dzisiejszy jestem bardzo zadowolony ze swojego sukcesu życiowego. Wszystko czego sie dowiedzialem, to jak patrze na swiat jest dla mnie ogromnym sukcesem życiowym, takim o którym kiedyś mogłem marzyć. Oczywiście wiem iż nic nie wiem, nie wiem też ile pożyje, ale gdybym zachorowal na raka, to nie prosilbym nikogo o modlitwe, poprosilbym o jointa i rozmowe z kilkoma osobami. Mozna zyc 30 lat i byc spelnionym, a mozna zyc 50 i umierac w rozpaczy , bo umieramy na raka.

Inna sprawa sa ludzie mlodzi ktorzy choruja, dzieci, ale jak napisalem dla mnie to proces Samsary, a smierc jest tylko kolejnym etapem, a to my sami robimy z niej cos strasznego. Nic wiecej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz